Mówimy o Bernabéu jak o drugim domu, ale co tam tak naprawdę pachnie – bułeczka z…
Ejże, wpadłem do szatni bo pomyślałem że może ktoś jeszcze czeka na niedzielę jak ja 😅 widzisz te wieści o rzutach karnych to się mięsień w sercu skurczył, żal mi tamtych tygrysów co piątką kawy się zasilają... ale wiadomo po chwili to luzik no ale no... chociaż Vinicius i tak by mnie postawił na nogi za tą swoją zwinnością 🔥
Myślicie że dzisiaj ta bułeczka z piekarni obok Bernabéu będzie pachnieć jutrzejszymi plackami czy tylko niedzielnym smrodem od przegranej? A może ktoś ma przeczucie że dzisiaj to bedzie ten specyficzny zapach świętego spokoju bo wiadomo co 💪😱
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
na rogu alkoholu i marzeń zawsze lepsza woń niż w zapleczu boiska ponoć, hehe 😄 ale serio – bułeczka to bułeczka, a my mamy swoje rytuały, które śmierdzą wygranymi o dekadę do tyłu zanim jeszcze vinicius zrobi pierwszy krok na murawę. pamiętam, jak za czasów raula w bramie knajpy obok stadionu smażyli takie chleby na ciepło, że można było je jeść prosto z papieru gazetowego, a dym z pieca mieszał się z zapachem wygranych w lidze mistrzów na ekranie starego tv w tle. dzisiaj to już nie to, ale jak przychodzi co do czego – ten zapach zza pleców, że niby nic, a jednak kibicuje się tak, jakby się wiedziało, że lada chwila padnie ten jeden gol, który zmieni wszystko. no chyba że w niedzielę padnie ten cholerny karny i znowu będziemy się obiecywać, że następnym razem to na 100% zagramy lepiej...
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A, no to ty zaraz o kawie z tygrysów, a ja tu sobie wczoraj na placu przed stadionem wpadłem na starucha, co niósł worek bułeczek i gada, że on te bułeczki wymienia na bilet wstępu do historii — raz pomógł kurierowi z paczką, raz posprzątał po meczu, raz podniósł spadochron z trybuny co komuś zleciał, a teraz ma darmowy wstęp do loży honorowej na każdy mecz 🥖⚽
No ale serio, dzisiaj to pachnie tak, jakby ktoś w piekarni obok Bernabéu zapomniał wyłączyć blachę i cała chata śmierdzi smalcem z niedzielnego obiadu wrealu — ale spokojnie, w niedzielę to my pierdzielimy tym karnych jakby to były precle w niedzielny poranek, hehe 🤣💥
Pogon_Fanatyk, trzymaj się, nie daj się zjeść tym zdenerwowaniu, przecież ten karny to nic innego jak normalna niedzielna robota, a my mamy w kieszeni feralny numer 7 co od 20 lat robi nam radość co niedzielę! 🎉
Memy to też analiza.
Ej no nareszcie ktoś pamiętał że ten karny to jak pić piwo z plastrami cebuli – śmierdzi wpierw, ale jak się połknę… ZERO stresu, bo jak mówi moja stara: "Vini już wdepnął butem w trawę przed tym boiskiem tyle razy, że na murawie zostały ślady szczęścia" 😤🔥
A te bułeczki… ja wiem że PPDA_naZimno to jeden wielki żart, ale serio – ten staruch z woreczkiem buł to chyba jeden z najlepszych sponsorów naszej drużyny… Wymieniać precle na bilety do historii?! No nareszcie ktoś wymyślił sposób na kibicowanie bez płacenia za żarcie po 20zł!! 😂🍞⚽
No ale spokojnie, niedziela nie ma szansy nas zaskoczyć – mamy przecież ten magiczny numer 10 co leczy wszystkie rzuty karne jednym machnięciem peleryny 😎💪 A jak nie… to chociaż będziemy mieli powód by znowu męczyć sie z kawą za 5ka na trybunach z tymi zapaleńcami z tygrysów xD
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no właśnie, wracam właśnie z piwnicy pod trybuną południową – tam ten zapach bułeczek jest jak najbardziej rzeczywisty, bo tam siedzi stary pan z piekarni przy alei chrobrego co od zawsze dostarcza towar przed meczami. wczoraj akurat miał worek ciepłych bułeczek jagodowych, a ja tak sobie myślałem że fajnie byłoby gdyby dziś rano ktoś zaniósł je do szatni tak jak za czasów zidana, kiedy to jeszcze pachniało smażoną cebulką w przerwie bo niektórzy faceci wolą coś na rozgrzewkę. ale dziś to jednak ten zapach świętego spokoju – bo jak nie będziemy mieli ferii, to przynajmniej kawy tej nie damy się zepsuć komuś innemu, no chyba że vini znów wbije tę swoją nogę do siatki i znowu wszyscy dostaniemy powód by wrócić do domu z uśmiechem… chociaż akurat tygrysi kolesie to pewnie i tak w niedzielę będą pić swoją piątą kawę i gadać że "my już wiemy jak to działa" 😉
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Dzisiaj akurat w tramwaju do pracy spotkałem faceta w szaliku Realu, co aż mnie zaskoczyło jak się wylewał na ławce wzdłuż okna... 😅 No dobra, może trochę przesadziłem, bo on bardziej chlipał w kubku z kawą niż wołał o bułeczkę, ale serio – czuć było ten zapach nostalgii z dawnego Bernabéu, że aż chciało się wyskoczyć na przystanku wcześniej i pognać pod stadion jak za czasów mojego pierwszego meczu z babcią.
A te bułeczki to fakt, że ciepłe, prosto z pieca to zawsze dobry początek niedzielnego dnia, ale ja wolę coś mocniejszego – raz jadłem z tym staruszkiem, co niósł worek, i on mi powiedział że najlepszy smak to ten z dodatkiem szczypiorku, kiedy akurat zapowiada się na mecz pod napięciem. No i wiesz co? Miał rację, bo od razu myśl o karnych zniknęła mi z głowy, a zostały tylko myśli o tym jak Vini wbija rzut karny z lewej nogi... 🔥
Chociaż dzisiaj to może niech komuś innemu się ta piątka kawy kończy, bo my wracamy do domu z buchtą bułek i uśmiechem na twarzy, nawet jakby ten karny miał być trudny! 😄
ejże, pachniecie tamtym smażonym boczkiem co go sprzedawał dziadek henio pod południową trybuną jeszcze w czasach, kiedy do szatni dochodziło się wcale nie tunelem pełnym marzeń, tylko tym wąskim korytarzykiem co śmierdział potem i starym lakierem… a za rogiem akurat ktoś smażył kiełbaski w chlebku, co to wiatr niósł ten zapach wprost na murawę – tak że już od pierwszego kroku wiedziało się, że dzisiaj będzie dobry mecz, bez względu na to co potem piszą w gazetach.
pamiętam jak któryś zresztą raz od szatni aż po lożę prezydencką powiało tym smrodkiem dobrego, tłustego jedzenia i stary zapach realu – aż ktoś zażartował że to nie duma pachnie, tylko solidna porcja kalorii, żeby potem na trybunie wytrzymać te dziewięćdziesiąt minut bez omdleń. no i faktycznie, tamten mecz przegrać nie mogliśmy, bo biedacy z tygrysów ledwo zipali od samego pędu do automatu z kawą.
a teraz o tym karnym… no wiadomo, że taki numer 7 kiedyś tam wejdzie w nogę, jak to on potrafi, i zrobi swoje – bo przecież nie po to nosi buty w tym samym kolorze co nasze serca przez tyle lat. ale jakby ktoś dzisiaj przyniósł tu te bułeczki z piekarni co za rogiem, niech ktoś wrzuci mi dwie – jedną dla mnie, drugą dla faceta co tu z tyłu gada o plackach… bo przecież dobry zapach to połowa szczęścia, a reszta niech biegnie normalnie 😄🔥
Akurat się wczoraj znowu zapomniałem, że nie ma wejścia przez ten tunel co śmierdział tym starym lakierem, bo odremontowali wszystko i teraz pachnie tylko nowością… no ale to i tak nic nie da przeciw zapachowi bułeczek co niesie się zza rogu na chodniku obok Bernabéu! 😋
Ja z kolei jak stałem niedawno pod bramą 7 (wiesz, tę co sławy Realu) to spotkałem takiego samego starucha co PPDA_naZimno, tylko on akurat miał zapasy precli z solą i gadał, że jak zaniesie je do szatni to za pół roku dostanie nie bilet do loży, tylko zaproszenie na spotkanie z legendami zespołu przy okazji jakiegoś wyjazdowego meczu… i wiesz co? Też mu uwierzyłem, bo niby dlaczego miałbym nie uwierzyć w coś co tak pachnie jak ciepły chleb ze szczypiorkiem podane wprost z pieca przed niedzielnym meczem?! 🥖⚽
No ale serio, ten zapach to taki nasz mały doping… chociaż w niedzielę to może jednak trochę kawy tej nie oberwiemy, bo tygrysy znowu będą chlać swoje piątki jakby to była woda mineralna 😤 A potem znowu będą gadać że „oni wiedzą jak to robić”, a my będziemy patrzeć na numer 7 co wbije gola i cieszyć się tak, jakby to był pierwszy raz…
Nowy tu, chłonę wiedzę.
no właśnie, kurde, tej niedzieli to ja też wsadziłem łeb do piekarni przy alei chrobrego, bo zapach taki szedł że aż mi się ślinka zebrała – stary pan akurat piekł te swoje jagodowe, gorące, i gada, że dziś rano zaniósł jeszcze ciepłą paczkę prosto pod szatnię, „żeby chłopcy mieli co w dłonie w przerwie”… i zaraz mi się przypomniał ten mecz z lat dziewięćdziesiątych, jak na trybunie południowej sprzedawano precle w chlebku posmarowanym masłem, a kibice gadali że to lepsze niż bilet na finał… no i wyszło, że mieli trochę racji, bo przecież nie sami cele karne żyjemy, tylko tymi małymi, ciepłymi rzeczami co pachną domem i pamiątką.
a ten rzut karny… no cóż, wiadomo, że numer 7 albo 10 albo kto tam jeszcze wpadnie tam z nogą i zrobi swoje, bo przecież ostatecznie to nie kawy z tygrysów decydują, tylko ta mała piłeczka co lata sobie po boisku i czasem wpada tam gdzie trzeba. ale że oni będą pić te swoje piątą? a niech sobie piją, my mamy w kieszeni te buty co już tyle razy wbijały gola, a za rogiem czeka ciepła bułeczka i kolejny mecz, w którym znowu będziemy pachnieć tymi drobnostkami co trzymają nas razem od lat – bo przecież, chłopaki, to nie wódka z tygrysów, to zapach realu, i tyle.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.