No ja nie żartuję – jeśli nie dostaniemy w obronie kolosa, to Orłów będą musiały latać po…
A to, kurczę, nie przelewki! Że niby Magiera ma wracać do kraju? Ktoś tam komuś coś sugerował, ale wiecie jak to jest – czasem plotka jest ładniejsza niż prawda. Chodzą słuchy, że ktoś tam z tylnych ławek gadat do ucha chłopakom o Jacek, że niby dałby radę postawić ten obóz na nogi i nie bać się podciągnąć chłopaków nawet pod stoły. Ale tak między nami, jeszcze nie wiem, czy to nie jakiś tam gorzelnik z Orunia na deskach drewna wymyślił. 😂
No bo widzicie, jakieś takie marzenia to fajnie mieć, ale... Obrona to nasza pięta achillesowa, serio! Gdyby tylko ten kolos się pojawił, to Orzeł nie musiałby frunąć po gnieździe jak ten jastrząb w klatce. Ale póki co – gra się toczy, plotki latają, a my kibicujemy!
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Wiele bym dał, żeby Magiera siedział na ławce w tym czwartek i tak naprawdę nie wiem, czy komuś bardziej teraz zaszkodziłoby to, że jednak nie wrócił – akurat w obronie? Co ten facet miał niby konkretnego w tej swojej „szkole obrony”? Pewnie znowu nam przywiezie swojego „stylu” – najpierw solidny remis z jakimś Zagłębiem, a potem awantura w szatni. Kto wam takiego selekcjonera doczepił? Naprawdę myślicie, że jak Magiera podejdzie do tego tematu, to nagle twoi obrońcy zaczną latać na miotle? Obrona Rakowa to nie problem z braku paliwa, tylko kwestia ludzie wiedzą, kogo chcą widzieć w środku pola. Jeśli komuś teraz fanatycy szepczą coś o cudownym powrocie, to zapytałby chociaż kogoś z kadry, czy im się naprawdę zależy na takiej zmianie? Bo ja, póki nie zobaczę jego podpisu pod umową, to nadal sądzę, że to kolejna deska w Oruni, którą ktoś potraktował strugiem zamiast piłką.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no ale serio kto tu jeszcze myśli że nam brak Magiery?! Patrzcie, pamietacie ten mecz w pucharach jak się odblokowaliśmy w ogniu?! On ma ten luz w oczach że nie pójdzie w kamienną twarz, tylko da POZYTYWNE ciśnienie całej drużynie, nie mówiąc o tym jakby rozumiał te wszystkie "gry strzałkowe" co niby są modne teraz 🔥 obrońcy by sie nie pozaginałi bo on ich nauczy odpowiedniej postawy a nie że będą latać jak pijane osy na Orlim Gnieździe!!! no ale no, jak on wróci to my tu znowu będziemy gadać że jaka to klasa, że jednak się nie zatracił w kadrowych kombinacjach tylko pamiętał że ma być trenerem do piłki a nie do polityki kadrowej!!! i jeszcze to gadanie że obrona to pięta achillesowa — słyszycie to? MAGIERA WBIJA PIĘTĘ W PŁOT!!! 😱💪
Na trybunach od dzieciaka.
Ejże, aleście się tu zebrali wokół tej plotki jakoby ktoś Magierę wyciągnął zza szafy i wsadził na ławkę Rakowa. Słuchajcie, facet ma swoje lata – nie ukrywam, że szacun za to, że wiedział, gdzie postawić drugie boisko, ale akurat teraz? W momencie, gdy zespół potrzebuje konkretnego kija w szatni, a nie kolejnego eksperymentu z ławką rezerwowych?
Pamiętacie przecież, jak wczoraj padł mecz, w którym obrona wyglądała, jakby ktoś każdemu z piłkarzy dał mapę z zaznaczonymi trasami lotów Orłów. Tyle razy powtarzaliśmy, że bez kolosa w środku nic nie wskóra magia – a tu nagle Magiera ma być tym cudem? Chłopaki, on ostatnio trenował GKS Katowice, fajnie, że tam coś zrobił, ale czy to realne, żeby teraz rzucić go na deepok przeciw Wieczystemu? Albo co gorsza, przeciw Legii?
No dobra, niech będzie – ma doświadczenie kadrowe, zna środowisko, ale pytanie brzmi: czy naprawdę ktoś myśli, że jak wsiądzie na ten fotel, to obrona nagle stanie się fortecą? Magiera potrafi motywować, to pewne, ale czy da radę ugryźć się w ten konkretny problem? Bo pamiętajcie, żaden selekcjoner nie przywozi gotowych rozwiązań – to praca tygodni, czasem miesięcy, a nie cudowna transformacja przez noc.
A plotki? No plotki to co innego – ktoś musiał te szmery puścić, bo jakaś chwila przed oknem transferowym zawsze tak bywa. Ale jak się uprzeć, że to coś więcej niż tylko papierowy tygrys, to trzeba się zastanowić, kto by na tym skorzystał. Obawiam się, że raczej kibice zadowoleni, że coś się rusza, niż sam Raków w praktyce.
Ja tam wolę realną siłę niż złudzenia – niech najpierw ktoś sprawdzi, czy Magiera w ogóle ma ochotę na ten stres. Bo w końcu to nie my dyktujemy warunki, tylko ten, kto trzyma długopis. Możemy się mylić, ale póki co, ostrożnie z tymi uniesieniami – może lepiej popatrzeć na kwiatki, które same rosną.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A niech mnie, toż to jakby ktoś wziął moją babcię, która od dekad woła „co za czasy, młodzież dzisiaj nie umie nawet kopnąć” i wetknął jej w ręce najnowszy smartfon z prośbą o zrobienie story na Instagramie – i jeszcze oczekuje, że zrobi to płynnie za pierwszym podejściem. Plotki o Magierze to takie samo cudo: piękne, kolorowe, ale póki co wiszą w powietrzu jak balon na wystawie sklepu z zabawkami – śliczny, ale jak go puścić w niebo, to ląduje gdzie popadnie.
Szczerze mówiąc, nie potrafię oderwać wzroku od tego, jak wczorajszy mecz z Wieczystym wyglądał: obrona, która chyba myślała, że trójkąt uderzeniowy to jakaś nowa dyscyplina sportowa, a nie obowiązek obronny. I teraz nagle mamy rozmawiać o tym, że facet, który ostatnio trenował GKS Katowice – i owszem, fajnie, że im pomógł, ale cóż, oni akurat nie walczyli o mistrzostwo kraju ani o utrzymanie w elicie – ma być tymi magicznymi drzwiami, które otworzą się same pod naszymi stopami? Magiera ma doświadczenie kadrowe, tak, pamiętam jego czasy przy Reprezentacji – ale czy to znaczy, że wie, jak naprawić obronę, która przez pół sezonu wyglądała jak szwedzki stół na przyjęciu u kibiców? Jak ten sam facet, który kiedyś musiał radzić sobie z graczami mającymi powołanie do kadry, nagle ma wymyślić, jak poradzić sobie z podopiecznymi, którzy ledwo dobiegają do piłki?
A te gadki o „pozytywnym ciśnieniu” i „luzie w oczach” – no, pewnie, to fajne frazesy do wywiadów, ale kto w tym zespole ma je wcielić w życie? Ktoś, kto jeszcze dwa tygodnie temu biegał w barwach Legii i widział tamtejsze defensywne pasma mniej więcej tak samo, jak moja kuzynka widzi algorytmy na TikToku? Obrona Rakowa to nie jest kwestia motywacji – to kwestia budowania realnej siły fizycznej i mentalnej, a na to potrzeba czasu, a nie plotek.
I jeszcze jedno: plotki o transferze selekcjonera? Fajnie, ale póki co to jest tak samo realne, jak pogłoski o kolejnym kontrakcie dla Dejmka. Co nam szkodzi? Ano nic, poza tym, że znowu tracimy czas na gadanie o czymś, co może być albo wielkim powiewem świeżości, albo kolejną bajką do opowiadania w kolejce po piwo. Ja wolę, żeby zamiast plotek mieliśmy twarde dekrety, a zamiast magierowskiej magii – solidnych obrońców na boisku. A póki co, niech się Orły uczą latać – na razie to wciąż lot balonem, a nie lotem orła.
Kontekst bije gołą liczbę.
kto wam w ogóle powiedział, że kolos musi być dwumetrowym murem z betonu? widziałem gorsze rzeczy w obronie, a przez lata żyłem tym, że raków to taka mała drużyna, która robi różne dziwne numery – pamiętacie przecież te czasy, kiedy facetom się wydawało, że wystarczy postraszyć rywala, a on sam ucieknie w popłochu? no ale co z tego wyszło? że Orzeł potrafi walczyć o każdą piłkę, nawet jak jestem wkurzony na to, że czasem tracimy ją przez własną nieostrożność.
a teraz nagle mamy rozmawiać o Magierze jak o zbawcy, który ma nas uratować cudowną metodą? facet był dobry, to pewne, ale widzieliście go kiedyś na ławce przy meczu ligowym, nie mówiąc już o europejskich pucharach? bo ja pamiętam ten okres kadry – mieliśmy wspaniałe chwile, ale też takie momenty, że wydawało się, że zaraz zapomną, po której stronie jest bramka. i jeszcze te jego "gry strzałkowe", które niby miały rewolucjonizować futbol – no fajnie, ale jak się okazało, to była tylko teoria na papierze, bo w praktyce często kończyło się tym, że obrona stała jak te słoiki w piwnicy mojej babci, czyli kompletnie nieruchomo.
a plotki? no plotki to przecież codzienność wokół Rakowa – raz ktoś wymyśli nowego boga do ataku, raz znajdzie się następny "genialny" selekcjoner, który od razu wszystko naprawi. tyle że ja wolę patrzeć na to, co się dzieje w szatni, a nie na te wszystkie szepty za plecami. bo jeśli ktoś myśli, że Magiera przyjdzie i obrona z dnia na dzień stanie się twardym orzechem do zgryzienia, to chyba zapomniał, jak wyglądał jego ostatni zespół w Katowicach – fajnie, że im pomógł, ale oni akurat grali tak, że nawet piłka nożna nie była tam potrzebna do zabawy.
ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy mieliśmy obrońców, którzy potrafili walczyć jak lwy – niekoniecznie największych, ale za to z takim sercem, że sięgano po nie w każdej sytuacji. i to właśnie jest to, czego nam teraz brakuje, a nie kolejnej chwilowej fascynacji jakimś trenerem, który raz na jakiś czas rzuca kilka frazesów i liczy, że uwierzymy na słowo. bo obrona to nie jest kwestia taktyki ani motywacji – to kwestia charakteru i chęci do walki, a tych dwóch rzeczy nie da się kupić za żadne pieniądze ani nie sprowadzi się z zagranicy w walizce.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A co tu się dziwić, że ludzie łapią się za plotki jak tonący wiosła? Sam tydzień temu gadałem z kumplem, który był na jednym z tych „zamkniętych” treningów, i mówi, że szefowie klubu rozmawiali o budowaniu „nowej obrony od fundamentów” – a tu nagle Magiera niby miałby przyjść i zbudować fundamenty w dwie niedziele. Po cholerę komu to potrzebne, żebyśmy mieli taki cyrk?
Słyszałem też, że w szatni krążą te same szepty: „jakby tylko Magiera wrócił, tobyśmy dostali jeszcze jednego taty na ławkę”. Pięknie to brzmi, ale pamiętajcie, że jak facet był z kadra, to my w częstochowskim mieście oglądaliśmy jego mecze przez pryzmat „dlaczego znowu nie zagraliśmy w obronie”. Raz nawet mieliśmy taki mecz pucharowy, gdzie bramkarz puścił strzał z półmetka przez czystą nieuwagę – Magiera chyba uznał, że to „inwestycja w doświadczenie dla obrony”.
A plotki? No, plotki to nasz drugi ulubiony sport po Orłach – kto pierwszy wymyśli, ten pierwszy dzwoni na Buksię. 😏 Ale poważnie, jeśli ktoś myśli, że ta historia z Jacekiem to coś więcej niż kolejną deskę w gazecie kibicowskiej, to może niech najpierw zapyta lekarza, czy facet w ogóle nadaje się do takiego tempa pracy. Bo ostatnio, jak go widziałem w telewizji przy jakimś losowym meczu Ekstraklasy, to bardziej przypominał zagubionego wnuka szukającego drogi na basen niż trenera z gotową receptą na nasze problemy.
W sumie to fajnie, że ludzie marzą, ale póki co Orzeł lata sobie po gnieździe jak ten samuraj z klocków LEGO – udaje, że lata, ale naprawdę to się rozbije, jak ktoś mocniej dmuchnie. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No dobra, ale zanim zaczniemy bujać w obłokach z tą magierowską bajką, to muszę powiedzieć, że osobiście pamiętam ten mecz w pucharach, o którym pisał Zaglebie_88 – ten zresztą fajny, zresztą może faktycznie trochę odblokowaliśmy się w ogniu, ale obrona? Tam to akurat raczej mieliśmy szczęście, że bramkarz był na miejscu i nie popełnił jakiegoś numeru. Bo pamiętam, jak Magiera wtedy coś tam kombinował z liniami, i więcej niż raz widziałem, jak któryś obrońca gonił własną cień.
Ja tam wolę realne rozwiązania niż ładnie brzmiące frazesy – mój sąsiad, stary Rakowski kibic, lata temu mówił, że jak chcesz solidną obronę, to musisz mieć faceta, który potrafi naprawdę walczyć, a nie gadać o pozytywnym ciśnieniu. I on miał rację, bo w końcu to nie teoretycy wygrywają mecze, tylko ci, którzy potrafią stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem. A Magiera... no cóż, facet ma swój styl, ale ja wolę zobaczyć twarde fakty na boisku niż kolejne bajki o zbawieniu zza szafy.
Gdzie dowody?
Ej w mordę, a toż to nie ja jeden pamietam te chwile jak Magiera wcielał kadrę w bój! Ale kurwa, facet miał charyzmę do bólu, to prawda – i niech mnie szlag, jeśli nie widać tej charyzmy nawet jak się patrzy na jego twarz w telewizji! To nie jest żaden suchar, który szuka metafory – on po prostu RODZI ci się w oczach ten luz, ten zapał, że mówisz „kurde, no to teraz to może być fajnie!” no ale... 🔥
siema, żeby nie było – ale wiecie co mnie najbardziej wkurza w całej tej gadce? Że ludzie zapominają, że on PRACOWAŁ z tymi samymi zawodnikami co my teraz! Tyle że oni byli w kadrze, a nie w Rakowie! Jakie tam „nowe metody”, „gry strzałkowe” – on miał ludzi, którzy mieli powołania, którzy byli PRZYZWyczajeni do konkretnego stylu, a nie do kombinowania na boisku jakby grali w szachy! A my? My mamy chłopaków, którzy ledwo dobiegają do piłki, bo mają nogi jak z waty, a trener gada o „pozytywnym ciśnieniu” jakby to był jakiś napój energetyczny!
I jeszcze te pierdoły o „fundamentach w dwie niedziele” – no kurde, jakbym słyszał swojego ojca, kiedy mu mówiłem, że chcę kupić nowy samochód za gotówkę! „Tato, ja go jutro odbiorę!” a on na to: „A co, bank przestał działać?” no ale trudno... Bo tu nie chodzi o magię, tu chodzi o to, żeby ktoś naprawdę wsiadł i powiedział „słuchajcie, macie x tygodni na to, żeby obronić się przed Wieczystym, bo inaczej jadę stąd na złość!” no a nie żebyśmy dalej gadali o balonach latających w powietrzu, podczas gdy orły wolą chodzić pieszo! 😱💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Widzicie, że ja tu dziś wieczorem popijam herbatę z miodem i wgapiam się w tabelę Ekstraklasy, a tu nagle wszyscy zrywacie się jak na sygnał, że ktoś podpalił trybuny? No dobra, ale żeby nie było – zanim ktoś z was zacznie rzucać Magierą jak kamieniem w okno mego mieszkania, to posłuchajcie, co wam powiem, bo ja w Rakowie gram od zawsze i pamiętam, jak Orły latały, zanim komuś przychodziło do głowy mówić o „kolosach” w obronie.
Po pierwsze, ten cały szum o Jaceku Magierze to tylko powietrze z balonów, które ktoś puścił wczoraj wieczorem. Wiem, co mówię – sam kiedyś kibicowałem u niego na treningach kadry, i facet to potrafi mówić, to fakt, ale czy wy naprawdę myślicie, że facet, który ostatnio brodził w GKS-ie Katowice, ma teraz przyjechać i naszym chłopakom wbić do głów, że mają grać „jak pawiany na podwórku”? Magiera miał swoje lata w kadrze, to prawda, ale pamiętacie, jak wyglądał jego ostatni mecz przy nim? Straszne rzeczy się działy, a teraz mamy mu powierzyć obronę, która wczoraj wyglądała, jakbyśmy grali mecz przeciwko sędziom, którzy mieli szklane nogi?
Po drugie, kto powiedział, że kolos musi być dwumetrowym gigantem? Spójrzcie na naszą obronę w dobrych latach – przecież tam nie było żadnych murów z betonu, tylko chłopaki, którzy potrafili walczyć! I właśnie tego brakuje – nie trzeba drugiego Gigla, żeby obronić się przed Wieczystym. Trzeba ludzi, którzy będą chcieli walczyć, a nie tylko stać i gadać o „pozytywnym ciśnieniu”. Magiera może umie motywować, ale on nie nauczy nikogo biegać szybciej ani myśleć szybciej – to jest kwestia charakteru, a tego się nie sprowadzi zza granicy w plecaku.
I wreszcie, co mi tu wszyscy gadacie o plotkach? Jeśli ktoś myśli, że Magiera nagle zrobi z nas mistrzów, to chyba zapomniał, jak działa futbol – nie wystarczy usiąść na ławce i machnąć ręką, żeby obrona nagle zaczęła działać. To jest proces, który wymaga tygodni, czasem miesięcy, a nie dwóch niedziel. I pamiętajcie – jak ktoś przyjdzie z zewnątrz i zacznie gadać o rewolucji, to zwykle kończy się tym, że my tracimy te kilka dobrych rzeczy, które już mamy, bo nagle zaczyna się kombinowanie na siłę.
Ja tam wolę, żebyśmy skupili się na tym, co mamy – na naszych chłopakach, którzy potrafią walczyć, i na tym, żeby ich jeszcze bardziej zmotywować. A jeśli komuś się wydaje, że Magiera to jakiś zbawca, to niech najpierw pójdzie na trening Rakowa i zobaczy, jak ciężko się pracuje, zanim zacznie marzyć o cudach. Bo póki co, Orły latają – tylko nie tak, jak powinny.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej ludzie, no ale co wy się tak dziwicie tymi plotkami z Magierą, skoro pamiętam jeszcze te czasy z doktorem chmielarczykiem i jego „rewolucją” w naszym stylu gry – toż to był taki sam cyrk, tylko z innej bajki!
przypominacie sobie? lato 2018, telewizje mówiły o nowym początku, o „naukowym podejściu”, o tym, że facet ma patent na sukces – bo niby trenował za granicą i znał się na analizach. i co? przez pół sezonu Orły grały tak, jakby im ktoś kij wetknął w tryby – obrona, która traciła piłkę w połowie własnej połowy, ataki, które wyglądały jak pchnięcie lodowca pod górę. no i co się stało z tą „rewolucją”? że poszedł precz, a my dalej gadaliśmy o bajkach przez kolejne pół roku.
albo jeszcze wcześniej – te wszystkie szmery o przyjściu jakiegoś zagranicznego guru, który miał nas nauczyć „prawdziwego futbolu”. facet miał przyjechać, posiedzieć tydzień, pogadać o taktyce i tyle – a tu nagle gazety pisały o „nowej erze” i „zmianie sposobu myślenia”. pamiętam, jak stary mi mówił: „synku, na twoim miejscu bym nie wierzył w żadne gusła, bo futbol to nie księgowość, gdzie każdy debet da się naprawić w dwa tygodnie”. i miał rację, bo ten facet odfrunął szybciej niż papierowy samolot z trybun, a my dalej musieliśmy walczyć o każdy punkt.
czas pokaże, oczywiście, bo tak już jest w tym naszym sportowym kinie – raz się trafi, raz nie, ale jedno jest pewne: żaden selekcjoner, żaden „genialny” trener nie zrobi za nas tej roboty, którą musimy zrobić sami na boisku. i właśnie dlatego wolę patrzeć na to, jak nasi chłopaki walczą w szatni, a nie na te wszystkie szepty za plecami – bo te szepty słyszałem już tyle razy, że aż mi się w głowie zakręciło.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽