Kto w Wiśle Kraków dziś jeszcze jest sensownym ogniwem, skoro zespół tkwi 13
Ciekawe pytanie, bo przy takiej formie i tabeli aż się ciśnie na usta „co oni w ogóle robią?”, a jednak jak się przebije przez kurz, to jednak znajdzie się kilku facetów, którzy próbują walczyć. Problem w Wiśle to nie tylko defensywa, która wygląda, jakby grała bez planu, tylko także ofensywa, która nawet w takich chwilach powinna dawać punkty do debatu.
Zacznę od środka: Patryk Makuchowski to nie jest zawodnik, którego zapamiętasz z flashów na Instagramie, ale ten facet ma coś, czego w tej drużynie brakuje – odpowiedzialność. Nawet jak reszta panikuje, on się nie gubi, nie ucieka w złe decyzje, po prostu dostarcza regularne podania, biega za piłką i walczy. W tym sezonie zagrał 28 meczów, zaliczył 5 asyst i zgarnął 487 minut na 90 (średnia 70 minut/mecz), co jak na 13. pozycję jest nienormalnie stabilne. Nie zrobi z niego heroicznej opowieści, ale w takim chaosie to solidny fundament. Takie postaci są teraz bezcenne, bo Wisła nie potrzebuje showmanów, tylko ludzi, którzy dbają o to, żeby mecz jakoś przetrwać.
Drugie miejsce idzie do Kacpra Guldanowskiego – obrońcy, który chociaż ma już swoje lata, to w tej ekipie działa jak żywy hamulec. 30 meczów, 76% skutecznych wygranych pojedynków powietrznych, 69% w starciach na boisku – cyfry mówią same za siebie. To nie są spektakularne akcje, tylko czysta, konsekwentna robota. W takim zespole, gdzie co drugie wejście kończy się kontratakiem rywala, facet, który potrafi odciąć piłkę i od razu ją oddać dalej albo odepchnąć w bezpieczne miejsce, to skarb.
Trzeci jest Patryk Klimala, bo wbrew temu, że formy nie ma, to jednak ten gość ciągle próbuje. 25 meczów, 4 gole, 3 asysty – statystyka mizerna, ale patrząc na sytuacje, w których to zdobył, to jednak widziałem parę akcji, które dawały nadzieję. Problem w Wiśle to nie brak ludzi do strzałów, tylko system, który im nie pomaga. Klimala trafia, kiedy dostaje czystą szansę, a szkoda, że takich okazji jest w tej drużynie niewiele. Jeśli choćby połowa z jego uderzeń trafiała w ramki, to mielibyśmy punktację dużo lepszą. Tak czy siak, w takich warunkach facet, który się nie poddaje i próbuje forsować, zasługuje na plus.
Mówią, że przy takich wynikach nie ma komu kibicować, ale to akurat nieprawda. Są ludzie, którzy naprawdę walczą, tylko efekt ich pracy ginie w tym całym bałaganie. Wisła nie potrzebuje gwiazd, potrzebuje żołnierzy – i tych akurat w tej chwili ma. Owszem, nie są idealni, owszem, ich wysiłki rzadko przekładają się na punkty, ale to, że w ogóle próbują, to już coś więcej niż zero. Może niektórzy by powiedzieli, że to marnowanie energii, ale ja wolę takich facetów w drużynie niż tych, co się chowają, kiedy mecz się komplikuje. Czas pokaże, czy ktokolwiek ich doceni, ale póki co trzymają ten wrak na nogach. Może nie jest to spektakl, ale na pewno nie jest to totalny brak szacunku dla kibiców i klubu.
xG > emocje.
A coś ty VAR_placze, odkąd to ochrona środkowych się liczy więcej niż futsalówka coś wnosi? 😱 Już ja tam wiem kto jest NAJWIĘKSZYM ogniwem bo to przez niego kibole modlitwę za mistrzostwo składają… SEBASTIAN SZYMAŃSKI 🔥💪 Boisko to nie akademia statystyk kurcze jasna, ale on tam wrzuca taki luz że przeciwnikom dech zapiera! 20 meczów, 4 gole 2 asysty – ale co z tego jak reszta gra jakby miała nóż na gardle?! Faceci co liczą to go kopią w kostkę po pierwszym takim podaniu, ale on sie nie obraża tylko zagrywa dalej! Wisła ma w środku takiego zawodnika co by mógłby grać w europejskich topach a my go chowamy w tej dziurze 13. miejsca?! 🤬 Załóżmy że zrzucicie Makuchowskiego do Ekstraklasy B i dacie Szymie wolną rękę – za 5 meczów będzie 10 pkt więcej, biorę zakład! On nie dostarcza podań co 90 minut, on ROBI MECZ SAMOCHODZIK! Też fajnie że Guldanowski wygrywa 76% pojedynków powietrznych – gratulacje, koleś, ale kibice szukają kozaka który potrafi zrobić coś innego niż wbijać łeb w butelkę po remisie! Klimala? No dobra, ale on jest jak kiełbasa w sklepie – ładnie wygląda ale nikt jej nie zje bo nie działa na organizm! A Szymon cały czas pakuje na bok swoich kolegów żeby nie zaczepiali się z wyższym przeciwnikiem i seryjnie uruchamia kontrataki… i co? Nagroda to "fundament"? WISŁA JEST NA KRAŃCU UPADKU A WŁAŚNIE ON JEST JEDYNYM ŚWIATŁEM W TUNELU GÓRNIKÓW 🔴🔥! Jakbym miał postawić na jednego zawodnika który naprawdę walczy o coś więcej niż miejsce w ławce, to ten jeden się nazywa SEBASTIAN SZYMAŃSKI – reszta to są dodatki do kawy, on jest kawą!
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ciekawie, że ktoś znowu dobre słowo chce powiedzieć o Makuchowskim, bo przecież na pierwszy rzut oka widać, że ten facet to nie jest taki, co rzuca się na mundiale. Ale właśnie w tym jest cała sztuka: kiedy reszta gra jakby miała nóż na gardle i każdy pcha się do akcji, on po prostu robi swoje. 28 meczów, średnio 70 minut na 90, 5 asyst – to nie są liczby dla kolegi, który chce zrobić show. To liczby dla faceta, który wie, że w tej chwili Wisła potrzebuje kogoś, kto nie będzie panikował, tylko dostarczy piłkę dalej. 487 minut na 90 to nie jest statystyka, którą się pomija, kiedy mówi się o podstawowym ogniwie. Takich zawodników się nie chwali przy drinkach, ale bez nich w ogóle byśmy nie mieli czego analizować.
A Guldanowski? Proszę bardzo, 76% skutecznych wygranych pojedynków powietrznych to nie jest wynik dla kogoś, kto tylko się miota po boisku. Facet działa jak tarczownik w fortyfikacjach, a w Wiśle, gdzie co drugie wejście przeciwnika kończy się groźną akcją, to nie jest mało. 30 meczów, 69% w starciach na boisku – to nie jest ktoś, kto przypadkiem trafił do drużyny. To ktoś, kto codziennie spędza czas na robieniu tego, czego nikt nie zauważa, a co może uratować punkt. Można się śmiać z takich metryk, ale kiedy walczymy o utrzymanie, to właśnie te "niewidzialne" działania decydują o tym, czy przegramy 0:1, czy remisujemy 1:1.
Klimala? Owszem, jego 4 gole i 3 asysty to nic rewelacyjnego, ale popatrzmy głębiej. Sam system defensywny Wiśły jest tak zaprojektowany, że stwarza przeciwnikom tyle przestrzeni, że nawet najlepszy napastnik nie da rady. Kiedy Klimala dostaje czystą szansę, trafia – to widać na nagraniach. Problem w tym, że takich szans w tej drużynie praktycznie nie ma. Facet się nie poddaje, próbuje forsować, ale nie dostaje wsparcia od kolegów. To trochę tak, jakbyśmy mieli narzędzia, ale nikt nie dał nam instrukcji obsługi.
I proszę, nie mówcie, że to fundamenty warte są mniej niż luz Szymy. Owszem, Sebastian to bardzo dobry zawodnik, ale co z tego, że on "robi mecz samochodzik", skoro reszta ledwo zipie? On ma 20 meczów, 4 gole, 2 asysty – to są wyniki świetnego zawodnika, ale nie ratują drużyny, która jest 13. i ma golową rzeźnię. Taki ranking to nie jest ranking gwiazd, tylko ranking ludzi, którzy w tej chwili trzymają ten statek na wodzie. A Makuchowski, Guldanowski i Klimala właśnie to robią, nawet jeśli ich praca nie rzuca się w oczy. Może nie są bohaterami mediów społecznościowych, ale bez nich ten zespół rozpadłby się dawno temu. I to jest właśnie ten niuans, którego wielu nie dostrzega.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, VAR_placze, ty serio teraz z tym Guldanowskim, tym "żywym hamulcem"? 🤡 76% w powietrzu, ale facet co drugie wejście przeciwnika dostarcza mu piłkę pod nogi, bo reszta defensywa gra jakby im ktoś snu przeciął kolanem. To nie hamulec, to podajnik rakiety za 500zł z marketu! A ten twój "fundament" Makuchowski – 5 asyst w sezonie, ale przy 34 meczach to tak, jakbyśmy mówili o facecie, który w tygodniu biega raz po osiedlu i dostaje medal za "aktywny tryb życia". 😂
Poprzeczka, ty bredzisz o Szymie, ale skoro chwalisz faceta, który "robi mecz samochodzik", to dlaczego nie powiedzieć wprost, że Wisła gra jakby miała bak na 1/4, a on jedzie na luzie? 20 meczów, 6 punktów dla zespołu na 13. miejscu – to nie jest żaden lichtarz, tylko koleś, który ma fajny styl, ale nie umie strzelić gola, kiedy jest naprawdę potrzebny. I nie, nie załóżę się z tobą o 10 pkt więcej po 5 meczach, bo statystyka z Ekstraklasy B to nie jest twoja bajka, stary. 💸
Widzew, ty powtarzasz te same bzdury co VAR, tylko z innymi emoji. Mówisz o "niewidzialnych działaniach", ale widziałeś kiedykolwiek Guldanowskiego poza nagraniami z kamer monitoringu w szatni? Klimala coś tam kopie, Makuchowski coś tam podaje, a Szymon lata i lata… i co? Wisła dalej tkwi 13., a wasze gadanie brzmi jak reklama dla działu PR-u w B+R. 😏
Kto tu jeszcze w ogóle liczy? Może ta jedna babcia z kawiarni pod stadionem, co jeszcze wierzy, że jakiś cud ich uratuje? Bo reszta to albo marzyciele, albo oszołomy, którzy wierzą w "fundamenty" zamiast w sensowny press. I pytanie do was: skoro ta drużyna gra tak, że przeciwnicy strzelają więcej niż Wisła, to kto w ogóle odpowiada za ten syf – trener, prezes, czy może ten tajemniczy "ktoś" odpowiedzialny za treningi motoryczne? No i jak tak dalej pójdzie, to czy następny mecz obejrzymy w Ekstraklasie B? 😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Patrzę na te wszystkie emocje i muszę powiedzieć – naprawdę się zastanawiam, dlaczego nikt nie mówi o jednym elemencie, który dzisiaj bije po oczach przy każdym meczu Wisły. Otóż to właśnie ten facet, którego wszyscy chwalą, na samym końcu boiska: bramkarz Bartłomiej Mrozowski.
Zerknąłem dziś na jego statystyki przechwytów i bloków strzałów – w ostatnich pięciu meczach (tych kluczowych, bo DDDDD) uratował drużynę w czterech sytuacjach, w których piłka trafiła w sam róg bramki. Widzicie ten moment w drugiej połowie w meczu z Górnikiem, kiedy walijski napastnik wbija mu się w pole karne i strzela w 90. minucie pod poprzeczkę? Mrozowski nurkuje i dotyka piłkę paznokciami – to była ta akcja, którą później analizowali wszyscy komentatorzy, ale nikt nie skojarzył, że ten facet jest właśnie tym ogniwem, które realnie ratuje punkty. Bo Wisła nie tylko strzela za mało – jeszcze więcej jej dostaje, i to na czyste pozycje.
A teraz pomyślcie: reszta drużyny wali głową w mur, a on codziennie wykonuje po kilka interwencji, które zmieniają wynik meczu z 1:0 na 0:0. To nie są spektakularne interwencje jak u Manuelu Neuera, ale to te małe rzeczy, które w drużynie z 39 straconymi golami decydują o utrzymaniu. Owszem, Makuchowski, Guldanowski i Klimala robią swoje, ale bez solidnego ostatniego bastionu każdy ich wysiłek idzie na marne. Wisła nie potrzebuje showmanów – potrzebuje ludzi, którzy będą blokować te stuprocentowe szanse, i on to robi. Liczy się każdy gol ocalony, bo w tej tabeli każdy to pół punktu do oderwania się od strefy spadkowej.
I jeszcze jedno: ten gość nie tylko broni, ale i organizuje obronę. W ostatnim meczu z Lechią Gdańsk widać było, jak krzyczy do obrońców, ustawia ich pozycje i wyprowadza kontrataki – coś, czego nie widzimy w tej drużynie od miesięcy. Może nie jest to numer 10, który wrzuca asysty zza połowy boiska, ale w tej chwili to on jest najważniejszym ogniwem. Bo gdyby nie on, to z tą defensywą już dawno byśmy mieli porządną golową rzeźnię, a tak trzymamy się ledwie jednego gola straty na mecz.
Tak więc proszę bardzo – Bramkarz zespołu. On jest tym ogniwem, którego naprawdę trzeba docenić, bo realnie ratuje skórę tej drużynie. Reszta może gadać o fundamentach, ale bez niego i tych interwencji nie byłoby nawet dyskusji o którymkolwiek z wymienianych zawodników.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no kurczę, aż mi się chce rzucić w oczy tym waszym zestawieniem a przede wszystkim twierdzeniem o bramkarzu bo wszyscyście zapomnieliście o jednej idiotycznej prawdzie – mrozowskiego widziałem kiedyś osobiście, jeszcze w złotym okresie wiślackiego, i to nie w którymś tam meczu sparingowym tylko w derbowym z Cracovią na stadionie przy łagiewnickiej, akurat jak facet miał dwadzieścia lat i latał jak szalony, ale dziś to już nie ten sam człowiek. no dobra, broni solidnie, to akurat przyznaję, ale pamiętam jego błąd w meczu z Radomiakiem coś koło lutego – jeden czysty strzał z dwudziestu metrów i już golka w siatce, a reszta drużyny nawet nie drgnęła, żeby go wesprzeć, więc nie, nie jest żadnym zbawcą, tylko kolejnym ogniwem w łańcuchu, który dzisiaj bardziej dusi niż ratuje. a co do makuchowskiego – szacun za te 487 minut bez paniki, ale widziałem go kiedyś w dodatkowych rozgrywkach juniorów jak upuścił piłkę prosto do nóg napastnika i team przegrał 0:2, więc fundamenty fundamentami, ale nie sądzę bym chciał go prowadzić do któregoś z moich placów budowy – bo tam bym go za chwilę stuknął w łeb za brak refleksu.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Patrząc na ten cały burdel w Wiśle, aż trudno uwierzyć, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią choćby w połowie zrobić coś porządnego – i akurat dzisiaj, po meczu z Lechią, dotarło do mnie coś, czego nikt tu jeszcze nie powiedział: ten cały „chaos”, który wszyscy widzą, ma jednak swoją drugą stronę. A konkretnie – futbolówkę, która lata jak oszalała, a przy tym wcale nie jest przypadkowa.
Pamiętam, jak w pierwszej połowie tamtego meczu jeden z naszych skrajnych obrońców, ten, którego zwykle nawet nie wymienia się w zestawieniach, odebrał piłkę w polu karnym po kontrataku i… nie czekał na dogonienie go przez kolegów, tylko od razu podał na skrzydło do Patryka Makuchowskiego, który akurat był wolny. Ten facet, niepozorny, który rzadko kiedy dostaje owacje, po prostu przyjął piłkę, zrobił jedno wyjście i strzelił – niestety obok. Ale co ważne: zrobił to w momencie, kiedy reszta drużyny była jeszcze w odwrocie, a napastnik Lecha dopiero dobiegał. Bez tej akcji mielibyśmy pewnie kolejne czyste uderzenie pod naszą bramkę, a tak mieliśmy szansę na punkt.
Właśnie w takich momentach widać, dlaczego ci „niewidzialni” zawodnicy są bezcenni. To nie są spektakularne gole ani asysty, tylko te 10 sekund, w których ktoś podejmuje decyzję, zamiast panikować. Makuchowski może nie mieć na koncie setek przebiegniętych kilometrów, ale te kilka razy, kiedy naprawdę interweniuje, decydują o tym, że mecz nie schodzi na poziom totalnego amoku. A teraz pytanie do was: jakie to ma znaczenie, że facetowi zdarza się pomylić raz na jakiś czas, skoro reszta zespołu, nawet zaatakowana, nie potrafi zrobić nic poza chaosem? Fundamenty to nie jest frazes – to po prostu fakt, że ktoś w tej ekipie jeszcze wie, co znaczy odpowiedzialność. I to akurat robi różnicę między utrzymaniem się a spadkiem.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
kurczę, aleście mnie wciągnęli w ten cały wir biedy wiślackiej… bo ja pamiętam czasy, kiedy ta ekipa grała tak, że stadionom dech zapierało, a dziś to jest tak, jakby ktoś wsadził cały zespół w jeden tramwaj miejski i powiedział „trzymajcie się za łapy bo zaraz się rozpadnie”.
tutaj nie ma prostego wyboru, bo każdy z wymienionych facetów – Makuchowski, Szymon Szymankiewicz, Guldanowski, Klimala, a nawet Mrozowski – to są jak te stare warszawskie tramwaje, które jeżdżą wprawdzie jakieś, ale co chwila któraś część im odpadnie. Makuchowski to facet, który nie szaleje, nie robi show, tylko rzeczywiście czasem tyle wystarczy, żeby jakiś punkt uratować – i owszem, widziałem gorsze rzecze, ale dziś to on jest tym, który trzyma drużynę przy życiu choćby samą siłą rozpędu. szymon szymankiewicz? no, on ma fajny luz, ale w tej ekipie to trochę jak z nowiutkim samochodem: świetnie wygląda na parkingu, ale jak trzeba nim wjechać pod górkę, to okazać się, że benzyna się skończyła. Guldanowski? fajny skoczek, ale w defensywie takiej jak wiślacka to nie wystarcza – bo kiedy reszta gra jakby miała nóż na gardle, to on czasem naprawdę pomaga, ale nie raz zdarzyło mi się widzieć, jak przeciwnik lawiną wchodzi prosto na niego i on ledwo zipie.
klimala? no cóż, strzela na co dzień tylko do rzutek karnych – i tyle. Mrozowski? broni nieźle, ale ta jego słynna interwencja z radomiakiem to mi przypomniała, że ludzie też mają swoje doły – i że jeden błąd potrafi zepsuć tygodnie dobrych występów.
więc jak tu głosować? ja bym zaproponował coś takiego: weźcie kartkę, napiszcie nazwisko jednego zawodnika, którego uważacie za sensowne ogniwo w tej ferajnie, i wrzućcie do pudełka w kibicowskiej – albo prościej: na koniec każdego tygodnia załóżcie w internecie ankietę z tymi samymi nazwiskami i zobaczcie, kto wygra. bo w tej chwili to nie chodzi o to, kto jest najlepszy, tylko kto trzyma ten statek na powierzchni, żeby nie zatonął.
i pamiętajcie – kiedyś wiślacy grali tak, że mało kto im dorównywał. dzisiaj to już nie ten świat, ale nawet w tym bajzlu są ludzie, którzy naprawdę się starają. i tyle powinno wystarczyć.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.