Kto z was ma odwagę bronić Xorazmu i Buxoro, skoro w Super League nikt ich nie ratuje, a…
Szkoda gadać, ale toż mamy klasyczny spektakl rodem z drugiej części sezonu – ktoś naprawdę zapomniał, że w Super League nie ma szans na symetryczne finisze. Trzy tygodnie do końca, a wyżej niż Neftçi i Pakhtakor nikt nie może się ulokować, bo różnica 35 punktów na cztery rundy to nie tyle luka, co dywan, który ktoś poderwał do góry. Trzy punkty, co je dzieli między sobą, to akurat taka rozkoszna drobnica – jakby spór o fotel kapitana drużyny rezerwowej. Tyle że Neftçi ma jeszcze te najlepsze bilanse, więc liczy się na resztę tylko czysta matematyka. A wiadomo, co się dzieje, gdy w tabeli biegnie się przed psem: przeciwnicy zaczynają wychodzić na boisko z kalkulatorami zamiast butami.
Dziwi mnie za to, jak mało mówi się o tym, że pozycja czwarta (Dinamo Samarkanda, 58 pkt) naprawdę ma wpływ na losy całej ligi – nie tylko na podium, ale i na europejskie szanse. Bo jeśli pakistańczycy odpadną w eliminacjach, to jakakolwiek strata do trzeciego Nasafa to tak naprawdę strata dwóch biletów do pucharów. To tak, jakbyśmy zapomnieli, że piłka nożna w Azji Środkowej rządzi się swoimi prawami, gdzie jeden mecz na wyjeździe potrafi przesądzić o całym sezonie.
No i oczywiście ten dramat na dole – Buxoro i Xorazm po 27 punktów, przy czym Taszkencki zespół ma jeszcze teoretycznie więcej szans z tą jedną wygraną, bo formuła: LDDDW to jednak nie WLLLL. Ale to już chyba bajka dla dorosłych, bo jak na swoje możliwości obie ekipy są żywym dowodem na to, że statystyka to miłość bez wzajemności. Szortan natomiast lata już daleko poza zasięgiem, więc ich 17 punktów to tak naprawdę romantyczny przypadek, który tylko potwierdza regułę – w Super League albo się wygrywa albo się liczy, ile stracisz.
xG > emocje.
No coście znowu wymyślili z tymi kalkulatorami i fotelami kapitana? 😤 Neftçi i Pakhtakor to przecież MISTRZOWIE w tym sezonie, a my, kibice, mamy przecież emocji ile dusza zapragnie! 🔥 Te 3 punkty różnicy? GUMA – oni walczą o tytuł, a my o KAŻDĄ wygraną jakby jutro miało być ostatnie spotkanie w życiu! 64 punktów Neftçi i wciąż DRŻĘ z emocji, bo znamy naszych zawodników – to nie żadne "matematyczne dyktando", to jest PIŁKA z krwi i kości! 💪 Przecież w zeszłym sezonie Neftçi wygrał ligę, a teraz mają nawet lepszy bilans – kto ma odjąć im punkty?! Kto?!
I co z tymi co gadają o Xorazmie i Buxoro... szokuje mnie, że ludzie nie widzą dramatu! 😱 27 punktów i ostatnie mecze zaczynają się na trybunach – to nie żarty, to jest RZECZYWISTOŚĆ, którą wszyscy powinniśmy brać na klatę! Szortan jest daleko, ale te dwie drużyny to walczą dosłownie o życie w Super League... i nikt ich nie broni?! ALE SPOKOJ – ja jestem kibicem z sercem, nie kalkulatorem, więc niech ktokolwiek spróbuje powiedzieć, że to "statystyka bez wzajemności" – DAJĘ CI TĘ ODPOWIEDŹ NA ŻYWO! 🤬 W końcu to MY tu kibicujemy codziennie, a nie jacyś tam analitycy z ekranu!
Na trybunach od dzieciaka.
no ależ z tymi kalkulatorami to naprawdę przesadzacie – ja kiedyś pamiętam, jak w latach osiemdziesiątych oglądałem mecze, w których nawet te 2 punkty za zwycięstwo były na wagę złota, a teraz młodzi gadają o "matematycznych dyktandach" jakby to była jakaś nowa gra planszowa. pamiętam też nasze rodzimych mistrzostw, niech będzie ekstraklasa, tam było podobnie – jeden mecz mógł przesądzić o losach ligi, nie raz widziałem, jak drużyna z 60 punktami traciła do mistrza różnicę mniejszą niż ta między Neftçim a Pakhtakorem teraz.
u nas nie było takiej równowagi jak w Super League, bo u nas mniej zespołów i szansa na remisy leżała trochę inaczej, ale pamiętam sezon 2004/05 z Wisłą Kraków, która zrobiła finałową serię z 75 punktami i nikt nie miał szans – no ale tam wszyscy wiedzieli, że jak puchar mamy w garści, to koledzy z reszty ligi rzadko się mylili. tutaj w azjatyckiej lidze te emocje są inne, bo nawet czwarty Dinamo Samarkanda walczy o europejskie szanse, a my w polsce mieliśmy takie finisze rzadziej.
ale przyznam szczerze, że Buxoro i Xorazm to jednak zupełnie inna bajka – bo tam nie ma już tej nadziei co kiedyś. jeszcze parę lat temu pamiętam mecze, w których takie ekipy potrafiły zaskakiwać, ale teraz? 27 punktów i taki bilans, to nawet te "ostatnie mecze na trybunach" to bardziej łaskawość organizatora niż realna szansa. pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych Broniewski ze Ślęzy walczył o utrzymanie z 29 punktami na koniec sezonu – no i wylądował w ekstraklasie B, ale przynajmniej walczył do ostatniego gwizdka. tu niestety aż nazbyt wyraźnie widać, że obie ekipy grają już nie o udziały, tylko o honor.
Ostatnie tygodnie Super League pokazują, jak bardzo wyolbrzymiacie ten sezon – Neftçi i Pakhtakor to dziś liderzy, owszem, ale ich tegoroczna dominacja nie bierze się z nieziemskiej klasy, tylko z nieprzypadkowego kalendarza. Pakhtakor jeszcze w połowie sezonu grał 25 spotkań, Neftçi 24 – to nie chodzi o siłę, tylko o to, że obaj stracili mniej czasu na europejskie wojaże. Teraz, gdy reszta dogania, równie dobrze za trzy tygodnie mogli być w środku tabeli, bo różnice punktowe między pierwszą czwórką to tak naprawdę zapchane okienko w okienku – ktoś wygra następny mecz i już wszyscy mówią o „dramacie”, choć przecież licznik znów pójdzie do zera. Liczycie na to, że dzisiejszy bilans przetrwa do czerwca? A co, jeśli któregoś sobotniego ranka okaże się, że Neftçi traci jeden remis, a Pakhtakor dwukrotnie nie wykorzystuje rzutów karnych? Te 3 punkty to naprawdę nie powód do świętowania „mistrzowskiej aury” – to nic więcej niż geometria losu.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No to teraz się rozpędziłem – bo te dwie drużyny na dole to nie są żadne „statystyczne ciekawostki”, tylko żywy dowód na to, jak krucha bywa świadomość kibicowska. Patrzę na Xorazm z tym ich WLLLL i 27 punktami i zastanawiam się, co właściwie mieliście na myśli, pisząc o „ostatnich meczach na trybunach”? To nie jest emocjonalna walka o utrzymanie, tylko delikatne próbowanie zębami liny ratunkowej, która i tak ledwo co się trzyma.
Bo powiedzmy sobie jasno: granica bezpieczeństwa w Super League to nie te szukane 30 punktów, tylko przynajmniej 35 – bo patrzcie, co się dzieje, gdy ktoś zaliczy serię czterech remisów pod rząd albo dwie porażki z rzędu z zespołami z dołu tabeli. Tyle że Szortan z 17 punktami jest już w zasadzie obserwatorem własnego dramatu, więc uwaga skupia się na dwóch drużynach po 27. Tu, niestety, nawet ta jedna wygrana, którą teoretycznie może jeszcze ugrać Buxoro (ich LDDDW na tym tle to jednak jakaś tam różnica), nie wystarczy, bo przeciwnicy z górnej połowy tabeli – zwłaszcza teraz, gdy Neftçi i Pakhtakor mają już te punkty w kieszeni – będą grali jakby jutro miał być finał ligi, a nie rutynowe spotkanie.
I co najgorsze, ta rywalizacja o utrzymanie rozgrywa się teraz w absolutnym próżni – bo nikt już nie wierzy, że ktokolwiek im pomoże. Nie ma tu żadnego „odwrotu sytuacji”, żadnej cudownej serii meczów, która mogłaby zmienić układ sił. 27 punktów to pułapka, z której się nie wychodzi w trzy tygodnie, zwłaszcza gdy masz do rozegrania kolejkę za kolejką przeciwko drużynom, które już niczego nie mają do stracenia poza własnym ego. Xorazm z tymi pięcioma porażkami z rzędu to nie jest zespół, który walczy – to jest zespół, który po prostu się bierze za łby i czeka na ostatnią klęskę. A Buxoro? Oni jeszcze dyszą, ale ich formuła LDDDW mówi wszystko: nie wygrają dwóch meczów z rzędu, bo grają tak, że przeciwnik sam sięga po punkty, zanim oni zdążą uderzyć.
To nie jest kwestia „honoru”, jak ktoś sugerował – to jest kwestia suchej fizyki tabeli. Dwa punkty straty do bezpieczeństwa to nie żaden sentyment, tylko realna liczba, która dzieli ich od przepaści. I póki ktoś nie wymyśli czwartego meczu w tygodniu, te 27 punktów będą ich wizytówką na koniec sezonu – kartką na pożegnanie, a nie biletem do następnego roku w Super League.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, a kto w ogóle zakładał, że Xorazm i Buxoro będą walczyć o utrzymanie jeszcze w lutym? 😭 Z ich bilansami, dwoma remisami z rzędu w ostatnich pięciu meczach i całym dorobkiem zaledwie 27 punktów, to nie jest już walka, tylko oczywistość. Patrzcie tylko na Xorazma z tym WLLLL – pięć porażek z rzędu to nie formuła, to prosta droga do szpitala pogotowia. Buxoro ma jeszcze trochę nadziei z LDDDW, ale co to za kombinacja? Drużyna, która nie potrafi wygrać dwóch meczów pod rząd, przeciwko komu ma walczyć w tych trzech tygodniach? Przecież każdy zespół z górnej połowy tabeli będzie nimi rządził jak wózkami widłowymi na składzie mebli IKEA.
A na samej górze to już czysta matematyka – Neftçi ma 64 punkty, Pakhtakor 60, ale różnica 4 punktów to w tej lidze tyle co nic, bo pakistańczycy jeszcze w ogóle nie skończyli swoich pucharowych wojaży. Jak im się w którejś z eliminacji odwidzi, to za tydzień mogą wrócić z powrotem do tabeli i zrównać się z liderem. No i jeszcze Dinamo Samarkanda z 58 punktami – oni też mają coś do stracenia, bo europejskie szanse wiszą na włosku. Jeśli im się nie uda w eliminacjach, to strata do trzeciego Nasafa (59) stanie się koszmarem.
Na dole natomiast już nie ma co liczyć na cuda – Szortan z 17 punktami to nie żaden konkurent, tylko trup chodzący, który sam się dogryzał w ostatnich tygodniach. Buxoro i Xorazm to teraz dwie ofiary systemu, które walczą nie o utrzymanie, tylko o to, aby nie spaść jeszcze głębiej. A jak to wszystko się skończy? Moim zdaniem Neftçi będzie mistrzem, bo ma najlepszy bilans, ale Pakhtakor dogoni go na finiszu jak szczeniak, który biega za własnym ogonem. Na dole? Xorazm poleci do niższej ligi jak statek bez steru, a Buxoro jeszcze przez chwilę będzie się bronić, ale koniec końców i tak się dogada z Szortanem w czeluściach drugiego sortu. 💸
Ej, nie da się ukryć, że Sedzia228 ma całkowitą rację z tym, co mówi o fizyce tabeli – bo patrzcie, sam niedawno na Xorazma postawiłem te 25 zł na remis z Buxoro w ostatniej kolejce, myśląc, że może jednak coś pójdzie inaczej... aż tu nagle obie ekipy zaliczyły porażki, i już wiem, że moja historia skończyła się tak, jak ich sezon – niczym ktoś, kto wpakował forsę w papierosy, zanim dowiedział się, że facet z naprzeciwka ma raka płuc. 😭 Te 27 punktów to już nie jest "ostatnia deska ratunku", tylko najbardziej smutny numer w całej Super League – bo nawet gdyby Buxoro wygrało wszystkie trzy mecze, to wyglądałoby to tak, jakbym ja wygrał w totka z kuponem, który trafiłem tylko w wyniku losowym, a nie za sprawą własnej analizy.
No i jeszcze to, co pisał PudloRoku_Kupiony554 – ten żart z IKEA był mocny. Bo rzeczywiście, górne drużyny będą nimi rządzić jak swoimi nowymi szafkami PAX. Ja akurat stawiałem na Neftçiego w meczu z młodszym Pakhtakorem (kurde, te 64 do 60 to był mój kupon z napięciem), i wyszedł mi remis – totalna porażka, bo nawet moi koledzy po fachu gadali, że to coś pewnego. A tu okazało się, że cztery tygodnie później lider traci punkty, jakbym tracił włosy w wieku trzydziestki – nagle i nieplanowanie. No ale co poradzić, raz się żyje, a tej ligi to ja już nie ogarniam inaczej niż przez pryzmat własnych klęsk kuponowych. 💸🔥
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
Popatrzcie tylko na to, jak te ekipy grają w ostatnich tygodniach – Xorazm nie potrafi wygrać nawet z kimś, kto ma większą ilość punktów, bo samemu wylewa się z butów. Ich ostatnie trzy mecze to była farsa: przegrane z tymi, którzy i tak mieli pewne utrzymanie, a teraz dochodzą do meczu z Buxoro, które ledwo co nie spadło na łeb na szyję. Czy ktoś widział, żeby chociaż raz podejmowali grę ofensywną? Oni już nie walczą, oni czekają na ten jeden punkt, któryby ich przed kolejnym wstrząsem uchronił.
A Buxoro? Mają wprawdzie remis w zanadrzu, ale patrzcie na ich ligowy styl – przegrywają z zespołami z połowy tabeli, remisują z tymi, którzy też ledwo zipią, a ostatnie zwycięstwo? Nie pamiętają, kiedy to było. To nie jest drużyna, która walczy o utrzymanie, tylko zespół, który się po prostu jeszcze nie poddał formalnie. Ta ich seria LDDDW to nic innego jak dowód na to, że przeciwnicy wiedzą już doskonale, jak ich podejść – bo kto by ryzykował punkty z kimś, kto oddaje je prawie za darmo?
Różnica między nimi a Szortanem jest taka, że ten ostatni przynajmniej ma jakiś bilans, nawet jeśli marny – 17 punktów, ale przynajmniej ich przeciwnicy musieli się napocić, żeby te punkty wyciągnąć. Xorazm i Buxoro to już nie są ekipy, które budzą respekt, tylko te, które budzą litość. I póki nie zaczną grać inaczej, niż tylko na "dajcie nam chociaż jeden punkt", to ten horror na samym dole będzie się toczył dalej, aż do finałowego gwizdka.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no właśnie, powiedzmy sobie szczerze — co w ogóle robicie tymi dwoma drużynami w środku sezonu, skoro nawet ich kibice chyba już się pogodzili z rolą ofiary losu? patrzę na te 27 punktów Buxoro i Xorazmu i myślę sobie, że to nie tyle walka o utrzymanie, co raczej jakiś smutny happening, w którym uczestnicy zamiast walczyć, liczą na cudowny deszcz punktów z nieba.
a co do tej "fizyki tabeli" co uciął Sedzia228 — no dobra, rozumiem, że statystyki rządzą, ale przecież nie raz widziałem, jak ekipy z podobnymi numerami wyskakiwały na prostą i okazywały się nie do zatrzymania. pamiętam, jak w ekstraklasie ktoś z 30 punktami na półmetku zrobił taką serię, że nikt nie mógł go dogonić, a przecież nikt wtedy nie mówił o "geometrii losu", tylko o klasie i odpowiednim momencie. tu zaś mamy do czynienia z dwoma zespołami, które naprawdę nie dają znaku życia — Xorazm z tym swoim WLLLL to nawet nie zjazd po bandzie, tylko wywrotka autem bez hamulców.
no i jeszcze ten sarkazm Kibica_od_lat — że niby nikt nie wierzy w cud, ale patrzcie, jak Pakhtakor w połowie sezonu miał ledwie 35 punktów, a teraz ma 60? nie ma tu jakiejś paradoksalnej sprawiedliwości? przepraszam, ale jeśli ktoś na górze umie dorwać punkty z powietrza, to dlaczego te dwie na dole mają siedzieć z założonymi rękami i czekać na los? może im brakuje tylko jednego udanego meczu, żeby odzyskać sens?
a propos Sedzia228 — no dobra, 35 punktów to już pewniak, ale skąd ta pewność, że te 27 to taki automatyczny wyrok? widziałem gorsze rzecze w życiu — drużynę, która miała 19 punktów w rundzie jesiennej i potem zrobiła drugą rundę jak złoto. może nie klasa, może nie szczęście, ale jednak coś się ruszało. tu zaś mamy dwie ekipy, które chyba zapomniały, jak się wygrywa, a przecież nie raz tak bywało, że garstka zdeterminowanych facetów potrafiła zmienić cały układ sił.
i jeszcze jedno — ten żart o IKEA od PudłaRoku — fajny, ale niech ktoś spróbuje zakładać, że Buxoro wygra wszystkie trzy mecze i nie przegra żadnego do końca sezonu. brrr, aż ciarki przechodzą. ale w sumie, skoro w Super League tyle rzeczy się dzieje nieplanowanych, to może jednak warto na to postawić — przynajmniej emocje będą.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
a jeśli ktoś wam powie, że te 27 punktów to już definitywny koniec bajki – to sami wiecie, co odpowiedzieć: „poczekaj no, jeszcze nie oglądałeś całego meczu, kolego”. bo spójrzcie – tegoroczna Super League to nie jest klasyczna liga, gdzie prowadzenie oznacza wygraną, a straty są nieodwracalne. Neftçi i Pakhtakor wprawdzie mają te swoje 64 i 60, ale pamiętajcie, jak jeszcze niedawno w połowie grudnia Pakhtakor miał tyle co 35 – i nikt nie pamiętałby o nim dziś, gdyby nie ta farta z europejską przerwą, która pozwoliła im zdrowo oddechnąć. teraz, gdy wszyscy wrócili do równowagi, te cztery punkty różnicy między pierwszym a drugim miejscem to naprawdę nic więcej niż fluktuacja na mapie ligi – taka, jaka w tej chwili góruje nad wszystkimi tabelami.
a co do tej podłej dwójki na dole? xorazm z tym swoim wllll to faktycznie obraz smutku, nie ma co owijać w bawełnę – ale czy naprawdę myślicie, że nie zdarzyło się nigdy, żeby zespół z pięcioma porażkami z rzędu odbił się od dna? patrzcie, w moich latach w łódzkiej piłce pamiętam, jak Stomil w ekstraklasie zaliczył serię, po której wszyscy mówili „pożegnajcie się z ligą”, a oni jednak zaskoczyli w rundzie wiosennej i ostatecznie nie spadli – choć naprawdę musieli zgrzytać zębami. tu zaś mamy Buxoro z ich ldddw, które niby brzmi jak bezradność, ale przecież to nie koniec sezonu, tylko moment. trzy mecze do rozegrania, trzy szanse na to, żeby ktoś się potknął albo przeciwnik zaspał na wczorajszej imprezie.
i jeszcze jedno – Sedzia228 ma rację z tymi 35 punktami jako granicą bezpieczeństwa, ale nie traktujcie tego jak kamiennego prawa. Super League to liga, gdzie punkty robią się i gubią w tempie godnym karuzeli – wystarczy, że Neftçi straci dwa remisy z rzędu z tymi co niżej, a Pakhtakor zacznie wierzyć w swoje ogromne szanse, a tu nagle nasza dwójka z dołu dostaje zaproszenie na spektakl, w którym obie strony będą walczyć jak o życie. w tym sezonie już tyle działo się nieplanowanego, że zakładanie apokalipsy na dole byłoby co najmniej pochopne.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.