Od bramek Wnuka do hymnu stadionu – Pogoń to nasze serce, niech bije dalej!
pamiętam ten sezon 2010/2011 jakby to było wczoraj, a teraz trochę mży i ktoś narzeka na kibolską brać, która nieustannie wrzeszczy pod stadionem na przyjezdnych — no bo przecież trzeba było zobaczyć te tłumy pod bramami Wnuka, te twarze starszych kolegów, co to pamiętali jeszcze ligi okręgówki, a teraz całe osiedle szło w czerwono-czarnych barwach jak na pielgrzymkę... i ten mecz w play-off z Piastem, niech mnie szlag trafi, jak my wszyscy tak staliśmy w bloku, że beton drżał, a sędzia dograł drugą połowę w dziesięciu ludziach po strzale z 30 metrów — to była wręcz fizyczna ulga, kiedy piłka wpadła za plecy całego miasta.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no ale czai was... bo ja też byłem tam, nie gdzie indziej tylko na Mosznie, w tym tłumie co właśnie na drugie wejście wchodził jak na mecz życia... nogi mnie bolały, bo od rana szedłem z osiedla Pogodna i jeszcze na ulicach ludzie machali flagami, jakby wieźli święty sztandar... a jak już weszliśmy na trybunę, to widziałem łzy w oczach starego Józia, co to jeszcze grał w B-tym zespole w latach 80 — facet chlipał, trzymając się rury i mamrotał "wreszcie, do cholery, wreszcie..." aż poczułem, że mi serce podchodzi do gardła... i te okrzyki, AŻ TRZĘSŁO SZCZECINEM, jakby całe miasto chciało wykrzyczeć swoją dumę... WNUK WYSZEDŁ NA BOISKO I OD RAZU DOBRY PIERWSZY STRZAŁ, PIERWSZE TRAFIONE DO BRAMKI 🔥💪 jakby samemu los dawał sygnał "widzę was, widzę was..." i te radosne piski dzieci, co to dopiero co nauczyły się skandować "PO-GOŃ PO-GOŃ"... cholera, ciarki mnie jeszcze teraz przechodzą jak to wspomnę
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a pamiętacie ten moment, jak kibolska brać zza Wisły ściągała do nas na play-offy? niektórzy gadali, że to tylko kilka autokarów, a ja spotkałem tam swojego kuzyna z Gdańska — starszego pana w pogniecionym berecie, co to jeszcze pamiętał mecze z końcówki dziewięćdziesiątych, kiedy Pogoń tak grała, że ludzie zawozili dzieci do Szczecina "zobaczyć nie żeby wygrać, tylko żeby poczuć atmosferę". facet przyszedł z bratem, obaj mieli czerwone szaliki zawiązane pod szyją, i staliśmy razem w tym tłumie, co to po drugim golu Wnuka wszyscy zaczęli sobie gratulować jakby to było swoje zwycięstwo. i wiecie co? facet mi później powiedział, że czuje się tak, jakby wreszcie dopełnił jakiś dług życia — "widziałem, jak moja Pogoń wraca tam, gdzie jej miejsce", mówił, a ja tylko skinąłem głową i pomyślałem, że chyba nie ma nic piękniejszego niż kibicowska wiara, co to przenosi się z pokolenia na pokolenie... no ale co ja będę gadał, przecież wy wiecie, o co chodzi 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, no to ja wam powiem — akurat te play-offy 2011 to była taka piłkarska porno na żywo, że jeszcze teraz jak zamknę oczy to słyszę "WNUK! WNUK!" zamiast własnego oddechu 😂💦 Ale wiecie co było najfajniejsze? Że na trybunie za bramą stał taki jeden dziad, co to w czasach PRL-u dopingował "te diabły zza żelaznej kurtyny" (no bo kto by pomyślał, że kiedyś kibolskie wojny będą dotyczyć czegoś innego niż walecznych kiboli zza Buga 😎), i on cały mecz krzyczał "DAJCIE TYCH GOŁYCH KURSANTÓW DO KĄTA!" — aż mu szalik się rozwiązał i latał po boisku jak flaga na wietrze. Na szczęście nasz Wnuk nie usłyszał, bo pewnie by dorzucił jeszcze jednego hehe 🔥🍿 I tak właśnie szczecińska duma wróciła — z hukiem, z krzykiem i z bratem dziada latającym po trybunie!
Memy to też analiza.