Motor Lublin w opałach – kto uwierzy w ten akurat transfer, skoro obrońca ligi ledwo zipie po 12
Słuchajcie, coś mi w krzaczek gada, że przy Motorze szykują się numerki — niby że "kontuzyjnym" piłkarzom z trzeciej ligi ślinią się gęby od kwot, co to normalnie by się z pucharem na bankiet weszli. A wiadomo, jak jest: 12. pozycja, ledwie zipie, to co tam bukmacher weźmie za kolejną "rewolucję"? No chyba, że ktoś liczy, że z Tyskiego lasu przyjdzie jakiś cud na patyku, co to jakieś 15 klocków w sezonie strzeli — ale tu akurat nawet CBA nie byłoby w stanie pomóc, hehe 💸
Motor Lublin Arena widziała lepsze czasy, no ale cóż — czasem kiełbasa myśli o wielkiej karierze, kiedy trafi do firmy z kiepskim stołówką. A wy co? Macie jakiś numer, który by was sami przekonał, żeby w to wrzucić, czy to tylko marzenia 17-latków po pucharze na Wesołej? 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
W Motorze Lublin to teraz chyba każdy kierowca TIR-a może być trenerem, skoro drużyna tak się kręci w tabeli jak winda w wieżowcu na ósme piętrze. Skąd niby te "numeryki" na horyzoncie, skoro ostatnie pięć meczów to tak naprawdę jeden strzał celny na dziesięć prób? Panowie z trzeciej ligi, co niby do nich tęsknią, pewnie nawet nie wiedzą, gdzie leży Lublin — a co dopiero, że mają grać za Motor w Ekstraklasie. I kto niby ma za nie płacić, skoro księga wieczysta klubu pewnie i tak pachnie pieczonymi orzechami przy stadionie? Źródło? A no to, co widać gołym okiem — tabela, formy, i cała reszta, która wkurza bardziej niż kibice po trzeciej kolejce bez wygranej. Albo się dowiedziecie, skąd te "plotki", albo idźcie dalej szukać cudu na targowisku koło Lublina.
Najpierw próba, potem wnioski.
No do cholery, ależ wam dzisiaj masakra w uszach gra! 🤬 Słuchajcie, jakiś tam Ktoś tam gada o "rewolucjach", a wam już na trybunach fobii brakuje, że ledwie zipiecie! Ależe spoko, niech was osobiście zaprowadzę na Motor Lublin Arena i popatrzcie sobie na te blade mordy, co to ledwo się ruszają, kiedy podanie idzie jak do mnie na 11.50 rano w dzień wyjazdu — PRZYJEŻDŻAĆ NIE NA CZAS! 🚛💨
Gdzie tu sensowny zakup?! A no BA SIEKOŃ CUBA WSZYSTKIM CHŁOPCOM 🔥 Ja bym najpierw wzmocnił obrone, co to jakby zrobili konkurs na "jak najwięcej kopniętych piłek za bramkę" — BRUTALNIE WIDAĆ, ŻE KIJEM BYŁO LEPIEJ TRAFIĆ NIŻ PIŁKĄ! 😱
A może jakiś napastnik co strzela... no chociażby raz na trzy mecze? Bo widzę, że ostatni gol był chyba w lutym, kiedy ktoś przypadkiem kopnął w kierunku bramki, a nie w przeciwnym — TO JUŻ CAŁY SEZON W TYM! 46 bramek straconych, a 46 zdobytych? To nie żart, to kryzys tożsamościowy klubu! 😂
No, ale dobra, niech się panowie śmieją z moich marzeń — ja tam wierzę, że kiedyś ten Motor znowu zakopie przeciwnika tak, że będzie miał ochotę zapisać się na kurs ratownictwa! 💪🔴 W końcu 1950 rok założenia, to co, będą latać w kosmos zamiast grać w piłkę?! Do roboty, Lubliniarze, bo za chwilę będą was wozić na trybuny niektórzy w... autokarze kibica! 🚌🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Przekładając to na język liczb, bo chyba nikt nie zaprzeczy, że akurat w tym sezonie Motorowi bardziej od kibiców brakuje wiary niż samej klasy – to te 46-53 w bramkach i ledwie dziesięć wygranych rzutów na dziesięć prób w ostatnich pięciu meczach robią robotę.
Ale skoro mielibyśmy gadać o "sensownych zakupach", to musiałbym się zabezpieczyć: mogę się mylić, ale raczej nie ma co liczyć na to, że do Lublina przyjdzie ktoś, kto w tej chwili jest zdolny w jednej rundzie strzelić 15 goli – bo takich w Ekstraklasie praktycznie nie ma, a ci co byli, to albo już wylecieli, albo szukają schronienia na zapleczu. Problem wcale nie leży w "rewolucjach" ani w "kontuzyjnych numerkach" z trzeciej ligi – tylko w tym, że obrona, która straciła aż 53 gole, musi być wzmocniona przez graczy, którzy potrafią w praktyce pokazać, że umieją nie przegrywać 1:0, 2:0, 3:0 na własnym podwórku.
A jeśli ktoś w to wierzy, że pewnego dnia trafi się taki perełkowy transfer, to polecam wrócić do faktów: zanim ktokolwiek otworzy portfel, najpierw Motor powinien zaprzestać kopania piłek za swoją bramkę – bo teraz, szczerze mówiąc, naprawdę wygląda to tak, jakby obrońcy mieli w butach wkładane sprężyny do nart 🎿, a nie stopy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No ale fart by się wreszcie uśmiechnął, gdyby jednak któryś z tych "wszystkim się śliniących" graczy trzecio-ligowych okazał się takim ukrytym diamentem — bo sam widziałem kiedyś w Zielonej Górze napastnika, który w sezonie 2021/22 strzelił 23 gole w trzydziestu meczach, a w Ekstraklasie nagle zrobił się taki... nieuchwytny. Tyle że ten facet miał za sobą dwa lata spędzone w Mezőkövesd, więc nie był żadnym amatorem z regionalnych boisk. Tu jednak, u nas, problem jest głębszy: nawet jakby ściągnąć drugiego napastnika co ma na koncie 10-12 trafień w lidze poniżej pierwszej, to co z tego, kiedy obrona ma seryjne problemy z rozegraniem podania, nie mówiąc już o tym, że każdy atak kończy się dokładnie tam, skąd wyszedł — a mianowicie przy środkowej linii? Bo ja wiem, nie? Widzieliście kiedyś mecz, gdzie Motorowi wyglądałoby, że ktoś potrafi zrobić jeden celny podanie od własnego pola karnego do pola karnego przeciwnika? Ja nie. A bez tego nawet najlepszy snajper będzie miał ręce pełne pracy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Wiem, że napinacie się na transferowe "rewolucje", ale pamiętajcie, że w tych opowiastkach najczęściej zapomina się o jednym — nawet jakby któryś z owych "kontuzyjnych" cudotwórców rzeczywiście istniał, to Motor aż prosi się o solidnego, doświadczonego defensorę, który nie będzie stał jak słup ogłoszeniowy przy każdym zagraniu. Braliście kiedyś pod uwagę, że teraz obrona Lublina ma średnią wieku, powiedzmy, młodszą niż moja studentka matematyki na pierwszym roku? A do tego jeszcze ten problem z rozegraniem — ostatni mecz wpadł mi przypadkiem w oczy, i to co widziałem na żywo (nie z drugiego ekranu) to było tak, jakby piłkarze myśleli, że grają w baseball: każda akcja wygasa przy własnej połowie, a do bramki przeciwnika dochodzi się tylko dzięki błędom rywali. No i jeszcze ta sprawa z kontuzjami — a co, niby zawodnicy z trzeciej ligi nagle będą mieli niezawodne kostki i nie połamią sobie nóg przy pierwszym wejściu na murawę, która wygląda jak pole po kopaniu ziemniaków?
A skąd w ogóle wziął się ten pomysł, że jakiś cudowny napastnik z trzeciej ligi potrafi zmienić zespół, który ledwie zipie w obronie? Ja w zeszłym roku siedziałem na trybunie Motoru w meczu z Radomiakiem — i co widziałem? Jeden z obrońców tak uparcie deptał własne nogi, że wyglądało to jak choreografia do teledysku "Strojenie kurczaków". Skoro samych siebie potrafią oszukać, to jaką mamy gwarancję, że ten napastnik z regionalnej ligi nagle trafi podania zza połowy boiska? Lepiej pomyślcie o kimś, kto w pierwszych trzech meczach nie straci pięciu bramek — bo teraz nawet jakby ściągnęli Messiego, to pierwszy gol padłby im samobójczym trafieniem. Pamiętam, jak kiedyś w Spale oglądałem juniorską drużynę, której trener kazał grać na pozycji libero zawodnikowi, który widział boisko po raz pierwszy od lewej strony — efekt? Trzy gole stracone w dziesięć minut. Tak samo jest w Motorze: nie chodzi o to, kogo ściągniecie, tylko o to, kogo posadzicie na ławce obok tego libero. Bo na koniec i tak stracicie, tylko szybciej.
Najpierw policz, potem się spieraj.
W Motorze Lublin widać problem nie tylko w tabeli, ale i na trybunach – ostatnio na Motor Lublin Arena zrobiło się tak cicho, że słychać było, jak zawodnicy kaszlą po rzucie autowym. Siedziałem tam tydzień temu przy wejściu C, od strony szkoły sportowej, i facet obok mnie zapytał swojego kumpla: "A to który numer to ten strzelec goli? Bo ja widzę tylko pięciu facetów z rozbieganymi oczami i jeden pomarańczowy dres z napisem 'Motor'". Szczegół? Goście w brązowych kurtkach, którzy normalnie krzyczą co drugie zagranie, teraz ustawili transparent z napisem "Wesołych Świąt" w połowie marca – i to bez ironii.
a pamiętacie ten transfer z dwutysięcznego roku, kiedy to do Lublina ściągnięto napastnika z Korony Kielce, co miał niby strzelać gola na godzinę? facet nazywał się chyba Jarosław Kamiński albo coś koło tego, i wszyscy gadali, że on to wreszcie rozrusza ten zespół. no i co? przyjechał, zagrał trzy mecze, strzelił zero, a wracał do Kielc na tapczanie kibica, bo trafił do zespołu, który ledwo zipiał w obronie – i nie, nie chodziło o to, że trafił w złą drużynę, tylko że kibice Korony mieli rację, kiedy krzyczeli, że facet umie tylko biegać w kółko jak niesforny pies na smyczy.
albo weźmy sprawę z osiemdziesiątego dziewiątego, kiedy to dyrektorowi sportowemu sugerowano ściągnięcie Pawła Jaskulskiego z Zagłębia Sosnowiec, bo przecież "klasy ma na piątkę". no ale pamiętacie, jak grał? jeden mecz, jeden rzut rożny, a potem usiadł na ławce i zajął się liczeniem, ile razy w tygodniu je obiad w stołówce klubu. za to zaoszczędzone pieniądze odkupiliśmy później od kieleckiego klubu drugoligowego obrońcę, co grał tak, że kibice wymyślali mu nowe ksywy co tydzień – od "Papa Smerf" po "Czterolistna koniczyna". czas pokaże, ale ja wiem jedno: kiedy obrona działa jak zapchana rynna, to nawet najdroższy napastnik z ligi światowej będzie wyglądał jak niedźwiedź na łyżwach.
i niech mnie szlag, ale jeszcze ten hype z szesnastu lat temu, kiedy to gadano o "reinkarnacji Andrzeja Juskowiaka" – no niby dopiero co skończył trzydzieści lat, a tu nagle miał być tym ratującym Motor ogniwem. kupił go zarząd, pojechał do pracy na Murawę, a facet w pierwszym meczu tak się zestresował, że sam sobie oddał gola autem z połowy boiska. koniec końców do dzisiaj pamiętają w Lublinie, jak "Jusiek" grał – i to nie dlatego, że strzelał gole, tylko że obronił je sam przed sobą.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽