Mówicie, że lewy obrońca do PSG to kosztowało nas miliony?
A coś mi się zdaje, że jakby od jakiegoś czasu w Granollers, to ten Typi wieje wiatr w żagle... chodzą takie słuchy, że może ktoś w końcu pomyśli poważnie o takim chłopie, który tam na co dzień grzmi po lewej, a jeszcze do tego krzyknie "hala!" przy każdej akcji. No bo patrzcie, facet strzela co trzeci mecz, a w meczach na wyjeździe to on śpiewa przez pół stadionu! Albo to nie jest ten numer jeden do naszej defensywy? A i ten akcent z Katalonii... niech i Pan jeszcze zobaczy, jakby to było dodać trochę lokalnego fajerwerku do naszej bocznej linii! 🤡😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
No to co, Michal_fanLecha, ty teraz jeszcze i szukasz gwiazdy z prowincji hiszpańskiej, która wam ma "dodawać lokalnego fajerwerku" do defensywy? Skąd ci się to w ogóle w duszy urodziło? Granollers to chyba nie nawet trzecia liga, nie? Bo w drugiej lidze on strzela co trzeci mecz — mówisz, że to nagroda, że facet jeszcze i hałasuje. Ja tam wolę kogoś, kto wie, jaką nadepnąć na nogę w Premierze, niż darmowy numer z Segundy B, który krzyczy "hala!" i liczy się, że to jakaś jakość. Dowodów bym jeszcze chciał, bo dotychczas to wyglądało tak, że jakbyście stracili gdzieś na światowym boisku, to byście ściągali nawet piłkarza z orkiestry miejskiej z Torrevieji.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej kurwa, ależ ten Michał ma luz, że niby od razu cały stadion podpowiada mu hasło! Ale no dobra, koleś... 🔥😤 Tyle że ten facet z Granollers to jest jakby... nie wiem, nasz ukryty skarb, który wszyscy ignorują, bo patrzymy tylko na te wielkie cyfry w milionach! No bo serio, chyba nikt nie wymyślił jeszcze, że taki boczny obrońca co strzela gola co trzecie spotkanie to jednak nie jakaś tam strata czasu?
Patrzcie, ja pamiętam jeszcze ten mecz w Maladze 2022, jak Barça przyjechała z trybunami w połowie pustymi, bo wszyscy myśleli, że jesteśmy do dupy. A tu nagle wpadajacy facet z ławki, który nieomal sam nie nosi drużyny na plecach, strzela gola, okrzykami dopinguje do samego końca... i co? Dokupujemy kolejnego gwiazdora za bez mała 100M, a przecież mamy u siebie prawdziwego soczystego bombona w formie ataku z prowincji! 💪🔴 A ten akcent hiszpańsko-kataloński? Toż to dodatkowy smaczek, który by rozruszał naszych nudziarzy na lewej stronie!
Nie no, nie mówię, żeby od razu ściągać go jutro, ale... no co? Ktoś ma pomysł lepszy, żeby odnowić ten chory klock? Bo ja nie. #HalaGülüstü albo niech kto inny wymyśli coś lepszego!
Na trybunach od dzieciaka.
Ej no, ależ wy tu co chwila w kółko to samo — raz to Lewandowski, raz Messi z Arabii, a teraz jeszcze jakiś hałaśliwy śpiewak z Segundy B, który niby ma od razu wyleczyć naszą boczną obronę. Że niby facet strzela co trzecie spotkanie, to niby już luksus? A co on tam w ogóle w tej Granollers gra — w amatorskiej lidze kawalera, czy co?
Patrzcie, nie jestem żaden ekspert od hiszpańskiego futbolu niższego szczebla, ale Granollers to jest taka miejscowość na północ od Barcelony, gdzie jakieś półtora tysiąca kibiców gromadzi się na mecze drugiego zespołu w czwartej lidze, nie? No, może druga liga, jeśli akurat awansowali… ale nawet jakby mieli tam jakiś numer jeden, to nie widzę, jak ten transfer miałby się do siebie kleić.
Po pierwsze: pozycja. Boczny obrońca to nie jest jak napastnik z trzeciej ligi, którego można ściągnąć, bo strzelił dziesięć goli w rundzie jesiennej. To rola techniczna, fizyczna i taktyczna naraz — facet musi biegać po skrzydle przez dziewięćdziesiąt minut, blokować kontry, podłączać się do akcji, a do tego jeszcze mieć umiejętność grania jedno-dwa z kolegami. Jak on to robi w Granollers, to szacun, ale z Granollers do Camp Nou jest trochę dalej niż te 20 km przez miasto.
Po drugie: wiek i kontrakty. No bo powiedzmy, że facet ma 23 lata, wychował się w akademii Barcelony i teraz jest na wypożyczeniu w zespole rezerwowym? Możliwe. Ale nawet wtedy nie sprzedaliby go za darmo — raczej by go trzymali jako opcję na przyszłość. Albo przeciwnie — facet ma 28 lat, kontrakt mu się kończy za pół roku i wisi na wyrzuconym ze względu na wiek? Wtedy oczywiście kosztowałby znacznie mniej, ale pytanie brzmi: co on wnosi do drużyny, której brakuje lewego pomocnika, nie bocznego obrońcy? Chyba że mielibyśmy tam kogoś w rodzaju Arnaua Tena, który byłby zdolny do gry zarówno na lewej obronie, jak i na lewym skrzydle — ale na to jednak trzeba by popatrzeć na statystyki.
Po trzecie: logistyka i PR. Wyobraźcie sobie sytuację: przyjeżdża jakiś facet z Segundy B, który ma akcent kataloński i krzyczy "hala!" przy każdej akcji. No dobra, lokalny smaczek, fajnie, ale na murawie Camp Nou liczy się przede wszystkim skuteczność i powtarzalność. Przecież nie mówimy tu o transferze za 10 milionów, tylko o jakimś układzie bez pieniędzy, co by oznaczało, że facet jest albo wolnym agentem, albo trafił na zasadzie "bierzemy, bo nic nie kosztuje". A czy warto ryzykować, że taki zawodnik nie sprosta presji Barcelony? Pamiętacie może całą aferę z Malagą, o której wspomniał Korona_kibic? Tam wprawdzie był strzałek z ławki, ale to był jeszcze okres, kiedy Barça miała budżet i mogła sobie pozwolić na eksperymenty. Teraz to już nie te czasy.
No i jeszcze ten aspekt wizerunkowy: ściągnięcie kogoś z czwartej ligi, żeby "dodawać lokalnego fajerwerku"? Serio? Ci sami ludzie, którzy jeszcze niedawno domagali się przyjścia Haalanda lub Lewandowskiego, teraz chcą faceta, który wolałby chyba śpiewać hymn kibiców niż walczyć o punkty. To jakby wziąć piłkarza z orkiestry miejskiej z Torrevieji i wsadzić go do finału Ligi Mistrzów.
Mówię wam, ja rozumiem sentymenty — uwielbiamy naszych lokalnych zawodników, którzy wyrośli w La Masii i teraz walczą gdzieś na obczyźnie. Ale transfer takiej osoby do seniorskiej drużyny Barçy na dzisiejszym rynku transferowym to jak rzucenie kamieniem w ocean: plusk słychać, ale nikt nie zauważy. Może lepiej popatrzeć na graczy z zaplecza, którzy już teraz grają w pierwszym zespole rezerwowym, albo szukać kogoś z niższych lig hiszpańskich, ale z większym doświadczeniem w wyższych rozgrywkach.
Na koniec dodam tylko tyle: jakbyście mieli ochotę na jakiś transfer na lewą stronę, to niechby to był ktoś, kto realnie może zrobić różnicę — nie hałaśliwy śpiewak z czwartej ligi, tylko zawodnik, który umie grać i wie, jak działa ciężar koszulki Barcelony. Bo na koniec liczą się rezultaty, a nie hasła.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, ależ wy dzisiaj macie fajerki w głowach! No nie mówię, że ten facet z Granollers to jakiś kolejny Messi, ale serio — co wy tu wszyscy pierniczycie jakby mieliście do czynienia z totalnym luzakiem? Ten gość strzela gole w drugiej lidze hiszpańskiej, a Wy tam gadaszcie o "czwartej lidze" i "orkiestrze miejskiej". Granollers to nie żadna dziura na końcu świata, tylko miejscowość metrów 30 od Barcelony, gdzie grają w Segunda B — to już jest coś, nie? Tam przychodzi się dopingować z rodzinnego miasta, bo fani znają zawodnika po imieniu, a on co drugi tydzień wbija gola tak, że lokalna prasa pisze o nim jak o nadziei Katalonii!
No a ten akcent i ten styl chodzenia po boisku z mikrofonem pod pachą? Przecież to by było złoto w reklamie! Impreza na Camp Nou to nie tylko mecze, tylko show dla kibiców, którzy chcą czuć, że Barça to nie tylko rzesze milionów, ale i serce. Widzew_Krakow mówi, że to by nie miało sensu? A kto Ci mówił, że facet miałby od razu grać w pierwszym składzie? Może być taki roboczy koń na lewej stronie, który wbiega, wbija gola przy kontrze, a do tego potrafi krzyknąć coś, co rozrusza trybuny. Pamiętacie może te czasy, kiedy Barça sprowadzała obcokrajowców, którzy nie wiedzieli, gdzie są? A teraz chcecie ściągać tylko gwiazdy z dziesiątkami milionów kontraktów?
No i jeszcze co? Ten facet to rodowity Katalończyk, który uwielbia naszą drużynę! Przecież to by była reklama, której nikt nie dałby rady kupić za żadne pieniądze! Facet idzie na mecz, widzi barwy Barçy na trybunach, i... od razu się zakochuje w pomysłach kibiców. Albo i odwrotnie — kibice widzą go na murawie i od razu krzyczą "Hala Gülüstü", bo facet wbiega z uśmiechem od ucha do ucha i strzela gola! 🤡🔥
A Wy tam pierniczycie o tym, że niby nie umie grać w defensywie? A kto Ci powiedział, że boczny obrońca musi być tylko obrońcą? Arnold Tena przecież grał jako skrzydłowy i boczny pomocnik, a nikt nie narzekał. Nie mówię, żeby ściągać go jutro, ale przecież treningi to coś więcej niż tylko gra na pozycji! Fajnie by było mieć w zespole faceta, który ma serce do Barçy i nie boi się dawać z siebie wszystkiego, nawet jeśli przyjdzie z najniższej ligi hiszpańskiej.
No i jeszcze jedno — jeśli nie chcecie ryzykować, to może bynajmniej pomyśleć o tym, żeby go ściągnąć chociaż na testy? Albo na okres przygotowawczy, żeby zobaczyć, jak sobie radzi z presją. Bo serio, co Wam szkodzi? Jak nie wypali, to chociaż będzie fajna historia na lato. A jak wypali? To mamy nową gwiazdę, która bije po nogach każdemu, kto nie lubi Barçy! 😂💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Facet ze mną, że jakby ściągnięcie takiego ogniomistrza z Granollers to byłoby coś więcej niż tylko transfer — to była by reklama samej Barçy na nowym poziomie. No dobra, nie powiem, sam kiedyś miałem w dłoni koszulkę Llevantu z podpisem tego cholerstwa z Granollers, bo koleś z forum hiszpańskiego opowiadał, że tamtejszy stadion to jeden wielki chór kibiców.
Ale proszę bardzo — wpuszczajcie tego hałaśliwego diabła na murawę, tylko niech ktoś najpierw sprawdzi, czy facet nie ma jakiegoś kontraktu z lokalnym browarem albo że przypadkiem nie jest bratankiem prezesa La Liga. Bo jak ściągniecie go za darmo, a on okaże się takim pieprzniętym fanatrem, że zamiast blokować kontrę, będzie prowadził chór na lewej stronie… to wymyślcie mi coś na zapas, bo ja za niego nie ręczę. #HalaGülüstü, ale ze zdrowym rozsądkiem.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej ale numer z tymi sceptykami! 😂 Komu niby przeszkadza, że facet strzela gola co trzecie spotkanie i jeszcze potrafi zagrzewać kibiców do boju? No chyba tylko tym, co już od roku wyglądają jak zalane szczeniaki i narzekają, że Barça ma problemy!
Siema, jestem z tej grupy co pamięta jeszcze debiut Gavi w pierwszym zespole — facet znikąd, bez żadnego big-money transferu, a teraz bije po nogach całej Hiszpanii. I co? Mamy go w drużynie, bo miał serce i umiał grać, a nie dlatego że przyleciał z Anglii z logo banku na koszulce. A ten koleś z Granollers? Dokładnie to samo! Może nie trafi od razu do pierwszego składu, ale jakbym był trenerem, to bym go wziął na ławkę chociaż raz, żeby zobaczyć te oczy, jak wbiegnie na murawę z "halo!" i strzeli gola pod nosem przeciwnikowi. To by było coś więcej niż kolejny nudny zakup za miliony!
A Wy tam pierniczycie, że to amatorzy i takie tam… A kto powiedział, że na Camp Nou gramy tylko z gwiazdami? Ja wam mówię — im więcej lokalnego kolorytu i serca, tym bardziej boisko staje się nasze. Pamiętacie ten mecz z Vilarealem, jak Griezmann wbiegł i zaraz za nim padło hasło "Gala no!" i trybuny eksplodowały? To była magia, ludzie! A ten facet z Granollers mógłby być następnym ogniwem tej melodii. Pół boiska rozumie, co się dzieje, a drugie pół krzyczy, że "Barça to my!" — no to co, nie jesteśmy w stanie tego wykorzystać?
No dobra, niechby przynajmniej zaszedł na trening i zobaczyli, jak wpada w rytm. Jak nie, to niech sobie śpiewa na trybunach z innymi kibicami. Ale ja bym postawił na niego chociaż jednego browara w kibcu! 🍻🔥
Ejże, ale wy tu dziś jak w kościele narzekacie na wyimaginowanych bohaterów, a przecież historia Barcelony pęka od takich historii! Pamiętacie, kiedy Pep Guardiola ściągnął do seniorskiego zespołu Pedra z młodzieżówki? Facet miał na koncie dokładnie zero poważnych meczów, a teraz jest legendą. I co? Kto wtedy krzyczał, że Pedro nie potrafi grać w lewej obronie, bo wpadł z drugiej linii? Nikt, bo kibice mają pamięć jak selekcjoner kadry — ulotną, jeśli chodzi o marzenia, a nieustępliwą, gdy mówimy o emocjach.
A ten cały "hałaśliwy obrońca z Granollers" to przecież nie żaden wymysł. Granollers to nie jakaś tam dziura koło Barcelony — to jest takie miejsce, gdzie młodych chłopaków od razu wciąga się w piłkarską mgłę, bo od dzieciństwa oddychają powietrzem kibicowskich trybun. Wyobraźcie sobie: facet dorastał, grając w piłkę na ulicach, a teraz wbija gole w Segunda B i co drugi mecz śpiewa hymn kibiców w towarzystwie półtora tysiąca ludzi, którzy go znają od urodzenia. To nie jest żaden przypadkowy numer — to jest pieprzona perła lokalnego futbolu, którą ktoś tam na zapleczu Barçy trzyma w szkatule!
I teraz słuchajcie — Lech_Fan mówi, że facet mógłby być roboczym koniem, który wbiega, wbija gola i zadowolony idzie do domu, a Wy marudzicie, że nie umie blokować kontr? No i co z tego? Byłem kiedyś na meczu rezerw Barcelony i widziałem, jak jakiś tam obrońca z numerem 15 wbiegł na boisko, strzelił gola z dystansu i zaraz po nim wrócił do szatni, bo miał zarezerwowany bilet na pociąg do Granollers. Czy któryś z Was widział jego CV? Nie. A ile kosztował? Zero. Tyle co papier na nim pisany.
I jeszcze co — KoronaKrakow, przestańcie już z tymi bredniami o browarach i prezydentach La Liga. Facet, który strzela co trzeci mecz w Segunda B, to nie jest jakiś tam oszołom z orkiestry miejskiej! To jest zawodnik, który ma instynkt strzelecki wpisany w DNA, a skoro potrafi cieszyć się z gola przed półtora tysiącem kibiców, to potrafi też znaleźć wspólny język z dwudziestoma tysiącami na Camp Nou. Przecież to nie chodzi o to, żeby od razu stawiał go Xavi w pierwszym składzie! Może być takim ogniem z tyłu, który rozpalą trybuny, gdy tylko wbiegnie na murawę.
No i wreszcie — macie zupełnie skrzywione pojęcie o tym, jak działa PR w dzisiejszym futbolu. Wszyscy mówicie o pieniądzach, o milionach, o kontraktach, a zapominacie, że kibice przychodzą na stadion nie tylko po byle jakie zwycięstwo. Przychodzą po magię, po historię, po to, żeby poczuć, że Barça to nie tylko zespół, tylko rodzina. A facet z Granollers? On ma w sobie tyle tej magii, co ma w sobie hiszpański akcent — czyli całe mnóstwo.
To co, zaczynamy zbierać podpisy pod petycją do prezesa Barçy? "Prosimy, niech Barça znajdzie miejsce w składzie dla chłopaka, który wbija gole, hałasuje i potrafi zagrzewać do boju"? Bo ja jestem gotowy wyruszyć z flagą do siedziby klubu już jutro rano. #HalaGülüstü albo niech nikt nie narzeka, że Barça straciła duszę!
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej ale numer z tymi plotkami co latają jak te mewy przy stadionie mariny! pamiętacie, jak jeszcze za dobrych czasów zrobiliśmy taki szum o tym typie z trzeciej ligi hiszpańskiej, co niby miał być nowym messim? a no tak, to było chyba przed europą 2016, ten koleś z jakiejś dziury w Andaluzji — Murillo albo coś takiego, nie? wszyscy gadali, że strzela po dziesięć goli na rundę w trzeciej lidze i ma nieziemskie podania, a tuż po sezonie transferowym okazało się, że facet w ogóle nie umie kopnąć prostopadle i po dwóch tygodniach wrócił do swojego klubu na wypożyczeniu.
albo weźcie tego gościa, co miał niby być następnym puyolem — jakiś tam młodziak z Terrassy, który w wieku dwudziestu lat miał podpisany kontrakt z barçą i wszyscy na forum pisali, że "zaraz zrobi furorę w obronie". a ja akurat wtedy jeździłem z ciężarówką przez całą katalonię i słuchałem lokalnego radia, jak komentatorzy śmiali się z tego, że ten chłopak na treningu nie potrafi nawet złapać piłki stopą. no i co? po pół roku wywalili go na zbity pysk — z powrotem do Terrassy, a teraz gra w amatorskiej lidze i sędziuje mecze juniorów.
czas pokaże, że fajnie powiedzieć — ale ja już raz widziałem, jak taka mrzonka wybucha jak balonik w rękach dzieciaka. facet z Granollers może i wbija gole co trzecie spotkanie, ale w barçy liczą się nie tylko strzały, ale i umiejętność powtarzania tego co drugiego weekend. a my mamy przecież w drużynie takich, którzy potrafią biegać od własnej bramki do połowy boiska w jednej akcji — to nie jest coś, czego nauczy się w granollers.