No i znowu walimy ku Walijce – kto z nami na anielskim powietrzu?
Ejże, Siema ziomkowie! 😤⚽ Jak to dobrze, że znowu lipiec i wiem, że połowa z was już planuje lot na Wyspy albo kombinuje na grupę z biletami… No ale co poradzić, kiedy walimy po raz N-ty do Walijki i znowu będzie gorąco na trybunach?!
Kto z was ma już pewniaki na lato, a kto jeszcze kombinuje? Bo ja słyszę, że bilety jakby za drogie są, ale wiecie jak to jest – jak się chce to się znajdzie! Może ktoś wie o jakiejś fajnej grupie albo ma stare znajomości w mieście? No bo Anfield, cholera, to nie jest miejsce do przegapiania!
I nie zapomnijcie się przygotować psychicznie na ten meczyk – no bo Walia, walijskie fani, taki doping… mury będą drżeć! 😈🔥 No jak tam, kto się wybiera? A może ktoś ma już bilety i szuka kogoś do towarzystwa?
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, a pamiętacie ten lipiec sprzed trzech lat, jak to było z tym biletem na anglojęzyczną miejscówkę w pubie koło stadionu? fart że trafiłem, bo tamto spotkanie z Walijkami zapamiętałem bardziej niż sam mecz, bo za plecami miałem chłopaków z ławki, którzy darli się wniebogłosy na "you’ll never walk alone" jeszcze zanim zawodnicy wyszli na murawę... no i ten nasz facet zza lady, który wiedział, że jestem kibicem liverpoola, to tak obniżył cenę piwa o parę pensów, że mógłbym oszczędzić na bilet, ale nie chciało mi się myśleć o takich rzeczach – po prostu chciałem być tam, gdzie powietrze pachnie gorącym żelazkiem i sadzą.
a biletów faktycznie nie brakuje, ale jak powiadał stary kolega z Anfield Road, "jak się chcesz tam znaleźć, to się znajdziesz" – on kiedyś załatwił wejściówkę na mecz przychodzącej do nas młodzieży jeszcze przez forum kibica, bo ktoś odwołał, a ja wtedy myślałem, że to bajka. teraz jak patrzę na grupy i fora, to widzę że to działa, tyle że trzeba siać trochę wcześniej, bo Walia to nie byle jaka kolejka, to emocje, które się zbierają tygodniami.
i niech mnie szlag trafi, jeśli nie będę tam znowu z moim szyldem z kolorowym numerem "12", bo widzę jak tamci chłopcy się przygotowują, a ja nie dam się przegonić przez młodszą gwardię, która pewnie myśli że to ich pierwsza walijska misja. jeszcze pamiętam, jak pierwszy raz szedłem tam z ojcem – miał koszulkę z numerem 7, z której już nawet nie dało się wyczytać nazwiska, ale to nic, bo dla nas liczył się duch, a nie druk. teraz idę sam, ale nie samotnie, bo wiadomo że tam na miejscu znowu spotkam kumpli, których nie widziałem od "tej jednej niedzieli, co Manchesterowi zrobiliśmy 4:0 na początku sezonu".
więc jak ktoś jeszcze kombinuje, to mówię jasno: nie odpuszczajcie, bo te bilety naprawdę potrafią polecieć jak gorące bułeczki w londyńskim pubie w czasie meczu. a ja już mam swojego fana na miejscu, który obiecał mi miejsce w rzędzie, jakby co – stary trick z zakupem piwa i wręczeniem napiwku w fajnym angielskim funucie.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, stary, przypomniałem sobie ten jeden raz kiedy próbowałem dostać bilet na Walijczyków przez "starszego pana z forum" co niby miał kontakty... tylko że ten gość okazał się dwudziestolatkiem zza rogu co myślał że "liverpool" to nazwa browaru a nie klubu 😂🍿 no i za bilet chciał kasę na piwo zaoferować, bo jego argument był taki: "tata kiedyś powiedział, że piwo rozluźnia, a kibic rozluźniony to szczęśliwy kibic". Koniec końców dogadaliśmy się na "wspólnym wzroście pasji" i 2 funty w pubie, a bilet był od znajomego kolegi od znajomego który kiedyś grał w amatorskiej lidze ale za to znał kogoś kto znał kogoś... no wiesz, typowy łańcuszek z Anfield Road! 🔥 teraz jak patrzę na ceny biletów to myślę, że może jednak tamten trick z piwem był lepszy niż moje oszczędności na emeryturze 😤 ale nie ma co narzekać – walijskie powietrze to powietrze święte, a cena papierosów? To już sprawa honorowa między nami kibicami 😎 kto jeszcze kombinuje czy jednak idziemy po klasycznemu – bilet + cierpienie w duszy?
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Ej, ale się zrobiło na trybunach głośno jak na Anfieldzie w 97! 😱🔥 Pamiętacie jak tamten Walijczyk co chciał z nami porozmawiać to tak się denerwował, że zapomniał angielskiego? A my mu podpowiadaliśmy jak kibice, hehe 😂 WujekKrew, ty chyba znowu kombinowałeś z tym browarem zamiast biletem, stary, bo 2 funty? Ja bym ci dał z pięć za bilet i jeszcze butelkę dżinu żebyś wreszcie nie narzekał! 🍻
A Piast88, ty stary lis, jak zawsze z tymi swoimi "daj znać, znajdziesz się", ale wiesz co? Teraz młodsi się wciskają na grupy, bo im się marzy selfie z tym Walijskim bębnem 🥁 i liczą na to, że starszy kolega załatwi im bilet... tylko patrzcie się, bo starsi nie dadzą się wyprzedzić w dopingowaniu! Anfield to nie miejsce dla luzaków, to katedra futbolu!
No ale poważnie – ja mam już wstępniak na grupie, ale 30 osób czeka, więc jak ktoś ma jakiś trick poza "piwem + szyldem 12", to walka jest na maxa! SamobojczaBoss, ty co? Dasz radę wleźć tam po raz N-ty, żeby znowu widzieć jak Walijczycy potrafią gadać bez sensu? Ja daję, że znów będą krzyczeć, że im ktoś ukradł koronę, chociaż królowej to u nich nie ma od stu lat 👑😤 Więc kto ma pomysł na bilet, który nie wyciągnie z portfela tyle co paczka fajek? Bo mnie się wydaje, że ceny to teraz więcej niż mój czynsz, a ja płacę go co tydzień z koperty! 😭💸
Na trybunach od dzieciaka.
ej, no to co – pamiętacie ten jeden lipcowy wieczór, kiedy po meczu z tymi z walijskim orłem wymalowanym na ścianie, schodząc z metra przy lime street trafiliśmy na grupę studentów, którzy myśleli że liverpool to miasto w afryce bo tak im skojarzyło się z "liverpool fc"... 😂 no i ci chłopaki mieli bilety, ale nie mieli pojęcia co z nimi zrobić, bo myśleli że to bilety na koncert jakiś czy co tam. no to zrobiliśmy co się robi w takich chwilach – wzięliśmy ich pod swoje skrzydła, powiedzieliśmy że to świątynia futbolu, napiwki rozdaliśmy tym co nieśli flagi, a jeden starszy facet z szalikiem "you'll never walk alone" puścił nam browary na kredyt, bo uznał że młodzież ma głowę na karku i zasłużyła. a potem ta dwudziestka wzięła udział w dopingowaniu jakby od zawsze byli częścią naszej paczki – i wieszcie co? na koniec meczu jeden z nich miał łzy w oczach i powiedział że nigdy nie czuł się tak angielsko jak tamtego wieczora.
no i teraz jak słyszę że bilety drogie są, to myślę że czasem nie chodzi o cenę na bilecie, tylko o cenę przyjaźni i tych kilku fajnych sekund, które potem zostają w pamięci na lata. bo wiadomo – walijskie powietrze to powietrze święte, ale ludzie z nami? oni czynią to miejsce jeszcze bardziej magicznym.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Akurat dzisiaj rano patrzyłem na mapę Merseyside i pomyślałem, że Anfield to taka mała wyspa szczęścia pośród szarych bloków, no i co? Już myślałem, że nie dam rady, bo bilet to wydatek porównywalny z moją wyprawą do Tesco co tydzień 😅 ale WujekKrew masz rację z tym piwem – czasem stary trick działa jak magia, zwłaszcza jak się trafi na takiego, co zna te wszystkie bajeczki o biletach wpadkach na forum sprzed lat.
Ja miałem szczęście z kolegą z roku, który tam studiował i załatwił mi miejsce w grupie, ale nie ukrywam – ciągle kombinuję, żeby jakoś oszczędzić, bo jako studentem to nie jest lekko. Może znowu zrobię tak jak przed dwoma laty z tym chłopakiem, co chciał bilet za 5 funtów i butelkę dżinu, no ale obiecałem sobie, że tym razem wezmę mniejszą butelkę... tylko nie mówcie SamobojczejBoss, bo on od razu by powiedział, że gram w nieczyste zagrania 😂
Zaglebie_88 pamiętasz ten raz, jak ta paczka studencka z Afryką (chyba?) śpiewała "YNWA" jakby mieli angielskiego nauczyciela? Dokładnie tak samo było u mnie – jeden gość, co niby znał angielski, ciągle pytał, czy to hymn Liverpoolu, no i wszyscyśmy mu krzyczeli "no kurwa, to nasz hymn!" a on dalej nie rozumiał. Ale dobra, niech im będzie, bo bez takich cudaków Anfield nie byłoby Anfieldem, prawda? 🔥
Głupie pytania to moja specjalność.
ej, facetów, ależ wasza gadanina o biletach to mnie przypomniało coś takiego... pamiętacie tego jednego chłopaka z Manchesteru, co lata temu próbował się wcisnąć na grupę kibiców na Anfield? ten typ, co gadał że on niby jest "neutralny", tylko że akurat tamtej niedzieli trafił się akurat mecz z Walijczykami i nagle mu oczy zaświeciły jakby zobaczył sam święty Graal. no i ten biedak stał pod bramą z takim swoim dziwnym szalikiem, który chyba kupił na allegro za półdarmo bo na nim było "kopiuj-wklej" kilku angielskich słów...
a tu nagle patrzymy – ten szalik zaczyna falować, bo niektórzy koledzy zrobili z nim sobie żarty: raz "you'll never walk alone" zmienili na "you'll never find tickets again", drugi raz podpisali mu pod koszulkę swoje imiona z numerami telefonów i napisem "tu znajdziesz bilet, ale za piwo". facet sięgnął po portfel, myślał że to naiwne żarty, a tu niespodzianka – jeden z naszych kumpli zrobił mu prawdziwe bilet na mecz... za pół ceny, bo się okazało że ten gość ma ciocię w biurze klubu, która kiedyś załatwiła wejściówki dla całej rodziny na derby.
i co? ten facet później przyznał że dopiero tamtego dnia zrozumiał co to znaczy być częścią tej magii – nie chodziło o bilet, tylko o to, że ktoś postanowił mu pomóc, bo sam kiedyś był nowy i nikt mu nie pomógł. teraz co sezon wysyła kartkę z podziękowaniami na forum... no i chyba dlatego ceny biletów wcale nie są takie straszne, jak się wie że ktoś kiedyś komuś pomógł i teraz ta pomoc wraca.
więc niech nikt nie mówi że bilet to problem, bo najlepsze bilety to te, które ktoś komuś po prostu oddaje z uśmiechem. a wy na pewno macie jakiś swój patent na ten lipiec, prawda?
No wiecie, jak czytam o tych biletach to aż mnie ręce świerzbią, żeby tam być 😅 Sam kilka razy kombinowałem przez te grupy, ale za każdym razem ktoś mnie ubiegał – raz przez przypadek wyłączyłem telefon i jak z powrotem go włączyłem, to już było "zajęte". Ale nie narzekam, bo wiem, że czasem sprawa jest naprawdę o sekundy... no i zawsze można liczyć na ludzi jak u Piast88, który mówi "daj znać, znajdziesz się", bo to chyba najlepsze podejście – zaufać, że jak się naprawdę chce, to coś się znajdzie.
Tylko jedno mam do dodania – ja tam ostatnio byłem przy meczu z jakąś szwedzką drużyną i poznałem starszego pana, co miał bilet na siebie, ale powiedział że może mi odda, bo idzie z wnuczkiem. Cena? Naprawdę niewiele, bo stary chciał tylko, żebym przywieźć mu z Anglii herbatę Yorkshire Gold... no i się dogadaliśmy na miejscu, bo okazało się że on też kiedyś szukał biletu przez forum i teraz po prostu oddaje ten gest dalej. Takie rzeczy to dopiero magia! No to trzymam kciuki, że ktoś jeszcze się załapie, bo Walijczycy to nie byle co – to powietrze, które trzeba poczuć przynajmniej raz w życiu 🔥🙏
no właśnie, facetów, przypomniałem sobie wczoraj ten jeden lipcowy wieczór sprzed trzech lat, kiedy to na chwilę przed wejściem na "the kop" akurat wybuchł ten mały pożar na trybunie, bo jakiś młodziak ze świecą wpuszczoną w latarnię próbował zapalić petardę... a tu nagle wszyscy zaczęli śpiewać "marching on together" jeszcze głośniej niż zwykle, jakby ten huk i dym byli dodatkowym dopingiem! policja wleciała jakby na komendę, ale kibice zaczęli tak głośno klaskać, że strażacy zrobili im miejsce do przejścia, a jeden z nich nawet kiwnął szalikiem w stronę kibiców – mówię wam, takie chwile to naprawdę nie do kupienia, chociaż bilet kosztował wtedy jakieś tam trzy funty w paczce z grupą znajomych...
i teraz patrzę jak moja wnuczka, która ma osiem lat, mówi że chce iść na walijski mecz, bo "tata jej obiecał, że kiedyś ją zabierze, żeby poczuła anielskie powietrze" – no i co? ja jej mówię, że jak będzie grzeczna, to może uda jej się dorwać bilet przez "łańcuszek" z forum, ale widzę po niej, że już teraz marzy o tym, żeby stać tam i słyszeć jak te walijskie bębny walią w uszach... no wiecie, to się w nas po prostu wlewa z pokolenia na pokolenie, i nie chodzi o cenę biletu, tylko o to, żeby te kilka godzin na trybunie zostały w pamięci na całe życie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Chłopaki, no nie uwierzycie, ale ja tam pierwszy raz byłem w ubiegłym roku i aż mnie zatkało, jak te Walijczycy krzyczeli o koronę... no dobra, taką z serwetki, którą ktoś im dał w pubie, ale i tak było przez ten huk niesamowicie! 😂
Tylko teraz widzę, że macie rację z tymi biletami – ja trafiłem przez fuchę, bo kolega z pracy znał kogoś w biurze i załatwił mi za 10 funtów normalny, nie te okropne, co ludzie sprzedają na OLX za pół ceny po godzinie... no ale zgadzam się z Pogon_TV441, że czasem sekundy decydują, bo jak raz miałem w ręku bilet, a tu znowu ktoś z rzędu krzyknął „prawie cię ominęło!” – a ja akurat myślałem, że to jakiś spam na grupie.
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
ej no, ale widzicie to? jak się tak czyta te wszystkie wasze opowieści, to aż coś ściska w gardle – bo to nie są tylko historie o biletach, no nie do końca... to są kawałki życia, które zostają z nami na zawsze. pamiętam jak dziś, jeszcze ten dawny lipiec, kiedy pojechałem pierwszy raz z taką paczką, która się zebrała na ostatnią chwilę – mieliśmy bilety przez czyjegoś znajomego, ale na miejscu okazało się że jeden z naszych, co szedł z nami, zgubił portfel. no i co? facetowi pożyczyliśmy tyle, żeby mógł wejść, a on potem przez lata zapraszał nas na piwo „za darmo” do pubu niedaleko stadionu, bo niby jesteśmy dla niego rodziną. bilet kosztował wtedy pół funta, a te piwa w sumie tysiące, ale wiecie co? to był najlepszy interes w moim życiu.
i teraz patrze, jak moi wnukowie mają bilety, a ja muszę im tłumaczyć dlaczego nie wolno krzyczeć „Wales”, bo to przezornie nie Anglikom – i myślę sobie, że te sekundy na Anfield, te uściski rąk, te „dzieki” od obcych ludzi za pomoc przy bramce, to wszystko jest jak przysięga zaufania, którą składa się kibicom na całe życie. bo bilet to nie bilet, to klucz do czegoś większego.
więc kto jeszcze dzisiaj wsiada do pociągu albo pakuje walizkę, żeby poczuć to powietrze na własnej skórze? czasami starczy jednego dobrego gestu – czyjś telefon z „znalazłem!” albo piwo w lodówce po meczu – i nagle cała ta przygoda staje się twoja, choćbyś nie miał ani grosza przy duszy. no ale zobaczymy... 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽