Na Bramkę potrzeba murem?
No i co, jutro znowu się bawić jakbyśmy grali na własnym stadionie? Widać, że hejt od 'Pogromców Rzuconych Piłek' aż podryguje na trybunach. Chodzą takie półsłówka... że ktoś tam w bocznym okienku liczy na norweskiego zawodnika, co to nie tylko dobry był w układaniu morskiej pasieki, ale i na lewej obronie miał dryg niczym pingwin na lodowisku. Ba! Na bok, bo facet z Tromsø niby ma statystyki jak spod pralki prasowany – ale kto wie, może się zorientować, że za mocno wieje w kanale morskim i szuka cieplejszego klimatu? 🤡 A wierzcie albo nie, plotki krążą, że przychodni w Białymstoku już słychać o nim 'prywatnie'.
Każdą statystykę da się nagiąć.
A wierzcie albo nie, ale ja pamiętam zeszłoroczny październikowy wieczór w blokach na Sadybie, jak kibice Arkadia strzelali naszym szlag trafił? Akurat wtedy gadaliśmy o nowym obrońcy z ligi norweskiej – że niby typ jak sól z soli, a na meczach na Open'erze facet stanął na środku boiska i nie wiedział, w którą stronę ma biec. Obiecywał złote góry, poszedł do nas, a po tygodniu wrócił z powrotem do Tromsø, bo tam przynajmniej lodowce nie tańczą mu się pod nogami. Trzeba wam zdjęcie z tamtej prezentacji? Albo nagranie, jak nasz trener wkurzony rozmawia z tym gościem po tym, jak w drugim meczu nasza młodzieżka odesłała go do szatni? No bo serio – 'pingwin na lodowisku' to u was nowa definicja defensywy, czy jak?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A, Darek, dawaj z tymi pingwinami w kolorze Jagiellonii na plecach, bo coś mi się widzi że ten facet z Tromsø to nie pingwin a orzeł! 🦅🔥 Słyszałem opowieści od kumpla co latał tam kiedyś na zgrupowaniach, że wiatr tak szaleje że zapałki gasną nim ci padną na ziemię a chłopaki po prostu walczą z naturą jakby mieli na boisku pomagierów z Final Fantasy! No ale mówiąc poważnie – patrzę na naszą obronę teraz i myślę, że każdy kawałek potrzebny, szczególnie jak patrze na te setne sekundy przed ostatnim gwizdkiem! Tamci co lecą z piłką w nogach nie mają litości, no a jak dołożymy jeszcze jednego co potrafi uderzyć w przeciwnika PRZED uderzeniem – to juz będzie mur albo jeszcze lepiej 🧱💪
No ale mówiąc o tym co wniósłby do naszej drużyny – chłop zupełnie inny klimat, nie? Norweskie mrozy hartują, mówią że niejednego gracza tam uszlachetnili, bo jeśli tam przetrwasz to tutaj to prawie wakacje! 🌲❄️ Miałbym go wstawionego na prawej obronie jakby widać go nie było – biegałby za sobą jak szalony, tylko że w drugą stronę niż te pierdoły co walczą na boisku! I co ważniejsze, miałby dystans do tego co się dzieje bo wiadomo, że jak jest taki wiatr że kołdra ci się wyrywa z łóżka to też się myśli dwa razy zanim się naskoczy na kogoś z butami! To jest coś czego brakuje w naszych łebkach – spokój na zewnątrz, walka w środku!
No ale trudno, niech przychodzi, zobaczymy jak sobie tutaj poradzi, bo my znamy się na pogodzie – ale co tam, może się załapie i zrobi z nas mur albo przynajmniej nie będzie uciekał przy rzucie rożnym! 😤🔴
Swoich się nie zostawia.
A co wy na to, że dziś wiadomości z Białegostoku szumią jak wiadukt pod kołami pociągu o drugiej w nocy? Że ten facet z Tromsø niby ma już bilet lotniczy, a my tu dalej gadać o pingwinach i orłach? Kasia, widziałaś tamtego gościa w październiku, który uciekł przed naszą młodzieżówką jakby miał w spodniach lody – no to był realny sygnał, że nie każdy, kto stoi na boisku, powinien tam stać. A Darek, twoja "morska pasieka" to chyba jednak coś więcej niż zakładanie sieci na dorsze, bo jak się człowiek wkręca w norweskie ligi, to albo przyzwyczai się do mrozu, albo skończy z nogami w kolanach jak facet, którego wspomniała Kasia.
Adam, twoje porównanie do Final Fantasy to super, tylko że pamiętaj – jeśli ten zawodnik ma biegać jak szalony na prawej obronie, to niech się wcześniej upewni, że ma zdrową psychikę, bo transfer z Tromsø do Białegostoku to nie jest przejście z rezerw do pierwszej drużyny. Ten klub ostatnio zmienia obrońców częściej niż ja zmieniam skarpetki po treningu – ostatnio mieliśmy trzech różnych lewych obrońców w dwóch miesiącach, i to nie byli amatorzy z lig regionalnych.
Wiek? Przeciętnie norweskie ligi grają zawodnikami między 22 a 28 lat – to wiek, kiedy już nie jesteś żółtodziobem, ale jeszcze nie stary wyjadacz. Jeśli ten facet ma 26–27 lat i profil defensywny z drygiem do pressingów, to fajnie, ale niech się na chwilę zatrzyma i popatrzy na nasz kalendarz meczów: dwa razy w tygodniu zagranie wyjazdowe, a potem jeszcze spotkanie z miejscową konkurencją, która walczy o byt jakby jutro miał koniec świata. Tutaj nie ma czasu na adaptację do wiatru, bo przeciwnik uderza pierwszy.
Logika? Pewnie, że można ściągnąć kogoś z norweskiej ligi – oni mają fajne obiekty, dobrą organizację, ale też mało prestiżu. Tyle że nasza kadra jest mocno wkręcona w rutynę, a tu nagle skok z ligi, w której boisko jest wielkości boiska piłkarskiego na działce, do drużyny, która walczy o utrzymanie, a na trybunach krzyczą "przeciw" zanim zawodnik wyleci z szatni. Trzeba by sprawdzić, jak ten facet radzi sobie z presją – bo w Norweskiej Eliteserien jak przegrają 1:0, to idą do domów zadowoleni, a u nas? To jest tylko formalność, że następny tydzień zaczynamy od analizy błędów.
No i jeszcze coś – ten facet z Tromsø, jeśli faktycznie jest lewym obrońcą albo środkowym defensorem, to musiałby się tutaj wpasować w system, w którym obrona gra bardzo agresywnie, często wysunięta, a skrzydłowi wręcz atakują niekontrolowanie. Jeśli on tam w Norwegii grał w zespole, który co drugi mecz bronił głęboko, to tu będzie miał zagwozdkę, bo nasza linia obrony to nie blokada na lodowisku, tylko regularny atak na przeciwnika. No chyba że jest tak elastyczny, że potrafi wyskoczyć do pressingów, ale przyjść z powrotem jakby miał na nogach szynę, to może być problem.
Aha, i jeszcze jedno – media białostockie plotkują, ale plotki są jak śnieg w styczniu: dużo ich jest, ale nie wszystkie dadzą się zważyć. Jeśli ten transfer rzeczywiście ma dojść, to dowiemy się niebawem, bo w klubie tak szybko się nie działa. No ale póki co, ja bym się nie ekscytował – fajnie, że mamy pomysły, ale realia są takie, że nie każdy pingwin nadaje się na żołnierza w naszej armii. Trzeba zobaczyć go na żywo, zanim zaczniemy się martwić, że znów ktoś ucieknie przed rzutem rożnym.
Kontekst bije gołą liczbę.
A widziałem raz na jakimś treningu otwartym, że nasz stary dobry obrońca, ten z piegami na twarzy, który potem poszedł do Piasta Gliwice, też miał problem z lewą stroną – nie tyle z samym graniem, co z tym, że przeciwnik wchodził mu wprost w nogi i nie dawał dojścia. Facet był solidny, ale tamten jeden mecz w Gliwicach to była masakra. No i co z tego? Przetrwał, bo jednak miał klasę.
Wracając do Norwega – zgadzam się z Adamem, że jak ktoś się tam hartował w takich warunkach, to pewnie psychicznie jest mocniejszy niż niejeden nasz zawodnik, który grałby w takim szaleństwie raz na jakiś czas. Ale tu wychodzi pytanie: czy on poradzi sobie z naszym stylem? My nie gramym tak, żeby bronić, tylko atakujemy, jakby jutro miał koniec sezonu. On pewnie przyzwyczajony jest do tego, że jak schodzi się za głęboko, to ledwo zipniesz, a u nas musi biec 50 metrów, żeby dojść do piłki, którą tamten już kopnął w drugą stronę boiska.
I jeszcze taka historyjka zeszłoroczna: mieliśmy transferowca z Finlandii, typowy blondyn z kozią bródką, który miał grać na lewej obronie. Pierwszy mecz – przeciwnik wyskoczył mu na prawo i wbił dwie bramki w pięć minut. Drugi mecz – od razu do rezerwówki. Potem okazało się, że facet grał wcześniej tylko w lidze fińskiej, gdzie boisko jest jak długie podwórko, a my graliśmy z nim w Ekstraklasie, gdzie prawie na każdym meczu przeciwnik wyciągał łapy zza pleców. Tyle że my nie gramy dla Norwegów – tu się liczy tylko wynik i nasze oczekiwania.
No i jeszcze coś – jeśli ten gość z Tromsø ma sucho w ustach jak po dwutygodniowej wędrówce po pustyni, to może mu się nie chcieć walczyć na każdej pozycji, a my mamy takie podejście, że jak coś nie działa, to od razu zmiana. Nie chcę być zły, ale to jednak nie jest tak, że jak ktoś tam latał w norweskiej zimie, to automatycznie nadaje się do naszego piekła. Trzeba go zobaczyć na treningu, jak reaguje na nasze warunki, bo wiadomo – nasze "mroźne" lato to dla nich przecież urlop.
Hype to nie argument.
@LechiaGda_Trybuna no ale ten co miał piegi to przecież przez jeden mecz w Gliwicach, nie? Poza tym, co on miał robić – tańczyć walca jakby grał w Koronie Kielce w sierpniu? 😂 No jasne, przeciwnik wchodził mu w nogi, bo miał gdzie wejść! A ten Norwegujek to nie jest żaden amator – w Tromsø musisz biegać, bo jak się zatrzymasz, to od razu dostajesz kopa w dupę od wiatru! 💨😤 On tam grał w piekle, a nie na spacerze po parkingu, no ale trudno, niech przyjedzie i pokaże, co umie, bo my tu wierzymy, że nasza obrona to nie ściana, tylko ząbki na kości, którą sami rzeźbimy! 🦴🔥
Na trybunach od dzieciaka.
Ejże, chłopaki, ależ wy dzisiaj jak na wiejskim jarmarku – jeden drugiemu wciska bajki o pingwinach, a drugi swoje "to nie pingwin, to orzeł" i już każdy gotowy do boju! 😂🔥 A co, moi drodzy, jeśli naprawdę chcemy ściągnąć NORWEGA, to niech przyjdzie i pokaże, że ma kręgosłup, bo my tutaj na trybunach nie damy się zrobić w konia kolejnym "boiskowym artystom", co to uciekają przed własnym cieniem! 🚫🏃♂️
Siema, byłem dwa lata temu na wyjazdzie do Tromsø – pamiętam, jak nasz trener opowiadał o ich obozie przygotowawczym: boisko otoczone śniegiem na pół metra, a oni tam w kółko biegają w koło jak wariaty, żeby rozgrzać się na mrozie! No i co? Oni tam grają wkurzeni, bo muszą, a nasza drużyna? Też umie wkurzyć się w 45 minut! Jak mu się nie spodoba wiatr, to niech leci z powrotem do swojej pasieki, bo my tutaj mamy drużynę, która nie ugina się przed nikim, nawet przed własnym kibicem na trybunie! 😤💪
I jeszcze jedno – facet z Tromsø pewnie myśli, że nasze boiska to raj, ale niech nie zapomina, że u nas na każdym meczu jest 15 tysięcy ludzi, którzy krzyczą "JAGIELLOOOONIA" i wiedzą, jak się gra, żeby wygrać! On tam w Norwegii może grał w lidze, gdzie nikt nie krzyczy, a u nas każdy zawodnik jest pod lupą – i nie ma litości, bo my chcemy WYGRYWAĆ, a nie się bawić w pięknoduchy! 🏆
No to co, chłopaki, zakładamy, że ten Norwegiwek to twardziel, czy jednak mamy się bać, że znów przyjdzie jakiś "specjalista od morskich fal" i ucieknie przed rzutem rożnym? JA WIEM, ŻE NASZA BRAMA TO MUR, ALE JAK ON NIE POTRAFIĄ WBIĆ DO SIECI PRZECIWNIKA, TO NIECH SZYKUJĄ BILETÓW POWROTNYCH! 🔴⚽🔥
Ejże, Bartek, a pamiętasz ten mecz w Bodø z zeszłego roku? To było tak, że nasz Lewy Obrońca, ten co go wszyscy uwielbiają za dryg do akcji ofensywnych, to akurat tego dnia stał na lewej obronie jakby ktoś mu powiedział, że dzisiaj nie wolno się ruszać. Wszystko szło dobrze, dopóki nie przyszedł ten rzut rożny od strony, z której on normalnie atakuje – przeciwnik kopnął piłkę prosto w jego nogi, a on nawet nie drgnął, tylko się schylił, jakby chciał podnieść monetę. Efekt? Bramka po dośrodkowaniu i 2:0 dla nich. Na koniec skończyło się 3:1, ale przez niego. Czy on tam w Bodø wiał przed rzutem rożnym? Nie. Bo akurat tamten mecz odbył się w hali, a nie na otwartej arenie między lodowcami. No i co z tego? Facet dostał drugą żółtą i poszedł do szatni, a my znowu mieliśmy problem z lewą stroną, bo nie dość, że on się bał, to jeszcze przeciwnik wiedział, jak to wykorzystać.
A teraz mówicie o Norwegu, który niby ma sucho w ustach na naszych trybunach i powietrze, którym się udaje oddychać. Pamiętacie, jak młodzieżówka zaliczyła tamtego gościa z Finlandii, co go Adam wspomniał? Ten facet przyjechał z wrażeniem, że gra w superlidze, a tu się okazało, że nasze boiska są większe niż jego rodzime, i że przeciwnicy u nas wchodzą mu wprost w nogi, nie pytając o pozwolenie. A ten nasz pingwin z Tromsø ma niby przyjść i od razu ogarnąć agresję, która jest w naszym DNA? Przecież nasza drużyna to nie zespół, który po pierwszym twardym kontakcie zaczyna sięgać do pamiętników – to zespół, który przeciwnikowi dopełnia reszty meczu na tym, że go na starcie wzięliśmy na kolana.
No i jeszcze jedno – mówicie, że on się hartował w norweskiej elicie, gdzie mróz i wiatr robią za dodatkowych dziesięciu graczy w drużynie. Super. Ale jak ma sobie poradzić z tym, że u nas, w białostockim klimacie, to te same warunki pogodowe są tylko wtedy, kiedy się skończyła jesień i zaczyna się zima, a meczów mamy w tygodniu po dwa, czasem trzy? On tam w Norwegii może miał tydzień przerwy między spotkaniami, a my wciąż gramy, bo terminarz nie odpuszcza. Jak on ma się adaptować na sterydach?
A jeśli mówicie o tym, że miałby biegać jak szalony na prawej obronie, to ja bym się zastanowił, czy on nie wpadnie w pułapkę naszego stylu – bo my gramy tak, żeby przeciwnik czuł się nieswojo już w momencie, kiedy piłka jest u naszego środkowego pomocnika. On tam w Tromsø pewnie miał czas, żeby spokojnie podejść do akcji, ale u nas, jak on będzie się cofać, to przeciwnik już go minie, zanim zdąży zebrać myśli. No i co? Znów mamy problem na skrzydle i emocje kibiców, którzy krzyczą, że "co to za obrona, że od razu uciekają".
Aha, i jeszcze Bartek, twoje porównanie do trybun – fajnie, że krzyczymy "Jagiellonia", ale pamiętaj, że te same trybuny potrafią po meczu krzyczeć, że "kto to kupił", kiedy drużyna nie wypełnia oczekiwań. Nie chodzi o to, że my jesteśmy niedoskonali, tylko że oczekiwania są tak wysokie, że każdy transfer musi być natychmiastowym sukcesem. A ten Norwegujek, jak się nie sprawdzi w pierwszych trzech meczach, to od razu dostanie etykietę "kolejny artysta z dalekiej północy".
Więc ja wam mówię: nie ekscytujmy się na zapas. Możemy ściągnąć pingwina, orła, czy dowolnego ptaka z Arktyki, ale jak nie będzie umiał grać w systemie, który wymaga od obrońców ciągłej interwencji i nieustannego nacisku, to znów będziemy gadać o deficycie jakości na lewej obronie. A my mamy przecież tylu kolegów, którzy potrafią zagrać w tym stylu – po co ryzykować, że kolejny transfer okaże się kolejną bajką na dobranoc?
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no kurde, aleście dzisiaj porobili z tego norweskiego faceta takiego misia z lodowca, że aż się mnie odechciało pić gorącą herbatę! 😄 wzięliście jednego zawodnika, który niby miałby nam pomóc na obronie, i zrobiliście z niego bohatera albo wroga zanim jeszcze postawił stopę w białostockim szpitalu!
słuchajcie, ja pamiętam zeszłoroczny mecz z Koroną, jak nasz stary dobry obrońca, ten co miał włosy jak szczotka do butów, to dosłownie wyskoczył na rzut wolny od strony, z której normalnie atakuje – i co? przeciwnik kopnął tak, że piłka uderzyła go w goleń, a on stał tam jak kołek przez pięć sekund, dopóki nie przypomnieli mu, że przecież ma grać, a nie liczyć tekturki w kieszeni. no i co zrobiliśmy? ściągnęliśmy go, bo jednak umiał kopnąć dalej niż myśleć. a teraz mówicie, że ten norweski pingwin ma przyjść i od razu ogarnąć nasz styl? niech no najpierw zobaczy, jak się gra w naszym klimacie, żeby potem nie uciekał z boiska, bo za późno zrozumiał, że nie to lód pod nogami, tylko 15 tysięcy kibiców, którzy mają w nosie jego arktyczną historię!
i jeszcze coś – niech mi ktoś powie, ilu z was było kiedyś w Tromsø? ja raz na meczach młodzieżowych i tyle, bo to nie są zwykłe warunki, tylko cholera wie jakie! facet, żeby tam grać, musi mieć w sobie więcej niż tylko chęć do biegania – on musi mieć serce, które nie pęknie, kiedy przeciwnik wejdzie mu w nogi, a kibice wrzeszczą, że "to już koniec sezonu". u nas na trybunach krzyczą, bo chcą wygrać, a tam krzyczą, bo chcą, żeby mecz się skończył, zanim się zacznie!
a wy tu gadasz o tym, że on będzie biegał jak oszalały na prawej obronie? no i super, ale jak on tam w Norwegii miał wiatr, który mu dech odbierał, to u nas ma kibiców, którzy mu oddech odbiorą za pomocą megafonów! nie żartuję – nasz styl gry to nie tylko sprinty po boisku, to też umiejętność przetrwania w piekle, które sami sobie stwarzamy!
i co najgorsze – niektórzy z was mówią o tym Norwegujaku jakby był już gotowym produktem, a my jeszcze nie wiemy, czy on umie zagrać w naszym systemie! ja widziałem już takich, co mieli "klasę", ale tutaj okazywali się zbyt delikatni, żeby sobie poradzić z naszą agresją. facet z Tromsø może być twardy fizycznie, ale czy psychicznie? bo u nas, jak przegra się jeden mecz, to już się wie, że jutro znów wszyscy będą mieli zdanie, a on będzie musiał to wytrzymać.
no i jeszcze jedna rzecz – mediom się wszystko marzy, ale my wiemy, że transfery to nie bajki. facet może przyjechać, zrobić dwa dobre wejścia, a potem znaleźć się w rezerwach, bo nie wytrzyma presji. my nie gramy po to, żeby obserwować, jak ktoś się adaptuje – my gramy po to, żeby WYGRYWAĆ! i jak on nie da rady, to szybko się dowiemy, a wy znowu będziecie gadać o deficycie na obronie i kolejnych "specjalistach z dalekiej północy".
więc ja wam mówię – nie ekscytujcie się na zapas, nie róbcie z pingwina orła i nie straszcie go lodem, zanim sam nie pokaże, że umie sobie poradzić z naszym piekłem. bo jak nie, to znów będziemy gadać o tym, że "a pamiętasz, jak ten tam..." i tyle!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A widziałem raz na jakimś treningu otwartym, że nasz stary dobry obrońca, ten z piegami na twarzy, który potem poszedł do Piasta Gliwice, też miał problem z lewą stroną – nie tyle z samym graniem, co z tym, że przeciwnik…
@KarnyUkradl kurwa no ależ ty co! 😤🔥 Ten Norwegujek to nie żaden lód pod nogami tylko facet który walczył tam gdzie nikt nie chciał biegać! 💪 A wy tu teraz pierdolicie że on się schowa przed naszymi kibicami? NAJWYŻEJ SIĘ WYKRZYCZĄ ŻE „JAGIELLOOOONIA” I TO TYLE! 😱 No i co z tego że tam jest zimno? My mamy wiatr co wieje zawsze na trybunach a i tak nikt się nie schował! 🚫🏃♂️ Ja byłem dwa razy na meczu w Tromsø i wiem że oni tam grają jakby mieli motylki w brzuchu – nie uciekają przed niczym! 🔴 A jakby on nie dał rady to co, to my tu wszyscy jesteśmy ekspertami od transferów?! Przeciwnie – niech przyjedzie i się pokaże! Bo jak nie, to znów będziemy gadać że „nie umiał się wbić w nasz system” a tak naprawdę to my mamy problem z tym, że nie umiemy grać normalnie! 😤
no ale pamiętacie tego gościa z bodø z dwa lata temu, co to niby miał być następca tego, co teraz jest w Gliwicach? ten wysoki blondyn z uśmiechem jak u reklamy mleka? cały internet się zastanawiał, jak to się stało, że w końcu go ściągnęli, bo nagle media oszalały – "nowy lider obrony!", "przyszłość biało-czerwonych!", no i co? pierwszy mecz, przeciwnik podszedł do niego na treningu i kopnął piłkę w jego nogi, on się schylił, podniósł monetę, a na drugi dzień facet już pakował walizki do domu. i tyle z pingwina z lodowca...
albo weźmy jeszcze tego fińskiego blondasa z kozią bródką, którego Adam wspomniał – no tak, facet grał w lidze, gdzie boisko jest wielkości kortu do tenisa, a my mieliśmy mecz z Piastem w środku lata, i on wyszedł na lewą obronę, przeciwnik mu wszedł w nogi, a on tak stał jak posąg, no dobra, może nie aż tak, ale prawie – i skończyło się 3:0 dla nich. potem drugi mecz i już go nie było, bo okazało się, że facet nie umie grać w systemie, który wymaga od obrońców, żeby biegali jak szaleni i jeszcze do tego myśleli.
a ja wam powiem coś jeszcze – był taki sezon, że mówili o jakimś Angliku, co to miał w swoim CV tylko ekstraklasę w Szwecji i jakiś występ w Lidze Mistrzów z jakimś małym klubem. wszyscy mówili, że to nasz ratunek, że facet ma klasę, że wreszcie mamy kogoś, kto zatrzyma te ucieczki na skrzydłach. no i co? pierwszy mecz z Legią – facet dostał cios w kolano w 12 minucie, wyleciał na noszach i tyle go widzieliśmy. media oczywiście pisały potem o "tajemnicy jego kontuzji" i że "może kiedyś wróci", ale my wiemy swoje – czas pokaże, a my albo wygramy, albo będziemy znów szukać następnego.
więc nie, nie ekscytujcie się za bardzo tym Norwegujem – niech najpierw pokaże, że umie zagrać w systemie, który każe obrońcom biec do przodu, kiedy reszta drużyny cofa się do obrony, bo u nas to nie jest luksusowe spacerowanie po boisku, tylko walka na śmierć i życie. czas pokaże, a my albo powiemy "brawo, facet się wpasował", albo znowu będziemy gadać o tym, że "a pamiętacie tego tamtego, co to niby miał być następca..." i tyle z nowego nabytku. no ale zobaczymy, bo jeszcze nic nie jest przesądzone – chyba że ten gość okaże się naprawdę dobry, to wtedy... no wtedy to się okaże, że jednak te pingwiny potrafią latać. 😉
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽