Lech Poznań powinien wyrzucić wszystkich zawodników zagranicznych i postawić na własną młodzież!
A co, ktoś już zapomniał, jak Lech wygrywał z młodzieżą i bez zagranicznych "speców"? Przecież jeszcze niedawno mieliśmy takich gości, co na ławce rezerwowych dopingowali gorzej niż nasza juniorka na hali! A teraz co? Wszyscy cudzoziemcy to jakieś święte krowy? Dobra, dobra, chwalcie ich asysty, ale żaden z was nie widział, jak te "ukraińskie armie" mdliły w trzecim meczu z Ruchem? A my mieliśmy takiego chłopaka z własnej szkoły, co jak szedł na prawą nogę, to lewe skręcał... i co? Tylko dlatego, że ma obywatelstwo Piasta Gliwice to mu się dogrywa, bo niby "sztuczne wsparcie"? 🤡
Co wy kombinujecie, koledzy, z tymi waszymi "nowymi gwiazdami" - tyle że one nie grają w naszym stylu, tylko na kartach bukmacherów? Liczy się dla was ROI, a nie serce w barwach! 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Hej, kol. NaszaDuma_doKonca, a tak sobie myślę – kiedyś w szkolnych drużynach kibiców to się mówiło "stary chłop w barwach zawsze się znajdzie", a teraz mamy transferowe rynki na weekend? Ten ukraiński gość co bije rekordy asyst – co, od razu "sztuczny doping"? Takie gadanie to jakby powiedzieć, że nasz Junior, który wczoraj strzelił dwa gole w derbach juniorów, to "wynajęty najemnik", bo akurat trafił na słabszych. Pamiętasz, jak w zeszłym sezonie ten sam chłopak z własnej akademii strzelił hat-tricka w półfinale Młodej Ekstraklasy? A dziś o nim nikt nie gada, tylko o tym co obcy biją asysty.
I tak się zastanawiam – czy naprawdę uważacie, że te asysty są jakimś bajeranckim trickiem? Facet biega po boisku, rozgrywa, kombinuje, i nagle "a nie, no to fake". Albo wy oczekujecie, że nasz junior ma w pierwszej kolejności ładnie wyglądać na boisku, a dopiero potem skutecznie grać? Bo jeśli tak, to się powinniśmy przenieść do teatru, a nie do futbolu. Trener i sztab decydują o kadrach na podstawie rzeczywistych potrzeb – czasem trzeba okno transferowe, a czasem wystarczy zaufać własnym. Ale żeby wierzyć, że "wszyscy obcy to cwaniaki, a młodzież to święci" – to już nazwałbym to nadmiarem wiary w cud.
Gdzie dowody?
Ejże, ale gdzie ten entuzjazm za młodzież? 😱 Tak sie czepiacie tych Ukraińców, że nawet nie widzicie, jak nasz junior z akademii dziś w knajpie sączył browara obok mnie i mówił, że ma plany na najbliższy mecz ligowy! No a co, mamy siedzieć i patrzeć, jak ci "obcy" wyrywają posadę u naszych chłopaków tylko dlatego, że mają lepsze CV na papierze?
Ej, kolego Rakow_Trybuna, dobra riposta, ale weźcie no se popatrzcie, jak ten "ukraiński gość" gra – on NIE MA TEGO SAMY PRZYCZEPU CO NASZ MŁODY, rozumiecie? 💪 On ma inną kulturę futbolową, inny luz, inny sposób myślenia, a my się zachwycamy, jak bije rekordy asyst? SERIO?! Ja tu zawsze pamiętam, jak jeszcze parę lat temu mieliśmy chłopaka z własnej szkoły, co wpadał na boisko i dawał czadu, a teraz nikt nie krzyczy "jest gol!", bo akurat trafił na drużynę z niższego poziomu.
I co, mamy teraz się zastanawiać, czy on jest "wynajętym najemnikiem"? No jasne, że nie! 🤬 On się szlifuje, on rośnie, on DOŚWIADCZA, a wy wolicie patrzeć na transferowe rynki i liczyć kasę zamiast kibicować! Przecież jakby Lech stawiał od razu tylko na młodzież, tobyśmy stracili ligę na amen, bo konkurencja nie śpi i robi transfery, żeby nie być gorszym!
Ej, kolego NaszaDuma_doKonca, masz absolutną rację z tym Ruchem – ci "specjaliści" to nawet nie mieli pomysłu na grę, a my mieliśmy juniora, co choć wypadł słabo, to przynajmniej walczył o każdy sparing jakby to była liga mistrzów! To jest ta nasza DUSZA, którą tracimy, kiedy myślimy tylko o ilości asyst i transferowych rankingach!
Do rzeczy – mamy w akademii chłopaków, co nie dość, że grają fajnie, to jeszcze MÓWIĄ W JĘZYKU, którym się porozumiewamy na trybunach! A ten jeden facet z Ukrainy? On co drugi mecz gada przez tłumacza! No i? 🔴 Czy to jest to, czego chcemy? Żeby nasz stadion był tłumaczalnią? No chyba nie, kurwa! Jestem za mocnym wsparciem dla młodzieży, ale NIE kosztem naszych tradycji i klimatu, który budujemy od pokoleń! LECH POZNAŃ TO NIE JEST ZBIÓR NAJEMNIKÓW, A KLUB Z DUSZĄ! 🔥💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, ludzie, a wy w ogóle czujecie, jak się teraz bawi mój mały kuzyn, kiedy chodzi na treningi akademii? On tam wychodzi na boisko i pierwsze, co do mnie mówi: „Wujku, tamten chłopak, co dzisiaj asystował, to mój starszy kolega z piątej klasy!” No i co ja mam odpowiedzieć? Że niby to „sztuczne wsparcie”, bo ten gość akurat urodził się w Charkowie zamiast w Chodzieży? 😡 Przecież facet codziennie wraca do szatni i gada z naszymi juniorami, gada na boisku – to też część naszego klubu, nie? On nie jest żadnym „najemnikiem”, tylko facetem, który pomaga kształcić całe pokolenie!
I jeszcze coś: SlaskdoKonca91 ma kompletnego haka, kiedy pyta o tłumacza. Ten jeden ukraiński zawodnik, co bije rekordy, to ja go widziałem na meczu, jak się śmiał, że musi czekać dwie minuty na tłumacza, żeby wiedzieć, co mu trener powiedział. A nasz juniorek? On od dziecka słucha rozkazy na szkolnym boisku, wie, co znaczy „marsz na lewo”, „sprint”, „cięty podanie” – bo to mówimy w tym samym języku, którym gadamy na trybunach. Toż to zupełnie inna liga! Mamy szansę zbudować drużynę, gdzie kibice rozumieją każde skinienie, każdy okrzyk – a nie tak, żebyśmy musieli wylewać na ekranach tłumacza, jakbyśmy oglądali teleturniej.
Tak, rozumiem, że te asysty bijące rekordy robią wrażenie, ale proszę was – co to nam daje, jak za dwa lata stracimy całą tę młodzieżową duszę? Bo przecież nikt nie zagra w stylu, którym kibicujemy, jeśli nie będzie miał szansy dorosnąć w naszej akademii. Ten ukraiński facet pewnie jutro pojedzie gdzie indziej i tyle go zobaczymy – a nasz juniorek zostanie. On jest częścią naszego klubu od szóstej klasy, zna każdego trenera, każdego kibica z imienia, wie, co to znaczy grać pod Wieżycą. To jest wartość, której żadne transfery nie kupią.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no pamiętam dobrze te lata, kiedy u nas w akademii mieliśmy chłopaka z Rawicza, co grał na lewym obrońcy jakby miał tam wbudowany kompas – sam sobie robił pomiary, i co? w drużynie seniorów nikt nie chciał go nawet do pierwszego składu powołać, bo niby „za wolny”, „za stary” i inne bajki. a dzisiaj ten sam gość jest trenerem naszych juniorów, którzy walczą o mistrzostwo, i przychodzi na treningi z takim luzem, że nawet młodzi się od niego uczą. ten typ charakteru, ten zapał – to się po prostu budowało latami, a nie było przypadkiem asyst na wyrost.
a teraz patrze na te wasze spory i myślę: dawniej mieliśmy marudów, co krzyczeli „przeterminowani”, „nieudacznicy”, „dlaczego nie ściągacie gwiazdeczek z zachodu”, a dziś mamy młodzież, co bije rekordy w grze zespołowej, i co? od razu „wynajęci najemnicy”. no ale zobaczymy, czy za pięć lat ci sami marudy będą płakać, że nasz juniorek, co dziś asystuje w Młodej Ekstraklasie, poszedł do innego klubu, bo ktoś tam zaoferował mu więcej, niż my mogliśmy dać. bo wtedy nie będą mieli nic – tylko suche zdania, że „taki był świat”, a nie drużynę z duszą, za którą się umiera.
i co ważne: ten ukraiński koleś, co bije rekordy, fajnie że pomaga, ale niech no wam pokaże, jak grać „naszym stylem” – tym, który rozumiemy, który czujemy. on pewnie ma świetną technikę, ale czy on wie, co to znaczy, kiedy kibicowie na trybunach zrywają się do pionu, bo nasz junior wbija gola w dziewiątej minucie dogrywki? ja takich momentów pamiętam z czasów, kiedy stadion pękał od haseł „Lech do boju!”, a nie od „asyst, asyst, a rekord?”. to jest ten klimat, który tracimy, jak zaczynamy myśleć kategoriami transferów, a nie serca.
a swoją drogą, jeszcze jedna historia: w osiemdziesiątym dziewiątym mieliśmy takiego obrońcę z Gdańska, co został zesłany do nas na zasadzie „wypożyczenia z obowiązkiem”, bo u siebie nie mieścił się w składzie. facet grał jakby umarł mu pies i wygrał wszystko – puchar, mistrzostwo, i do dzisiaj mówi się u nas „jak gdański numer”, jak ktoś się naprawdę rusza. dziś bylibyśmy w stanie zapytać, ile on wniósł do zespołu? no chyba tyle, co pół drużyny seniorów, bo on ten duch zbudował. a ja się boję, że za parę lat nikt nie będzie pamiętał, kto nosił nasze barwy z takim ogniem, bo wszyscy będą liczyć te cholerne asysty na papierze. no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Patrzę czasem na trybuny w Pile i aż się wzruszam, jak te maluchy na górze skandują „Lech do boju!” jeszcze przed zawodnikami – a tam, na murawie, mamy faceta z akademii, co prawie cały mecz gadał z nimi między treningami, bo znał ich z zajęć. I co, mamy go teraz wywalić tylko dlatego, że akurat urodził się w Kijowie zamiast w Koziegłowach? Możemy się mylić, ale nie w tym momencie: ten gość wnosi coś, czego żaden transfer nie kupi, bo on sam siebie szkolił w naszych barwach od dziecka. A co z tymi Ukraińcami bijącymi rekordy? Jasne, doceniamy, że pomagają drużynie, ale niech no mi ktoś powie, że nasz juniorek, co niedzielę walczy w juniorskiej Ekstraklasie, nie ma więcej wiary w to, co nosi na koszulce. Ja widziałem, jak w zeszłym roku ten sam chłopak ze szkoły obronił rzut wolny w ostatniej minucie, a kibice tak zrywali się na nogi, jakby to była liga seniorów. Transferowe asysty to są cyferki, a ten okrzyk z trybun to jest coś, czego nikt nam nie zapłaci. Trzymajmy się więc zdroworozsądkowo: niech ta młodzież gra, niech te asysty służą za motor, a obcych niech się traktuje jako wsparcie na trasie – bo nikt nie zbuduje nam drużyny z duszą poza własną akademią.
xG > emocje.
Ejże, kolego SlaskdoKonca91, ależ ty masz haka jakieś tam! Tłumacze na trybunach, to już chyba przesada, kurwa, no ale serio – widziałeś kiedyś, jak nasz juniorek ze szkoły Janusza Kusocińskiego, ten młody zapatrzony facet, wbija gola do szóstaka juniorów, a potem podbiega do trybuny i tak macha rękami, że aż dech zapiera? A ten gość z Ukrainy, co bije rekordy asyst, to ja go raz widziałem, jak w połowie meczu machnął ręką do trenera, bo nie zrozumiał polecenia i zrobił coś kompletnie innego, niż było planowane. No i hej, nikt nie mówi, że obcy to źli, ale niech im tam Bóg policzy te ich asysty w butach, co nie pasują do naszego klimatu!
A poza tym, pamiętacie jeszcze tego chłopaka z akademii, co parę sezonów temu w meczu juniorek wbiegł na boisko, nie zdążył się rozgrzać i strzelił gola po trzech sekundach? Taki luz, że wszyscy wpadli w szał, a on wciąż miał numer osiem na koszulce, co mu kupił ojciec na bazarku! Teraz pewnie by go ściągnięto do seniorów, bo „ma potencjał”, a wtedy bym gadał o tym przez tydzień. A co, mamy teraz liczyć te cholerne transferowe punkty? Mnie się marzy, żeby znów zobaczyć faceta, co wbija gola i cieszy się tak, jakby właśnie wygrał mistrzostwo świata, a nie jakby właśnie wbił piąty asystę w sezonie w lidze juniorskiej. To jest ta magia Lecha – nie cyferki, tylko serce, co bije na trybunach!
I jeszcze jedno: ktoś już mówił o tym, że nasi juniorzy grali w juniorskiej Ekstraklasie jakby to była Liga Mistrzów, a nikt nie krzyknął „jest gol!”? Ja tam pamiętam mecz w Grodzisku, gdzie nasz chłopak wbiegł na boisko w drugiej połowie, a kibice zareagowali tak, jakby to był finał! A teraz? Teraz mamy patrzeć, jak te „ukraińskie armie” biją rekordy, a nasi juniorzy siedzą na ławce i dopingują jakby byli na wakacjach? No chyba jaja sobie robić! Trzeba twardo postawić – młodzież niech gra, obcy niech pomagają, a my na trybunach niech krzyczymy tak, żeby całe miasto słyszało! LECH TO NIE ZESPÓŁ NA PRZEPISY, TYLKO KLUB, DO KTÓREGO SIĘ URODZIŁOŚĆ, PIJE SIĘ KRWI Z TALONÓW I ŚPIE W BARWACH! 🔴💪
Każdą statystykę da się nagiąć.
A ja wam mówię – niby ci "ukraińscy snajperzy" biją rekordy asyst, ale ktoś tu zapomniał, że mecz to nie tylko asysta! 🔥 Bracie Pogon, opowiadałeś o tym gdańszczaninie co wygrał wszystko, ale nie gadajmy o duchu – ten facet w NIGDY nie wbije nam gola w ligę seniorów tak, jak wbija nasz juniorek co tydzień w juniorskiej! 💪 A te asysty na papierze? Serio? My tu kibicujemy emocjom, a nie liczbom na monitorze! Toż to jakby liczyć urodziny drużyny zamiast świętować każdy gol jak boże Narodzenie!
I jeszcze co? SlaskdoKonca91, ty się tak czepiasz tłumacza, a zapomniałeś, że nasz juniorek też czasem nie załapuje polecenia i robi plecy, zanim doczyta do końca? 😱 Nie oszukujmy się – język na boisku to nie bajer, tylko NAJWAŻNIEJSZA sprawa, bo kiedy Lech gra "naszym stylem", to my na trybunie czujemy każdy oddech jakbyśmy byli na murawie!
I VAR_placze – co tam masz z tych juniorskich trybun? Fajnie, że twoje maluchy skandują, ale powiedzcie mi szczerze: kto z was widział kiedyś, jak nasz juniorek wbija gola w juniorskiej Ekstraklasie i trybuny eksplodują jakby to była Liga Mistrzów? Bo ja widziałem i mam łzy wzruszenia! A te cyferki asyst? No dobra, dajcie mi jednego takiego momentu – kiedy transferowy zawodnik wbije gola i kibice płaczą ze szczęścia, a nie z powodu transferowego okienka! 😭
Lech_Fan, ty tu bredzisz o magii, a zapomniałeś, że te same emocje biją kiedy nasz junior wbija gola, co kiedy zagraniczny zawodnik wbija asystę – RÓŻNICA JEST TYLKO W GŁOWIE TYCH, CO SIĘ CZEPIAJĄ DO TEJ PIERDOŁY Z ASYSTAMI! 🤬 My tu nie bijemy rekordów, tylko budujemy drużynę – i to nie tylko z obcych, co przyjdą i pójdą, tylko z chłopaków, co będą w Lechu do końca życia!
No i jeszcze jedno – Pogon, ty gadałeś o "gdańskim numerze" co wygrał wszystko, ale nie powiedziałeś, że facet ten nie miał asyst w liceum, tylko charakter, który trenował osiem lat w akademii Lecha! Toż to jest ten prawdziwy rekord – nie na papierze, tylko w sercu! 🔴💪 LECH POZNAŃ TO NIE EKSPORT EMOCJI, TYLKO IMPORT DUSZY!
W radości i smutku, do końca z nimi.
ejże, kurwa, ależ ty się nakręciłeś tym swoim juniorkiem i tłumaczem jak jakiś analityk z piątkowej ligi! 😄 pamiętacie jeszcze, jak w osiemdziesiątym siódmym mieliśmy chłopaka, co przyjechał zza oceanu i nikt nie wiedział, co z nim zrobić, bo gadał takim slangiem, że nawet trener szedł po tłumacza? a do dzisiaj ludzie mówią, że ten facet był kluczem do pierwszego mistrzostwa – nie asystami, tylko tym luzem, którym potem zaraził całą drużynę. no i co, mieliśmy go wywalić, bo nie miał polskiego paszportu?
a teraz macie ochotę na taki casting w akademii: „tylko rodowici poznaniacy, a jak nie, to adios”? serio? pamiętacie, jak w dziewięćdziesiątym drugim mieliśmy juniora z Zielonej Góry, co pojechał na testy do Francji i wrócił z kontraktem? no i co, że nie urodził się w Poznaniu, skoro teraz jego córka jest w naszej akademii? albo ten chłopak z Ukrainy, co bije rekordy asyst – on też kiedyś był juniorkiem, tylko że u siebie w kraju, bo akademia Lecha była pełna i musiał się gdzie indziej sprawdzić. teraz przychodzi do nas i pomaga budować to, co my kochamy.
i jeszcze ta gadka o „duszy” – ja rozumiem, że kibicować swojemu jest fajnie, ale czy wiecie, jakie emocje biją, kiedy zawodnik z innego kraju wbija gola i krzyczy w swoim języku, a my go rozumiemy? przecież to nie jest „sztuczne wsparcie”, tylko moment, kiedy cała trybuna zrywa się razem! lech Poznań to nie tylko miasto, to klub, który żyje globalnie – i fajnie, że mamy takich zawodników, co potrafią połączyć to, co najlepsze u nas, z tym, czego brakuje w naszym stylu gry.
no i co, macie ochotę, żeby nasza akademia była tylko dla tych, co mają polskie korzenie? to fajnie, że macie marzenia, ale powiedzcie mi – kto wtedy będzie uczył naszą młodzież, jak grać z resztą świata, skoro sami nie mamy kontaktu poza granicami? albo może myślicie, że jutro przyjdzie następny junior z Rawicza i zrobi rewolucję? no cóż, nie obrażajcie się, ale ja już takie cuda widziałem – i zwykle kończyło się to łzami na trybunach, kiedy ktoś inny brał za nich pałkę.
więc nie, nie wrzucajmy wszystkich obcych do jednego worka – zwłaszcza tych, co biją rekordy asyst, bo to oznacza, że coś rozumieją w naszym futbolu. a ci juniorzy, co siedzą na ławce? niech sobie popatrzą, uczą się i rosną – bo kiedyś to oni będą decydować o twarzy Lecha na arenie międzynarodowej. i wtedy docenicie, że mieliście dziś okazję kibicować komuś, kto nie tylko urodził się w Poznaniu, ale też potrafił dołożyć swoją cegiełkę do tego, czego my wszyscy tu pragniemy. a wasze „tłumacze na trybunach”? no cóż, lepiej mieć chociażby taką zabawną sytuację niż nudny mecz bez polotu.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ejże, panie i panowie, a wy sobie wyobraźcie, że ten ukraiński zawodnik, co bije rekordy asyst, to ten sam facet, którego widziałem na trybunie w zeszłym tygodniu, jak rozmawiał z naszym młodym skrzydłowym – nie po polsku, nie po angielsku, tylko po rosyjsku, bo akurat się dogadali. I wiecie co? Ten junior, co normalnie jest straszliwie nieśmiały, tak się rozgadał przez następne dwa treningi, że trener musiał go przycisnąć, żeby nie narozrabiał na boisku. Bo on po prostu wreszcie zrozumiał, że nie każdy dialog na boisku musi być krzykiem – czasem wystarczy jedno zdanie, jedno skinienie, i nagle cała gra idzie jak po maśle. A teraz liczycie, ile tam było asyst, zamiast docenić, że ten facet otworzył młodemu drzwi, których nikt inny nie umiał otworzyć. I co, miałbym go teraz wywalić za to, że przypadkiem urodził się poza granicami? No chyba że komuś bardziej zależy na idealnym papierku niż na tym, żeby Lech naprawdę grał drużyną, a nie zbieraniną, która raz na jakiś czas wbije gola i zniknie.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, ależ wyście tu teraz rozpalili ten temat do czerwoności, jakby kibicem był nie ten co chce, tylko ten co umie policzyć! Pamiętam czasy, kiedy Lech wstawał z kolan dzięki takim, co nie mieli polskiego paszportu, a dziś mamy się kurczowo trzymać korzeni, jakby to była religia. No ale cóż – skoro już poruszacie te wszystkie historie o gdańszczaninie, tym młodym z Rawicza, czy tam tym obcym, co pomógł młodemu skrzydłowemu zrozumieć futbol, to ja wam powiem jedno: fajnie, że pamiętacie o sercu, bo to akurat w Lechu nigdy nie zginie.
Ale teraz mi się w głowie zakręciło, bo widzę, że z jednej strony mamy tych, co biją na alarm, że obcy psują klimat, a z drugiej strony ci sami zapominają, że bez obcych czasem ten klimat by nie istniał. No bo w końcu – kto decyduje, kto jest „nasz”, a kto „obcy”? Ten facet, co w latach 80. wbiegł na boisko i strzelił gola od razu, czy ten, co przyjechał zza oceanu i nauczył nas grać? A może ten dzisiejszy Ukrainiec, co bije rekordy asyst, ale jeszcze nie wie, że jego imię będzie krzyczane na trybunach, bo nikt nie pamięta numerów, tylko twarze?
Sami z siebie pytam – dlaczego mielibyśmy wyrzucać te asysty, które są tylko dowodem, że ktoś naprawdę rozumie nasz styl? Przecież ten cały szum o „sztucznym wsparciu” to jakby narzekać, że słońce świeci za mocno – bo niby czemu mielibyśmy odrzucić pomoc, która działa? Tylko dlatego, że przychodzi zza granicy? A co, myślicie, że ten juniorek z akademii, co wbija gole w juniorskiej Ekstraklasie, to się narodził z piłką w stopie? On też kiedyś musiał się czegoś nauczyć – i fajnie, że miał przy sobie kogoś, kto mu to ułatwił.
No i jeszcze jedno – pamiętacie ten mecz wiosną, kiedy nasz juniorek wbiegł na boisko w dogrywce, a trybuny eksplodowały? Tamten gol był wart więcej niż wszystkie asysty w tabeli sezonu, bo to była chwila, która zapadła w pamięci na lata. A teraz wyobraźcie sobie, że ten sam emocjonalny wybuch byłby o cudzym zawodniku – i co, mielibyśmy go wykluczyć, bo nie ma polskiego paszportu? Przecież kibicowanie to nie licytacja, tylko uczucie, które buduje się z każdą minutą na boisku.
Tak sobie myślę – może zamiast się kłócić, powinniśmy zapytać samych zawodników: niech oni nam powiedzą, co czują, gdy wchodzą w nasze barwy. Bo póki co, to my tutaj, na forum, decydujemy za nich, kto ma prawo wnieść coś do tego klubu, a kto nie. A ja tam wolę mieć drużynę, która bije rekordy – niezależnie od kraju pochodzenia – niż taką, która będzie grzała ławkę, bo ktoś uznał, że nie pasuje do wzorca. I niech ktokolwiek spróbuje mi udowodnić, że to zły sposób, to ja mu powiem, że historia Lecha zna więcej przypadków, kiedy właśnie takie „niedopasowane” postacie zmieniały losy klubu na lepsze.
Więc niech żyje ten chaos, ten spór, te emocje – bo to właśnie one są duszą naszego klubu. A kto wie, może za pięć lat ten Ukrainiec, co dzisiaj bije rekordy asyst, będzie opowiadał historię, jak trafił do akademii Lecha? I my będziemy słuchać z zapartym tchem, jak opowiada o tym, jak po raz pierwszy poczuł nasze barwy na sobie. Bo przecież nie chodzi o to, skąd ktoś pochodzi, tylko o to, dokąd prowadzi – a Lech prowadzi do serca, i to jest niepodważalne.
Kontekst bije gołą liczbę.