Legia warszawska - niepodległa duma naszych serc i rąk uniesionych w tryumfie!
no i pamiętam to niedzielne popołudnie w 2013 jakby to było wczoraj – akurat miałem wtedy wolny dzień i pojechałem na meczet, bo wiedziałem, że coś wielkiego się szykuje. niebo takie bure, że aż się ludzie śmiali "będzie burza czy co?". a tu nic tylko te mury zagrzechotały jakby ktoś bębnił w setki bębnów. jak Sarli trafił tamtego gościa w pierwszej połowie, to już wiedziałem, że ten mecz nie będzie zwykły. ale co tam opowiadać – ten krzyk jak wrzask cała trybuna wylała się z klatek, a za chwilę to było "ojojojojoj" przy kontrataku gostków z drugiego końca. i ten moment, kiedy padło 2:1, a Trybuna Południe tak zaszumiała, że aż trakcja się zatrzęsła... kto to przeżył, ten wie. dla mnie to był jeden z tych dni, gdy się rozumie, dlaczego nosimy szalik nawet jak pada deszcz albo dmie jak cholera. jeszcze teraz, jak patrzę na stary filmik, to ciarki mnie przechodzą. no ale cóż, starych drzew się nie przesadza, a Legia to nasze stare drzewo.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A ja w tym 2013 wraca³em z zakupów jakieœ dwie godziny przed meczem bo zapomnia³em piwa no i kurcze, ¿e znowu zapomnia³em. Ale ¿ona mnie wygoni³a i mówi „idŸ, bo siê œwiêtoœæ wydarzy”, no to lecê tramwajem na Stadion a¿ mêczy siê jakby samemu ledwo usta³o. W tramwaju jeden goœæ mia³ koszulkê Legii z 2008 roku kiedyœmy zdobywali puchar no i ¿e bêdzie fajnie jak wtedy, a ja mu na to „spoko, ale nie przesadzaj ¿e ju¿ puchar to nie to”. A¿ tu nagle jak wjecha³em na ulicê Zamenhofa a¿ ciarki mnie przesz³y – jakaœ ca³a fala dŸwiêków lecia³a z trybun, a ¿e by³o jeszcze parê minut do startu to œpiewali „Legia warszawska, nasz klub, nasza duma!” a ja siê waln¹³m na têpiejsze piwo. No i jak Sarli strzeli³ tego gola, to ja wprost z tramwaju (kurde, drzwi ledwo zd¹¿y³em) wbiega³em po schodach i a¿ mnie kopnê³o – taki ten g³os, ¿e a¿ uszy bola³y. Potem kontrka przeciwników, ¿e a¿ siê we mnie gotowa³o – ale kiedy pad³ 2:1 to ja zrobi³em taki ruch ramieniem ¿eby ktoœ obok mnie nie widzia³ ¿e p³aczê. Bo¿e, to by³o takie ul¿enie po tych latach wstydu za „piêknych i dobrych”, ¿e a¿ siê wstydzi³em ¿e p³acê jak dziecko. A¿ teraz myœlê – jakby ktoœ nas wtedy zapyta³ czy chcemy wygraæ, to byœmy powiedzieli ¿e chcemy ¿eby nas w koœæ pogrzebali w szaliku Legii. No ale… trudno, starych drzew nie przesadza! 🔴💪🔥
A ja w tym 2013 wraca³em z zakupów jakieœ dwie godziny przed meczem bo zapomnia³em piwa no i kurcze, ¿e znowu zapomnia³em. Ale ¿ona mnie wygoni³a i mówi „idŸ, bo siê œwiêtoœæ wydarzy”, no to lecê tramwajem na Stadion a¿ …
@SedziaMaster nooo kurde, ty naprawdę zapomniałeś piwa na taki mecz?! 😭 Ja bym chyba padł ze stresu jakbym musiał jechać bez piwa *i* bez szalika, bo przecież to jakby wychodzić na mróz bez kurtki! Szacuneczek za to, że mimo wszystko nie dałeś się żonie zabić i się tam dotarłeś - i jeszcze zdążyłeś złapać ten huk z tramwaju?! No naprawdę, tamten maj to był jeden wielki huk, jakby ktoś wbił w środek miasta gigantyczny gong 🔊 a potem kazał całemu miastu do niego dzwonić równocześnie!
A ten moment w tramwaju, kiedy ten gość miał koszulkę z 2008 i powiedział "spoko, ale nie przesadzaj" a potem okazało się, że jednak przesadził?! To ja bym tam umarł ze śmiechu i podekscytowania naraz. I ta ulica Zamenhofa przed meczem - taka rozgrzana, aż ciarki chodzą po plecach... Widziałem kiedyś te filmy z lotu ptaka, jak z daleka widać te czerwono-białe morze na trybunie, a tu akurat Sarli wbiega i bije - to aż fizycznie czuć, jakby ktoś cię uderzył w klatkę piersiową tą radością!
I jeszcze ten moment, kiedy płakałeś ukradkiem - bo wiesz, ja też się wtedy strasznie wstydziłem, że płaczę jak dziecko, ale tak naprawdę to była ulga po tylu latach, kiedy Legia była jak ta staruszka zapatrzona w okno, a tu nagle otrząsła się i zaczęła skakać jak na imprezie! Stare drzewo rzeczywiście nie umiera, tylko czasem zaszumi mocniej, a my w tym szumie... no właśnie, jesteśmy częścią tego hałasu! 😍
A ja w tym 2013 wraca³em z zakupów jakieœ dwie godziny przed meczem bo zapomnia³em piwa no i kurcze, ¿e znowu zapomnia³em. Ale ¿ona mnie wygoni³a i mówi „idŸ, bo siê œwiêtoœæ wydarzy”, no to lecê tramwajem na Stadion a¿ …
@SedziaMaster a co ty, kurwa, kombinowałeś z tymi zakupami? Dwie godziny przed meczem, a ty jeszcze nie miałeś piwa? Przecież to była Legia, a nie jakiś amatorski ligowiec – na taki mecz idzie się albo po odpowiednim przygotowaniu, albo wcale. A ty gadałeś o szczęściu, że akurat żona cię przepuściła? Żona, nie szef, nie sąsiad, nie kolega – twoja własna połówka miała ci rozkminić ten dzień? No i oczywiście trafiłeś na gościa z koszulką z 2008, kiedyśmy mieli puchar, a ty na to „spoko, ale nie przesadzaj”. Nie przesadzasz? A co to niby było – spacer po parku? Przez te dwie godziny mógłbyś wyskoczyć choć na Starym Mieście, żeby zrozumieć, co się święci. Bo ja ci mówię – tamtej wiosny czuć było, że coś się gotuje, a ty marnowałeś czas na chleb i ser. I ten końcowy huk z trybuny? To nie był huk, to był odgłos setek tysięcy serc bijących w takt hymnu. A ty biegłeś z tramwaju z butelką w garści jakbyś na swoje własne wesele się spóźniał.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
ale pamiętam jeszcze, jak niedługo później, czyli w sierpniu tamtego roku, jechałem z kolegami autem pod wrzesień na ligowy mecz w Gliwicach. no bo wiadomo, po takich emocjach to się organizuje „wypad za miasto”, żeby ochłonąć i trochę napić się piwa przed następnym występem. jadę sobie, radio gra, a tu prowadzący jakby nigdy nic mówi o tym meczu, co prawda nie było derbów, ale taka zwykła ligówka. a my wszyscy w środku śpiewamy „przemeblujcie się, idźcie do domu!” żeby zrzucić z siebie ten adrenalinowy luz, co się w nas zebrał. i nagle słyszę przez radio, że kibice Legii w Gliwicach odpierdzielili taki transparent „sari, daj drugiego, niech się wszyscy dowiedzą żeśmy nie bez powodu nosimy te koszulki”. no to my tam w aucie aż ryknęliśmy śmiechem, bo to było jakby te wydarzenie z maja nam wisiąło nad głową cały czas. a później, na trybunie, kiedy Sarli znów trafił – bo przecież facet się rozgrzał – to ten krzyk był jeszcze głośniejszy niż na Stadionie Wojska Polskiego, bo tam byliśmy we własnym gronie, bez tych pół-środowiskowych kiboli, co to się czasem wtrącają. no i jak padło 1:0, to my, w Gliwicach, zaczęliśmy skandować „jest osiemnasty raz, jest osiemnasty raz!” – tak jakbyśmy chcieli pokazać, że ten tytuł znowu jest na wyciągnięcie ręki, tyle że nikt wtedy nie wiedział, że za kilka tygodni to się rozleje na całą ligę. fajnie było czuć, że ta siła, co to się zebrała tamtego maja, tak po prostu nie znikała, tylko wracała jak fala. i do dzisiaj, jak ktoś pyta dlaczego się bijemy za Legię, to ja od razu myślę o tej sierpniowej nocy, kiedy to wszystko jeszcze wisiało w powietrzu i nikt nie miał pewności, że znowu będzie szczęście. a jednak było. 🔴⚡
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No cóż, ten 2013 to był taki moment, kiedy mieliśmy w drużynie chłopaków, którzy naprawdę *czuli* ten klub pod paznokciami. Pamiętasz, jak Sarli walnął w tamtym meczu, że aż boisko zadrżało? To nie był przypadek – on *wiedział*, gdzie i kiedy trafić. Miał te swoje zwody, te dryblingi przy nodze, że można było się zachwycać przez całe 90 minut, a jakby jeszcze pół godziny. Do tego typki jak Wawrzyniak, który bił się jakby miał w sobie ten cały historyczny ból kibica Legii, a nie samą siłę fizyczną. Tamci zawodnicy grali z taką pewnością siebie, że aż się człowiekowi chciało śpiewać *jeszcze przed gwizdkiem*.
Dzisiaj? No cóż, mamy fajnych chłopaków, ale coś się ulotniło. Nie mówię, że teraz są źli – nie, nie – ale te nasze „sukcesy” w ostatnich latach, te puchary zdobywane w ostatniej chwili, to bardziej chodźmy po bandzie niż stary dobry wojenny duch. Tamta drużyna miała w sobie coś, co trudno opisać – nie tylko umiejętności, ale i *charakter*. Dzisiaj czasem wygląda to tak, jakby ktoś rzucił papierki na trybunie, a my za to dostaliśmy puchar, żebyśmy mieli co szanować. Bo prawda jest taka, że teraz częściej liczymy na pecha przeciwnika niż na własną klasę.
I nie oszukujmy się – tamtego 2013 roku, kiedy Sarli strzelał w derbach, albo kiedy Wawrzyniak prowadził zespół przez ligę, to czuć było, że ta Legia to nie jest tylko drużyna z tabelki, tylko coś więcej. Dzisiaj mamy młodych, ambitnych, ale brakuje tego *szaleństwa*, tej nieprzewidywalności, która sprawiała, że nawet jak przegrywaliśmy, to wychodziliśmy z boiska z podniesionymi głowami. Teraz czasem wygląda to tak, że gramy, gramy, a jak padnie gola przeciwnika, to już mówimy „no cóż, pech”, zamiast „ale my im teraz pokażemy!”.
Ale wiecie co? Stare drzewo czasem gubi liście, ale korzenie zostają. I póki my, kibice, pamiętamy ten maj 2013, póty Legia nie zginie. Bo ta duma, którą wtedy wszyscy poczuliśmy, to coś, co nie zależy od aktualnego składu. To coś, co siedzi w naszych sercach i rękach uniesionych w tryumfie – bez względu na to, co dzieje się dzisiaj na boisku. 🔴💛⚽
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, kurwa, a ja akurat w tym 2013 roku miałem fart, że trafiłem na te derby nie w Łodzi, tylko… w Warszawie, bo akurat akcja na bazarze mnie zatrzymała 😂 Biegałem wtedy z kumplem za tym cholernym psem co ukradł nasze kiełbaski z grilla, a tu nagle słychać z głośnika "Sarli strzelił!". No to ja: "Co ty mówisz, głupi? Ja pierdolę, toż to nasz bastion honoru!" i puściłem się sprintem z tym psem pod pachą, całe pół kilometra do baru, żeby się napić piwa za ten gol. A facet w barze na mnie: "No i co, wygraliście?". A ja mu na to: "A kogo to obchodzi, skoro ja właśnie uciekłem przed policyjnym psem o nazwie 'Honor Legii'!" 🤣 Zaraz potem widzę, że wszyscy na trybunie podnieśli się jak jeden facet i śpiewają, a ja wychylam się z okna baru z piwem w ręku i wrzeszczę "Legia to nie drużyna, to PRAWDZIWY FENOMEN ŚWIATA!" – na co jeden gość zapił mi "A to dlatego, że waszym największym sukcesem jest ten gol z 2013, niech was szlag trafi!". No i tak oto mój wkład w tamten mecz polegał na tym, że uratowałem kiełbaski i oblałem je piwem, żeby miały smak zwycięstwa 🍿🔥 Stare drzewa rzeczywiście nie rosną same, ale pierdolone psy znowu wszystko potrafią zepsuć!
Memy to też analiza.