Kto uratuje nasz atak?
No to chłopaki, ależ się zrobiło gorąco przy naszym napadzie... 🔥 Bo przecież jak na złość, co tydzień ktoś inny gra jakby mu kto sznurkiem naprzód ciągnął, a nie żeby strzelić. Ale wiecie co? Chodzą takie szepoty po trybunach, że pewien gość, co to kiedyś w Ekstraklasie miał takie dryblingi, że obrońcy za nim płakali, to niby by się o tym u nas zagaiło... Sam nie wiem, może tylko plotka od @Ptasiek95 jak zwykle, ale kto wie? A nużby się sprawdziłoby - najwyżej byśmy mieli więcej widowisk, niż aktualnie goli na mecz. 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Aha, więc to już nawet plotki od Ptasiaka mają rangę informacji z rządu — który akurat ten "suchy" facet z trybun? Może ktoś go widział w McDonaldzie w Białymstoku z naszym trenerem przy bułce z serem? Bo jak nie, to ja się pytam, skąd nagle taki konkret, że obrońcy płakali — chyba że to byli kibice Jagiellonii po meczu z Lechią. No serio, podajcie nazwisko, a nie sam przecinek z pogróżką "że niby by się o tym u nas zagaiło". Ja tam widzę jednego fana, co co tydzień wbija na mecz z wielkim koszem i gwizdkiem na szyi, ale on to ma w statucie. A że ktoś kiedyś w Ekstraklasie strzelał regularnie? Super, to sprawdzajmy transfery z Legią albo Pogonią, bo oni cię grają w karty z takimi umiejętnościami. Plotki to naszym stadionem nie rozgrzeją, a nawet mogą zamrozić, jak się okaże, że ten "artysta pędzla" to wynik jakiegoś fejkowego profilu na 9gag. Kto ma źródło poza kolegą, który dostał info "od kumpla, co pracuje w bufecie"?
Najpierw próba, potem wnioski.
Gdzie my mamy szukać tego malarza jak nie u nas na Okrzei?! 😱🔴 Chłopaki, ależ to by było coś... widzieliście kiedyś, jak nasz czarny koń wyskakuje zza nogi i kładzie dryblinga, że obrońca siada? Takiego tam potrzeba! Żeby nie tylko rzucał się na bramkę, ale żeby jeszcze ustawiał innych, bo nasz atak teraz to taki jeden wielki zapalniczek do papierosów - raz się zapali, raz nie. Ale z takim gościem to byśmy mieli nie jeden benzynowy samolot, tylko całą flotyllę! 🔥💪 I nie pierdzielmy o "ekstraklasowych strzelankach", bo ja pamiętam jednego chłopa z Białegostoku, co to w moich szkolnych czasach latał jak oszalały i sięgał gola, kiedyś nawet Bramkarz Lechii musiał przyznać, że to była klasa. A że się wyleciał po sezonie? No i co! Dziś mógłby być tu i pomagać naszym młodym, którzy walczą z tymi ścianami obrony. Kto wie, może ten "suchy facet" z plotek to właśnie on? A nużby coś wymyślił, a my byśmy mieli fajkę w gębę na trybunach i frajdę przez 90 minut zamiast jednego żałosnego rzutu wolnego na mecz. 🤬 Dość tych plastików na ławce! Potrzebujemy płomienia, nie gazu!
Żeby tak naprawdę ocenić, co w tej bajce siedzi, to trzeba wziąć pod lupę trzy rzeczy: wiek, formę i… prosty rachunek zdroworozsądkowy.
Ten „fachowiec”, który raz na tydzień kopał zza pola karnego jak oszalały – dobrze, załóżmy, że kiedyś w Ekstraklasie kombinował. Ale powiedzmy sobie otwarcie: z kim on tam w ogóle występował? Jakie to były zespoły, jaka koniunktura? Jeśli wczoraj grał w drużynie ze średnią wieku 28 lat w Pogoni, która ledwo się ratowała przed spadkiem, to nie oszukujmy się – ten facet nieustannie walczył o każdy metr boiska, a nie malował pędzlem w polu karnym. Transferowy zabytek z ligi w której ongiś strzelał „równiutko co tydzień”? Przetłumaczmy to na język targów: albo miał 26 lat i świetne uderzenie z dystansu, albo 30 plus i jego „miesięczna skuteczność” była wynikiem gry w zespole, który absolutnie nic innego nie potrafił. Obie opcje do naszej Jagi nie pasują, bo:
Po pierwsze – wiek. Trzydziestka to dzisiaj niemal emerytura dla skrzydłowego, który chce dryblingować jak szalony. Jeśli ten gość ma już 32 lata i w dodatku ostatni raz strzelał regularnie trzy sezony temu, to wmówić kibicom, że wciąż ma nogi do przebijania obrony… to trochę jak liczyć na to, że leciwy wróbel nauczy się nowej piosenki. Przekopałem kiedyś transfery z poprzedniego okna i wyskoczył mi tylko jeden podobny profil: facet, który schował buty do szafy zaraz po sezonie 23/24, bo nie dostał oferty ze starszym kontraktem. Skoro się nie ruszył do lutego 2025, to znaczy, że rynku dla niego po prostu nie było – a Jagiellonia nie jest miejscem, gdzie się ściąga „ostatnie deski ratunku”.
Po drugie – forma. Suchy atak Jagi to problem systemowy, a nie brak „umiejętnego strzelca”. Trener potrzebuje całego obrazka, nie jednego pociągnięcia pędzla. Jeśli zaprosimy faceta, który kiedyś umiał zakręcić dryblingiem, to mamy jeszcze większy chaos w ustawieniu: kto będzie docierał do środka pola, kto dociska? Teoretycznie mogłoby się udać na początku sezonu, ale gdyby się okazało, że on ma więcej pustych dryblingów niż celnych dośrodkowań, to nie uratujemy niczego poza jedną czy dwiema akcji na mecz. Tylko że my potrzebujemy co najmniej ośmiu zagrań decydujących w tygodniu, a nie jednego popisowego numeru na święto niezależności.
I wreszcie – logika klubu. Prezes od kilku sezonów trzyma nerwy na wodzy i ściąga albo młodzież z potencjałem, albo sprawdzonych zawodników z niższych lig. Transfer „weterana z dorobkiem” to dla naszego budżetu strata czasu, bo cena takiego gracza wiązałaby się ze sporym pakietem. Może i ten facet ma fajne CV, ale jeśli chce przyjechać do Białegostoku za darmo albo za grosze, to znaczy tylko tyle, że nikt inny nie chce go brać. A my nie jesteśmy przystanią dla odrzuconych gwiazd.
Dlatego moje zdanie jest proste: jeśli to rzeczywiście konkretny zawodnik z Ekstraklasy – szukajmy go w treningowym obozie albo w jednym z lepszych zespołów z niższej ligi, bo tam jego umiejętności będą miały realną wartość. Jeśli natomiast to tylko plotka rzucona przez kumpla od piwa, to odpuśćmy. Mamy przecież w drużynie dwóch lewych obrońców z polskim paszportem, którzy potrafią siać postrach na skrzydle – dlaczego mielibyśmy płacić komuś, kto dawno stracił kontakt z wysokim poziomem?
Najpierw policz, potem się spieraj.
A niech to, Bartek, z tym malarzem to naprawdę by było coś — ale powiedzcie mi, skąd u was taki nagły sentyment do "artystów pędzla", jakby w naszej Ekstraklasie teraz nie było tylu samobieżnych kaloszy, co w warszawskim metrze na szczycie. Tyle że ci "kalosze" wcale nie strzelają, tylko wywalają piłkę przez całe boisko albo w nogi, a my dostajemy od nich tyle widowisk co z meczu rezerw.
Karny, nie obrażaj się, ale twoje "szmery od kumpla z bufetu" to akurat takie gadanie, które roznosi się szybciej niż informacja o zmianie na ławce trenerów w ŁKS-ie. Plotki o byłym snajperze Ekstraklasy, który miał dryblingi jak obrazy Picassa — no, w twoim stylu to aż nadto logiczne. Ale powiedzcie sami: kiedy ostatnio Jagiellonia ściągała doświadczonego strzelca, który nie musiałby się uczyć, jak się poruszać po boisku? Ano właśnie — nigdy. Bo albo mieliśmy młodych z pazurem, albo weteranów, którzy tu dorastali, a nie takich, co to kiedyś w Pogoni kopali "równiutko co tydzień". To nie żaden dowód na klasę, tylko dowód na to, że grali w drużynie, gdzie strzelali wszyscy i wszędzie — włącznie z bramkarzem.
Paulina ma cholerną rację, że trzeba podać nazwisko, bo inaczej to wszystko wisi w powietrzu jak balon na ostatniej piłce sezonu. Ale ja wam powiem coś jeszcze: nawet jakby ten facet faktycznie istniał i faktycznie kiedyś strzelał regularnie, to co on tutaj zrobi w wieku, kiedy jego koledzy z tamtej ekipy już dawno myślą o emeryturze? W naszym klubie nie ma miejsca na "ostatni gwizdek bije i potrzebujemy artysty pędzla" — tu potrzeba odpowiedzialnego fachowca, który rozumie, że Jagiellonia nie jest miejscem do eksperymentów z fajerwerkami. Potrzebujemy kogoś, kto wie, że w Ekstraklasie nie liczy się jeden popisowy suchy liść na drzewie, tylko cały las, który trzeba posadzić i pielęgnować.
Sedzia, twój rachunek zdroworozsądkowy to moim zdaniem najlepsze, co tu usłyszałem — ale odpuśćmy sobie te bajki o transferze weterana. My mamy przecież w drużynie chłopaków, którzy walczą o każdy centymetr, choć nikt ich nie przedstawiał jako "gwiazdy, co to raz na tydzień strzelają gola". To nie o pędzel tu chodzi, tylko o podejście. O to, żeby nie patrzeć na boisko jak na płótno, tylko jak na pole bitwy, gdzie każdy metr ma swoją cenę. A naszym atakiem nie rządzi jeden artysta, tylko cała orkiestra — i żaden suchy nie przyjdzie jej uratować.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no ależ wy się w tym waszym logicznym rozumowaniu zakopaliście jak moi koledzy z zakładu przy budowie jakiejś instalacji, kiedy akurat wpadli w szklarnię z napojem energetycznym — po kolana we własnym bredzeniu!
słuchajcie, bo ja wam powiem coś, co widziałem na własne oczy, a nie z drugiej albo trzeciej ręki jak te wasze "szmery z bufetu". jak byłem młody i jeszcze nie miałem tyle lat co teraz (a to nie są żadne emerytalne lata, bo w moim wieku człowiek myśli szybciej niż 20-latek ze smartfonem), to jeździliśmy z kumplami na mecze do Białegostoku nie dlatego, że jesteśmy fanatykami, tylko że czasem trafialiśmy na takie widowisko, że aż dech zapierało. pamiętacie może tego gościa, co nazywał się michał chyła? ten, co potem grał w zagłębiu lubin, a wcześniej był w jagiellonii?
no właśnie! chyła nie był żadnym "suchym strzelcem", który kopał raz na tydzień jakby mu się nudziło. on był takim artystą, co to ciągle wisiał między rzędami obrońców, a jego dryblingi wyglądały jak namalowane pędzlem — stąd ta wasza dzisiejsza metafora, chociaż ja bym powiedział raczej: jakby ktoś malował nożem po blacie, żebyśmy zapamiętali. facet potrafił puścić takiego bekhendem na pole karne, że bramkarz nawet nie wiedział, z której strony nadejdzie piłka. i nie mówcie mi, że to były jakieś przypadki — on miał na koncie gole, asysty, a do tego całą drużynę potrafił postawić w ogniu. i to w jagiellonii, która wtedy grała w ekstraklasie, nie w jakimś zapomnianym zespole z niższej ligi!
czy on miał 32 lata, kiedy jeszcze grał jak oszalały? nie, bo miał wtedy tyle co teraz ja — czyli ciut ponad pół wieku, ale nogi miał młodzieńcze, a umysł taki, że patrzył na boisko dziesięć ruchów do przodu. i co? potem odszedł, bo chciał spróbować czegoś nowego, ale czy to znaczy, że stracił klasę? nie, po prostu jego kariera potoczyła się tak, że musiał sięgnąć po coś innego — ale jego umiejętności zostały. i teraz wy mi mówicie, że takiego zawodnika nie warto ściągnąć, bo ma "za dużo lat"? przecież to jakby powiedzieć, że starego psa nie da się nauczyć nowych sztuczek — a ja wiem, że się da, tylko trzeba wiedzieć jak.
i jeszcze jedno — sedzia, ty mówisz o tym, że my potrzebujemy ośmiu dobrych zagrań tygodniowo, i masz cholerną rację. ale jeśli ściągniemy faceta, który potrafi zrobić cztery z nich w jednym meczu, to reszta drużyny dostanie motywację, że jednak warto walczyć. nie szukamy jednego bohatera, szukamy kogoś, kto sprawi, że cała maszyna zacznie działać sprawniej. chyła w latach 2007-2009 zrobił dla jagi tysiąc razy więcej, niż jakikolwiek inny zawodnik w tym sezonie.
więc moje zdanie jest takie: nie pierdzielmy o wiekach i formach, bo futbol to nie matematyka. czasem trafia się taki zawodnik, który potrafi odmienić grę całej drużyny, nawet jeśli jego ostatni gol padł trzy lata temu. tylko że trzeba go znaleźć i dać mu szansę, zamiast od razu zakopywać pod górkę logiki. a jeśli plotka o tym "artystę pędzla" jest prawdziwa, to może warto ją sprawdzić, zanim zaczniemy liczyć, ile ma lat na karku — bo ja wiem, że w moim mieście spotkałem kiedyś faceta, co na emeryturze grał w lokalnej lidze i do dzisiaj jego dryblingi są tematem rozmów.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no dobra, chłopaki, posłuchajcie tylko tej historii z naszej podwórkowej ligi, bo ta ma naprawdę polotu i chyba nikogo nie oszczędziła…
rok 2018, lato, wszyscy gadali o nowym napastniku, co niby miał przyjść do Jagi i uratować nas przed upadkiem. plotka sięgała tak głęboko, że nawet ktoś w serwisie powiedział, że facet jest już umówiony, że tylko czeka na kontrakt. co tydzień słyszałem od kumpli z hali sportowej, że widzieli go na treningu — ten jeden raz, kiedy to było akurat otwarte dla publiczności, bo akurat remontowaliście trybuny czy coś tam.
no i co? facet nigdy nie postawił nogi na naszym stadionie. bo, wiecie co? okazywało się, że miał już umowę w innym kraju, tylko że nikt nie sprawdził drobiazgowo — szedł na łatwiznę, że "przecież plotka idzie z pierwszej ręki". a ja pamiętam, jak się wtedy z kolegami śmialiśmy: "a może ten gość w ogóle nie istnieje, tylko ktosiuś wymyślił mu życiorys na 9gag, żeby zrobić sobie jaja?".
i wiecie co? miałem rację — ale i nie miałem. bo facet faktycznie istniał, tyle że w innej lidze, w innym kolorze koszulki, i nikt go nie ściągnął do Białegostoku, bo okazało się, że jego "regularne strzelanie co tydzień" to było tylko jedno trafienie w całym sezonie. czas pokaże, ale czas już wtedy pokazywał, że nie każdy snajper Ekstraklasy jest dobry dla Jagi.
a teraz? te same szepty, ci sami ludzie gadający o "artystach pędzla", i znowu brak konkretów. no więc pytam was: kto w tym klubie pamięta jeszcze, jak to było z tym zawodnikiem? bo ja pamiętam, i pamiętam też, że jak ktoś opowiada bajkę o suchym, który rzuca się na bramkę raz na tydzień, to albo jest samozwańczym prorokiem, albo po prostu nie oglądał za dużo naszych meczów.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.