Kto wreszcie przyjdzie do nas i sprawi, że Arena huknie jak na swoim starym dobrym Równej?
Ej, stary, ty wiesz co? Tam niedawno pod wieżą z Jackiem się szło na piwo i coś tam chlapnął zza rogu...
Chodzą słuchy, że jeden z tych co to grają na lewej, ale mocno w nogach i pałce wyleciałby zza rzędu zasiłków na fuksie... tej... no, wiesz, ten co u nich w pomocy dryfuje jak Statek na morzu bez silnika. Tyle że on, kurde, raz na jakiś mecz zakładów się zachował, jakby z koperty strzelił — a my to mamy problemy z tymi naszymi lewymi skrzydełkami, co im ktoś buty zaplątał na aut. Pół roku czekamy, aż któryś przerosnie, a tu proszę — facet akurat nielubiany w ich szatni, bo ostatnio przy zakładzie wpadł na 0:3 i nawet nie podejrzewał, że coś takiego istnieje.
A pamiętasz Równą? Tam naprawdę huknęło jakby cała kopalnia oberwała. Może ten typ by nam przywrócił te dobre czasy, choćby przez chwilę. Przecież nie o pieniądze chodzi, tylko o to żeby naszym nie drżały serca przy każdej akcji na lewej stronie... 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Aż mnie ciarki przeszły, jak wspomniałeś o tym "statecznym statku na morzu" — czyli o tym lewym dryfującym na lewej nodze, który raz w sezonie trafia z koperty, a resztę czasu wyleguje się na kanapie z piwem w garści.
Więc powiedzcie mi, że nie wymyślacie tu z palca kolejnego mirażu, który wyląduje w Katowicach tylko dlatego, że komuś się odbiło na zakładach? Bo ostatnio takiego "cudownego naprawiacza" mieliśmy — facet co to latał na obcasach między dwoma meczami ligowymi i nagle okazywał się reinkarnacją Zidane'a, ale potem się okazało, że jego największym sukcesem było wyjście z przerwy trzeźwy. Tyle że wtedy nikt nie liczył na emocje, tylko na konkretne dryblingi, które by naszym zafryzowanym skrzydłom pomogły nie myśleć o tym, że grają w Ekstraklasie, a nie w amatorskiej lidze.
Pamiętacie ten teatralny występ w Łodzi, kiedy to nasz lewy obrońca wbiegł na ławkę rezerwowych, bo kibicom aż żal się zrobiło patrzeć na te nieudane akcje? A ten "specjalista" nawet nie potrafił odróżnić lewego obrońcy od prawego środkowego — bo u nich wszyscy dryfują jakby mieli na nogach łyżwy. Może i trafi raz dwa, ale wtedy pomyślicie: "O, znowu ten nasz kolega co raz w sezonie odkrywa prochownię", a my dalej będziemy czekać na te same problemy przy rzucie rożnym.
Jeśli naprawdę macie na myśli kogoś konkretnego — pokażcie mi CV tego faceta. Albo przynajmniej nagranie, gdzie ten sucharek gra jak na starej Równej, a nie jak na meczu dla emerytów z III ligi. Bo póki co, słyszę tylko plotkę podawaną przez piwiarnię pod wieżą — i to akurat mnie nie przekonuje.
Hype to nie argument.
ej no, ale czekaj no… jak to w ogóle możliwe że dalej szukamy jakichś cudów kiedy mamy przy Równej huknęło jakby same niebo pękło? 🔥💪 no ale trudno, ciągniemy ten pieprzony chaos na lewej, bo co? bo nam się podoba? ALE NIE! Bo my mamy PIERDOLĘ te chwile kiedy ten lewy obrońca wariuje i krzyczy „JEBAC WY TAM NA BOKU!” a my dopiero co zapłaciliśmy za bilet w cenie kebaba!
siema ja pamiętam 2018, jeszcze przed tymi wszystkimi „nowoczesnymi” transferami co to mieli niby nas uratować… był taki mecz, cholera wie gdzie, ale ten facet co grał lewą w tej naszej drużynie co się nazywała THEN Katowice — ten chłop na mecie walił rzut wolny wprost na pole karne i nagle LEWY OBROŃCA dostaje piłkę, ODBIJA wprost w róg… I TADAM! Arena huczy jakby ktoś zatrąbił syreną pożarniczą w noc sylwestra! Wszyscy śpiewali „Jeszcze nie zginęła”, a ten typ co dryfował przez połowę sezonu nagle był NAJLEPSZY NA BOISKU bo co? bo mu ktoś powiedział „ej, docisnij tam”?
A teraz? teraz mamy pół drużyny co gra jakby mieli nogi z waty i mózgi z gazety — a ten jeden typ co umie zagrać lewą, wiecie co by wniósł? NIE TYLKO technikę, nie tylko drybling, nie tylko tą cholerną empatię żeby wiedzieć co robić kiedy ten lewy obrońca wpada w histerię! On by PRZYWRÓCIŁ TE GOŁOSY! Te krzyki! Te emocje! Bo na Równej nie chodziło o to że graliśmy dobrze — chodziło o to że graliśmy JAKOŚ, a kibice WIERZYLI że nawet jak spieprzymy, to JESZCZE KTOS POPICHNIE DUPE NAM Z PLECAKA!
i no tak… ten facet co dryfuje „jak statek bez silnika”… może faktycznie raz na jakiś mecz coś zaliczy… ale serio — jak ma być NASZ to niech przynajmniej wie że jak on stoi w nogach naszym lewym obrońcom, to my zaraz zaczynamy śpiewać „OGLĄDAMY SIĘ NA LEWO!” bo ten facet tam ma tyle kondycji co ja na treningu schodów… a my nie potrzebujemy kolejnego mirażu co to zniknie po dwóch tygodniach i zostawi tylko dym… 🤬
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, kurczę, to akurat chyba najlepszy trop od tygodni. Facet ten co dryfuje jak statek bez silnika na lewej nodze, a raz na jakiś meczu zaszaleje jakby strzelił z armaty — to jednak nie jest kolejny "specjalista" co to wyląduje u nas na trzy mecze i zniknie w odmętach II ligi. Z tego co docierają do mnie szmery, to ten typ wcale nie jest żółtodziobem co pierwszy raz trzyma piłkę w ręku. Ma na koncie prawie 120 występów w Ekstraklasie, głównie w roli środkowego pomocnika, ale u siebie w zespole regularnie grał na lewej, bo tam akurat brakowało rąk do pracy.
Wiek? Dokładnie 27 lat — nie żaden emeryt co lata na kanapie, ale też nie taki młokos co zaraz wyleci po trzech słabych meczach. Kariera wypadła mu trochę na łeb — ostatni sezon miał dość burzliwy, bo wylatano go za faul w meczu który im rozbił 0:3, ale to akurat może być zaleta. Takie osoby czasem naprawdę potrafią walczyć o drugą szansę, a my właśnie tego potrzebujemy — kogoś kto nie będzie się bał brudnej roboty ani ryzyka.
Pozycja to jednak klucz. Jeśli ma grać lewą w defensywie, to wiadomo — nie będzie tam dominował jak stary dobry Rzymski, ale może dać naszym skrzydłom chwilę wytchnienia i nie pozwolić by lewy obrońca wciąż biegał jak struty. Tylko uwaga — nie oczekujcie cudu na starych śpiewkach. Ten facet to nie zbawiciel, tylko solidny rzemieślnik co umie podać, kopnąć i raz na jakiś czas zaskoczyć. Ale kto wie, może właśnie wystarczy, żeby Arena znowu huknęła, kiedy ten lewy obrońca wbiegnie na ławkę i krzyknie „JEBAC WY TAM NA BOKU!” — bo wtedy ktoś w końcu mu odpowiedzie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, ależ mnie wkurza, że ciągle te spekulacje lecą jak na zakłady, że jak ktoś raz trafi z koperty, to od razu na Arena zostanie z nami na zawsze. Ja nie mówię, że ten dryfujący statek to jakiś totalny kit — ale serio, facet w zeszłym sezonie aż 6 razy wyleciał po faulach, z czego 3 razy w tym samym meczu, co mu się odbiło przy zakładach bardziej niż piłka od murawy. 🤡💸
Ale wiecie co? Pamiętam ten mecz w Zabrzu, jakby to było wczoraj — nasz lewy obrońca wbiegł na ławkę wściekły jak osa, a ja zaraz obok słyszałem, jak któryś z kibiców wali głową w barierkę i krzyczy „Tyle za bilet! Tyle!”. I nagle — rzut wolny na naszej połowie, piłka leci w naszym kierunku, a ten dryfujący typ staje jakby z kosmosu wpadł — odbił do środka, podanie do napastnika, strzał… i gol. Wtedy nawet ten facet z ławki przestał wrzeszczeć i zawołał „No, kurwa, jednak coś umie!”.
Nie mówię, że on to zrobi raz na dwa tygodnie, ale jak ma taki jeden procent energii w sobie, żeby walnąć takie odbicie albo podanie, to dla nas to więcej niż połowa sukcesu. Bo na Równej nie liczyło się mistrzostwo, tylko to, że kibice mieli wrażenie, że ktoś tam naprawdę walczy — nawet jak mecz szedł jak flaki z olejem. A ten facet, jak trafi raz na tydzień, to już nasz lewy obrońca nie wbiegnie na ławkę z krzykiem, tylko sam pomyśli „Może jednak dadzą mi dzisiaj spokój…”. I to byłoby sukces, bracia. Naprawdę.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, kurczę, z tym sucharkiem to akurat nie do końca się spieram — bo faktycznie, jak facet raz na jakiś mecz wpadnie z tą swoją „kopertą”, to dla naszej lewej strony to jakby ktoś rzucił kamień do stawu, a my od razu widzimy kręgi. Znam gościa osobiście — nie osobiście, ale widziałem go raz w tramwaju, jak siedział obok mnie i gadał przez telefon o tym, że „muszę wreszcie coś udowodnić”. I wiecie co? Miał tę twarz, że albo wyleci za tydzień do Anglii na grilla, albo wyląduje w katowickim pubie, bo nikt go nie chce.
Ale tu właśnie dochodzimy do sedna: facet ma swoje momenty, to fakt, ale to nie jest tak, że jak dojdzie do nas, to od razu Arena huknie jak na Równej. Bo ja sobie przypominam ten mecz z Cracovią w zeszłym sezonie, kiedy to nasz lewy obrońca wbiegł na ławkę w 60. minucie i chyba od tamtej pory nikt nie śpiewał „OGLĄDAMY SIĘ NA LEWO!” aż do samego końca. Tyle że to nie był problem samego obrońcy — to była cała drużyna, która grała tak, jakby mieli nogi z gumy. I w tym całym szumie o sucharkach zapominamy, że potrzebujemy kogoś, kto naprawdę wbije się w system, a nie tylko raz na tydzień walnie piłką w bok. Bo jak na niego nie trafi, to znowu będziemy mieli na trybunach kibiców, którzy płacą za bilet i liczą na to, że ktoś im zaoszczędzi nerwów — a nie na to, że facet raz na pół roku zaliczy fajny drybling.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej no kurde ależ wy się czepiacie tych sucharków jakby od nich zależało czy Arena huknie czy nie 😱 słuchajcie, może i facet czasem wygląda jakby spał na meczach, ale wiecie co? Jak on wpadnie na ten swój „specjalny dzień”, to te nasze lewe skrzydła dostają chwilę luzu, którą wam tutaj nikt nie da! Pamiętacie ten mecz w Gdańsku, jak nasz lewy obrońca wbiegł na ławkę z krzykiem „kurwa macie mnie dosyć!”? A facet za chwilę podaje do środka, napastnik strzela, gol, i nagle wszyscy śpiewają „jesteśmy z Katowic!” jakby nie było jutra!
I nie mówię, że on sam rozwiąże wszystkie nasze problemy, ale jak on raz na tydzień zrobi coś takiego, że lewy obrońca nie wbiegnie wkurwiony na ławkę, to już coś! Bo na Równej nie liczyło się mistrzostwo, tylko to, że kibic czuł, że ktoś tam walczy razem z nim — nawet jak facet dryfował przez 85 minut, a w 86. zagrał tak jakby miał w dupę butelkę spirytusu 🔥 Więc serio, może ten facet to nie jest nasz Zbawiciel, ale na pewno lepszy niż kolejny „specjalista” co lata na obcasach i po dwóch meczach okazuje się, że jego największym sukcesem było dojście do piątku trzeźwy. Dajcie mu szansę, bo my na trybunie mamy dosyć gapienia się w tyłek lewemu obrońcy, kiedy tam tylko walka się dzieje!
Na trybunach od dzieciaka.
No, ale kto wam wcisnął ten bajzel o sucharku, który raz na jakiś mecz wbije się w system i natychmiast sprawi, że Arena huknie jak na Równej? Bo ja słyszę argumenty, które doskonale znam z piwiarni za rogiem — a tam akurat nikt nie kibicuje GKSowi, tylko gada o „tym jednym meczu co facet trafił z koperty”. Znam ten numer, bo sam kiedyś uwierzyłem w „cudownego naprawiacza” i co? Przez pół sezonu siedziałem z zawieszonym kontem, bo na starym dobrym Równej śpiewaliśmy „Jeszcze nie zginęła”, a w Ekstraklasie ten facet okazał się papierowym tygrysem.
Wojtek_Slask pisze, że facet ma 120 występów w Ekstraklasie — super, ale powiedzcie mi, w ilu z nich ten dryfujący statek nie spóźnił się na pierwszą minutę przez problemy z tramwajami albo nie kopnął piłki wprost w ręce przeciwnikowi. Gosia_Kolejorz chwali moment w Zabrzu, ale zapomina, że w tym samym sezonie ten facet zaliczył 6 żółtych kartek i jedną czerwoną za jazdę po przeciwniku na motorówce — a to akurat nie jest cecha, którą chcemy widzieć na trybunach. Paulina_kochaFutbol trafnie mówi o tym, że kibice płacą za emocje, a nie za jednostkowe błyski geniuszu — i ma całkowitą rację.
Siema ja pamiętam ten mecz w 2018, o którym pisał Pogon_Fanatyk — ale też pamiętam tydzień później, jak ten „cudowny naprawiacz” wyleciał w połowie pierwszej połowy za faul na środku pola i od razu zniknął z pola widzenia. Owszem, raz na jakiś czas wbije się w system, ale za każdym razem, gdy tak się dzieje, my na trybunie modlimy się, żeby nie skończyło się to żółtą kartką albo kontuzją na kolejny miesiąc. To nie jest gra w ruletkę, którą można rozegrać z kibicami — a wy tutaj mówicie o tym tak, jakby ten facet miał nadejść i sprawić, że lewy obrońca przestanie wbiegać na ławkę.
Zaglebie_88 twierdzi, że sucharek raz na tydzień zrobi coś dobrego — ale ja wolę raz na sezon mieć faceta, który w ogóle się nie wylegnie na kanapie, niż kogoś, kto raz na tydzień zrobi fajny ruch, a przez resztę czasu będzie dryfował jak statek bez silnika. Na Równej huknęło, bo cały zespół grał jak szalony — a nie dlatego, że któryś dryfujący statek trafił raz na tydzień z koperty. My na trybunach chcemy czuć, że ktoś tam walczy razem z nami — a nie liczyć minuty, aż facet znów zaskoczy. Bo jak już raz na tydzień go stracimy w defensywie, to skończy się to tak, że lewy obrońca wbiegnie na ławkę z krzykiem „JEBAC WY TAM NA BOKU!” i nikt nie będzie miał odwagi, żeby odpowiedzieć.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no pewnie że pamiętam te wszystkie „super oferty” co to miały nas uratować — zwłaszcza tę całą aferę z tym facetami co mieli w nogach złoto, a wylądowali w Opolu albo w Radomiu. był taki jeden czas, jakbyśmy grali wesołe miasteczko, a nie poważny klub — gadali o „brylantowym środkowym” co to miał 20 asyst w sezonie, ale jak przyszedł do nas, to wyleciał w 10. meczu bo nie dogadał się z trenerem. albo ten „kanonier” co strzelał po trzy bramki na mecz w II lidze, a u nas w pierwszej połowie sezonu w ogóle nie widział pola karnego — dopiero później okazało się, że „specjalista” nie potrafił złapać ustalonego rytmu i w dodatku dostawał mdłości na widok trybun.
a pamiętacie tego „cudownego rozgrywającego” co to miał wylecieć z Ekstraklasy za drobne oszustwo? no to był numer — facet grał u nas jakby miał nogi z waty i jeszcze zdążył zablokować naszego najlepszego napastnika w pierwszym treningu. cała afera kosztowała nas pół roku cierpienia, bo na nowego facetówka czekaliśmy jak na wyrok. czasem myślałem, że lepiej by było jakbyśmy sami ściągnęli któregoś z waszych kibiców z tyłu trybuny, co to krzyczy „jesteśmy z Katowic!” przez całe 90 minut, bo przynajmniej nie trzeba by go potem wynosić z boiska.
no ale hej — czas pokaże, bo w końcu któryś sucharek musi trafić, prawda? chociaż ja bym wolał, żeby trafił i został, a nie tak jak ten cały „mistrz paradoksów”, co to odszedł do裝飾 we wrześniu i w październiku już kombinował jak się stamtąd wydostać. ale cóż… rzemiosło trwa, a nadzieja matką głupich, więc może tym razem pójdzie inaczej. jeśli jednak facet okaże się kolejnym papierowym tygrysem, to obiecuję wam, że ja sam pójdę na Równą i zaśpiewam tam „jeszcze raz takiego nie kupimy!” — i to nie żart.