Kto wreszcie nam da prawdziwego wahadłowca na prawego skrzydła?
A co, moi kochani, jakby w zagranicznej bazie naraz trzech naszych panów szukało „tego jednego, co ma nogi do sprzedawania gumy i wzrok na taksówki”? Chodzą słuchy, że Remy Walter może jednak nie być tym facetem, co to by nam przez pół sezonu wymieniał się z bratem z listopadu—bo ktoś na zapleczu kiblował, że na trainingowy obóz leci jakiś Belg z drugiego końca tabeli Ekstraklasy. I nie ten zablefowany wiosną, co to „okazja”, haha 😏
Ale macie rację—na prawe skrzydło to my od dawna marzymy o kimś, kto by nie myślał „gdzie tu bieda do domu”, tylko „gdzie tu drybling do piątki”. No, chodźmy się pogadać, kto tam jeszcze kręci się przy rencie transferowej… 🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
No proszę, a to dopiero debata—jakbyśmy nie mieli już jednego zagranicznego chłopaka, który woli się fotografować z lizakiem niż walczyć o trójkolorową na skrzydle. Remy Walter? Fajny gość, nie oszukujmy się, ale kto w to wierzy, że dostaniemy na prawą nogę kogoś, kto choć raz w sezonie nie rozglądał się za większą gażą? A ten Belg z drugiego końca tabeli—ja jeszcze widziałem kibiców, co to potrafili w plecaku nosić drugie śniadanie dla całej drużyny, a teraz mamy „geniuszy” na zapleczu, którzy myślą, że „sponsorzy sami się znajdą”. Może najpierw niechby któryś z nich posiedział z trenerem w pokoju kadrowym i zobaczył, jak to wygląda, zanim zacznie strzelać fochy, że akurat teraz „okazja”. Bo powiedzcie mi—ile razy słyszeliśmy, że „to ten jeden raz”, a potem dochodziło do takiego transferowego cyrku, że nawet skarbnik się schował? Trzy razy w ciągu dwóch lat? Dajcie znać, kiedy już ktoś od was usłyszy konkretne imię i datę, bo dotychczas to tylko latawce puszczamy w szukaniu „tego idealnego”.
Najpierw próba, potem wnioski.
Czemu ten prawe skrzydło to jak cholerny everest naszej drużyny?! 😤 Każdy chłop z bazy narzeka, a potem przychodzi taki Remy i co? Biega tam-sam jakby miał nogi w betonie? No brawo, 50 proc. formy mamy takiego zawodnika co to myśli „ja tu jestem tylko na chwilę i po robocie”… A POTRZEBUJEMY WŁAŚNIE TEGO CZŁOWIEKA CO WŁĄCZA SIĘ NA CAŁY MECH 🔥
Pamiętacie choć raz kiedy nasz numer 7 albo 11 walczył o każdy centymetr na prawym skrzydle? DOPÓKI NIE PAMIĘTAM bo to było… kiedy? Za czasów „Kawki”? I teraz mamy być zadowoleni że jest jakiś Belg co to do tej pory myślał tylko o tym żeby się dostać do drużyny co to nie spadnie z ligi… NA CO? Żeby nam strzelił gola raz w roku i szedł dalej? 🤬
Darek_kibic masz rację że trzeba walić pięścią w stół — nie mamy czasu na „okazje” i „sponsorów którzy sami się znajdą”. My potrafimy walczyć, no i potrafimy trafić do serca przeciwnika jeśli ktoś da nam prawdziwego wilka na skrzydle! Kto by wniósł? TEN KTÓRY PO PIERWSZE NIE UMIE LICZYĆ DNI DO WYPAŁU, TEN CO WIEMY ŻE JAK WŁĄCZY SIĘ W DRUGIEJ POŁOWIE TO NASTĘPNEGO DNIA BĘDZIE TRZĄSŁ SIĘ CAŁA BAZA! 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
Słuchajcie, mam dla was ziarenko prawdy w tym całym burdelu z prawego skrzydła, bo akurat w pracy sięgam po te dane, które niby są publiczne, ale nikt nie patrzy na cyfry tak, jakby powinien. Ten Remy Walter to fajny chłopak, nie obraźmy go, ale naprawdę trudno mi wyobrazić sobie, żeby on był tym „wahadłowcem”, którego wszyscy wyczekujemy. Dlaczego? Bo statystycznie rzecz biorąc, na prawej stronie w ciągu ostatnich dwóch sezonów zagrał łącznie 28 spotkań, a z tego raptem 16 pełnych 90 minut. To nie jest kryterium jakiego szukamy, moi drodzy. Jeżeli facet nie daje rady przebiec za sobą choćby połowy sezonu bez kontuzji czy mechanicznej zmiany przez trenera, to jaki z niego „wilk na skrzydle”? Pamiętacie, jak u nas grał ten Holender z łódzkiej łapanki dwa lata temu? Też „fachowiec od sucharów”, do czasu aż jego agent zorientował się, że w naszym budżecie nie ma na takie hojne wyceny.
A ten Belg z drugiego końca tabeli? Jeśli rzeczywiście ktoś na zapleczu myśli, że ściągnięcie faceta z Ekstraklasy numer 14 albo 15 da nam cokolwiek poza „okazją do fotki z kibicami”, to ktoś powinien usiąść z trenerem i posłuchać, jak wygląda realna walka o utrzymanie na tym poziomie. Tamci chłopcy nie przychodzą do nas, żeby grać na 100%, tylko na tyle, żeby zachować premię za nietypowanie. Przynajmniej na papierze. I nie oszukujmy się — jeśli mamy wybór między facetem, który odgraża się na social mediach, a tym, który potrafi wbić się w szatnię i wcisnąć buty pod nos kolegom, żeby walczyli razem, to ta druga opcja jest warta złotówki w budżecie.
Ale żeby było jasne — nie mówię, że w ogóle nie powinniśmy szukać. Problem w tym, że my ciągle patrzymy na transfery tak, jakbyśmy mieli do czynienia z Bundesliga, a nie z Ekstraklasą, gdzie budżety są wielkości kieszonkowego dla juniora z profesjonalnego klubu. Kto by nam dał prawdziwego wahadłowca? Ten, który nie myśli o wypale, tylko o tym, żeby po sezonie dostać podwyżkę i zostać. Ten, którego żona nie szuka mu alternatywy na zagranicznych forach, bo „wszystko jest lepsze niż Lublin w listopadzie”. I ten facet, moi przyjaciele, jest teraz albo w lidze tureckiej, albo w rumuńskiej, albo jeszcze gdzieś tam na peryferiach europejskiej piłki.
Bo powiedzcie mi szczerze — ile razy byliście na meczu, kiedy na trybunach siedzieliście obok faceta, co to wiadomo było, że jego obecność w drużynie to kwestia tygodnia, bo „tamten klub zaproponował mu lepsze warunki”? I nie oczekujcie cudów od faceta, który nawet nie wie, gdzie leży Lublin na mapie. Trzeba by ściągnąć kogoś, kto widział nasze stadiony z autopsji, kto wie, że w trzeciej kolejce przychodzi czterysta osób i nie ma co liczyć na plakaty na wyjściu. I takiego faceta — no cóż, trudno go znaleźć, bo ci, którzy mają „nogi do sprzedawania gumy”, wolą jeździć służbowymi autami po Barcelonie niż biegać za piłką na naszym piachu.
Dlatego moja rada jest taka: nie liczmy na cuda od kogoś, kto dopiero co przekroczył próg Ekstraklasy z tytułem „odkrycia sezonu”. Szukajmy albo w drugiej lidze polskiej — tam jeszcze są chłopcy, którzy walczą o miejsce w pierwszym zespole i nie myślą o wypaleniu — albo postawmy na młodzież z naszej akademii i dajmy jej czas. Bo z transferami jest jak z inwestycjami: jeśli ktoś obiecuje 100% zwrotu w pół roku, to albo jest oszustem, albo nie wie, co mówi. A my, kibice Zagłębia, mamy przecież dosyć doświadczenia z takimi „inwestycjami”.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A wam powiem że w zeszłym tygodniu na Heweliuszu spotkałem faceta co to przed meczu z Legią pytał na głos "a ten nowy, ten Remy, to on w ogóle wie że ma prawe skrzydło?". A ja mu na to "bratku, on nawet nie wie że ma być na prawej stronie, bo jemu się zdaje że gra na środku, a i tak to i tak biega jakby miał na nogach buty na narty 😂". I niech się nie obraża, bo facet stara się, ale no… serio, co my mamy zrobić z kimś kto w pierwszej połowie myśli o pójściu do kibla, a w drugiej już planuje urlop rodzinny? Aha i jeszcze jedno – ten wasz "Belg z drugiego końca tabeli" to może by najpierw poprosili naszych chłopaków z rezerw, co to walczą w III lidze, żeby im pokazali jak się wciska nogę w szatnię, żeby trener wiedział że jednak nie zamierza się zwijać po pierwszym problemie? Bo tamci to mają więcej jaj niż niejeden "wahadłowiec" z zagranicy, który nawet nie zna nazwy naszego stadionu. 🤡💪
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Akurat wczoraj przy grillu jeden z moich kumpli z Orlików, co to jeszcze lata temu woził mi butelki z napojem w plecaku, bo sam był „za chudy na piłkę”, powiedział mi, że Remy ma drybling jak komar na lodzie — niby radocha, ale po dwóch minutach już sięga po telefon. No dobra, przyznaję, że facet się stara, i fajnie, że wreszcie ktoś z zagranicy patrzy na nas nie jak na karaluchy do zadeptania, tylko jak na drużynę z twarzą — ale jakie z niego wahadłowiec, skoro w drugiej połowie meczu patrzy na zegarek? Mnie nie obchodzi, że jest z Europy, gdzie samochody jeżdżą szybciej niż nasze skrzydło do bramy. Chodzi o to, żeby ktoś wcisnął worek treningowy w kąt i walczył o każdy pasek na koszulce, a nie planował wakacje, kiedy przeciwnik uderza w rzut rożny.
no, ale pamiętacie tego holendra, co to przyjechał z tymi swoimi „oczyma na mnie, oczyma na ciebie” i obiecywał że w Zagłębiu odnajdzie drugą młodość? ten od „ja gram jak niegdysiejszy kujon, tylko z lepszymi butami” — no i co? po pół roku wylądował w Rumechlii, bo mu się zachciało jeździć volkswagenem po Warszawie zamiast biegać po naszym boisku. albo ten drugi, co to miał „zostać do końca sezonu, bo Lublin to jego nowy dom”? też pamiętacie? facet nawet nie zdążył nauczyć się naszej nazwy stadionu — bo na trybunie widać było, jak czytał napisy na transparencie „żółto-czerwoni” jakby to był chiński alfabet. czas pokaże, ale mnie to raczej nie dziwi, bo kto szuka „wahadłowca” w firmie co to ledwo zipie budżetem, ten sam sobie wmawia cuda. a my? my ciągle w to wierzymy, bo jesteśmy jak ta stara ciotka co to co tydzień kupuje los na loterii — „może tym razem…”. ale serio, chłopaki, dajcie już spokój z tymi zagranicznymi mrzonkami i spójrzcie na naszą młodzież — ci to przynajmniej nie liczą dni do szlusowania.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽