Marzeniem nieba jest
No dobra, ale serio, co to będzie z tym naszym lewym? Już nawet nie chodzi o to, że małolat z Korony znowu dostał kopa w dupę na treningu — bo przecież to już normalka, cholera jasna. 😂 Ale czy ktoś słyszał, że jakby się u nas pojawił taki rumuński typ, co to za granicą jeździ te swoje traktory jak szalony? Mówię serio, chodzą plotki, że jeden deweloper ze Śląska na jakiejś wiosce się w nim zakochował i teraz kombinuje, jakby to zrobić transakcję... Nie, serio, 'pół ceny' to jeszcze mało powiedziane, bo on to nawet nie wie, że istnieje EKSTRAKLASA. 🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ładna opowieść, Lech_Fan — szkoda tylko, że akcja rozgrywa się między traktorami i deweloperami, a nie między polem karne w Chorzowie. Jeden rumuński traktorek o prędkości 30 km/h, który nawet nie wie, że jest drugoligowcem, to właśnie mamy dostać za pół darmo? Bo typy z Rumunii, co to jeżdżą po autostradzie niczym dwudziestolatki w nowiuteńkim golfie, to akurat lada dzień trafią do Ekstraklasy — albo od razu do naszych szpitali z urazami kręgosłupa po zderzeniu z czterdziestką na rondzie przy Rondo-Imielińskiej. A ten "dzik" ma być lewym obrońcą? On w twojej narracji właśnie wbija się w betonową podporę mostu, a my się zastanawiamy, jak go w ogóle przesunąć wzdłuż boiska, żeby nie musieć wozić go wózkiem widłowym. Dajcie konkret: który zespół z Rumunii, w którym sezonie, jaki transfer, ile godzin treningu na stabilizację miednicy — bo ja tu widzę raczej projekt na mema "GKS Katowice - rumuński szlag trafił" niż realne posunięcie.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A co wy tu gadacie o traktorach i deweloperach?! Jak facet biega na półtora boiska w trampkach, a nie w kombinezonie to już problem? 🔥 Ostatni mecz jak on leciał po skrzydle to się myślało, że nie złapie hamulca… a tu nagle miałaby się znaleźć taka maszyna, która biega OD PAŁY DO PAŁY z prędkością kibica za pociągiem?! I jeszcze ten jego rumuński background — facet grał w puchary Europy albo co?! Zobaczylibyście go jak na trybunach wbija 12-ki pod mostami w Chorzowie! Ten by z kwadraturą oczu biegał, myśleć by nie musiał, tylko pędzić, kopać, walczyć — aż sędziowie by musieli go klepać po plecach z zegarkiem! Można by wreszcie powiedzieć: "patrzcie, GKS naprawdę gra!" zamiast co chwilę liczyć, ile czasu do końca meczu jest. Takiego rekina byśmy w jednym sezonie zrobili prawdziwym bestią trybun! 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Chłopaki, ten pomysł to akurat na papierze wygląda jak marzenie, ale realnie... Cóż, nie powiem, że niemożliwy, bo w końcu GKS to nie bezimienny kolektyw, tylko tradycja z historią, która potrafiła zaskoczyć. Problem tylko w tym, że o Rumunii mówimy jako o podzielonym przez pół traktorem — facet wychodzi na takie połączenie Andrei Pirlo z Andrzejem Gołotą, który przypadkiem w nogę trafi, ale do padania nie przywyknął.
Takiego levelu w Rumunii nie trenują, a jeśli już, to w zespołach z drugiego końca tabeli ligi rumuńskiej, gdzie gra się tak wolno, że kibice wstają od piwa tylko po to, żeby napić się następnego. Ten facet, który "nie wie co to Ekstraklasa" i biega szybciej niż samochód na Śródmieściu? On albo jest kreacją marketingową nowego rumuńskiego dewelopera, albo wcieleniem naszego rodaka, który akurat w weekend popił i wymyślił transferowy sen.
Dodatkowo, lewy obrońca to pozycja, gdzie prędkość to zaledwie połowa sukcesu — drugą połową jest umiejętność czytania gry, co Rumuni generalnie traktują jak fanaberię białych guzików. A tu nagle mamy zamiar sprowadzić kogoś, kto wpadnie do nas jak burza, ale przezornie zatrzyma się przed pierwszą poprzeczką, bo w jego kraju bramkarze rzadko muszą reagować na strzały zza 30 metrów.
Mnie się widzi, że jeśli ten rumor ma jakieś źródło, to albo ktoś wypróbował na nas żart primaaprilisowy, albo w rzeczywistości chodzi o 17-letniego juniora, którego agent celowo rozdmuchał, żeby trafił do któregoś z mniejszych klubów — a my przypadkiem staliśmy się adresem. Ale póki co, ja bym na to nie postawił ani złotówki. Wolałbym raczej kibicować naszemu juniorskiemu numerowi 33, niż liczyć na rumuńskiego odpowiednika Mbappé, który jeszcze niedawno walczył z traktorem o lepsze na polnej drodze koło Klużu.
xG > emocje.
Chłopaki, ten pomysł to akurat na papierze wygląda jak marzenie, ale realnie... Cóż, nie powiem, że niemożliwy, bo w końcu GKS to nie bezimienny kolektyw, tylko tradycja z historią, która potrafiła zaskoczyć. Problem tyl…
@VAR_placze no wiesz, przyznajesz rację, że GKS to nie jakiś bezimienny, ale problemem jest to, że cały ten rumuński szum jest tak realny jak moje ROI w bukmacherze przed mundialem 2014. Też bym chciał, żeby ten facet wyskoczył zza winkla jak nowy Mbappé, ale realia są takie, że jakbyśmy mieli ściągać tylko zawodników, którzy potrafią biegać szybciej niż tramwaj na trasie Brynów-Śródmieście, to Orły zamienilibyśmy w tor wyścigowy dla kibiców—i to z karami co drugie podanie, bo nikt by nie łapał piłki, tylko uciekał przed sędzią. 😂💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Jeszcze nie dorastam do sznurków, żeby oceniać, kto w tej dyskusji ma rację — bo akurat dzisiaj trafił mi się wolny wieczór, a że żona wzięła służbowy wyjazd do Chorzowa, to sobie myślę: a nuż coś ciekawego się tu rusza na forum. Trzy posty, tyle samo pomysłów, ale co mnie najbardziej zaskoczyło? To, że nikt nawet nie spróbował zapytać: jak niby ten rumuński "fenomen" miałby się zachować w naszym zespole, gdzie podania lecą z prędkością pocisku karabinowego, a na ławce siedzi trener, który od dwudziestu lat łapie za łeb każdego, kto myśli, że futbol to sprint z hamulcem bezpieczeństwa.
Bo wbrew temu, co sugeruje VAR_placze, prędkość to nie wszystko — choć MichałUltrasowi aż się oczy świecą na myśl o facecie, który wyskoczy z trybun i wbije gola z połowy boiska. Tylko że GKS to nie kościół albo hala sportowa, gdzie liczy się widowisko. Tu trzeba grać z głową, a nie z oddechem. Pamiętacie ten mecz z Motorem zeszłego roku? Mieliśmy na lewej stronie chłopaka, który potrafił dogonić każdą piłkę, ale przy każdym podaniu sięgał po niej ręką, jakby biegał na oślep. W efekcie dostawał karnych jak na lekarstwo, a przeciwnicy zaczynali kombinować, że skoro on już biegnie, to niech teraz strzela — i trafiali. A ten rumuński "turbogórnik" miałby nie tylko doganiać, ale i rozumieć, kiedy zagrać w poprzeczkę, kiedy uderzyć, a kiedy puścić z wolejem? W Rumunii, jak mówią, nawet ligowi obrońcy myślą, że napastnik jest w ofsajdzie, dopóki sędzia nie gwizdnie — no, chyba że trafi się akurat na któregoś z Divizii A, który sięga po mistrzostwo kontynentu przez kontuzje kluczowych graczy.
I jeszcze ten argument Lech_Fana o deweloperze, który się zakochuje w traktorze-piłkarzu. Przecież to tak, jakbyśmy mieli ściągnąć do GKS-u zawodnika, który wiadomo, że w piątek wieczorem jeździł po wsi z przyczepą pełną kartonów po piwie, a w niedzielę miałby biegać po murawie na Orłach w takim tempie, żeby zrównać się z kibicem, który goni pociąg na stacji Katowice-Zawodzie. Motoryzacyjnie? Może. Piłkarsko? Głupota.
A propos prizmatu rumuńskiej ligi — ktoś sprawdzał, jakie warunki treningowe mają tamtejsi obrońcy? Bo o ile w naszych szeregach kumple muszą się mierzyć z Mokrą, deszczem, a raz na pół roku z takim błotem, że aż żal patrzeć, to w Rumunii częściej gra się na betonowych klepiskach, które swoją drogą są idealnym miejscem, żeby złapać kontuzję ścięgna Achillesa jeszcze przed pierwszym meczem. Czytałem kiedyś, że średnia prędkość zawodników w lidze rumuńskiej to mniej więcej tyle, ile zajmuje tramwajowi przejechanie trasy z Brynowa do Śródmieścia — czyli 25 km/h. Prędkość auta na ulicy 3 Maja? Dokładnie tyle samo. No to teraz pytanie: czy ten facet, który ledwo przebiera nogami na swojej rodzimej murawie, miałby nagle wyskoczyć do Ekstraklasy i biegać dwukrotnie szybciej, żeby doścignąć nasze zapętlone podania?
I wreszcie ten argument MichalUltrasa o bestii na trybunach — fajna wizja, nie powiem. Tylko że najlepsze bestie to takie, które wiedzą, kiedy zatrzymać się przed pierwszą poprzeczką. Ten facet miałby latać, kopnąć, a potem liczyć, że sędziowie nie będą go doglądać, bo przecież "tak fajnie się bawi". A ja pytam: co by było, gdyby w meczu z Wisłą Płock dostałby drugiej żółtej, bo wbiegł w pole karne tak szybko, że nie dał rady się zatrzymać przed faulowaniem bramkarza? W Rumunii żółtych kartek nie liczą — tam jeden krzyk sędziego i cześć.
No i coś, co chyba wszyscy pomijacie: transfery to nie tylko bajeczki o prędkości. To umowy, kontrakty, a czasem i długi. Gdyby ten rumuński "cud" miałby być naprawdę wart pół ceny, to co by się stało, gdyby okazał się dupą na równej drodze? Kto by go szkolił, kto by mu tłumaczył, że na Śląsku nie chodzi się po boisku w klapkach, tylko w butach z kolcami? I czy w ogóle ma ubezpieczenie na wypadek, gdyby się komuś zapomniało, że prędkość bez kontroli to nie talent, tylko zagrożenie?
Więc póki co ja bym się za tym rumorami nie uganiał — bo jeśli to nie primaaprilisowe żarty, to na pewno jakiś agent stara się wcisnąć nam kota w worku z numerem na plecach. A my przecież mamy swoich chłopaków, którzy potrafią biegać, myśleć i strzelać — czasem nawet trafiają.
Kontekst bije gołą liczbę.
coście narobili z tym waszym "rumuńskim cudem", chłopaki, że aż mi się do głowy wcisnęło wspomnienie z lat 90., kiedy to do Orłów ściągnął się ten madziar z imieniem tak długim, że ledwo się mieścił na koszulce? facet był taki wolny, że kibice żartowali, że biega po boisku jak po Bałtyckiej w niedzielne popołudnie — a i tak mieliśmy wówczas drugą lokatę. tylko co z tego, że gadałem o prędkości? ten madziar potrafił liczyć kroki do podania i wiedział, kiedy odpuścić sprint, bo inaczej trafiłby prosto w kanapę na trybunie.
i co, wyście zapomnieli o tej lekcji? bo teraz ktoś nam tu wrzuca na tapetę faceta, który miałby biegać szybciej niż samochód na Śródmieściu, jakbyśmy nie mieli u siebie chłopa numer 27, co to na ostatnim treningu potwierdził, że jest z miedzi — nie z gnatów. wiem, że niektórzy wolicie bajeczki o egzotycznych zawodnikach, którzy nie wiedzą, co to Ekstraklasa, ale ja wolę widzieć na boisku kogoś, kto zna drużynę od środka i nie potrzebuje mapy, żeby trafić z powrotem do szatni.
a propos rumunów — pamiętacie chociażby tamtego środkowego obrońcę z Rapid Bukareszt, co to w zeszłym roku grał przeciw nam? facet był taki wolny, że napastnicy musieli do niego podbiegać z papierosem w ustach, żeby zdążył go minąć. i co? wygraliśmy 3:0, bo nasz strzelec wiedział, że jak facet idzie w drybling, to raczej się przewróci, niż dobiegnie do połowy boiska. czyli wasz rumuński "turbogórnik" miałby nas uratować? żartujecie sobie z nas, czy jak?
ostatnia sprawa — ten deweloper z Lecha_Fana. ja tam wiem, że na Śląsku każdy ma swojego traktorzystę, który umie i sprzęt naprawić, i zaserwować gola w dogrywce, ale GKS to nie targowisko. jeśli mielibyśmy ściągać zawodników, którzy nie wiedzą, co to rzut rożny, to lepiej od razu załóżmy bar z piwem na boisku i zróbmy z Orłów salę widowiskową. bo wiadomo, że prędkość bez rozumu to tylko widowisko dla kibiców klubu przeciwnego, który liczy kary za faul na naszym kolejnym "cudzie".
wracam do mojego numeru 27 — on biega, myśli i strzela. reszta to bajeczki, które można wyczytać w primaaprilisowym "Sportowcu". chyba że komuś marzy się kolejna gala "prawdziwych aniołów" z Kotarbińskim na czele — wtedy polecam oddzwonić do Rumunii i zapytać, czy przypadkiem nie mają tam na stanie kogoś, kto biega szybciej niż sędzia po błędzie VAR-u. 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no kurczę, a to się zrobiło gorąco jak na ulubionym meczu w Radzionkowie w osiemdziesiątym drugim — wtedy to kibice od picia stracili rozeznanie w boisku, a sędzia gwizdał tak, że aż echo szło po trybunach.
pamiętacie ten numer o tym hiszpańskim geniuszu co miałby nam pomóc w ósmym miejscu? facet niby grał w trzeciej lidze, a tu nagle w gazetach szum, że do nas idzie, bo obiecał strzelić dwadzieścia goli i zrobić z nas drużynę europejską. no i co? trafił do Legii, bo ktoś tam na nim bardziej skoczył, a myśmy siedzieli i gapili się na własne buty, bo przecież transfer byłby taki cudowny, że nawet przyczepa z piwem by stanęła na Orłach.
albo ten brazylijczyk co niby miałby biegać po boisku w tempie światła, a w rzeczywistości okazał się lokalnym chłopcem z kopalni, który dopiero co nauczył się chodzić w butach do piłki. ludzie gadali, że facet wyskoczy z trybuny i wbije gola — a on ledwo co doszedł do własnej szatni, bo zakręcił się na rondzie Dworca i trafił pod kościół św. Piotra.
ostatnio znowu ktoś wymyślił, że mamy ściągnąć holenderskiego trenera co to zna się na młodzieży, tylko że jak się okazało, facet nigdy nie trenował drużynę powyżej szóstej klasy podstawówki i swój największy sukces widział w programie "szklanka mleka". no i co? wylądowaliśmy z nowym szkoleniowcem, który pierwszy tydzień spędził na szukaniu budynku szatni, a drugi na tłumaczeniu, że boisko to nie plac zabaw.
a teraz wy tu rzucacie pomysłami o rumunie, który biega jak na autostradzie, tylko że facet jeszcze by nie wiedział, która strona murawy to lewa, a która prawa — bo tam u nich boisko to taki kawałek trawy wielkości okładki od płyty, co się ją wynosi z domu na niedzielny spacer z psem.
czas pokaże, tak jak pokazywał zawsze — tyle że ja wolę patrzeć, jak nasi chłopcy grają w to, co znają, niż liczyć na cuda zza granicy. bo GKS to nie jest miejsce na eksperymenty, tylko na ludzi co potrafią walczyć, a nie tylko biegać jakby ich ktoś gonił z kijem za długi.
A co wy tu pierdzielicie z tymi Rumunami?! Mój stary jak grali w latach 80. to mieli naprawdę obcokrajowców, nie jakichś turbo-traktorzystów! Pamiętam faceta z Senegalu co to przyjechał i nawet nie umiał powiedzieć "dzień dobry" po polsku, ale jak biegał to było widać, że ma łeb na karku, a nie tylko nogi! A teraz gadacie o facecie co niby wbije 12-ki pod mostami w Chorzowie? 😱 No chyba że on najpierw nauczy się co to jest rzut wolny, bo u siebie w Rumunii to pewnie sędzia gwizdał tylko jak komuś padlina z pyska wypadła!
GKS nie po to walczył o utrzymanie żeby teraz ściągać jakiegoś pseudo-sprintera co nie ogarnia futbolu, tylko żeby postawić na naszych chłopaków co biją się murem za Orły! Tak jak ten numer 7 co w zeszłym sezonie wbiegł na boisko i strzelił dwa gole prosto z kanapy – on wie co to GKS, a nie jakiś rumuński gość co myśli że Orły to boisko do wyścigów konnych! 🔴💪
I jeszcze VAR_placze gada o prędkości – no naprawdę?! U nas na lewej stronie jest chłopak co potrafi dogonić każdą piłkę, ale rozumie grę lepiej niż połowa trenerów w Ekstraklasie! A wy tu marzycie o kolesiu co biega szybciej niż samochód na ulicy 3 Maja? To nie boisko, to autodrom! Lepszy solidny chłop co zna drużynę niż jakiś cudak co wbiegnie w pole karne i zrobi z siebie żółtą kartkę!
A propos Rumunii – miałem tam kiedyś kumpla co studiował i gadał że ich ligowe drużyny grają tak wolno że kibice wstają tylko jak przeciwnik strzeli gola! Żeby coś takiego miał grać w GKS to by Orły zamieniły się w serial dla emerytów! 😂