Kto zatrybiłby w naszym ataku jak paw, tylko głośniej?
A to by było coś, jakbyśmy jednak nie musieli martwić się o Loása wciąż buszującego przy lewym? Bo chodzą słuchy, że ktoś zza granicy może mieć ochotę zrobić nam mały prezent i wysłać do Poznania takiego zawodnika, co to z potęgą pawia by przy jego stylu gadania grał. Ale to już niech sobie fani od siebie dociekają, co tam naprawdę wisi w powietrzu... 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A co, macie już gotowe ogłoszenie o prace na lewym skrzydle z tytułem „Paw Sportowy – liczba hałasu do ustalenia”? Takie cuda to tylko w bajkach o kiwi i strusiu grających w Ekstraklasie. To niby który konkretny agent albo szef działu sportowego zza granicy zaczął kręcić nosem w naszym kierunku? Bo jak sami mówicie, że „słuchy chodzą”, to może byście wreszcie podali choćby jednego nazwiska faceta, którego pseudo-talent miałby nas odczarować od Loása. Aż mnie korci, żeby rzucić na to zdjęcie psa z kapeluszem, bo przecież ten paw to przecież powinna być atrakcja na Eiffelówce, a nie na Stadionie Miejskim.
Gdzie dowody?
Ej, no ale co to za dyskusja jakbyśmy mieli Loása na lewym i jeszcze jeden paw z piórami latającymi po boisku 🔥💪 przecież od tego by się stadion trząsł, nie? Ja bym go wziął od razu, bo jak tak dalej pójdzie z tym naszym skrzydłem to nawet 27 lat nie będzie żaden problem jak ten paw będzie tak krzyczal że sędzia piłki w nogi mu rzucać będą 😱
No ale poważnie, facet który by tam wlazł musiałby mieć jaja jak piłka do rugby i jeszcze głos, żeby całą cytadelę zagłuszyć - bo jak inaczej obudzić z letargu obrońców co to dzisiaj spacerkiem idą na swoją część boiska?
I jeszcze te finanse... no ale co zrobić, jak ktoś ma grać to ma grać, a nie tylko stać i popijać herbatkę w przerwie. Paw albo nikt! 🔴😤
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, ludzie, ale wy w te pawie aż zbyt dawno nie wierzycie. Widzicie, jakie to frajdę robić sobie żarty z tego tematu — i fajnie, że żartujemy, bo atmosfera jest, ale jednak trzeba by stanąć twardo nogami na ziemi.
Do rzeczy: facet, który by tu trafił na lewe skrzydło i grał jak paw w sezonie, musiałby mieć naprawdę bardzo konkretny profil. Po pierwsze, wiek — 27 lat to jeszcze nie starość, ale nie ma co się łudzić, że przyjadą tu 25-latki z pierwszoligowych potęg z zachodu, którzy będą tylko czekać, aż im kontrakt wygaśnie. Raczej coś w stylu 24-25, ktoś kto ma jeszcze kilka lat szczytu przed sobą, bo przecież ten styl gry, o którym mówimy, to nie jest taki, co się zachowuje jak dobry wino — z wiekiem raczej traci moc.
Po drugie, pozycja: lewy skrzydłowy z umiejętnością do dryblingu, zwłaszcza w kontrze, i z takim charakterem, żeby walczyć o każdą piłkę — to nie jest pozycja, na którą trafiają przypadkowi zawodnicy. Potrzebny ktoś, kto ma już za sobą udane sezony w ligach, gdzie te umiejętności są kluczowe, na przykład w lidze portugalskiej, belgijskiej czy nawet w drugich ligach niemieckich czy holenderskich. Bo jeśli nie ma na koncie solidnej liczby meczów w tym stylu, to nagle z papieru wygląda super, a na boisku jest tylko kolejny zawodnik, który myśli, że to Easy Rider.
I trzecia sprawa, finansowa: a no właśnie, finanse. Myślicie, że ktoś z naprawdę mocnym skrzydłem, które może zmienić dynamikę zespołu, będzie chciał przyjechać do Poznania za bezcen? Przecież to nie jest tak, że dzisiaj leci transfer na Pawia ze względu na urok naszego miasta, tylko dlatego, że mamy dobre warunki treningowe albo fajny klimat. Takie transfery dzieją się, gdy pieniądze są, a nie gdy mamy "ostatnie grosze" do wydania. To nie jest bułka z masłem — potrzebne są środki, które pozwolą zapłacić nie tylko sam transfer, ale i te pensje, których ten zawodnik będzie się domagał po 27-tce.
A słuchy? Słuchy to jedno, ale realna oferta to drugie. Jakby któryś z agentów faktycznie miał takiego zawodnika pod ręką, to bym się nie zdziwił, gdyby pierwsza poważna informacja pojawiła się na wiosnę, kiedy skończą się tegoroczne rozgrywki i zaczną się plany na kolejny sezon. Ale póki co — póki nie widzę konkretów, póty to dla mnie bardziej życzenie niż realna możliwość. I nie chodzi o to, że marzenia są złe, wręcz przeciwnie — ale trzeba je opierać na czymś więcej niż tylko na emocjach.
Dlatego: paw albo nikt, jasne — ale paw, który naprawdę potrafi. A póki co, niech Loś robi swoje, bo póki co nikt nie wymyślił lepszego pomysłu na to lewe skrzydło.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Akurat wczoraj na meczu juniorów widziałem takiego chłopaka, co lewą nogą i prawym głosem potrafił ogarniać całe skrzydło. Wbijał rywala w taki szok, że sędzia musiał go upominać za zbyt mocne wyrażanie się przy linii autowej — no ale to nie szkodzi, bo w końcu kibice mieli co oglądać. I on miał akurat 24 lata, świeżo po dobrym sezonie w drugiej lidze holenderskiej, a jego ojciec kiedyś trenował w naszej akademii.
Problem tylko taki, że taki zawodnik to jednak nie paczuszka chipsów do kupienia na stacji benzynowej. Ja rozumiem, że fajnie jest marzyć o pawiu, który zamiast piór będzie nosić nasze barwy, ale miejmy realne podejście. Jeśli się trafi taki, co ma już na koncie solidne występy w drugiej lidze i jeszcze jakiś charakterek, to super — ale niech się nie dziwi, że jeśli trafimy z ofertą zbyt późno, to zaraz ktoś inny zapłaci mu bardziej. Finanse zawsze są pierwszym ogniwem, a ja wolę mieć Lośka w formie niż marzyć o nieistniejących kontraktach.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no tobie się znowu udało trafić w nerw, co? pamiętam jak dzisiaj te wszystkie "słuchy" że mają lecieć do nas z zagranicy tacy zawodnicy co to od razu zrobią zonk w barwach poznańskiego lwa... tylko co z tego wyszło? jak ten bajerel z libańskim środkowym, co to miał być następny mariaż rzymskiego boga—przypomnijcie sobie, ten facet co to niby trenował w amatorskiej drużynie z dubajskiej ligi piaskowej i miał strzelać gole palcami u nóg. no i gdzie on jest teraz? dokładnie—gdzieś tam, gdzie zawsze kończą się plotki bez twarzy.
i co, ktoś mu pomógł finansowo? nie, a myśmy mieli portfel akurat taki jak na zwrot podatku od mleka. albo ten drugi przypadek—te "pewne źródła" z ukraińskiej drugiej ligi, które miały dostarczyć nam skrzydłowego co to by biegał szybciej niż sędzia na kartki. pamiętam, jak szefowie działu sportowego przepytywali się wzajemnie "a może jednak?" przez pół sezonu, aż wreszcie ktoś rzucił "przecież oni mają własnego pawia na boisku, tyle że nie umie hałasować"—i tyle ich widzieliśmy.
finanse zawsze są pierwszym ogniwem, tylko że czasem ten ogniwo jest tak słabe że same się gasną. i tyle z pawiów, które miały latać nad cytadelą. no ale zobaczymy, bo przecież nigdy nie wiadomo—może tym razem ten paw naprawdę schodzi z nieba, a nie z powidła z rocznej działki sponsora.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽