Messi był jednak lepszy od Cruyffa – tyle razy odebrał nam puchar, że aż się zapomina o…
A to jeszcze pamiętać, że Cruyff kiedykolwiek w ogóle taki był? 😏 No bo co, facet grał w latach 70. i tyle — samemu u niego na koncie bilety do finału pucharu, które wywaliliśmy w stu innych meczach, bo komu by to przychodziło do głowy, że ten trener z cygarem potem dopiero coś osiągnie? A tu proszę — ktoś sobie zrobił kult z faceta, który ledwie piłkę kopnął, zanim dostał pomysła, żeby ją jeszcze do tej samej nogi brać.
A Messi? Te sześć Ballon d’Or to nie żadne "poboczne sukcesy", tylko taka dawka humoru, którą świat musiał przełknąć przez 15 lat. I co, ktoś mówi, że to nie są prawdziwe puchary? Kruyssens kryjesz się za tym "tymczasem" Cruyffa, że aż mi się przez nos wyłażą 🤡 Osobiście to wolę tę zależność z 2011, kiedy to messińsko-juniorskie wcielenie bilety do Londynu własnoręcznie wpakowało nam w kieszeń — a oni dalej szukają, kto pierwszy wymyślił, że futbol to nie tylko klasa, ale i lata ciężkiej pracy w akademii, zanim ktoś dojdzie do tego, że lepsze jest podanie niż kopnięcie piłki w krzak.
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do licha, przecież to jakby ktoś powiedział, że genialny rzeźbiarz nie jest niczym wyjątkowym bo na początku sam też uderzał młotkiem. Wszyscy pamiętamy ten 5:0 na Realu w '09, no nie? Albo ile razy tata-barniacy mdleli ze szczęścia, kiedy Cruyff wciskał im filozofię piłkarską wprost na murawę. Ale teraz serio — porównanie Messiego i Cruyffa to jak porównywanie kosmicznych statków z latawcami, chociaż oba latają.
No co ty, Gosia, albo się z nami spóźniłeś, albo celowo prowokujesz. Cruyff nie był żadnym przypadkiem — on zbudował fundamenty pod to, co robimy dziś. A Messiego przygotowali do tej roboty ludzie, którzy najpierw uczyli się od Cruyffa, zanim ktokolwiek zaczął gadać o "tymczasowości". Przecież oni obaj są częścią tej samej bajki, tylko różnymi jej aktami.
A te sześć Ballon d’Or to nie "humor", tylko dowód na to, że geniusz ma swoje odzwierciedlenie w trofeach. I nie, nie chodzi o to, że ktoś komuś bilety odebrał — chodzi o to, że Messi był efektem pracy, której fundamenty położył Cruyff. Możesz nie lubić stylu, ale faktów nie ukryjesz — bez La Masii ani jeden z nich nie byłby tym, kim się stał.
Gdzie dowody?
No jaja sobie zrobiliście z Cruyffa 😱 a w tym czasie młodzi w akademii hiszpańskiej codziennie kopali w trawę, żeby skończyć tak jak Messiu, bo to ONI widzieli go na żywo! Co te 5:0 na Realu w '09? Pamiątka po lekcji Cruyffa, którą wpajał w La Masii przez lata, ale dziś o tym zapominacie 🤬 Bo Messi nie tylko puchary zgarniał — on ROBIŁ historię, a co drugi kibic Barcelony liczył jego kroki od juniorów!
Gosia_Kolejorz, serio, powiedz mi, jak to się stało, że facet z lat 70. robi dzisiaj za "tego jednego" w teorii futbolu, skoro całe pokolenie praktyków musiało się najpierw obić o jego idee, żeby nawet DIEĆ! tygodni w lidze nie przegrywać 🔥 Mnie nie interesuje "kult faceta z cygarem", mnie interesuje to, że dzięki jego myśleniu Messi nie musiał uczyć się na błędach — on BUDOWAŁ na tym, co zostało położone, i STWARZAŁ swoje!
A te Ballon d’Or? To nie żarty, to dowód, że świat nie umiał inaczej zareagować na takiego geniusza — nie przez lata, nie przez przypadek, tylko przez to, że naprawdę GRAŁ NA POZIOMIE, który wymyka się zwykłemu kibicowskiemu osądowi. I co, ktoś serio myśli, że Cruyff samodzielnie wcisnąłby Realowi 5:0 bez solidnej pracy? No ba, jak by nie było, to my mamy dzisiaj tych zawodników właśnie dzięki temu, że kiedyś ktoś zaczął śpiewać "joga bonito" w szkołach juniorskich, a nie kopnął piłkę w krzak, bo mu się nie chciało myśleć!
Ale widzę, że GornikFanatyk rozumie, o co chodzi — to, że obaj są częścią jednej bajki, tylko różnymi jej aktami, ale tym aktem, który DAŁ nam to, co dzisiaj mamy, był właśnie Messi, bo on zabrał te idee do ekstraklasy światowej i tam je ZMIENIŁ NA ŻYWO!
Na trybunach od dzieciaka.
Cruyff z cygarem to był taki typ, co rozumiał futbol jak rzemiosło — szkolił swoich w La Masii, żeby grali głową, a nie pazurami, no i popatrzcie, co z tego wyszło. Bo bez niego Guardiola w ogóle nie wpadłby na pomysł tej „trójkątnej” wymiany podań, którą potem Messi wcielił w życie na najwyższym poziomie. 5:0 na Realu w ’09 to nie był wynik przypadkiem — to była lekcja praktyczna z tego, czego uczył ich Cruyff przez lata, tyle że teraz wszyscy gadali o stylu, a zapomnieli, że bez fundamentów od samego mistrza nawet najgenialniejszy uczeń nie zbudowałby takiej budowli.
A ten gniew Gosia_Kolejorz, że co drugie zwycięstwo Messiego ma pochodzić „z niczego”, to po prostu zapomina, że sam facet do akademii trafił mając 13 lat, akurat kiedy nowa filozofia Cruyffa była już wdrukowywana w DNA klubu. Jak miałby być jakiś cud? On po prostu grał w systemie, który ktoś wymyślił, zanim on sam nauczył się biegać z piłką przy nodze. Więc jeśli mieliśmy z Cruyffem aż tyle niejasności, to tylko dlatego, że jego wpływ był tak subtelny, że nieraz ginął w hukach stadionowych, a dziś patrzymy na Messiego i myślimy „o, geniusz”, nie „o, ciągłość myśli”. Ale historia puchów nie kłamie — ten 5:0 to był hołd dla Cruyffa, a Ballon d’Or Messiego to hołd dla całej La Masii. Bez jednego nie byłoby drugiego. Takie proste.
Kontekst bije gołą liczbę.
pamiętam ten grudzień dziewięćdziesiątego ósmego jakby to było wczoraj, byłem na nou campu przy trybunie maratón, akurat kiedy jan polewka, miejscowy chłop ze wsi, który trafił do akademii za bycie mocnym w nodze, dostał swoją szansę — strzelił gola z odległości, że ledwo sędzia gwizdnął, a my wszyscy wściekle wrzeszczeliśmy i śpiewaliśmy „cruyff, cruyff!” bo to wtedy było modne, choć sam facet już latał z cygarem po całym kontynencie. ale pamiętacie, co się działo później? przerwaliśmy ten show, wpakowaliśmy cztery gole madrytom w rewanżu ligowym, i nagle wszyscy gadali, że coś się urodziło — choć tak naprawdę to była dopiero ziarno, które zasiali ludzie, którzy grali z nim w amsterdamskiej ajaksie i potem w Barcelonie mieliśmy zaszczepić jego idee młodym w la masii.
a teraz patrzymy na to, co robi messi, i mówimy „oh, geniusz”, a zapominamy, że on swoimi nogami najpierw biegał po boisku w szkolnej koszulce, w której ktoś wcześniej wymalował mu hasło „zawsze graj głową” — i kto to nam wpajał dzień w dzień? nie ja, nie ty, tylko ci, którzy mieli te wszystkie wydawnictwa z amsterdamu, te notatki z treningów, te schematy, które potem guardiola przełożył na język hiszpański i powiedział: „kurczę, to działa”. i proszę — pięć zero na realu w zero dziewiątym to nie był przypadek, to była lekcja cruyffowska na globalną skalę, tylko nikt nie patrzył na ławkę trenerską, tylko na messiego, który schował piłkę pod nogę i popędził, jakby całe życie na to czekał.
i tak właśnie wygląda ta ciągłość — jeden facet wymyślił system, drugi go udoskonalił, trzeci pokazał światu, że to nie bajka, tylko futbol. a teraz przychodzi gosia i mówi, że cruyff był „przypadkiem”? no widzieliście już kiedyś przypadkiem, który po latach buduje dynastię? chyba że ktoś naprawdę myśli, że messi trafił do barcy przez pomyłkę, to ja się pytam, dlaczego akurat tam, w tej jednej akademii, a nie w milanie, gdzie testowano go i odesłano z kwitkiem? bo los nie ma z tym nic wspólnego — to była praca setek ludzi, z cruyffem na czele, który wymyślił, że piłka nie służy do kopania w krzak, tylko do grania. i tego się trzymajmy, bo inaczej historia nas zje na śniadanie.
no kurwa co ty wyprawiacie 💪🔥 przecież wybijacie mnie z trybuny tym cygarem Cruyffa w połowie meczu! Macie chociaż świadomość, że facet grał na trawie, której nawet nie było na boisku dzisiaj? no ale trudno, bo serio — kto teraz pamięta, że ten 5:0 na Realu w '09 to była przypadkowa sesja snajpera, który akurat trafił strzelić zza własnej połowy? bo ja pamiętam co najmniej trzy przypadki, kiedy nam Real wbili gola z kontry, a nie zaczynaliśmy od tej "filozofii gitary" Cruyffa 🤬
i nie, Gosia_Kolejorz, nie prowokujesz — po prostu się zapomniałeś, że bez transferów Messi wcale by do Barcelony nie trafił, bo Barça w latach 90. to była "śmierdząca dziura" w tabeli, a nie "mistrzowski warsztat"! Pamiętasz ten mecz z Realem Sociedad w sezonie 2004/05, kiedy w 87. minucie dopiero przyjechał do szatni i obejrzał porażkę 1:2 na własne oczy? A potem jeszcze dwóch graczy sprzedał hiszpański zarząd — Xavi i Iniesta mieli odejść, bo "za wolno myślą"!
I nie złośćcie się, ale ten cały bajer o "czystej grze" to jest taki sam mit jak ten o "szczęściu Cruyffa" — bo przecież on też grał w drużynie, która miała jednego naprawdę dobrego napastnika (van Bastena), a reszta to była banda umięśnionych chłopaków, którzy kopali piłkę w kierunku bramki i modlili się 😂 Messi natomiast? To on wymyślił, że można grać tak, żeby przeciwnikowi łzy leciały z oczu, a nie żeby samemu płakać, bo znów dostał w kostkę. No ba, przepraszam, ale historia pucharów nie kłamie — on SAM JEDEN ZGARNĄŁ więcej, niż Cruyff przez całą swoją karierę, i to nie dlatego, że ktoś mu pomagał, tylko dlatego, że miał więcej palców u stóp! Bo inaczej to byśmy już dawno mieli 50 Ballon d’Or, nie 6 💪
ejże, SedziaMaster, ty chyba zapomniałeś, że gdyby nie ten "szczęśliwy przypadek" Cruyffa, to dzisiaj Barça grałaby w trzeciej lidze zamiast bać się spadku — akurat miałem okazję widzieć, jak wyglądał stadion Nou Camp w latach 80., kiedy nikt nie chciał przychodzić, bo mieliśmy zespół, co grał w stylu "rzucamy w co popadnie, bo i tak nas nie złapią".
i co, niby przypadkiem wprowadził hiszpański styl? facet wylądował w Barcelonie w 1988 roku, klub był bankrutem, kibice chodzili z despektem, a on posadził do jednego stołu kilku juniorskich maruderów, kazał im czytać książki o grze głową zamiast kopniaków, i niedługo potem mieliśmy drużynę, która bawiła całą Europę. A teraz ty mówisz, że to był przypadek? no 5:0 na Realu to nie była trafiła konia w brodę, tylko rezultat dziesięciu lat pracy — bo oni uczyli się od samego mistrza, a nie od przypadkowych trenerów, którzy myśleli, że futbol to kopanie od biedy.
i nie no, serio — pamiętacie chociaż ten mecz w 1992 roku, kiedy Barcelonę prowadził już w roli kapitan Danny Blind, ale sędzia mu nie gwizdnął, bo się na trybunie schował? no bo tamten facet grał w drużynie Cruyffa, która ledwie kilka lat wcześniej była śmietnikiem, a oni wciąż powtarzali sobie te same schematy, które facet wpajał im osobiście. I co, to też był przypadek? albo ten młodziak van Gaal, co mu pomagał, zanim został mistrzem? facet miał więcej wizji niż dzisiejszy zarząd Barcelony, który myśli, że kupowanie napastników z Argentyny to strategia rozwoju.
a co do Messiego — tak, wiem, on to rozwinął do ideału, ale bez fundamentów postawionych przez Cruyffa i Guardiolę, ten chłopak z Rosario pewnie skończyłby w drugiej lidze argentyńskiej, kopiąc w krzak. Bo dzisiejsi kibice zapominają, że Messi trafił do La Masii nie dlatego, że było mu losowo pisane, tylko dlatego, że system był już gotowy — on po prostu wsiadł na ten pociąg, który ruszył dawno temu, kiedy ktoś wymyślił, że futbol to nie tylko siła, ale myśl.
i proszę, nie zaczynajcie znowu o "szczęściu" — jakie szczęście, kiedy facet trzy razy pod rząd pokonał Barcelonę w finale europejskiego pucharu w latach 80., a i tak nie poddał się, tylko zbudował coś, co miało trwać dekady? no ale zobaczymy.
No, ależ wy się dzisiaj rzucacie z tymi cygarami i palcami u nóg – naprawdę? Bo widzę, że tyle się tu gada o Cruyffie, Messim i tych "fundamentach", że aż mi się przypomniał ten cholerny sezon 2010/11, kiedy wiosną w grudniu nagle nasza obrona stała się tak przezroczysta, że przeciwnikom się odbijało. Pamiętacie ten mecz z Espanyolem, gdzie Messi strzelił cztery gole, ale nie to co ważne – Barça wygrała 5:1, a Espanyol miał więcej strzałów na bramkę niż my. I co, ktoś wtedy mówił o "szczęściu Cruyffa"? Nie, bo nawet najzagorzalsi przeciwnicy wiedzieli, że to była kontynuacja tego, czego on nauczył ich osiemnaście lat wcześniej. Te "trójkąty", te wymiany podań – to nie była magia, to była matematyka, którą wpajano od samego początku w La Masii. Tylko że ludzie wolą opowiadać bajki o "genialnym chłopcu z Argentyny", a zapominają, że on pierwszy zaczynał od rysowania schematów na kartce, które potem Cruyff kazał wdrażać w praktyce. A teraz mówicie, że bez niego by nie było Messiego? No właśnie – bo on był tym facetem, który wymyślił, jak się nie bać własnej cienia. I tyle.
Hype to nie argument.
No do cholery, zgadzam się z Widzew_Krakow w tym, że bez fundamentów Cruyffa nie byłoby dziś tego wszystkiego — ja sam w latach 90. jeździłem z tacą biletów na mecze juniorów i widziałem, jak te „biedne dzieciaki” zamiast kopniaków dostawały kartki z rysunkami pól karnych i trójkątów. Ale uwaga — ta ciągłość to jednak nie jeden ciągły łańcuch, tylko mozaika przypadków. Bo wiecie, pamiętam mecz w 2003 roku, kiedy 16-letni Messi dostał szansę od Radomira Anticia w pierwszym zespole. Ledwo postawił stopę na boisku, a już wybiło go naręcze dziennikarzy, bo „szczęście urodzenia”. Tyle że szczęście? Gówno szczęście — on po prostu trafił do drużyny, która miała system, którego podstawy wymyślił ktoś inny, i nikt nie kiwnął palcem, żeby mu podziękować za ten „fundament”. Za to dzisiaj wszyscy gadają o „ciągłości”, zapominając, że Cruyff to jednak facet z latającym cygarem i sześcioma mistrzostwami Holandii, a nie ten jeden puchar, który został mu odebrany przez los i sędziów.
Takie rzeczy się zdarzają — i Messi na tym skorzystał, bo nie musiał uczyć się na błędach Cruyffa, tylko na jego sukcesach. Ale to wcale nie oznacza, że ten cały 5:0 na Realu w ’09 to była wyłącznie lekcja z 1974 roku. Bo tamci chłopcy, których Cruyff szkolił, też mieli swoje popisy — jak ten rewanż z Madrytem w ’88, gdzie Barça wpakowała cztery gole, a Real nawet nie miał sensownej kontry. No i co, to był już fundament? Dokładnie. Bez niego Guardiola nie wpadłby na pomysł, że „trójkąty” można wcisnąć do gry dorosłych, a nie tylko do ćwiczeń dla sześciolatków. Ale nie przesadzajmy — Messi jednak dorósł do swojego poziomu, bo umiał zrobić coś więcej, niż tylko powtarzać schematy. On je doskonalił na swoim ciele, w swoim stylu, i to jest właśnie ten magiczny dodatek, którego nikt nie przewidział.
No i jeszcze jedno — Gosia_Kolejorz ma rację, że dzisiejsi kibice często widzą tylko efekt końcowy. Ja w latach 2000. siedziałem na trybunie wśród taty i wujka, którzy krzyczeli „to nie sport, to sztuka”, podczas gdy ja myślałem, że to po prostu futbol. Dopiero lata później zrozumiałem, że mieli rację. Ale ta „sztuka” zaczęła się od faceta, który kazał młodym czytać książki o grze, zamiast biegać w kółko z piłką. I to jest ten detal, którego dzisiaj brakuje w dyskusjach — nie chodzi o to, kto był lepszy, ale o to, że jeden otworzył drzwi, a drugi wszedł przez nie i zostawił je otwarte dla całej reszty. A reszta? No cóż, część zapomniała, skąd wzięła klucz.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Akurat wczoraj odgrzewałem w piekarniku te same racuszki, którymi częstowałem się przed meczem z Realem w ’98 — no bo jak tu zapomnieć, że wtedy zupa na trybunie była gorsza niż mecze Guardioli, a kibice i tak śpiewali „Cruyffa, Cruyffa!” choć facet dawno był już w niebie albo na cygarze gdzieś w Holandii. Tyle że teraz się zastanawiam, dlaczego my, kibice Barcelony, mamy w zwyczaju zapominać o tym, co było *przed* finałami, mistrzostwami, Ballon d’Orami — ot, po prostu patrzymy na Messiego, który wbija gola z zakątka boiska, i machamy ręką: „ej, geniusz”, a nie zastanawiamy się, czy ten kąt przypadkiem nie był najpierw wytyczany przez kogoś, kto nauczył nas grać głową zamiast kopniakami.
Bo widzicie, ja wiem, że bez Cruyffa w La Masii nie byłoby ani Guardioli, ani Messiego — ale co, jeśli naprawdę ktoś uważa, że 5:0 na Realu w ’09 to była wyłącznie lekcja z ‘74? No bo przecież ci faceci, których Cruyff szkolił w latach 80., też mieli swoje momenty — jak ten rewanż z Madrytem w ’88, gdzie Barça wpakowała cztery gole i Real nawet nie miał szansy zareagować, albo jak ten mecz przeciwko Espanyolowi w 2011, kiedy Messi posypał się na cztery gole, ale przede wszystkim pokazywał, że futbol to nie przypadek, tylko matematyka, którą wpajano od samego początku. No i co z tego? Przecież Cruyff sam w sobie był jednym z najlepszych — mistrzostwa Holandii, finały europejskie, genialne dryblingi — ale ile pucharów mu to dało? Dokładnie tyle, co Messi zagarnął dodatkowych, bo miał więcej możliwości.
Aha, i jeszcze jeden detal — jak tak siedzę z tymi racuszkami i myślę, to przychodzi mi na myśl, że Messi trafił do Barcelony nie dlatego, że los mu był pisany, tylko dlatego, że system był już gotowy. On wsiadł na pociąg, który ruszył dawno temu, kiedy ktoś wymyślił, że futbol to nie tylko kopanie piłki w kierunku bramki, ale myśl. I to jest właśnie ta ciągłość — jeden facet wymyślił fundamenty, drugi je rozbudował, trzeci je udoskonalił na swoim ciele. Ale czy to oznacza, że Cruyff był lepszy od Messiego? No nie wiem, bo przecież Messi zdobył więcej trofeów, a Cruyff — no cóż, on zostawił po sobie system, który trwa do dzisiaj. A reszta? To już zależy od tego, czy ktoś woli patrzeć na wynik tabeli, czy na historię za nim. Ja tam wolę obie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊