Boisko
25.08.2026, 12:48 Zaloguj Rejestracja
Pogoń Szczecin

Legendarni Purpurowo-Biali: od Blackpool po własne podwórko!

club pride Klub Pogoń Szczecin Pogoń Szczecin 7 postów ·18 wyświetleń ·Utworzono: 13.07.2026 07:33 ·Zaktualizowano: 13.07.2026 17:30
LE Legionista_Total Nowicjusz · 364 postów 13.07.2026 07:33
a pamiętam ten pierwszy mecz na moście pyrzyckim jakby to było wczoraj — jeszcze z tatą, niebem tak niebieskim, że aż bolało, a wiatr na twarzy gryzł jak zima. mieliśmy trybuny stare, drewniane, co trzeszczały pod nogami jak stare schody w kamienicy, ale atmosfera była taka, że serce biło razem z piłkarzami. purpura na trybunach latała jak konfetti, a my krzyczeliśmy "wygrać, wygrać!" choć nikt nie wiedział jeszcze, że to dopiero początek czegoś wielkiego. stary zloty stadion, niebieskawo-żółte billboardy, zapach kiełbasy z budki za rogiem — te chwile to były cuda, które zostawiły ślad w duszy i nigdy nie zniknęły.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Odpowiedz Cytuj
SE SedziaMaster Nowicjusz · 111 postów 13.07.2026 10:15
No ale walnąłem sobie na mecz Pogoń - Legia w '19 na stadionie przy Walecznych, kurczę ja pierdole 🔥 było tak ciepło że koszulka przykleiła mi się do pleców jak ta flaga purpurowa do rąk kibiców co machali nią w każdej akcji! Wiatr niósł smród kiełbasy z budy pana Zdzisia, a ja stałem obok chłopaków z mojej paczki co od dzieciaka wpierdalamy się w kolejce "Stalowy Rynek" zanim sędzia jeszcze gwizdnął na rozpoczęcie — i nagle WOOOOJ! Pogoń strzeliła gola z karnego, wszyscy wpadliśmy w szał, a ten facet obok mnie dostał jakiegoś ataku serca z emocji, krzycząc "TAK TRZEBA, KURDE MAMA!" 💪😱 serce mówi wszystko, no ale trudno, to dopiero był początek, bo potem w 89' oni dostali drugiego i szaleliśmy jak wariaci, a emeryt za nami pluł sobie w brodę że "w moim czasie było inaczej" — no i co, facet? Już zapomniałeś jakimi oklaskami nas welcomowali w derbach? Tego nie da się zapomnieć, naprawdę!
Odpowiedz Cytuj
PU PudloRokuKupiony73 Nowicjusz · 276 postów 13.07.2026 10:25
a co dopiero te derbowe niedziele na Pogoni, kiedy ludzie wchodzili na boisko jak do kościoła — my z czternastym rokiem życia, przepychaliśmy się w tłumie przed bramką od strony toru kolejowego, bo tam zawsze było najciekawiej, no a ten zapach smoły z rozpalonego asfaltu, którym był pokryty kawałek parkingu, toż to był nasz własny kadzidłowiec kibica — nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta, jak stalowe ogrodzenie trzęsło się nam pod rękami, kiedy bramkarz przeciwnika odbierał piłkę zza linii, a my ryczeliśmy „kto w to gra, niech się wali w cholerę”, bo cóż, nie mieliśmy innego języka niż ten jeden, co leciał prosto z serca i czasami trafiał w sedno — i wtedy, cholera, właśnie wtedy człowiek czuł, że Purpurowo-Biali to nie tylko drużyna, to nasza cholerna wiara, którą nosiliśmy w klapie marynarki i wołaliśmy przez szalikiem zawiązany na szyi.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
MA MateuszUltras Nowicjusz · 414 postów 13.07.2026 11:09
A widziałeś kiedyś, jak człowiek z trudem dociera na trybunę, a nogi aż same podrygują, bo serce uderza jak młotem? Tak było kiedyś — kibic szedł, nie myślał o wygodzie, nie liczył minut na trybunie jak ktoś w kolejce po bilet do kina. Tamten mecz na starym stadionie to była nie tylko gra, to była pielgrzymka, gdzie każdy krok brzmiał jak tupot tysięcy dusz, które szły oddać hołd swojej drużynie. Dzisiaj? No cóż, stadiony się zmieniły — są nowe, schludne, z miejscami dla prasy i VIP-ów, a za bramkami stoi coraz więcej budek z hamburgerami zamiast kiełbas pani Zdzisi. Kibic tamci mieli zapach smoły i taśmy klejącej, bo trybuny trzeszczały, a ogrodzenie drżało razem z nami, dzisiejsi mają wygodne siedzenia i ekrany, żeby nikt nie musiał marznąć na wietrze. Ale nie bójcie się — magia pozostała, tylko inaczej się objawia. Tamci mieli wiarę w siłę tradycji, w solidną obronę z ławą i napastnika, który walczył jak wariat za każdą piłką. Dzisiaj mamy szybszą grę, technicznych zawodników, którzy potrafią zrobić coś z niczego, ale... czasem brakuje tej szorstkości, tej niezgrabności, która kiedyś była naszym znakiem firmowym. Pamiętacie, jak wracaliśmy z meczu z mokrymi butami i głosem ochrypniętym od śpiewu? Dzisiaj kibic idzie na stadion, wrzuca zdjęcie do sieci, lajkuje post klubu, a emocje… emocje się liczy, ale czy naprawdę są takie same? Kibice tamtej epoki żyli meczem dzień i noc — my teraz żyjemy nim godzinę, góra dwie. Mecz to nie tylko 90 minut, to kawał życia, który w siebie wchłaniasz. Tamci szaleli, bo mieli powód do szaleństwa — każdy gol był wywalony z krwi i potu, każda strata bolała jak cios w serce. Dzisiaj gol to też radość, ale czy ta radość jest tak głęboka? Bo dawniej kibicowałeś drużynie, której nazwa była wyryta w kamieniu, której barwy nosiło się z dumą na ulicy, której losy były twoimi losami. Teraz mamy sponsorów, obcokrajowców, globalizację — no i fajnie, ale trochę smutno, kiedy niektórzy kibice przychodzą na mecz w koszulce z napojem energetycznym zamiast w purpurze. To nie jest tak, że teraźniejszość jest zła — wprost przeciwnie, są rzeczy, które robią wrażenie. Ale porównując… tamta Pogoń była jak stary dobry samochód, którego dźwięk silnika znałeś na pamięć, dzisiejsza to nowoczesna maszyna, która śmiga, ale czy zostawia taki ślad w duszy? Może ja po prostu jestem starym piernikiem, ale ja tęsknię za czasami, kiedy kibic nie musiał się martwić o bilety w aplikacji, kiedy na trybunach się siadało, gdzie się chciało, bo… bo to był nasz stadion, nasze boisko, nasza sprawa. Dzisiaj stadion jest piękny, ale czy każdy czuje, że należy do niego naprawdę? A może to tylko ja mam za duże buty po tamtym dziecku, które przepychało się przed tor kolejowy z tacą kiełbasy w ręku i krzyczało „wygrać, wygrać!” choć nikt nie wiedział jeszcze, że ten dzień jest dopiero początkiem czegoś wielkiego?
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
JU JulkaLegia Nowicjusz · 288 postów 13.07.2026 12:19
a bo ja wam powiem, że to jeszcze nie koniec tej opowieści, bo przecież każdy z nas ma taki jeden mecz, który mu zapadł w serce głębiej niż reszta. ja sobie przypominam ten niedzielny poranek w 98', kiedy to Pogoń wracała zremisowana 1:1 z Wartą Poznań, ale nikt nie pamiętał wyniku — pamiętaliśmy zapach świeżo malowanej trybuny przy Walecznych, ten dym z rac, który robił się tak gęsty, że aż się człowiekowi w oczach łzawiło, i te wszystkie głosy, które zlewały się w jeden wielki chór, kiedy purpurowe koszulki wirowały po boisku jak liście na jesieni. ale wiecie co mnie najbardziej uderzyło? że tam, na tym meczu, stałem tuż obok emeryta, co zamiast klaskania krzyczał „hej, hej, hej, Pogoń!” i wymachiwał pomarańczową chorągwią, która była tak postrzępiona, że aż smutno było patrzeć. facet miał łzy w oczach, kiedy nasz napastnik strzelił gola w ostatniej minucie, a on gadał coś o swoim synu, co grał kiedyś w młodzieżówce Pogoni, ale poszedł w ślady ojca i został taksówkarzem, bo wiadomo — studia to nie dla każdego, no i teraz wozi kibiców na mecze, a nie ma czasu stać na trybunie dłużej niż pół meczu, bo „klientów nie można zostawiać na lodzie”. ale tamtego dnia on stał, drżał, trzymał się ogrodzenia tak mocno, że palce mu pobielały, i wrzeszczał razem z nami, jakby chciał dorzucić swoje lata do tej jednej chwili zwycięstwa. i wiecie co? to nie był mecz z kartki wynikowej — to był mecz z życia. dzisiaj młodzi gadają o „doświadczeniu meczowym” jakby to było coś do kupienia w sklepie, a wtedy my doświadczaliśmy życia na własnej skórze. i to jest właśnie ta różnica — tamci kibice byli jak stare drzewa, które rosną wolno, ale ich korzenie sięgają głęboko. my dzisiaj jesteśmy jak młode pędy, szybkie, giętkie, ale czasem aż strach pomyśleć, co się stanie, jak przyjdzie wiatr. no ale póki co — purpura dalej bije, no nie?
Pogoń Szczecin kibice
Odpowiedz Cytuj
SE Sedzia228 Nowicjusz · 488 postów 13.07.2026 14:05
Ej, wam się tu same łzy w oczach pojawiają jak te kropelki deszczu na rzęsach mojej babci, kiedy opowiadała o tym, jak na Boże Narodzenie w latach 60tych dostawała w paczce kurtkę nie swojemu wnukowi, tylko ulubionemu obrońcy Pogoni, co akurat akcyjkę miał w robocie i mu się zepsuła. Ale serio — ileż to razy słyszałem te same westchnienia "ach, tamte czasy!", jakbyście zapomnieli, że facet, co wbiegł na boisko z paltotem na sobie w '85 bo ktoś mu kurtkę ukradł, jednak jakoś do tej pory nie mamy pierwszego miejsca w lidze. No bo posłuchajcie — tamci kibice mieli wprawdzie zapach smoły, kiełbasy i rdzy ze starej trybuny, ale mieli też taką tendencję, że jak tylko Pogoń wypadła z walki o mistrzostwo, to od razu zrywali się do domu mówiąc "a to nie nasza liga". Dzisiaj chociażby nie mamy takiego klimatu jak kiedyś, za to jesteśmy w Ekstraklasie od 1959 roku — a to się liczy jak te banknoty, które oszczędzasz na bilet, żeby zobaczyć prawdziwe emocje, a nie te, co to trwają tyle co mycie zębów przed snem. I niech ktoś mi powie, że ten mecz z Blackpool w 2010 to nie był powód do dumy? Facet, co tam był, wrócił do domu z nogą w gipsie, twarzą umorusaną od purpurowego makijażu, ale uśmiechnięty jakby wygrał milion — i wiecie co? Nadal nie ma takiego, że Pogoń nie dociera do europejskich pucharów. Tamci kibice mieli romantyzm, my mamy realne sukcesy, które czasem się pojawiają, a nie tylko w snach o ławach i mocnych obrońcach. A te wasze opowieści o trybunach, co trzeszczały? Wspaniale, ale pamiętajcie, że akurat na Walecznych to nie tylko drewno trzeszczało — to też buty kibiców, co spóźniali się na drugi półczas i wciskali się przez okienko za VIP-ami. I te wasze "czasy były lepsze", bo były ciężkie? No jasne — ciężej się walczyło, ale też ciężej się było cieszyć, kiedy po meczu szło się spać z bólem gardła i napiętymi mięśniami od klaskania, a nie z kubkiem herbaty na kanapie i streamingiem na żywo. I jeszcze jedno — te wasze "wspomnienia z derbów", co to miały być niby taka mistyczna więź? A wiecie, ile osób w 2015 roku wpadło w szał, bo Pogoń przegrała z Arką? A ilu kibiców przychodziło na każdy mecz, nie tylko na te wielkie święta? Młodzi ludzie dzisiaj mają lepsze warunki — nie muszą stać przez cztery godziny na mrozie w kolejce, żeby dostać bilet, i nie muszą się martwić, że ogrodzenie runie im na głowę jak za starych dobrych czasów. Bo serio — kto z was byłby gotów zaryzykować zdrowie albo mandat, żeby wejść na trybunę przez płot? Tylko ci, co mieli naprawdę mocny powód, no i takich, co wiedzieli, że nie ma drugiej takiej drużyny. A ten wasz emeryt, co trzymał się ogrodzenia tak mocno, że aż palce mu pobielały? Ja znam faceta, co w zeszłym roku wpuścił nogę w dziurę między deskami na starej trybunie i skończył z założonymi szwami — ale za to dostał piątaka od klubu za "aktywny udział w budowaniu atmosfery". Trochę smutno, kiedy porównujemy do tych czasów, ale wiecie co? Te "dzisiejsze" emocje też są autentyczne — tylko inaczej się je przeżywa. I na koniec — te wasze "stare drzewa, korzenie" itp., no może fajnie mieć korzenie głęboko, ale jak one nie sięgają powyżej pasa, to niektórzy kibice dzisiaj nawet nie pamiętają, jak się nazywa nasz ostatni prezes. Taka szczerość, bracia — i tak trzymam kciuki, żeby ta purpura wciąż biła tak mocno, jak wtedy, kiedy ja pierwszy raz zobaczyłem te trybuny i pomyślałem: "tu jest moje miejsce".
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGda1908 Nowicjusz · 235 postów 13.07.2026 17:30
Ej, ale fajnie tu się robi reminiscencje, bo ja akurat wczoraj odgrzewałem w mikrofali pamiątkową kiełbasę, co dostałem od kumpla z fanklubu w '98, kiedy jeszcze nie było żadnych aplikacji do biletów — musiałeś stać w kolejce tak długo, że zdążyłeś nauczyć się na pamięć wszystkich cen w kiosku „Przeglądu Sportowego” z 1996 roku. Aż mnie ręce zdrętwiały od trzymania tej paczki, no i na dodatek facet obok mnie gadał przez cały czas o tym, jak jego wujek zrobił fotkę zespołu Pogoni w latach 70. i że niby jeden z tych chłopaków to jego sąsiad z klatki, tylko nikt nie wiedział, że ten sąsiad umarł już w 1981… kurczę, a ja myślałem, że to dopiero zaczyna się ciekawie! No i teraz patrzę na swoje purepurowe szalik — ten, co go dostałem na meczu z Widzewem w '03, a który ledwo zipuje przy szwie, bo ktoś tam kiedyś rozdarł kawałek, żeby zrobić sobie opaskę na oko po tym, jak oberwałem piłką w twarz od sympatyków gości — ale nadal jest moim najcenniejszym trofeum, bo jakbym go wypruł, toby wyszedł komplet listów miłosnych od koleżanek z fanklubu z tamtych czasów. Aż szkoda, że nie mogę go nosić dzisiaj na co dzień, bo sąsiadka z dołu by mnie pewnie posądziła o terroryzm, jakby mnie zobaczyła w tej okolicy stadionu. Ale poważnie — jak ktoś mówi, że tamte czasy były lepsze, to ja mu zaraz przypomnę ten mecz z Blackpool, kiedy to pociąg, którym jechaliśmy, zatrzymał się pół godziny przed Szczecinem przez to, że jakiś facet wlepił się w drzwi wagonu i krzyczał „Pogoń, Pogoń!” tak głośno, że konduktor się przestraszył i myślał, że to jakaś afera policyjna. Wszyscy kibice zaczęli wtórować, pociąg ruszył, a ten facet miał łzy w oczach i gadał, że to jego pierwszy raz na meczu w Anglii — no i wiecie co? Dostał od nas wspólną puszkę piwa (którego oczywiście nie mieliśmy) i z powrotem wsiadł do pociągu z uśmiechem od ucha do ucha. No i teraz, kiedy patrzeć na dzisiejszych kibiców, co to mają bilety elektroniczne i siedzą w VIP-ie z cold drinkiem, to ja tylko kręcę głową: „Kurde, ale fajna impreza!” 🤣🔥🍿 I tyle z tych naszych legend — one same chodzą i same się reklamują!
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.