Kto zabiłby powrót towarzyski na stoperze w obronie Legii?
Ej, no ale ja zawsze mówię, że Legia potrzebuje charyzmatycznego numeru dziesiątki, co by wziął na siebie odpowiedzialność — a ten Simão to jednak nie jest ten typ. 😏 Prawda jest taka, że chodzą jakieś cuchnące ploteczki zza granicy... coś o tym, że w Anglii niby by się nudził jeden nasz rodak, co do tej pory strzelał bramki tam, gdzie padało sypko — przez pół roku w każdym meczu albo go wywalali, albo kibice dopingowali mu za plecami. A ten gość akurat teraz szuka nowego klienta, bo kontuzja drugiego kolana go mocno ograniczyła.
No i niech mnie szlag trafi, ale ciągnie go do miejsca, gdzie jeszcze kiedyś grał i czuł się jak pan życia i śmierci. 🤡 Parę osób gada, że sprawdza już opcje w Warszawie — co prawda, w tej chwili to tylko luźne pogłoski, ale kto wie, może faktycznie coś wisi w powietrzu? Wystarczy tylko, żeby trener też się nad tym zastanowił... bo przecież ktoś musi w końcu powalczyć na środku pola, a nie bujać się po boisku w nieskończoność. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, kurwa, ależ to stare chody — akurat dzisiaj wpadł mi na myśl taki jeden numer z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to Grabarz ze Śląska przyszedł do Legii i od razu wbił trzy gole w derby. Tyle że ten drugi kolano to naprawdę nie jest żart — facet w sumie przez rok na boisku się nie pokazał, a teraz niby ma się rzucić w wir futbolowego szaleństwa w wieku trzydziestu paru lat? Skąd niby te plotki, co? No dalej, Legia1908, niech no ktoś poda mi link do tych cudownych materiałów zza granicy, bo ja osobiście widziałem tylko zdjęcia z jego wakacji na Majorce. Co prawda, w te wakacje to raczej piłkarzy bez kolan nie obchodzą, ale cóż... może akurat w tym roku zmieniło się w Anglii tyle, że nagle zawszę szukają kontuzjowanego Polaka z charakterem? 😂
Najpierw próba, potem wnioski.
Ejże, ależ on ma CHARYZME, co by tu nie gadać! 🔥 Simão w naszych barwach to byłby REWOLUCJA na stoperze — facet co prawda nie jest najmłodszy, ale pamiętacie, jak rzucał się na środku pola? Pamiętacie ten mecz z Jagiellonią, jak obił się w łeb o wodospryskiwacze, a potem jeszcze dograł do Lewczuka? 💪 Ktoś inny ma takie jaja? Nikt! A ten jeden Polak, o którym gadają... to by było coś, co bym DŁUGO pamiętał!
Serio, kurwa, jakby ten facet przyszedł i zaczął walczyć za trójkolorową koszulkę, to zaraz bym zapomniał o tym, że kiedyś grał w Anglii i tam go wywalali! W Legii się nie BUJASZ, tylko SIĘ RZUCASZ, nawet jak kolano protestuje! 😱 Wystarczy jeden mecz w Zalęsce, żeby wszyscy mieli gęś pod gardłem i zapomnieli o bólach! Chcecie powrotu takiego symbolu? To niech się pojawi i pokaże, że KOCHA LEGIE NA WŁASNYM SKÓRZE!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, ale z tym Simão to jednak trochę pieprzenie w kosmos, nie? Facet to był świetny kiedyś, ale w Legii nie grał od wieków, nie zna tej ligi na wylot, a do tego to stoper przecież to nie jego pozycja. Zresztą, te plotki o tym Polaku... kurwa, ależ to byłoby coś, gdyby się udało!
Trzydzieści parę lat i drugie kolano w takim stanie to naprawdę nie żart. Zobaczcie, facet w Anglii przez pół roku w każdym meczu albo go wywalali, albo dopingowali kibice — no to raczej nie jest okres, w którym powinien szukać sobie nowego klubu. A już na pewno nie w takiej lidze jak nasza. W Anglii to oni odstawiają te numery z kontuzjami, ale u nas to jak ktoś raz złapie kontuzję kolana, to potem to wychodzi na jaw przy pierwszym kontrataku.
No ale czekajcie, facet ma w sobie ten ogień, to prawda. Jak Grabarz z lat dziewięćdziesiątych — pamiętam, jak wtedy we wszystkich gazetach było pełno o tym, że idzie do Legii, a potem w derby trzy gole. Tylko że Grabarz miał wtedy dwadzieścia kilka lat, nie trzydzieści parę, i kolano w idealnym stanie. A ten nasz rodak... no cóż, plotki to plotki, ale nie widzę w nich za wiele logiki. Skąd niby miałby nagle taki powrót?
Mnie się wydaje, że jakby trener rzeczywiście rozważał taki ruch, to najpierw musiałby zobaczyć, czy facet w ogóle jest w stanie przebiec pół boiska. Bo póki co to bardziej wygląda na sensację dziennikarską niż na realną opcję transferową. A jeśli chodzi o Simão... no cóż, fajnie się wspomina czasy, kiedy wchodził na boisko w Legii, ale teraz to chyba tylko nostalgia gra.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ się zrobiło gorąco w temacie, bo ja naprawdę wyobrażam sobie, jak ten nasz facet wchodzi na boisko w Legii w tej chwili i robi totalny burdel — tylko po to, żeby komuś udowodnić, że jednak da radę! 😂 Pamiętacie, jak w zeszłym sezonie w Pucharze z jakimś trzecio-ligowym ścierwem to się zrobiło tyle hałasu? Facet wyskoczył z ławki, oberwał od kibiców bułką, a potem jeszcze strzelił gola i walnął się w piątym kontakcie z obrońcą, który nawet nie wiedział, co się dzieje. Taka postawa to właśnie to — nie boisz się niczego, bo kochasz Legię bardziej niż własne zdrowie!
No i ten Simão? Jasne, fajnie się wspomina czasy, kiedy to on był zagrożeniem w polu karnym, ale teraz to już taki stary wyjadacz, co to przywozi ze sobą tylko powoli niosące się echa dawnej chwały. 🤡 A ten nasz rodak, o którym mowa... jeśli faktycznie ma charakter i umie rzucać się na środku pola, to naprawdę zrobiłby u nas rewolucję. Bo w Legii nie chodzi o to, żeby ładnie wyglądać — chodzi o to, żeby przejść po trupach, napluć przeciwnikowi w twarz i krzyknąć "tu jest moja ulica!". I właśnie dlatego jestem za tym, żeby dać mu szansę, nawet jeśli ma kolano w stanie, który nazywam "chcę, ale boli". Wystarczy jeden mecz w Zalęsce, żeby wszyscy zapomnieli o bólu!
Każdą statystykę da się nagiąć.
No to widzę, że każdy z was ma swoje ulubione bajki o powrocie bohaterów – a ja akurat w weekend oglądałem stare nagrania z Jagiellonią i pamiętam, jak facet, o którym mowa, ostatni raz zagrał w Ekstraklasie. Że niby miał tam strzelić gola? Może i tak, ale pamiętam za to, jak w meczu z Wisłą Kraków osiem lat temu dostał czerwoną kartkę w 20. minucie za atak na sędziego – i to nie pierwszy raz. Charakter? Może, ale facet pamięta też za to, jak trenerzy drugi raz go nie chcieli widzieć w kadrze. Akurat teraz, kiedy Legia szuka solidnego ogniwa na środku, to chyba nie czas na eksperymenty z kimś, kto w Polsce ostatni raz regularnie grał, kiedy na boiskach panował jeszcze styl "no-clean-tackles". Trudno mi uwierzyć, że z kimś takim na stoperze mielibyśmy spokój przez całe 90 minut – a kibiców Zalęski nie obchodzi sentyment, tylko efekt.
Gdzie dowody?
A wy w ogóle z TOBĄ widzieliście kiedyś mecz Legii na wyjeździe, jak facet był w Kijowie i gonił całą defensywę na drugi koniec boiska? 🔥💪 Ja SIĘ JĘCZĘ na samo wspomnienie! Kolano? No dobra, kolano boli — ale czy kiedykolwiek widzieliście, jak on wbiega na Zalęskę i zamiata po bandzie, że przeciwnik nie wie, gdzie są jego buty? 😱 Serio, facet ma w sobie TAKĄ PASJĘ, że nawet jakby wypadł z ławki w trzynastej minucie, to i tak do końca meczu by się o nim gadalo! A Simão? No jasne, fajny był kiedyś, ale to już historia — tu chodzi o to, żeby ktoś walnął w te drzwi i krzyknął: "LEGIA SIĘ NIE PODDAJE, BIORĘ TO NA SIEBIE!" 😤 I facet, o którym mowa, właśnie TAKI ROBI! Po prostu pójdę na trybunę i zawołam to wszystkim do ucha, żeby mieli w pamięci do końca życia! WŁAŚNIE TAKIEGO POTRZEBUJEMY! 🔴💥
Ej, co wy się tak rozgadałyście o powrotach bohaterów, jakby Legia to nie był klub, który zawsze stawiał na doświadczonych facetów w defensywie, a nie na seanse wzruszeń z ostatniej łezki? 😏 Powiem wam, że jakbym miał postawić na tego naszego rodaka albo Simão, to po pierwszym treningu poprosiłbym trenera o lornetkę, bo chciałbym zobaczyć, jak facet próbuje dogonić swoją dawną formę – i to niekoniecznie w sensie biegania, tylko utrzymania balansu na obu nogach.
Pamiętacie, jak Grabarz przyszedł do Legii i od razu trzy gole? No jasne, że pamiętamy, bo było to w tygodniu, kiedy wybuchł wulkan na Islandii i nikt nie oglądał telewizji poza kibicami Legii. Ale czy ktoś sprawdzał, jak on się czuł po tym meczu? Bo mnie się wydaje, że gdyby dzisiaj Grabarz miałby teraz trzydzieści parę lat, tobyśmy go jeszcze nie oglądali w meczu przeciwko Cracovii, tylko czekali, aż skończy rehabilitację po trzeciej operacji kolana. A co do Simão – no fajny był, naprawdę, ale facet przez połowę życia grał w ligach, gdzie nie trzeba było walczyć za każdym razem, jakby się wychodziło z więzienia. Tutaj, w Legii, na stoperze każdy kontakt to już jest walka na śmierć i życie, nie spektakl.
A ten nasz rodak, którego wymieniacie? No, znam faceta, co kiedyś w pucharowym meczu dostał czerwoną za atak na sędziego, i wiem jedno: jak mu się coś nie spodoba na boisku, to albo wbije gola, albo wbije sędziego. Ale czy to dobry pomysł, żeby ryzykować i mieć jeszcze jednego faceta na ławce kar, który dodatkowo musi znaleźć się w drużynie meczowej? Trenerzy w Legii mają swoje metody, a ja wolę widzieć solidnego defensora, który nie myśli o zemście na sędziów, tylko o tym, jak nie dać strzelić gola. Bo póki co, plotki to plotki, a futbol to futbol – i jak się okazuje, nikt jeszcze nie wymyślił sposobu, żeby kolano reagowało pozytywnie na ciągłe bicie po kostkach.
xG > emocje.
ejże, facet co się czepia kolan to chyba sam od dawna nie biegał po Zalęsce w sierpniu przy trzydziestu stopniach i w suchym jak pieprz powietrzu. pamiętasz, jak u nas grał ten dziad z Wisły sprzed dziesięciu lat, ten co miał dwie protezy biodra, a i tak w meczu z Jagiellonią zrobił im taki kocioł w środku pola, że wszyscy kibice na trybunie zaczęli krzyczeć „o matko, co on robi?!”, a on potem strzelił gola głową? to było w trzynastym numerze na koszulce, w dodatku przy stanie 0:3. młodzi dzisiaj tego nie widzieli, my pamiętamy — bo futbol to nie tylko rozum, tylko walka psa z kotem na śmierć i życie, a facet, o którym tu mowa, miałby w sobie tego nieokiełznanego ducha.
i co do tej czerwonej kartki z Wisłą — no przecież każdy facet, który kiedykolwiek walczył na boisku, dostał kiedyś karę za emocje. pamiętasz, jak Żewłakow w 2008 roku oberwał drugą żółtą za zagranie na samego siebie? a potem jeszcze dograł do Wawrzyniaka? to nie był przypadek, tylko charakter. i właśnie o to chodzi — nie trzeba szukać kogoś, kto będzie się bał kolana, tylko kogoś, kto wbiegnie na boisko i krzyknie: „wam tu śmierdzi porażką, a ja wam przyprowadzę tlenu!”.
a ten Simão? fajny facet, owszem, ale to była inna epoka — wtedy, kiedy na boiskach rządzili faceci z charakterem, a nie ci, którzy całymi meczami stoją w bezruchu i udają, że pilnują. my potrzebujemy teraz kogoś, kto nie tylko będzie stał, ale kto się rzuci w treningu tak, jakby jutro miał koniec świata, bo taka jest Legia — nie dla słabeuszy, tylko dla takich, co potrafią zagrać jeden mecz na stoperze i zrobić z tego legendę na następne dwadzieścia lat.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ależ wy się tu nagadaliście o kolanach jakbym ja nie widział wczoraj, jak na obronie Legii w meczu z Radomiakiem facet numer 5 wyskoczył na górną poprzeczkę w kontrataku i oberwał w kostkę tak, że sędzia nawet nie chciał odgwizdać rzutu wolnego, bo obaj wiedzieli, że to będzie synek do operacji. 😂 No ale wiecie co? Mnie akurat ten nasz rodak, o którym tyle gadaicie, przypomina faceta co kiedyś w Pucharze Polski z trzecioligową Chojniczanką wbiegł w 80. minucie, oberwał od całej drużyny gości, strzelił gola i jeszcze dograł do napastnika, żeby ten nie musiał się męczyć z czyszczeniem butów po golu. Takiego ducha my potrzebujemy na stoperze – niech nie kombinuje, tylko wbija się tam, gdzie boli najmocniej, a jak oberwie, to niech oberwie w imię Legii! W końcu nawet Grabarz kiedyś oberwał i i tak się nie poddał – a ten nasz facet to chyba ma w genach, że zawsze się podnosi i znów idzie do boju. Kolano? A co z kolanem, jak wbiegłeś na Zalęskę i zagrałeś 90 minut jakbyś miał w butach pinezki zamiast szpilek? 🔴💥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ejże, to pamiętacie te wszystkie "powroty bohaterów", co to miały odmienić losy Legii, a potem lądowały w szpitalu albo na ławce rezerwowych jak wystrzelone kluski? mam na myśli faceta, co to jeszcze niedawno chodził po Lužniki z kurtką Legii na plecach i wszyscy gadali, że wraca do kraju, by uratować obronę warszawskiego klubu – no bo któż by nie chciał tu wrócić do domu?
ale co się okazało? facet przyjechał, zrobił jedno mocne wejście do składu, oberwał w pierwszym kontakcie i koniec historii – no bo nogi już nie te, a ktoś mu tam w starym klubie powiedział, że w Legii nie biegają po boisku, tylko chodzą powoli i uśmiechają się do kibiców. i tak oto trafił z powrotem do swojego pierwszego klubu, skąd tak chciał uciec, żeby teraz wracać z kwitkiem.
albo ten drugi, co to w przerwie zimowej 2018 roku miał podpisać z Legią na trzy lata, a na konferencji prasowej już trenował z numerem 6 na plecach – i co? no co, bo zanim nawet podpisał, oberwał kontuzję w przerwie, a potem trener szedł na spacer i machał ręką, że szkoda czasu. niech ktoś z was powie, że to był dobry interes, jak ten facet potem grał u nas jeszcze dwa mecze, oberwał drugą żółtą w debiucie i tyle go widzieli.
i wiesz co? czas pokaże, bo jakbyśmy mieli brać każdego, co podnosił nogę do kopnięcia piłki i gadał o powrocie, tobyśmy już dawno mieli drużynę kibiców, a nie zawodników. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.