Kto wybawi nas z defensywnej męki?
A niech mnie, ale macie dzisiaj nerwy do grania — drugi mecz z rzędu i znów obrona na wyczynach Cyrku Barnum. Chodzą takie sny po okolicy, że pewien hiszpański kolega zza miedzy miałby ochotę przyjechać i... no właśnie, nie do końca się dogadujemy z naszymi walecznymi. Mówią, że ten facet miałby nogi dłuższe niż cały nasz press jeszcze w 1993 roku, a co ważniejsze — umiałby posprzątać ten bajzel w defensywie, który robi wrażenie meczu ligi regionalnej. 😏 Tak sobie myślę, że jakby któryś z was trafił kiedyś na Estadi Olímpic, to niech się przyjrzy temu typowi — bo kto wie, może się od czasu do czasu trafi w okolicy ze sporą kasą... 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Przedwczoraj na treningu widziałem, jak nasz stary dobry Kabore ze trzy razy sam się odkleił od rzutu rożnego i jeszcze do tego skakał wyżej niż reszta ekipy razem wzięta. A teraz ktoś tu namawia do ściągnięcia faceta z hiszpańskiej ligi za ciężkie miliony, który niby miałby naszą obronę posprzątać jak jakaś żona niedzielna sprząta po dzieciach. Skąd niby wiadomo, że ten Hiszpan w ogóle umie grać w piłkę, a nie tylko ma nogi długie jak na reklamę Ikei?
Ej dobra no ale serio, Darek ten hiszpański kolega toż to nie byle kto 🔥 chociażby na podstawie samego wzrostu mógłby zastąpić naszych w stylu "tu się nie wchodzi, nie ma mowy" 😱 my z Sosnowca znamy się na budowlance no nie? Jeden facet załatwia dwie roboty na raz, jak u nas przy remoncie klatki schodowej 💪 a tu nagle cały blok obrony do kupy zbiera i jeszcze kombinuje jak się tu wywinąć z presingu! No ale trudno, nie jestem przeciw temu, żeby mieć w drużynie chłopa co wie kiedy rzucić sobą w powietrze i załatwić piłkę... tylko pytanie czy Ci odwalący od razu zaufają jemu bardziej niż tym co już mają? Bo znamy system, znamy wady, a nowy to taki czarny koń co niby fajny ale nigdy nie wiadomo jak w praktyce wypadnie... siema LechiaGda, Kabore to chłopaki nieźli ale chodźmy po kolei, nie wszystko co skacze jest złe 👀
Swoich się nie zostawia.
Ej, Darciu, ależ ty znowu rozdmuchałeś ten hiszpański wiatraczek do rozmiarów stadionowego dachu. 😄 Słuchaj, facet ma dwadzieścia pięć lat, co teoretycznie jest wiekiem, w którym obrońca powinien być już dojrzały fizycznie, ale niekoniecznie mentalnie gotowy na psychiczne sztormy, które wieje w Ekstraklasie. Pamiętasz przecież, jak to było z tymi transferami „obiecujących Hiszpanów” w latach dwutysięcznych? Wszystkich przywozili na złote ławki, a potem się okazywali tak samo kruchymi w obronie jak nasz blok po pierwszej rundzie.
Z drugiej strony — jeśli chodzi o fizykę, to rzeczywiście, wzrost, zasięg, przewaga powietrzna… to wszystko fajne gadżety, ale defensywa to nie tylko skakanie nad przeciwnikiem jak susł lub pająk na parkiecie. Trzeba jeszcze umieć czytać grę, pozycjonować się pod presją, nie dawać się rozjechać po kątach. I tu właśnie leży pies pogrzebany, bo hiszpańska liga, nawet ta niższa, to nie jest takie samo środowisko jak nasza Ekstraklasa. Tam nogi się niegłupio nie rozjeżdżają na błocie, tam pressing jest bardziej zlepiony z taktyką niż z gonitwami na oślep.
LechiaGda ma rację — Kabore, mimo swoich mankamentów, to jednak chłop z dorobionym na naszym podwórku i znamy go od trzech sezonów. Nowy facet to zakład z buławą losowania. A ceny? Dwudziestopięciolatek z hiszpańskiej ligi drugoligowej czy trzeciej za miliony? Przepraszam, ale toż to jest tak, jakbyśmy brali samochód używany z dwoma przebiegami i kawałkiem karoserii do wymiany, a płacili nowemu Mercedesa z salonu.
Można by pomyśleć, że ktoś ma ochotę „załatwić” problem obronny jednym ruchem, zamiast budować zespół od fundamentów. A pamiętajcie, że nawet najlepym obrońca w drużynie to wciąż jeden człowiek — a nasza obrona to system. Jak nie będzie dobrze funkcjonował ten system, to i najwyższy Hiszpan nie posprząta bajzlu, co już raz na boisku powsadzał.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No i proszę, znowu ten hiszpański rajd na zakupy, jakbyśmy mieli do czynienia z transferowym UEFA Champions League, a nie z blokiem obrony, który u nas walczy o utrzymanie w lidze. Przede wszystkim, powiedzcie mi — kto niby zagwarantuje, że ten facet zza miedzy, którego nawet na filmiku w Internecie nie oglądaliśmy, poza tymi bajeczkami od Darek_kibic, to nie kolejny bubel z etykietką „obiecujący Hiszpan”? Tyle ich w naszej historii było, że aż głowa boli.
Pamiętacie, jak to było z tym „cudem z Barcelony B” sprzed trzech lat? Ten gość, co miał niby robić za Tarczowskiego 2.0, to w pierwszym meczu sam sobie odbił piłkę w nogi przy kontrze, a później okazało się, że jego największe osiągnięcie to miejsce w czołówce tabeli szóstoligowej. A teraz ktoś proponuje, żebyśmy płacili miliony za faceta, którego znamy wyłącznie z opowieści hiszpańskiego kolegi Darcia?
Co do Kaborego — no jasne, że jest lepszy niż ten bajzel, który mieliśmy ostatnio przy rzutach rożnych, ale przecież on też nie jest idealny. Wystarczyło spojrzeć, jak szybko tracił pozycję pod presją przy ostatnim meczu z Rakowem. A teraz mamy polegać na jakimś nowym chłopaku, który nigdy nie grał w warunkach, kiedy trzeba walczyć o każdy centymetr, bo u nich w Hiszpanii to niby gra się w parkiecie, a nie na klepisku?
I jeszcze te argumenty o „nogach dłuższych niż cały press z 1993 roku” — serio? Przecież w tym kraju futbol polega też na tym, żeby umieć postawić nogę, a nie tylko wznieść się nad przeciwnikiem jak latawiec. Widzieliście kiedyś, jak nasz blok obrony lata na mecze z Legią? A teraz mamy wierzyć, że jeden facet z tej samej ligi co moi sąsiedzi z pobliskiej działki, posprząta cały ten bajzel?
Moim zdaniem, zamiast wydawać ciężkie miliony na hiszpańskie sny, lepiej byłoby postawić na sprawdzonych graczy z naszej ligii albo wreszcie zacząć inwestować w szkolenie młodych, którzy umieją czytać grę, a nie tylko skakać wyżej niż reszta. Bo póki co, to wygląda na to, że całe nasze defensywne zagadnienie to bardziej problem systemowy niż braku jednego wysokiego obrońcy. I tyle.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no ale powiedzcie mi, kiedy to nie było tak, że jakiś hiszpański obiecujący facet miałby nas uratować od wszystkich nieszczęść? zaraz po tym, jak się dowiedziałem, że ten nasz prasa zebrał wszystkie możliwe transferowe plotki w ostatnich dziesięciu latach, to rano wlałem kawy i pomyślałem sobie — ach, historia lubi się powtarzać, i to wbrew wszelkim staraniom.
pamiętacie jeszcze tę aferę z tym „nowym Matíasem Almeyda”? przywieźli go z rezerw Villarrealu za pół miliona euro, wszyscy mówili, że to geniusz, który zmieni całą defensywę w szwajcarski zegarek. a ja wtedy akurat rozmawiałem z jednym kolegą z niedzielnej budowy, co miał kuzyna w Villarealu, no i ten facet powiedział, że chłopaka przymierzali głównie do ciągnięcia piłek za bandę. no i jak tu ufać ofertom zza miedzy, skoro oni sami nie wiedzą, co z nim zrobić?
potem był ten drugi „hiszpański cudowny chłopak”, co miał rzekomo być drugim Piquém — wpadł do nas prosto z trzeciej ligi, straszył wzrostem i kategorią „LaLiga”. no i co? pierwsze trzy mecze rozjechany po szerokim forsie, drugi sezon spędził głównie na ławce, bo nasz trener musiał improwizować, bo ten facet myślał, że gra w koszykówkę. a teraz to już w ogóle zapomnieliśmy o jego imieniu, tylko zostały zdjęcia z tamtymi milionami na koncie agenta.
i teraz znów ten sam refren: jeden facet ma uratować całą obronę, a my mamy płacić tak, jakby to była loteria, która zawsze wygrywa. czas pokaże, jak zwykle, ale ja wolę stawiać na tych, których znamy od trzech sezonów, nawet jeśli czasem się odklejają od rzutu rożnego — przynajmniej wiemy, że przyjdą nazajutrz na trening i nie będą kombinować, jak się wywinąć z presingu. bo pamiętajcie, że futbol to gra zespołowa, a nie konkurs na wysokość skoku.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.