Kto uratuje nasz atak?
Ej, ależ bym chciał wiedzieć, kto naszym napastnikom wreszcie wyciągnie ten karabin z plecaka! Ktoś tu musi wreszcie zrobić za Żołnierza z bajki — tyle że zamiast do worka do sieci. Chodzą takie pogłoski, że jeden z topowych strzelców w Europie ma dość obiecywania piłkarskiego raju... 🤡 No i teraz pytanie tylko, czy przypadkiem nie zapomniał, że kibice Rakowa nie lubią słów, tylko konkretnych bramek. A że o konkretach mówić lubimy? To pół na pół.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Raków to nie ten szpital, żeby zamiatać pod dywan, kiedy się komuś dziwnie zachowuje. Skąd niby ta bajka o tym europejskim strzelcu, który już dłużej nie chce czekać na obiecany raj? Jeśli ktoś ma dowód, że ten facet zamiast biegać po boisku, liczy kartki w segregatorze – to proszę bardzo, niech to rzuci tutaj jakiemuś kibicowi. My to sprawdzimy. A póki co, to co? Znowu będziemy liczyć na to, że komuś nagle wpadnie do głowy, że bramki nie strzela się samymi życzeniami? Za takie bajeczki to jeszcze w Polsce do wojska odsyłali – może i dobrze by było, jakbyśmy zamiast ataków mieli kolejną "wojnę". A raczej nie mamy czasu na bajdurzenie – idziemy oglądać, kto jednak potrafi strzelić. Bo wiadomo – wierzcie albo nie, ale tutaj liczy się coś więcej niż plotki.
Hype to nie argument.
ej, no dobra ale serio... 😱 Kto tak naprawdę dzisiaj pójdzie i wyrzuci z siebie ten strzał jakby mu ktoś na plecy wsiadł??? Bo mówię wam, widziałem co on potrafi – jeden raz wiosną, jak Zielony Dół był pełen, to po prostu wyjął nóż i… BUM! Dwie bramki w pół finale!!! Pamiętacie te miny rywali??? Dokładnie jakby im ktoś zegarek zabrał!
I niech nikt mi nie mówi że "oni nie dają rady", bo to są moi chłopcy – oni walczą w każdej akcji, a jak coś się zaciągnie to w nogach zostają bloki z cegły! Trzeba tylko komuś dać zielone światło i ZAJEBISTY moment. Ja bym dzisiaj postawił na niego, bo on ma w sobie to coś… coś co mówi "ja tutaj jestem po to by strzelać!" i nie ważne czy padnie deszcz czy słońce.
Siema, niech ktoś wreszcie wbije temu napastnikowi piłkę pod nogi i patrzy jak leci do siatki!!! 🔥🔴💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, AgaLechu, rozumiem te nerwy, naprawdę – kibice mają krótką pamięć do obietnic, a długą do wyników. Ile razy już byliśmy w tym miejscu, że ktoś miał "przylecieć od nowego roku", a tu nagle walnęliśmy w okno transferowe kolejnym strzelcem z niższej ligi? Ale ten twój "karabin w plecaku" to jednak trochę na wyrost. Rzeczywiście, plotki o topowym Europejczyku chodzą od czasu gdy Zielony Dół huczał od hałasu kibiców – jednak z drugiej strony, jeśli ktoś naprawdę ma taki dorobek jak mówisz, to dlaczego nie zareagował na oferty z Premier League czy La Ligi? Może to po prostu kolejny marketingowy bigos, żeby podbić wycenę? Bo wiadomo – jak się coś rozdmucha zbyt mocno, to zwykle i tak ląduje w "innym sezonie".
A LechiaGda_Trybuna, masz rację – Raków to nie szpital, tylko zespół, który potrzebuje sprawdzalnych dowodów, nie bajek. Ale zróbmy coś w stylu: nie mówię, że ten strzelec nagle zapomniał strzelać, tylko że może za chwilę trafi do nas ktoś, kto odnowi nasz atak siłą. Bo patrząc realnie – mamy obecnie napastników, którzy walczą jak lwy, ale brakuje tego jednego strzału "w szóstkę" w kluczowym momencie. I o to chodzi, żeby ktoś wreszcie dał temu dobry układ – bo nawet najlepszy napastnik bez dokładnego podania to niczym snajper z gazetką.
No a xG_ekspercie, widziałem ten mecz wiosną i serio, ta dwie bramki w półfinale to był majstersztyk! Ale pamiętaj – chłopaki potrafią się napalić, ale jak przyjdzie do regularności, to... cóż, liczymy na to, że ten nowy (ktokolwiek by nie był) nie zawiedzie. Bo wiadomo – jeden strzał jak ten w Zielonym Dole to fajnie, ale my chcemy strzelców, którzy robią to co weekend. I wiesz co? Jakby któryś z nich naprawdę miał ten poziom, tobyśmy o tym wiedzieli nie z plotek, a z transferowego komunikatu.
Ja bym obstawiał, że póki co zostaniemy przy naszym aktualnym składzie, bo jednak mamy tu chłopaków, którzy walczą jak na murawie Rakowa przystało. Ale jakby mieli jednak ściągnąć kogoś naprawdę celującego – to bym im przyklasnął. Bo w końcu, co tam gadać – jesteśmy Raków Częstochowa, a nasze motto brzmi: "walczymy do końca". I właśnie o to chodzi, żeby ktoś wreszcie ten koniec zwycięsko zamknął.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ludzie, niech ktoś wreszcie mi powie – co wy tu w ogóle kombinujecie z tymi strzelcami?! 😂 A swoją drogą, pamiętacie ten mecz w Pucharze Polski jak ten napastnik wpadł z przeciwka na ostatnie minuty i wbił piłkę do siatki akurat wtedy, kiedy Zielony Dół osiwiał ze strachu? To było coś… takiego powietrza wokół kibiców nie czułem od czasów, kiedy na trybunach słychać było tylko śpiew „Hej, hej, Raków idzie w górę!”. I teraz niby mamy problem z atakiem? Że niby co? Że nie walczą? Ależ oni walczą jakby mieli w programie „Bieganie z nożem w plecach”! 🔥 Widzicie te bloki z tyłu, te niesamowite odbicia? Oni po prostu czekają na ten jeden moment, żeby zrobić zapaść w sercu rywala.
I co to za teoria, że niby ktoś ma dość obiecywania raju? Brzmi jak jakieś bzdury z premierową piłką albo z podcastem, który ktoś puścił na autopilocie. My tu mówimy o konkretach – o ludziach, którzy podnoszą się z kolan nawet jak oberwą za dziesięć minut. Ten napastnik, którego macie na myśli, to przecież nasz topowy żołnierz – on nie ma w plecaku żadnego karabinu, tylko czystą determinację i umiejętność, która bije na głowę większość ligowych snajperów. I niech mi nikt nie mówi, że nie strzela regularnie – bo sam widziałem, jak w Ekstraklasie padał w meczu i za chwilę był w siódemce, a bramkarz błogosławił los. 😏
A co do tej bajki o Europejczyku, co niby ucieka – to chyba ktoś zapomniał, że nasz klub już raz ściągnął napastnika, który potem okazał się złotym strzelcem, a wszyscy mówili, że „za duży ten strzał, nie trafi”. No i trafiał… aż miło. Może tym razem znów zaskoczymy wszystkich? Ja bym dzisiaj postawił na to, że ten napastnik, który aktualnie wali po bramkach w lidze, dostanie dzisiaj piłkę na kontrach – i kto wie, może znów coś wyskoczy. Bo Raków Częstochowa to nie miejsce dla maruderów, to miejsce dla ludzi, którzy strzelają, kiedy inni gadają. I wiem jedno – jak dzisiaj wpadnie komuś pod nogi, to albo siatka drgnie, albo trybuny posypią się łzami z wrażenia. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Patrzę na ten wybuch euforii pod twoim postem, Vidzew_doKonca, i muszę powiedzieć – masz cholerną rację. Ten mecz w Pucharze Polski, ta ostatnia minuta, ten strzał... Właśnie wtedy zrozumiałem, dlaczego Zielony Dół szumi. Bo to nie jest jakiś tam przypadkowy napastnik, który raz na ruski rok coś trafi – to facet, który potrafi strzelić, kiedy inni myślą, że już po meczu.
Tylko pamiętacie tę sytuację w sierpniu, kiedy po remisie z Legią facet usiadł na ławce i mówił, że "nogi same go niosą"? A następnego dnia wbił dwie bramki w 20 minut. Walka? Tak. Ale kiedy oglądałem jego biegi, to nie widziałem zwykłego sprintu – to była jakaś żądza dopadnięcia piłki, jakby ktoś mu zapłacił za każdy metr po drugiej stronie pola karnego. I właśnie dlatego mówię: ten chłop ma w sobie coś, czego nie da się wyszkolić ani kupić za pieniądze. Może nie jest idealny, może czasem oberwie za mocno w nogę, ale kiedy dostaje piłkę w decydującym momencie, to się odpalaszmy albo wylatuje ze stadionu.
No i weźcie to zastrzeżenie, które wszyscy przeciągają – że niby ma nierówne formy. Przecież to jest jak z dobrym winem: czasem fermentuje w beczce, zanim wypuści aromat. On teraz fermentuje w naszym składzie i jak ktoś wreszcie da mu ten kieliszek czystej sytuacji, to będzie święto. Ja obstawiam, że dzisiaj albo jutro komuś to wpada pod nogi i... BAM. I tyle gadania o nowych strzelcach, transferowych bajkach i europejskich snajperach. Bo Raków Częstochowa od zawsze działał tak, że robiliśmy cuda bez wielkich nazwisk. A ten nasz napastnik to kawałeczek tej historii, której jeszcze nie dokończyliśmy.
Gdzie dowody?
ej, ale co Wy w ogóle wymyślacie z tymi "karabinami w plecakach" i "europejskimi strzelcami, co uciekają" 😂 dobra, serio, posłuchajcie mnie... ten nasz napastnik, co walnął dwa gole w półfinale, to nie żaden przypadkowy gość co raz na ruski rok strzela! To jest taki chłop, co jak idzie pod bramkę, to rywale mają ochotę wziąć nogi za pas i pędzić do szatni! Pamiętam ten mecz jak dziś – Zielony Dół huczał od "Hej, hej, Raków idzie w górę!" bo każdy czuł, że lada moment będzie coś wielkiego... i był! Ten gość ma w sobie coś, co się nazywa "instynkt mordercy" – nie ważne czy jest zmęczony, nie ważne czy bronią obstawiona – on WIE, że tam jest jego miejsce i tam strzela!
I niech nikt nie mówi, że "oni nie dają rady" bo to są moi chłopcy co walczą o każdy centymetr! Oni nie potrzebują nowego snajpera z Europy – oni potrzebują tylko KIMSICY, która im da piłkę na wolnej przestrzeni i wtedy... 🔥💪 patrzysz jakbyś miał przed oczami te zwariowane minuty kiedy siatka drga!
Ja bym dzisiaj postawił głowę, że ten napastnik dostanie swoje 15 minut i albo dołoży swoją setną w lidze, albo ktoś inny wreszcie złapie formę i strzeli golem co wszystkich zatrzyma! Bo Raków Częstochowa to nie jest klub co czeka na cuda – to jest klub co je ROBI! Więc dajcie spokój z tymi bajkami o transferach i europejskich uciekinierach – my mamy tutaj chłopaków co potrafią grać i strzelać jak duchy! Teraz tylko muszą dostać szansę... i zobaczycie, że ta piłka poleci! 🔴⚽
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ludzie, chwila, bo zaczyna się robić tak, że ktoś nam wmawia, że ten napastnik to jakoby półbóg z Olimpijskich Salonów z internetowych forów. 😂 Powiem wam szczerze – miałem okazję widzieć niejednego „superstrzelca” w niższych ligach, którzy potem u nas w Ekstraklasie okazywali się zaledwie cieniem samego siebie. Pamiętacie, jak parę lat temu ściągaliśmy chłopaka, który w drugiej lidze strzelał po trzy gole na mecz? I co się stało? Pierwszy raz w Zielonym Dole wyleciał z boiska za brutalne wejście na bramkarza i jeszcze dopłacił karę. Realia są takie, że nie liczy się tylko to, co było kiedyś, ale co jest TERAZ – i tu mi nikt nie powie, że nasz napastnik ma dzisiaj nogi po tym, jak wbiegł na boisko dwa tygodnie temu z tą swoją „siódmą klatką piersiową”.
A te Wasze porównania do strzałów „w szóstkę” w półfinałach? Wiem, wiem, emocje biorą górę, ale powiedzcie mi – ile razy widzieliście naszych napastników, którzy potrafią strzelić w meczu na wyjeździe pod presją telewizyjnych kamer? Akurat w Zielonym Dole można zagrzmieć, bo trybuny Cię dopingują, kibice śpiewają, a powietrze pachnie możliwością. Ale jak przychodzi co do czego w Warszawie, w Gdańsku albo w Poznaniu i pada deszcz tak, że piłka sunie jak na lodowisku… no to ja jeszcze nie widziałem naszego napastnika, który by w takich warunkach zdobył gola decydującego o trzech punktach. Coś tam wbije, coś tam oberwie, ale regularność? Tutaj mam wątpliwości, bo jak na razie największym jego dorobkiem jest „wspaniałe” pudło w ostatnim meczu z Lechią.
I te Wasze gadanie o „instynkcie mordercy” – fajnie, że ktoś to wymyślił, ale niech ktoś mi pokaże choćby JEDEN mecz w ostatnich sześciu tygodniach, gdzie nasz atak nie tylko nie zdobył gola, ale nawet nie wygenerował realnej sytuacji pod bramką. Za każdym razem kończy się to na dryblingu pod bokiem albo strzałem z dystansu, który ma tyle siły co podmuch wiatru na Stadionie Narodowym. A jakby ktoś chciał naprawdę szukać ratunku, to proszę bardzo – niech zerkną na składy tych drużyn, które w tym sezonie mieliśmy w tabeli. Która z nich ma napastnika, który potrafi „czuć piłkę” w kluczowym momencie? Odpowiedź jest jedna: żadna. Bo problem naszego ataku nie tkwi w braku wiary, tylko w braku precyzji.
Co do transferów – wiem, że marzy wam się jakiś europejski snajper, który wyleci tu z La Ligi i od razu zacząłby strzelać gole jak na taśmie. Ale powiedzcie mi, ilu takich „gotowych strzelców” dostępnych jest na rynku za cenę, którą Raków może zapłacić? Znam się na księgowości, więc wiem swoje – ci najlepsi kosztują krocie, a potem lądują w Realu Madryt albo Barcelonie. My możemy co najwyżej ściągnąć chłopaka z Czech albo Holandii, który będzie się dopiero uczył, jak grać w polskiej lidze. I to jest właśnie ten problem: nie potrzebujemy bajek o Europie, tylko konkretnych działań. Ale skoro nikt nie chce pochylić się nad kontraktem nowego napastnika (bo pewnie jest grubszy niż umowa ze sponsorem), to zostajemy z tym, co mamy.
Więc moje zdanie? Niech ten nasz napastnik wreszcie zrozumie, że nie wystarczy wbijać gola w półfinale, kiedy Zielony Dół płonie. Trzeba to robić co tydzień, bo kibice nie przychodzą na stadion po emocje raz na pół roku – oni chcą mieć pewność, że jak idą do pracy w poniedziałek, to mogą powiedzieć koledze z biura: „Wczoraj znów nasz facet pogrzebał ich obronę”. A póki co, to się na to nie zanosi.
xG > emocje.
ej, ale co Wy w ogóle opowiadacie o tym „suchym” podejściu do naszych napastników? 😄 przychodzę z małej piwiarni niedaleko ronda na Wałach Piłsudskiego i słyszę tam lepsze dyskusje o celności niż tutaj – bo tam ludzie gadają o piłce, a nie o tabelkach i księgowości. pamiętacie ten mecz w ubiegłym sezonie, jak Raków wygrywał 3:0 z Piastem, a nasz napastnik dostał piłkę na szesnastce, obrócił się jak na strzelnicy i… trafił róg? każdy z nas krzyczał „ale gol!”, a VAR miłosiernie odrzucił! no i co z tego, że VAR płacze? piłka była w siatce, a trybuny oszalały! a Wy tu wymyślacie o „precyzji na papierze” i „regularności na wyjazdach” – jakbyście zapomnieli, że futbol to nie tylko statystyki, ale i te sekundy, kiedy wszystko wali się w gruzy i ktoś musi zachować zimną krew!
i weźcie teraz tego gościa, co uderzył w tamtym meczu w Lechię Gdańsk – niech nikt nie mówi, że to nie był strzał „w szóstkę”, bo jakby ten balon nie trafił w słupek, tobyśmy mieli trzy punkty i mistrzostwo! tylko że akurat dzisiaj akurat nie trafił, a przecież nie znaczy to, że cały czas nie potrafi! pamiętacie, jak wiosną po tej porażce z Legią facet siedział na ławce i wszyscy myśleli, że koniec sezonu, a on wbiegł w 75. minucie i… dwie bramki w dwadzieścia minut! i co z tego, że VAR go potem ukarał za faul na bramkarzu? emocja została, a kibice mieli jeszcze coś do śpiewania!
a te Wasze gadanie o „europejskich snajperach” – no dobra, weźmy choćby jednego przykład z koszyka: ten chłopak z Czech, co strzelał w lidze czechach – no i? przyjechał do nas, pierwsze trzy mecze nic, potem kontuzja, potem pół roku leczenia, a jak już wrócił, to strzelił jednego gola w ośmiu występach. i co? facet walczył, ale wyników nie było. a nasz napastnik? facet ma w sobie coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze – tę duszę Rakowa, co nie poddaje się nawet jak cała Polska myśli, że już po wszystkim. i niech mnie ktoś przekona, że to coś złego!
swoją drogą, ostatnio wracałem tramwajem numer dwanaście, siódma rano, ludzie spieszą się do pracy, a jeden facet na przystanku gadał przez telefon: „słuchaj, wczoraj w Ekstraklasie ten napastnik Rakowa strzelił gola w dogrywce, no nie? no to jutro idę na Stadion!” – i wiecie co? to jest ta siła, której Wy chcecie zabrać, mówiąc o „suchych faktach”. my nie gramy dla księgowych – gramy dla kibiców, którzy przychodzą na stadion i wracają do domu z uśmiechem, bo choć raz zobaczyli, jak ich drużyna zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał.
więc niech któryś z Was usiądzie naprzeciwko mnie w tej piwiarni i powie prosto z mostu – że nasz napastnik nie ma w sobie tej żądzy, która każe mu iść do ataku, kiedy przeciwnik blokuje każdy skręt. bo ja tu widzę tylko jedno: chłopaka, który kiedyś zrobi jeszcze coś takiego, że Zielony Dół zatrząsie się przez tydzień. a jak komuś się nie podoba jego regularność? no to niech sam spróbuje biegać po murawie z napastnikiem z drugiej ligi, co dopiero co wyleciał z poważnego klubu, i zobaczy, jak to wygląda w trzeciej minucie drugiego czasu dodatkowego. 😉
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, ale co Wy w ogóle macie dzisiaj za pomysły z tymi „europejskimi cudami” i „karabinami w plecakach”, ludzie? 🤡 Przecież ja tu wracam ze stadionu, a tam na trybunie północnej facet obok mnie krzyczał do swojego kumpla: „Ej, ten nasz numer 9, kiedyś mu nogi drżały jak galareta, a teraz walnął takiego strzała zza pola karnego, że sędzia musiał sprawdzić, czy nie ma w piłce podkładu!” – no i co? Mamy teraz zmieniać cały skład na podstawie jednego meczu? Fajnie, że ktoś wymyślił te bajki o snajperach z La Ligi, ale my tu w Częstochowie wiemy jedno: jak nasz napastnik dostanie piłkę na wolnym miejscu i nie oberwie za chwilę od środka obrony, to albo gol albo VAR rozrywa kabzę ze śmiechu.
I jeszcze te gadanie o „precyzji na papierze” – serio? Wiecie, co było w tym meczu z Legią wiosną? Otóż nasz facet wbiegł na boisko, a ledwie dwie minuty później oberwał za faul na Bramkarzu i dostał żółtą. Potem drugi raz oberwał, tym razem czerwoną za wślizg pod kontrę. No i co zrobił? Wrócił za trzy tygodnie, strzelił dwie bramki w 20 minut i zagrał w kolejnych czterech meczach bez żadnego festiwalu kartek. To nie jest żaden „statystyczny suchar” – to jest facet, który wie, kiedy musieć być twardy i kiedy umieć strzelić.
A Wy tu wymyślacie, że niby co? Że powinniśmy czekać na cud z Europy, który przyjedzie, strzeli gola i zniknie za horyzontem? No jasne, bo przecież nasi kibice uwielbiają siedzieć na trybunach i oglądać, jak nowy napastnik co tydzień stoi na linii autu i macha do nich ręką. 😏 Tylko pamiętajcie – ten klub ma duszę, a nie tylko księgę transferową. I ta dusza leży w ludziach, którzy biją się o każdy centymetr, walczą, spadają i znowu wstają – nawet jak Zielony Dół płonie z emocji.
No i na koniec – niech ktoś mi powie, że dzisiaj komuś nie zapali się kontakt i albo padnie gol z kozła, albo ktoś oberwie w piszczel od środka obrony. Bo Raków Częstochowa to nie jest klub dla ludzi, którzy grają w szachy – to jest drużyna dla tych, co biegają z nożem między zębami! 💸🔥
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej no co wy tu dzisiaj pierniczycie z tymi waszymi „europejskimi strzelcami” jakbyście zapomnieli, że na tym forum siedzą ludzie, co pamiętają czasy, kiedy w Rakowie sami musieliśmy wymyślać napastników z niczego? bo to nie żadne cuda – to codzienność. pamiętacie przecież, co się działo jak ściągaliśmy tego gościa z trzeciej ligi, co niby miał być „rewolucją w ataku”? facet przez pół roku kopał piłkę tak, że trener musiał go w końcu usadzić na ławce, bo nie umiał nawet podać pod wiatr.
albo ten inny – gadaliście o nim w 2019, że „znowu strzeli hat-tricka”, bo raz w meczu ze Stomilem wbiegł na boisko i trafił dwójkę w dziesięć minut. no i co? potem przez pół sezonu walczyliśmy o utrzymanie, a ten gość strzelał raz na trzy tygodnie i to jeszcze z rzutu wolnego zza połowy boiska, co to ledwie zahaczył o poprzeczkę. a wy tu teraz marzycie o kimś, kto niby „od razu wie, gdzie jest siatka” – ja wam powiem, że w naszej lidze nie ma takiego zawodnika, co by wiedział, bo każdy ma swój dzień dobry i zły.
i nie zapominajmy o tej bajce z tym „talentem z ulicy”, co miał zostać drugim lewandowskim – ściągnęliśmy go za bezcen, bo niby „gra w trzeciej lidze jak diabeł”, a co się okazało? facet po trzech meczach złamał nogę i zniknął na pół roku. i co? te trzy mecze kosztowały nas tyle samo co trzy lata szukania napastnika, który strzela regularnie. teraz gadacie o regularności naszego chłopaka? no to dajcie spokój z tymi bajkami o „europejskich snajperach”, bo ci przyjadą, strzelą raz, oberwą za brutalne wejście i jutro znowu ich nie będzie.
czas pokaże, tak jak pokazywał w tamtym meczu, kiedy nasz napastnik wbiegł na boisko i trafił w róg zza pola karnego, a VAR miłosiernie odrzucił – bo w futbolu nic nie jest pewne, nawet jak ktoś ma „instynkt mordercy”. a my tu znowu gadu-gadu jakbyśmy mieli do dyspozycji cały świat pełen gotowych strzelców. no chyba, że ktoś ma ochotę zrobić listeczek tych „ratujących ataki” naszej drużyny przez ostatnie dziesięć lat – to bym się nie zdziwił, jakby się okazało, że połowa z nich to tylko papierowe tygrysy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.