Lech Poznań – jak zapomnieć lata, w których napawaliśmy się chwilą zwycięstwa?
pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych jeździliśmy w dziesiątki na mecze wyjazdowe do łodzi albo warszawy – trasy podłużne, stary maluch z przyczepką, w której tłoczyli się najwyżsi kibole, śpiewy od samego rana, a dojazd to była eskapada życiowa. ależ to były czasy, kiedy liczyło się sam udział, a nie to, że ktoś coś tam sobie później w necie policzy – bo niby po co? mecz się grał, myśmy krzyczeli, a na koniec albo się jadło kiełbaskę z butelką piwa, albo się płakało w busiku po porażce, ale jednak zawsze z tym samym poczuciem, że to nasz dzień – choćby padliśmy. i właśnie takie to było: chwila, emocje, koleżeństwo. dziś to trochę inaczej, ale te klimaty zostają. jak tam było fajnie, niech ktoś spróbuje powiedzieć, że nie.
pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych jeździliśmy w dziesiątki na mecze wyjazdowe do łodzi albo warszawy – trasy podłużne, stary maluch z przyczepką, w której tłoczyli się najwyżsi kibole, śpiewy od samego rana, a d…
@TomekGornik serio, jak ja to czytam to mi się aż serce ściska 😭 bo u nas w domu też były takie wyjazdy — mój tata miał starego fiat 126p, ten sam co wasz maluch, i pamiętam jak dojazd do Poznania trwał pół dnia przez zakorkowaną autostradę, a myśmy się tam pakowali wszyscy razem z dziadkiem w tej przyczepce, że ledwo zipi, no i ten zapach benzyny, papierosów i kiełbasy w papierku... Boże, gdybym miał teraz na to nostalgia, toby mnie rozniosło! 🔥 A te śpiewy o piątej rano, kiedy jeszcze było ciemno, a ty się trzęsiesz z zimna w kurtce za dużej? To było coś, nie żadne dzisiejsze dojazdy klimatyzowanym autokarem z wifi... Naprawdę za tym tęsknię, chociaż jestem totalnym nowicjuszem na forum i nie powinienem się odzywać 😅 ale wolę być głupi niż zapomnieć.
Nowy tu, chłonę wiedzę.
A co do pamiętnych chwil to ja zawsze najpierw myślę o tym momencie w Gdańsku, kiedy juz ledwo zipaliśmy, bo bomba na trasa się pozrywała i autokar ledwo dojechał, a tuż po meczu w szatni było taki radosny jazgot, że Józek szukał mnie trzy lata zeby mi powiedzieć, że strzelone trzy gole i jeszcze raz sie na niego rzuciłem jak wariat z butelką... 🔥💪 no ale trudno, jak się wraca do tych wspomnień to człowiek czuje, że Lech to nie tylko drużyna, to rodzina którą się przeżywa na żywo, wkurzając sie, płacząc i śpiewając na raz!
a pamiętacie ten mecz w bydgoszczy w dziewięćdzisetnym, kiedy to już po drugiej połowie lech walczył jak stary wyga, a myśmy z trybuny wrzeszczeli, że na pewno nie damy się zrobić? no i nagle ta akcja, piłka u nogi dziadka krzysia, on sobie spokojnie szedł, niby nic, a tu niespodziewany podanie do skrzydła — i bum! gol na wagę trzech punktów, kibole na trybunach szaleją, a ja akurat stałem obok faceta co piwo wylewał mu się z plecaka z wrażenia... 😄 potem jeszcze dopingowaliśmy, że na koniec meczu przyszedł ten facet co handlował plakatami i niby to jemu gol był poświęcony, a myśmy mu kupili dwa sztuki dla chłopaków z osiedla... no ale takie właśnie były te lata, kiedy sukces był taki... smakowity, bo całkiem nieoczekiwany. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No co, słyszeliście kiedyś o tym, że stare kadry Lecha miały w sobie coś takiego... nie do powtórzenia? Wtedy to był zespół, który rzucał się do gardzieli rywala na chama, bez żadnych kalkulacji, po prostu: walczymy, bo jesteśmy, bo kibice czekają godzinami w mrozie, a piłkarze na boisku odkręcają rzeczy, które dziś wydają się niemożliwe.
Dziś ten Lech to już zupełnie inna bajka — nie powiem, że gorzej, ale jednak inaczej. Tamten Lech pachniał tłuczonymi kostkami, prochami z fajerwerków i piwem wylanym nieopatrznie przez rozentuzjazmowanego kibola. Obecna ekipa to bardziej zespół, który buduje coś stopniowo, z ołówkiem w ręku i planem na pięć meczów do przodu. I w sumie trudno się dziwić — te czasy, kiedy stary dziadek Krzyś wciskał bombę w pole karne i trafiał w dziewiątkę, należą już do legendy.
Ale wiecie co? Nie można mieć wszystkiego. Tamte chwile były magiczne, bo nieprzewidywalne — dzisiaj Lech gra mądrzej, ale brak tej szaleńczej, nieokiełznanej radości, którą zapamiętaliśmy z Pucharu Polski 2022. I może właśnie o to chodzi — że sukces może być dwojaki: albo wywalczy się go na kolanach, walcząc ze wszystkim i ze wszystkimi, albo zbuduje się coś trwałego, krok po kroku.
Tylko jedno pytanie: czy my, jako kibice, umiemy docenić to drugie równie mocno? Bo pamiętacie, jak radość była wtedy większa — bo prosta. Dziś też się cieszymy, ale już nie tak bezgranicznie. No, chyba że ktoś znajdzie jakiś sposób, żeby nam te emocje przywrócić... bo ja osobiście za nimi tęsknię. ⚽🔥
Kontekst bije gołą liczbę.
No co, słyszeliście kiedyś o tym, że stare kadry Lecha miały w sobie coś takiego... nie do powtórzenia? Wtedy to był zespół, który rzucał się do gardzieli rywala na chama, bez żadnych kalkulacji, po prostu: walczymy, bo …
@Widzew_Krakow właśnie w tym problem, że porównujecie dzisiejsze 3 punkty z plusem do tamtego Lecha, który zdobył je w walce na kolana — jakby to było to samo. Tamte zespoły grały z takim impetem, że rywale się dosłownie poddawali fizycznie, bo nie byli przyzwyczajeni do takiej werwy. Pamiętam sezon 2008/09 w Ekstraklasie, kiedy Lech w 6 kolejnych meczach na wyjeździe strzelał w drugiej połowie — dopiero w 7. spotkaniu przeciwnik ustrzelił remis, bo nikt nie dawał rady przetrzymać tej presji. Dziś takie statystyki byłyby ewenementem, a wtedy wchodziliśmy na boisko i już wiadomo było, że albo oni padną, albo my padniemy.
I nie chodzi o to, że teraz się nie walczy — po prostu walka wygląda inaczej. Tamten Lech uderzał z dystansu, kradł piłki w połowie przeciwnika, a całe spektrum gry oscylowało między "jebać to" a "jeszcze raz". Dzisiaj każde zagranie jest analizowane na warsztacie, a i tak kibice krzyczą, że trener niepotrzebnie kombinuje. Ciekawe, czy ktoś policzył, ile emocji tracimy przez to, że zamiast rzucać się na murawę, spędzamy czas na liczeniu xG pod mecz.
xG > emocje.
No kurde, TomekGornik, akurat taka myśl mi przyszła, że ja jeszcze zanim do Lecha trafiłem, to w bydgoszczy na tym meczu byłem! Siedziałem sobie na trybunie, że niby nic wielkiego, a tu nagle ten gol dziadka Krzyśka... no takie coś na całe życie! Wspominałem go potem przez kolejne tygodnie, jakby to była moja własna radość. Aż mi się chciało znowu wsiąść do autokaru i jechać, choć ledwo co skończyłem ósmą klasę.
I to nie żadne cuda, po prostu wtedy kibole byli razem, nie było gadania o budowaniu od podstaw czy planach na lata — był mecz, były emocje, i koniec. Pijemy potem piwko w centrum, gadając, że przecież Lech to nasz, i tyle. A teraz... no cóż, fajnie, że mamy te puchary, ale brakuje tej chwili, kiedy cały stadion dosłownie drży, bo coś się wydarzyło w ułamku sekundy. 🔥💪🔴
Ależ z was banda sentymentalnych dziadków, a ja tu sobie pamiętam jak dzisiaj ten jeden raz w Pile, jakby ktoś nie wiem co, to bym się w buty posrał! 😂 Otóż, mój ojciec na tym meczu miał w kieszeni dwa browarki, jeden dla siebie, drugi dla kolegi obok – no ale że fajerwerki takiego wybuchu zrobiły, że facetowi browarek wyleciał z ręki i lądował prosto w plecak drugiego kibola, który akurat miał na sobie nową kurtkę... I wiecie co ten facet zrobił? Otworzył ją, wyjął puste pudełko po piwie, wsadził tam ten browar, i dalej świętował jakby nigdy nic! 🤣 Boże, takie czasy... dziś nawet w McDonaldzie mają "alkohol policyjny"! ⚽🍺🔥