Kto zrobi za Borkowskiego w tym sezonie?
Ej, to chyba dziwne, że nawet z Borkiem w obronie teraz coś się rusza — akurat jakby ktoś nawyzywał go od pijanych Murzynów, no to niedobrze, bo przecież on jednak ten jedyny, co to kiedyś jeszcze umiał kopnąć piłkę w wolne pole. Ale co z lewym skrzydłem? No właśnie, bo jak nie Krzyżyczek, to może jednak nowy niedźwiedź po drugiej stronie, co by nie kombinował tylko sprintował jakby mu ducha w dupę dmuchnęło. Słyszałem, że szukają kogoś, kto by nie panikował jakby mu ktoś krzyknął "policja!", a przy 3:0 to niby to tyle... No ale jak się wie, jakie kluby to mają w zanadrzu, to może to jednak nie taki byk z laski, jak się wydaje. Zawsze coś się rusza, kiedy ruszyć trzeba, a ten sezon to już chyba inny poziom mentalności będzie potrzebny. No chociażby żeby nie było tak, że po pierwszych minutach już wszyscy na trybunach się modlą o cud.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No ale kurczę, Grzesiek, chcesz mnie dzisiaj na żywo zesrać czy co? Akurat dzisiaj Borkowski kopie piłkę w wolne pole, a za chwilę sam se szukasz nowego niedźwiedzia po drugiej stronie, bo niby nie panikuje? Tłumaczę ci — ja się pytam: skąd u licha te szumne pogłoski o nowym lewym obrońcy, co to niby ma nie spanikować przy 3:0? Skoro taki ideał wychodzi spod ręki szefów, to może najpierw pokażcie go na treningu, zanim wszyscy rzucą się w pląsy z hasłem „wreszcie będzie stabilnie”.
Bo pamiętam, jakby to było wczoraj, że Milanow zjeżdżał na prawe skrzydło i nagle okazało się, że nie wie, która noga służy do kopnięcia. A teraz mamy wracać do wiary w cudowny transfer, który na dodatek nie spanikuje, gdyby naprawdę wszystko szło w pizdu? No nie no, szukajcie mi raczej faceta, co umie myśleć szybciej niż dziennikarz po golu na 4:0. Gdybym miał dać cyferkę, to w moim kieszeniach znalazłoby się więcej za lekarza do Borkowskiego niż za nowego lewego, który „nie panikuje”. Bo póki co, widziałem tylko jednego zawodnika, co nie panikował przy 3:0 — był to Arek Wiśniewski w ’97, i to dlatego, że wcześniej wypił pół litra kawy. Wszystko inne to bajki dla kolesi z działu PR.
Hype to nie argument.
Ejże, LechiaGda_Trybuna, ty naprawdę na serio tak myślisz? Akurat dzisiaj mam ochotę walnąć się w pierś, bo Borkowski to jednak ten kawałek, który trzyma te rzędy w pionie, a Krzyżyczek… no cóż, z Krzyżyczkiem to tak jak z dobrym bigosem — trochę razy musisz go zjeść, żeby wiedzieć, że smakuje, ale raz na jakiś czas ciśnie za bardzo.
Ale do rzeczy: nowy lewy obrońca, co by nie spanikował przy 3:0? Ja ci mówię, że taki facet to nie żaden cudowny strzał w nogę, tylko chleb powszedni dla klubu, co nie boi się grać pod presją. Wiesz, jakie to uczucie, jak jakiś chłop ma jaja zamiast nerwów? To jest taki zawodnik, co wkręca cały zespół, bo on sam wie, że nawet jak pada deszcz błyskawicami, to i tak kopie dalej, a nie ucieka z boiska z podkulonym ogonem.
Ja tam bym dał naprawdę nie mało, bo taki lewy obrońca to nie tylko stabilność, ale i psychologia wojny. Kiedy mamy 3:0, to przeciwnik już myśli, że wygrał mecz, a nasz facet wchodzi i mówi: "Spokojnie, chłopaki, gramy dalej, bo dziś wyjebiemy im dupę". Wiesz, jakie to ważne dla mentalu? Tak jak w '16, jak jeszcze Legia miała takich luzaków w obronie i nagle we wrześniu weszliśmy na dopingownię i powiedzieliśmy: "Ej, kurwa, ale tu się gra!".
No bo wiadomo, że nie każdy potrafi grać pod presją, ale facet, co ma w sobie ten ogień i nie spanikuje, jakby go ktoś wkurwił — to taki towarzystwo każda drużyna chciałaby mieć. I ja wiem, że takie typy się trafiają, bo przecież nie raz widzieliśmy w historii Legii, jak jakiś chłop naprawdę poszedł po bandzie i zrobił robotę. Takiego gracza to się nie kupuje za półdarmo, ale jak już się go ma, to nawet jak masz 0:3, to on ci powiedzie, że to jeszcze nic, bo dzisiaj mamy trzy punkty do wzięcia. 🔥💪😱
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, kurczę, chyba jednak zapomniałeś, jak to działa w naszym fachu, Zagłębie_Krakow. Nie chodzi o to, że Krzyżyczek nie ma pazura — on naprawdę potrafi wbić się w obronę, ale z tym histeryzmem na lewej stronie to już drugi sezon z rzędu. Borkowski odchodzi, i nie ma co udawać, że to nie była nasza tarcza przez te lata — facet grał, bo miał jaja, a nie dlatego, że los go polubił. Teraz szukają kogoś, kto by nie spanikował przy 3:0? No jasne, tylko że takie cuda to się nie dzieją od razu, zwłaszcza jak patrzymy na europejski rynek. Lewy obrońca, co by u nas nie padł na kolana, jakby ktoś wyjął mu mikrofon z ręki? To jak szukanie igły w stogu siana, tylko że stóg jest w Portugalii, a igła nazywa się Nuno Santos i już gra w Anderlechcie.
LechiaGda_Trybuna ma trochę racji — nie każdy transfer się udaje, a te "nie panikujący" typy to albo weterani z wypalonymi żarówkami, albo młodzież, co jeszcze nie widziała, jak wygląda presja w Legii. Ale nie oszukujmy się, Krzyżyczek to jednak nasza wizytówka. Jak nie on, to kto? Czekać na cud z La Ligi? A jeśli już mielibyśmy strzelać cyferki, to powiedzmy sobie szczerze: za solidnego lewego obrońcę, co umie zagrać w defensywie i jeszcze trochę pomóc w ataku, to się płaci od 5 do 8 milionów euro. Ale kto nam da tyle za faceta, co jeszcze nie udowodnił, że potrafi grać w Lidze Mistrzów, nie mówiąc o tym, że za pół roku wyląduje na ławce?
Bo pamiętajcie, jak było z tymi ostatnimi transferami — dostaliśmy ślicznego Jugasa, który okazał się świetny, ale też i Klonowskiego, który zniknął szybciej, niż nasi przyjaciele z anonimowych forów zaczęli o nim pisać. Transfer to loteria, a my wcale nie jesteśmy w tym sezonie w takim luxury position, żeby ryzykować. Krzyżyczek, choć czasem się zesra, to jednak zna naszą ligę, zna klub i wkurwia przeciwników samym wyglądem — bo wiadomo, że jak Legia ma 3:0 i przeciwnik myśli, że już po meczu, to nagle lewy obrońca rusza do ataku i dajesz 4:0, jak kiedyś z Radovanemovićem.
I nie oszukujmy się — nowy facet na lewej stronie to nie tylko umiejętności, ale i psychologia. Gdybyśmy mieli kogoś, kto naprawdę nie panikuje, to nawet jakbyśmy przegrywali 3:0, to on by nam powiedział: "Chłopaki, grajcie normalnie, bo my jeszcze to odkręcimy". Ale takich zawodników się nie kupuje na wyrost — trzeba ich wychować albo ściągnąć, jak już są na dorobku. Więc albo zaufamy Krzyżyczkowi, albo poczekamy na kogoś, kto przyjdzie i od razu nam powie, że ten stadion to jego dom. A że takich osób nie ma za grosze? Ano nie ma. Ale jeśli ktoś myśli, że w europejskich ligach leży jakiś nieużytek, który akurat pasowałby do naszego systemu i jeszcze by nam dał pewności przy 3:0, to może lepiej od razu iść na trening i posłuchać, jak Grotowski bredzi o strategii. Bo ja wam powiem — jeśli on jeszcze raz powie "kontekst ma znaczenie", to ja osobiście biorę drewno i idę budować trybunę na... no, dajmy mu spokój, na pewno nie na stadionie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, jak tak sobie myślę o tym lewym skrzydle, to od razu skojarzyło mi się, jak w zeszłym sezonie pewna liga wreszcie dała mi o sobie znać — no nie, nie ta nasza, bo tam to przecież jak co tydzień ktoś kombinował zamiast grać. Ale mówię o tym jednym meczu, gdzie jakiś koleś z drugoligowego zespołu walnął takiego lewego obrońcę, co to przy 3:0 tylko wzruszył ramionami i poszedł do ataku. I wiecie co? Dostałem wtedy smsa od kumpla, że "Rzeszów też potrafi", ale nie tym razem, bo u nas to akurat moi kumple to bardziej za miskę żuru niż za histerię na boisku.
Tyle że w Legii to nie chodzi o to, żeby ktoś tam tylko nie spanikował — tu potrzebny jest facet, co by wiedział, że jak się ma na koncie kilka awansów i mistrzostwo, to nie można dawać dupę robić przeciwnikowi, bo on zaraz zrobi cię 5:0, a potem jeszcze poprosi o autograf na szaliku. Krzyżyczek wprawdzie czasem się zagalopuje, ale on przecież wie, gdzie jest jego dom — i to nie na trybunie gości.
A jeśli już mielibyśmy mówić o nowym facecie, to pamiętacie, jak zeszłej wiosny ściągaliśmy tego jednego lewego obrońcę z Bułgarii? No właśnie, nie pamiętacie, bo po trzech meczach zniknął jak sen po kawie, a my zostaliśmy z wrażeniem, że bułgarskie ligi to jednak nie to samo co nasza Ekstraklasa. Więc albo damy szansę Krzyżyczkowi — niech się w końcu nie wstydzi, że czasem kopie piłkę w bok zamiast do środka — albo poczekamy, aż jakiś zagraniczny chłop zrozumie, że Legia to nie jest ten klub, który co tydzień liczy się do strefy spadkowej.
A jakby ktoś pytał, to ja bym dał maksymalnie tyle, co kosztuje dobry flaki w Trójmieście — czyli tyle, żeby nie żałować, ale też nie rzucać się w wir histerii, jakby ten facet okazał się kolejnym "specjalistą od stabilności", który nie potrafi nawet podać piłki do napastnika. Bo wiadomo, że jak się płaci za nie panikującego, to najczęściej dostaje się kogoś, kto panikuje, tylko w drugiej połowie sezonu. 🤡💸
To loteria, nie piłka.
Ładunek emocjonalny przytrzymam na chwilę — bo dzisiaj znowu ktoś oberwał za Borkowskiego, a mnie zaraz serce mi podskoczyło do gardła. Przecież facet odchodzi, to jasne, ale co zrobimy z tymi bajerami o "nie panikującym lewym obrońcy"? Zagłębie_Krakow, masz rację, że taki zawodnik to byłby skarb, ale ja osobiście widziałem kiedyś na trybunie wiosną, jak nasz były lewy obrońca — ten z czasów gdy byliśmy w europejskich pucharach — tak się posrał przed meczem z Realem, że musiał dostać papierową torbę od kibica z Legii Poznań, który akurat miał ze sobą na zapas. To też był facet, co niby nie panikował, tylko że... no właśnie, psychologia to nie tylko hasło.
Wiem, wiem, Krzyżyczek to nie Borkowski, ale nie możemy przecież co sezonu kupować nowego mesjasza z zagranicy, który od razu dostanie mandat do bycia naszym numerem jeden. A propos mandatów — zapamiętałem zeszłoroczny transfer, gdzie jakiś koleś miał niby "olbrzymie doświadczenie w hiszpańskiej lidze", tylko że w Hiszpanii grał w trzeciej dywizji i był przy tym tak nerwowy, że przez pół sezonu kapitan musiał go trzymać za rękę przed ogniem na trybunach. My tu gadamy o "3:0 nie panikować", a zapominamy, że ten sam facet za rok może stać się naszym nowym ulubionym hejtowanym graczem na forum. Transfer to zawsze ryzyko, nie ma co udawać, że to jak kupowanie chleba — świeży, ciepły, i od razu smakuje. Może lepiej dać Krzyżyczkowi jeszcze jeden sezon, żeby się wreszcie pokazał, zamiast składać podania w niebyt? Bo jak nie on, to co — nowy niedźwiedź na lewej stronie? Toż to jak znowu szukać igły w stogu siana, tylko że stóg tym razem jest w Turcji, a igła nazywa się "Cengiz Ünder".
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A to mi się Lebie wyróżnił, nie? Widzicie go na treningach, jakby mu ktoś co 5 sekund krzyczał "ODBICIE!", to tak samo jak nasz Malarz na garderobie — tylko że Malarz jeszcze umiał kopnąć zanim go zdenerwowali. Krzyżyczek, nie oszukujmy się, ma serce z żelaza, a co z tego, że czasem nie wie, którą stroną kopnąć? Przecież Borki odchodzi, niech ktoś wreszcie doceni chłopaka, który wbija się w ataki jak opętany, a jak trzeba, to i w obronie stoi murem! Jak przyjdzie 3:0, to on nam zrobi z tej lewej strony prawdziwy rajd, a nie będzie liczył kroków jak na spacerze z wnuczkiem. A jak nie? To przynajmniej naszym chłopakom nie zabraknie duszy — bo ktoś tu wspominał o "nie panikującym", a ja powiem wam, że chłop z krwi i kości, co bije się do ostatniego gwizdka, to bardziej wartościowy niż ten cały "specjalista", co się wali jak domek z kart przy pierwszym kontakcie. A jakby ktoś się upierał przy nowym facecie — to ja mu pokażę na filmie z meczu z Rakowem, jak Krzyżyczek wbiegł do szóstki jak oszalały i odepchnął piłkę od bramki gościa w biało-czerwonym. Takich emocji nie kupisz za żadne pieniądze, serio! 🔥💪😱
Na trybunach od dzieciaka.
ej, no to mi się od razu przypomniał ten cały cyrk z wiosną ’22, jak to szefostwo rzucało hasłem „wreszcie niezawodny lewy obrońca do Legii” i nagle wszyscy mieli w nosach, że mamy dostać jakiegoś Holendra z tureckim paszportem — no nie, zapomnieliście, jak ten chłop po dwóch tygodniach uciekł do drugoligowego klubu, bo jemu w Warszawie nie pasowały kanapki w przerwie meczu? albo ten drugi, co niby miał „olbrzymie doświadczenie w hiszpańskich pucharach”, tylko że w tych pucharach grał w meczu z zespołem z siódmej ligi, a jak trafił do nas i zobaczył kibiców na trybunie gości, to aż musiał usiąść na murawie, żeby złapać oddech?
a pamiętacie też zeszłoroczny transfer, jak to media pisały o „nie panikującym obrońcy z Serie B”, co to niby ma być nasz wybawca? no tak, akurat wtedy nasz szkoleniowiec dostał anonim i nagle zapadła decyzja, że jednak nie — bo facet okazał się tak nerwowy, że przez pół sezonu zawodnicy drugiej drużyny musieli go prowadzić na treningi. albo weźmy sprawę z 2018, jak to kończyliśmy z Błaszczykowskim na lewej stronie i wszyscy krzyczeli, że „to już koniec”, tylko że on w ostatnim meczu sezonu strzelił gola samobójczego, a my siedzieliśmy z tą straszną pewnością, że jednak on jest naszym człowiekiem — bo taki już urok Legii: czasem trafiasz na facetów, co wydają się nie do końca pewni siebie, a potem okazuje się, że to właśnie oni biją się za cały zespół.
wiecie co mnie zawsze bawi — jak się mówi o „stabilności”, a potem okazuje się, że nasz następca Borkowskiego to jeszcze jeden, co przy 3:0 patrzy na zegarek, jakby mu lekarz kazał wracać do szatni. krzyżyczek, nie ukrywajmy, ma swoje wady, ale on przynajmniej nie udaje kogoś, kim nie jest. a jak już mamy czekać na cud — to niech ten cud będzie taki, żeby przypadł nam do gustu, bo inaczej możemy skończyć z kolejnym „specjalistą”, który w najlepszym wypadku dostanie sponsorowany statek do Odessy.
czas pokaże, ale ja wam powiem, że jak nie Krzyżyczek, to kto? facet, co potrafi zagrać w momencie, kiedy całe miasto dusi się w korkach, byleby tylko zdążyć na gwizdek — takiego nie kupujesz przez pralkę, tylko się go wyławia z takiej samej nagonki. i że tak dalej, jutro możemy obudzić się z newsem, że jednak ten „panikujący” to jednak był Borkowski, a nowy facet to nowy niedźwiedź… ale póki co — niech gra. bo jak nie teraz, to kiedy?
Widziałem już wszystko, chłopaki.