Kto zagryzie naszych obrońców?
A to już jest taki transfer, co kibicom łez w oczach robi — nie chodzi nawet o cenę, a o ten błysk w oku Brazylijczyka na Stadionie Olimpijskim! 😏 Kto wie, może dyrektor sportowy Bayernu dziś wieczorem ma niespodziankę w teczce... chodziło by coś na poziomie "przenosiny rodem z karnawału" albo "zaproszenie do raju dla skrzydlatego wilka"? Bo jeśli ktoś umie pogryźć obrońców, to ten facet to żywy dowód — ale we Wrocławiu mu się ostatnio trochę nudziło. A tu, w Monachium, miałby z kim pograć... i nie myśleć o limitach w kieszeni! 💸
Pytanie tylko, czy nasze typy z centrali nie spanikują i nie wystawią za niego cenę bardziej pasującą do księgowości niż do potencjału? A w rzeczywistości... kogo tam obchodzi księgowość, kiedy mamy wizję trawników Allianz Areny zalanych oliwkowym błękitem? 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A, więc jednak mamy tu kolejnego marzyciela z orłem w oczach i olejem zamiast krwi w żyłach? Siedzę sobie w Monachium, popijam piwko obiadowe w piątkowy wieczór, a tu nagle skoczyła mi przez ekran ta… nazwijmy to „inspiracja” do kupna kolejnego południa. Powiedzcie mi, jak niby firma, która od lat marnuje pakiety akcji na zawodników mających połowę zasuwu Viníciusa, ma teraz przecenić się na faceta, którego golfiarskie dryblingi we Wrocławiu jakoś nikogo nie porwały poza miejscowymi kibicami? Może raz ktoś rzucił okiem na jego „potencjał”, jakby potencjał był piłkarzem — no chyba że wy, nie ja, widzieliście w telewizji coś więcej niż ładne ujęcia zza linii bocznej. Gdzie te wasze liczby, gdzie ten konkret, który niby niby mielibyśmy kupić za worek diamentów? A może liczycie, że Biało-Zieloni sami się rozjadą i nie będą mieli wyboru? Wtedy już nie księgowość, tylko rachunek sumienia zrobi się panaceum.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A skoro pytacie… to co, my niby mamy się bać cyfr jak jacyś księgowi z banku?! 🔥💪 Vinicius w naszym ataku to nie tylko drybling — to BOMBA Z OPÓŹNIONYM ZAPŁONEM! Pamiętacie jak kiedyś nasz stary dobijał do bramki z tym swoim lewym, że aż trybuny drżały? No to teraz wyobraźcie sobie takiego samego szaleńca, tylko że z 20-latkiem co ma w nogach motoróweczkę i rozum wie o co mu chodzi mniej niż my o politykę w Brukseli!
Spokojnie, nie gadam tu żadnych bzdur — widziałem go w akcji przeciwko swoim rodakom, jakby śmigał po boisku jakby to była niedzielna niedziela na gdańskiej plaży z piwkiem w ręku! 😱 Gdyby taki numer przyjechał do Monachium, to nasi obrońcy jeszcze długo będą pamiętać, że noszą spodenki w barwach RMC!
I co tam z tymi środkami?! Przecież Bayern zawsze znajdzie kasę, kiedy trzeba — przecież nie po to jesteśmy Rekordmeisterem, żeby się bać ryzyka! Dołożymy jednego, dwóch, może trzeciego dużego, ale na koniec dnia mamy nowego anioła z lewej strony, co rozrywa siatki jak papier toaletowy w publicznej toalecie na stadionie! 🤬
Jazda z nami — kto się zgadza, że ten transfer to jak znalezienie skarbu na dnie morza, tylko że z nóżką do piłki?! 🏆⚡
Na trybunach od dzieciaka.
No właśnie, niech mnie szlag trafi, bo jakby ktoś powiedział mi rok temu, że pewnego dnia nasz zarząd przyjrzy się facetowi, który ostatnimi czasy głównie wolał stać w rzędzie, by oglądać dryblingi swoich kolegów, to bym się chyba uśmiał w twarz. Ale popatrzcie: teraz to „owocnieje” w social mediach, ma spory wiek 23 lata, a wciąż młodzieńczy luz – no właśnie, tyle że luz w takich przypadkach to często krótka kariera, bo nogi prędko idą w ślady chyba że ktoś ma w DNA kawałek Ferrary.
No ale serio, serio – skąd ta nagła fascynacja? Vinícius Junior to niezły dryblant, to fakt, i jak go puścić luzem, to potrafi zrobić miejsce, przez które przeciwnik nie przelezie w taksówce. Problem tylko w tym, że my mamy już Gotzego na prawej i Sanchisa na lewej, a młody Musiala to wcale nie jest spacer w parku – ten to umie kombinować. Gdzie tu miejsce dla kolejnego skrzydłowego, nawet jeśli ten skrzydłowiec jeździ jak po szynach?
Wyjście? Możliwe, ale trzeba by zmienić układ na 4-2-3-1 albo pogodzić się z tym, że jeden z naszych ulubieńców będzie musiał częściej odpaść na ławkę. I pytanie, czy Vinícius junior da radę w tej konkurencji? Na papierze jest szybki, groźny, ma technikę – ale czy wystarczy mu charakteru, by przebić się przez nasz kadrowy „parkiet”? Bo pamiętajcie, u nas nie ma litości: facet musi od razu wcisnąć się między tych, którzy regularnie wychodzą na 90 minut w ostatecznym starciu o mistrzostwo.
A co do pieniędzy – Bayern przecież nigdy nie podchodzi do tematu transferów z kieszonkowym kosztorysem. Jeśli naprawdę zależy im na napastniku z talią i dryblingiem, to zawsze znajdą równowagę: dołożą pakietu, dorzucą jeszcze jednego młodzieńca na innej pozycji, może paru młodych z rezerw, żeby odciążyć budżet. Tylko pytanie, czy ten pakiet wystarczy, by Wrocław wypuścił swojego wilka?
Bo kurczę, jakby do tego doszło – to byłaby chyba największa niespodzianka sezonu. Ale jak zwał, tak zwał, nasz zarząd od lat potrafi zaskakiwać. Tyle że w tym wypadku „zaskoczenie” mogłoby się okazać strzałem w stopę, jeśli Vinícius nie wpasuje się w system, który już i tak działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Tak że ja bym na to nie stawiał – ale to tylko moja, czysto kibicowska ocena. Kto wie, może historia lubi płatać figle i następny wielki brazylijczyk stanie się nowym Didi? Czas pokaże, ale póki co… lepiej kibicować tym, którzy wciąż noszą nasze barwy na co dzień.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, ale co ty gadasz stary, zapomniałeś gdzie jesteśmy? 😄 z tymi swoimi wątpliwościami to chyba znowu ktoś wbił się na piwko z piątku wieczorem i przesiedział pół nocy na forach polskiej ekstraklasy zamiast oglądać mecz Bayernu z naprawdę dobrymi skrzydłowymi! vinícius junior to nie jakiś tam lokalny dryblant z drugoligówki, co to ledwo potrafi trafić do bramki z 11 metrów – ten facet grał w lidze brazylijskiej, potem w hiszpańskiej, no i w europejskich pucharach, żeby nie było że nie widzieliśmy go w akcji! a ty mówisz o braku charakteru?
słuchaj, ja pamiętam jeszcze te czasy, kiedy do Bayernu przyjechał robben – facet z nosem w kółko, zanim wszyscy uwierzyli, że może być groźny. i wiesz co? poszedł do historii! vinícius też ma w sobie tę pazerność, ten błysk w oku, co to mówi: "dajcie mi piłkę, a ja wam pokażę, gdzie jest wasz koniec". a poza tym – mamy gotzego na prawej, ale lewe skrzydło? no może niekoniecznie sanchis, bo ten to jednak częściej wbija się w środek albo wsadza się na prawą, żeby nie stawać do pojedynku z lewym obrońcą.
i te twoje „4-2-3-1” – fajnie gadać, ale kto powiedział, że musimy grać w jednym ustawieniu przez cały mecz? moim zdaniem ten chłopak jest na tyle wszechstronny, że można go puścić raz z lewej, raz w drugą linię, a nawet jako drugiego napastnika, jeśli komuś odpadnie forma. pamiętasz messiego w barcelonie? nie siedział na jednym skrzydle, bo nagle tamten system się załamał – on się dostosowywał.
a co do pieniędzy – no dobra, Bayern nie jest klubem, co to rzuca kasę na prawo i lewo, ale wiemy wszyscy, że jak trzeba, to znajdzie sposób. pamiętasz lukaku? kupili go, sprzedali z zyskiem, a w międzyczasie wygrał ligę mistrzów. no i co? zapomnieliśmy o tym, jak dobrze się sprawował? vinícius junior to nie jest hazard, to inwestycja w przyszłość, bo ten facet ma dopiero 23 lata i jeszcze urosnąć może jak skakanka.
i jeszcze jedno – wrocławski klub to nie jest jakaś potęga, która sobie nie poradzi bez jednego zawodnika. na litość boską, oni mają teraz wiosnę, a myślisz, że nie znajdą kogoś innego? może nie będą mieli wilka, który rwie siatki, ale na pewno dadzą radę przebić się przez kolejny sezon.
no ale zobaczymy, bo w końcu transfery to nie tylko umowa na kartce, ale cała afera z negocjacjami, badaniami medycznymi i tak dalej. ja bym postawił, że jak dojdzie do konkretów, to albo ten deal padnie jak domek z kart, albo stanie się największą niespodzianką sezonu. ale póki co – nie mówmy o księgowości, kiedy mamy wizję nowej gwiazdy w naszych barwach!
No nie no, aleście naprawdę dziś zrobili z mojego sobotniego poranka taki fajny briefing transferowy na herbatce zamiast meczu! 😂 Słuchajcie, a wiecie co? Wczoraj w pubie koło Maxvorstadt spotkałem chłopaka, co jeździ co drugi weekend do Wrocławia "na doping", bo ma tam rodzinę – i ten gość, powiem wam, opowiadał mi, że na ostatnim meczu Śląska z Lechią facet dostał od kibiców transparent: "Vini wracaj do Monachium, tu cię nie rozumieją!". I wiecie co? On na to nie odpowiedział, tylko dołożył gola i dostał owację stojącą od miejscowych – bo w końcu drybling bez przecięcia konta w księgach klubu to jednak coś, co doceniają nawet nie-Bawarczycy! 💸
A teraz poważnie – ten Wrocław to jednak nie jest żadne śmietnisko, tylko klub, który umie rozliczać takich zawodników. Pamiętacie, jak sprzedali Kuricę za 8 miliona, choć ledwo co postawił stopę na boisku? To nie jest tak, że oni będą się bali puścić młodego wilka, jak zobaczą solidną ofertę. I co więcej – ta oferta wcale nie musi być hojna w gotówce! Bayern może dołożyć np. młodzieńca z akademii albo pakietu akcji, jak to już kiedyś bywało z Haalandem czy Musiałą. No chyba że wrocławianie będą chcieli oszukać się samych – bo kto nie chciałby mieć takiego pręgowanego w ataku? 😏
A co do tej waszej debaty o "parkiecie" – ja tam widzę tylko, że mamy tyle talentów na skrzydłach, że aż boli patrzeć, jak połowa z nich marnuje się na ławce. Sanchis, Gotze, Musiala – wszyscy są świetni, ale każdemu czasem brakuje tej pazerności, tej wściekłości, żeby walczyć o każdą piłkę. Vinícius ma tę pazerność wpisaną w DNA, widać to nawet przez ekran! I nie mówię tu o jakimś tam "błysku", tylko o tym, jak on potrafi doprowadzić przeciwnika do furii jednym przebiciem. Taki numer na lewej stronie to byłby jakbyśmy znaleźli świętego Graala pośród suchych starych skarpet!
Ale uwaga – niech ktoś nie wyskoczy teraz z tym "a gdzie on zagra?", bo my tu nie rozmawiamy o matematyce, tylko o tym, żeby dać szansę temu, co potrafi zrobić z boiskiem to, czego my sami nie potrafimy nawet sobie wyobrazić! Reszta to już kwestia ułożenia, a że mamy najlepszych trenerów na świecie? No to nie ma co się martwić. Ja bym się martwił raczej o to, jaką kasę wyciągnie nasz dział transferowy z tej transakcji – bo jakby im się udało, to mógłby kupić sobie mercedesa w limitowanej edycji i nikt by się nie dziwił! 🤡
To loteria, nie piłka.
A skąd u was ta nagła wiara, że jeszcze jeden dryblant to cudowny środek na wszystkie nasze problemy? Przecież nie raz już byliśmy na tym samym miejscu: pamiętacie może naszego rodaka – Patryka Schicka? Tak, takiego co to golę bił jak szalony, a jak się okazało, w Monachium nie dość że nie zachwycił, to jeszcze musieliśmy go szybko wyeksportować, bo dwaj napastnicy przed nim mieli lepsze dni niż dzisiaj ja po długim tygodniu w biurze. A teraz mam się ekscytować facetem, którego ostatnimi czasy obserwowaliśmy głównie w takich występach, gdzie samemu było mu się nudzić?
Wiem, wiem – że ma pazur i wszystko, ale słuchajcie, ja miałem okazję pogadać z jednym dziennikarzem, co to lata za Bayernem od kilku sezonów. Facet powiedział mi, że ten Vinicius to jednak taki typ, co potrzebuje dużo wolnej przestrzeni i wolnego czasu na rozmach, a u nas będą go ciągali za koszulkę co drugą akcję, bo przeciwnik będzie widział w nim zagrożenie i nie puści tak łatwo. I pytanie – czy nasz system defensywny, który ostatnio ledwo zipie z powodu kontuzji, da radę go osłaniać? Bo nie myślcie sobie, że to taka prosta sprawa, jakbyśmy mieli stać i pozwalać mu latać.
Z drugiej strony… kurde, samemu się łapię na tym, że marzę o takim numerze w ataku. Wiecie, jak to jest: siedzisz na trybunie, widzisz, jak przeciwnik idzie do kontrataku, a ty myślisz sobie „ej, gdyby tylko tam był ktoś, kto by ich zatrzymał tym swoim dryblingiem” – i właśnie o tym marzę. Ale nie chcę się oszukiwać: jak raz przyjdzie ten moment, kiedy trzeba będzie postawić wszystko na jedną kartę, a on nie da rady? To wtedy się dowiemy, czy to inwestycja w przyszłość, czy kolejny błąd w księgach transferowych. A póki co – trzymam kciuki, bo kto wie, może jednak historia powtórzy się tak, jak z Robbenem? Tyle że bez tej drogi do klapy, co to ją mieliśmy z tym naszym Holendrem w pierwszym sezonie. 😉
Najpierw próba, potem wnioski.
Ejże, ależście dziś nieźle rozpędzeni 🔥! Ja tam, jak widziałem Viníciusów drybling w meczu z Flamengiem – tamto było coś! Facet ma w nogach taki motor, że aż mi się oczy zachodzą. I nie, nie jestem żadnym marzycielem, bo miałem okazję pogadać kiedyś z jednym z jego fizjoterapeutów na treningu brazylijskiej kadry i ten gość opowiadał, że ten chłopak to wręcz żywy generator energii, który na boisku nie wyłącza się nigdy.
I co do tych obaw o miejsce w składzie – no cóż, Bayern zawsze umiał znaleźć sposób! Pamiętacie, jak kiedyś mieliśmy takiego Umtitiego na ławce, a teraz to on jest jednym z kluczowych? Albo ostatnio Musiała, co to się nie mieścił w pierwszym składzie, a teraz to on bije rekordy bramkowe. U nas nie ma miejsca dla leniuchów, a Vinícius to nie leniuch – to drapieżnik, co nawet na rozgrzewce rzuca się na piłkę jakby to był mecz o wszystko!
I jeszcze jedno – znam kilku chłopaków, co byli na treningu w Alicante, jak Bayern grał sparing z jednym z hiszpańskich zespołów. Vinícius wyszedł, zrobił jeden drybling, dwa podania klinowe do Gnabry’ego i już był gol w 2 minuty! No i co wy na to? Też byście chcieli takiego numeru na lewym skrzydle? Ja bym od razu podpisywał transfer, a resztę problemów rozwiązałbym później! Jazda z nami! ⚡
Jeden klub, jedno życie ❤️
a co tam, moi kochani, że o tym nie pamiętam – lata mijają, a my zrobiliśmy się coraz starszymi wilkami boiskowymi. ale pamiętacie przecież te czasy, kiedy to sami snuliśmy takie same sny o nowym wonderkadzie, który miało wyskoczyć wprost z brazylijskich dżungli prosto do monachijskiej świątyni futbolu?
na przykład ten cały… jak mu tam… Eduardo da Silva! pamiętacie? facet, co to strzelił w lidze niemieckiej, ile tam chciał, a Bayernowi od razu paliły się w głowie: "oto nasz nowy król strzelców!". no i co? przyjechał, zagrał kilka meczów, a potem okazało się, że to taka "padająca gwiazda" – jak te fajerwerki, co to je zapalają, a potem zostaje tylko dym i jeden okropny zapach po całym stadionie. facet skończył karierę w ukraińskiej drugiej lidze, a my sobie siedzimy i pijemy piwko, gadając o tym, jak to było pięknie w marzeniach.
albo inny numer – ten hiszpański chłopak, co miał się nazywać… no nie, naprawdę nie pamiętam nazwiska, ale facet grał w jednej z tych mniejszych lig, a nasz zarząd już w nim widział następnego messiego. kupili go za bajkę, a on w Monachium okazał się taki… taki… nieudolny, że aż wstyd było patrzeć. pamiętam, jak kiedyś na treningu trenował rzut wolny i tak nie trafił w piłkę, że trener musiał go zmienić, bo bał się, że ktoś się tym rozchoruje od śmiechu.
i tak właśnie jest z tymi plotkami, moi drodzy – czasem są jak te sny o wakacjach w tropikach, a potem budzisz się i widzisz, że leżysz w kałuży własnego potu na kanapie. vinícius junior może być tym, co nas w końcu zabije albo uratuje, ale zanim zaczniemy sypać kasę i marzyć o nowej epoce, to przypomnijcie sobie te wszystkie "pewniaki", co to z hukiem wylądowały w koszu na śmieci. nie mówię, żeby się bać, ale żeby zachować zdrowy kibicowski dystans.
bo przecież u nas w Bayernie zawsze byli tacy, co pamiętają, że futbol to nie tylko marzenia, ale też twarde trudy życia na boisku. a póki co… popijmy sobie piwko i popatrzmy, jak ten nasz mały portugalczyk z Musiałą w ataku potrafi kombinować – bo przecież kto wie, może jeszcze przyjdzie czas, żeby się ucieszyć z nowego skrzydełka. czas pokaże, jak zawsze. 😉