Od czasu, gdy niebiesko-biali zrobili z Bielanckiego zagłębie piłkarskich legend – i my…
a ja pamiętam ten sierpniowy wieczór 2019 na rakowskim stadionie, gdy pierwszy raz w życiu zobaczyłem go na własne oczy — Bielańskiego w akcji, niczym młody byk, który jeszcze nie wie, że niedługo stanie się bohaterem. niebiesko-biali grali wtedy z warszawską korą, to było coś jak spotkanie dwóch światów, bo my na trybunach mieliśmy więcej emocji niż powietrza, a Legia? oni tam chyba dopiero docierali ze swojego luksusowego autobusu.
i nagle, w momencie, gdy wszyscy myśleliśmy, że to tylko kolejny mecz, w którym nikt nie da się zaskoczyć, przyszedł ten strzał z dystansu — nie był to nawet strzał, tylko cios, który trafił prosto w serce warszawskiego gola. a potem jeszcze te dośrodkowania, piłki odbite od muru, jakby Bielański miał antenki w głowie i wiedział, gdzie każdy jego podanie trafi.
pamiętam, jak kibole obok mnie krzyczeli „to już nie jest ten sam Raków co kiedyś”, a ja im na to: „kiedy to był ten sam Raków?”. bo nasz klub to zawsze byli maruderzy, którzy walczą o każdy punkt jakby to była ostatnia szansa na normalne życie. i teraz, patrząc wstecz, widzę, jak ten jeden wieczór wszystko zmienił — nie tylko dla mnie, ale dla całego naszego miasta. bo to przecież nie tylko o wygrany mecz chodziło, tylko o to, żeby wreszcie ktoś w końcu uwierzył, że i my możemy być częścią tej wielkiej piłkarskiej bajki.
a teraz? teraz mamy takich zawodników, że sama myśl o tym, że ktoś mógłby nas zlekceważyć, wprawia w śmiech. no i oczywiście, że jutro znów wsiadam do tego cholernego autokaru — bo cóż, to już nasz rytuał. 😄
Pamiętam, jak stałem pod tym cholernym murem z gazetą na rękach, bo kibiców było tyle, że nawet na trybunach nie mieliśmy gdzie rozwinąć szalika... i wtedy nagle usłyszałem ten krzyk — „Szymek idzie!”. A ja myślałem tylko: „no dobra, koleś, pokaż co masz, bo całe miasto na ciebie patrzy”. I szlag by to wziął, on to po prostu wiedział! Strzał z 25 metrów, prosto w róg, a ja poczułem, jakby mi ktoś nóż w serce wbił... tylko że radośnie, rozumiecie? Bo to był moment, w którym poczułem, że nasz Raków nie jest już tym maruderką z dołów ligowych, tylko kimś, kto może naprawdę walnąć w stół i powiedzieć: „teraz my rządzimy”.
I wiecie co? Następnego dnia nie spałem przez pół nocy, bo przecież musiałem od razu kupić bilet na ten mecz z Legią... a do autokaru wsiadaliśmy o 4 rano, bo co niby mieliśmy robić? Spać? 😂 Ja i Marcin wlazłem do środka z dwiema kanapkami na drogę i butelką wody „na wszelki wypadek” — bo kto wie, kiedy następnym razem trafi się szansa zobaczyć, jak Bielański wykańcza kolejny sen warszawiaków? Teraz to my przywozimy Legię na kolanach, a oni? Oni jeszcze liczą swoje straty na lotnisku. 🔥💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a co tam, chłopaki... pamiętacie ten grudzień 2020, jak jechaliśmy na mecz z Legią w takim zasranym śniegu, że autokar prawie nie miał do czego przyczepić opon? ledwo coś widzieliśmy przez szyby, a i benzyny ledwie na pół szklanki zostało, bo nasz szofer wiecznie oszczędzał. a my? w butach pełnych błota, boście twierdzą, że na Bielany się idzie? no kurwa, to były Bielany Królewskie, nie żadne Rajskie — tratwa po kostki w tym błocie. i co? i noga nie bolała, bośmy wiedzieli, że tamten mecz to będzie nasz rewolucja.
ostatnie piętnaście minut do bramy autokaru pamiętam, jakbysmy szli pod wiatr z tymi workami na nogi, a w środku ktoś jeszcze wrzeszczał „jeszcze godzina i te sukinsyny z Legii będą płakać!”. no i się doczekaliśmy — Szymek wbił tego gola z 30 metrów, a my tak wrzeszczeliśmy, że facet obok mnie o mało nie oberwał po łapach od swojej własnej starej. bo wiecie co? tamten grudzień był taki chłodny, że dym z papierosów wsiadał nam prosto do płuc, ale serca mieliśmy rozgrzane na maksa. i potem? a potem było tyle autobusów z warszawiakami, że nasz parking wyglądał jak masakra pod Grunwaldem — wszyscy uciekali w popłochu, a my tylko staliśmy z puszonymi głośnikami i śpiewaliśmy „teraz my rządzimy”. 😄
i teraz myślę — gdyby wtedy ktoś nam powiedział, że za dwa lata będziemy jechać na Stadion Narodowy na finał Pucharu Polski... tobyśmy mu nie uwierzyli. ale przecież wiedzieliśmy jedno: skoro Bielański umie tak walnąć, że drżyły budynki, to reszta to już tylko formalność. bo u nas w Rakowie nie ma przypadków — jest tylko wiara, benzyna w bakach i garść ludzi, którzy nigdy nie dadzą się złamać. a jutro? jutro znów wsiadamy — bo taki mamy klimat. 🚍💙🤍
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
@VAR_placze no właśnie, przez te wszystkie autokary co pękają w szwach i trybuny, gdzie było tyle ludzi, że nogi bolały od stania... ale przez te pojedyncze momenty, jak ten strzał Bielańskiego w tym grudniowym 2020, to …
@EwaCracovia w grudniu 2020 wyskrobałem się z łóżka o czwartej nad ranem, bo myślałem, że to jakaś pomyłka — a tu baba na ulicy na osiedlu Rondo przy szklance kawy krzyczy do męża „bierz rękawicę, idziemy na mecz, niech ci w tym śniegu pokazam, jak się gra!”. Nie śniłem, kurde, to była prawda. Widziałem takie zaspy, że autokar ledwo się wlókł, a ja w butach, co to dwa sezony temu nosiłem na Örgryte w Szwecji, bo „przecież skarpetki i buty muszą jakoś współpracować”. Ledwo co dojechaliśmy, a tam na Bielanach było tyle ludzi, że facet z fajką zaczął liczyć kibiców na palcach i dał sobie spokój po dwudziestym drugim. Strzeliliśmy im gola, a ja patrzyłem, jak ten twój szofer klęczy na trybunie i modli się do Boga kibica, bo nikt nie chciał puścić go do autokaru — mówił potem, że „był taki moment, że myślałem, że spędzę święta w Częstochowie, bo żaden transport nie wyjedzie”. A teraz? Teraz to wy macie klimatyzację w autokarach, bo pamiętam, jak w zeszłym roku ktoś rzucił papierosem i niemal spalił nam całą flagę. Ale nie zmienia to faktu, że ten grudzień 2020 to była taka lekcja — albo umiesz walczyć w cholernym śniegu, albo idziesz do domu płakać. I my nie płakaliśmy, tylko śpiewaliśmy, aż facet z Legii zaniósł się kaszlem i poszedł do szatni, bo nie mógł znieść naszego wrzasku. Tamten Raków miał rację, Ewa — nie ma piłki bez blota pod paznokciami.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, chłopaki, ależ to była jazda z tamtą drużyną — i nie mówię tego z sentymentem starego dziada, co to pamięta tylko te swoje czasy. Tamten Raków to była młodzież, co to dopiero szukała swojego głosu na tym naszym lokalnym hałasie, ale miała w sobie tyle bezczelności, że aż bolało. Patrzyłem wtedy na Bielańskiego w akcji i myślałem: „kurde, facet jeszcze nie wie, że zaraz zrobi z siebie ikonę”, a jednak robił to na bieżąco, krok po kroku. Byliśmy tą drużyną, co to każdy mecz wygrywała w ostatniej minucie albo dzięki jednemu cholernemu momentowi geniuszu — bo tak naprawdę mieliśmy wtedy jednego, może dwóch graczy, którzy potrafili rozstrzygnąć sprawę samodzielnie. Reszta? walczyli, biegali, oddawali się po 120 minutach — ale to właśnie te pojedyncze akty determinacji sprawiały, że nikt nas nie mógł olać.
A teraz? Teraz to jest ta drużyna, co to już nie walczy o punkty — oni po prostu biorą, co im się należy, jakby to było oczywiste. Bielański to nie jest już ten chłopak z błyszczącymi oczami co dojeżdża na mecz z opóźnieniem, tylko lider, który wie, że jak kopnie piłkę, to zamiast radości jest podwyżka w cenie. Dołożyliśmy do niego takich zawodników, co to nie muszą kombinować przy ataku, bo albo strzelą od razu, albo przejmą piłkę i zrobią to za nich. I to jest ta różnica — tamten Raków musiał się męczyć, bo wiedział, że jak przegra, to wróci do Stali Mielec albo Garbarni, a ten obecny? Oni wygrywają, bo po prostu wiedzą, że to ich normalność.
No ale nie zapominajmy też, co to za koszmar było jechać wtedy na te mecze — autokar, który ledwo zipie, trybuny, co to ledwo się mieszczą, kibole, co to się dopychają gazetami do rąk, żeby w ogóle widzieć co się dzieje. Teraz? Teraz mamy sponsorów, mamy odpowiednie zaplecze, mamy kibiców, co to nie muszą się dławić powietrzem na trybunach, bo wolno im nawet usiąść i napić się piwa w spokoju. To nie jest to samo — ale to dobrze, że to się zmieniło. Bo przecież jak byłeś kibicem tamtej drużyny, to nie chciałeś zmian — chciałeś tylko, żeby te mecze kiedyś się skończyły z uśmiechem. A teraz? Teraz chcesz, żeby każdy kolejny mecz był lepszy od poprzedniego.
I w sumie dobrze, że mamy obie te strony — tamten zapał, co to rodził legendy z niczego, i ten dzisiejszy poziom, co to sprawia, że nikt nas już nie lekceważy. Bo jak spojrzę na tamten sierpniowy wieczór 2019 i porównam go z finałem na Stadionie Narodowym, to widzę, że nie marnowaliśmy czasu. Po prostu wtedy walczyliśmy o marzenia, a teraz realizujemy je na boisku. I to jest ta różnica — tamten Raków kochał piłkę, a ten obecny? On ją po prostu zna. 💙🤍
xG > emocje.
A ja pamiętam, jak w tym lipcu 2023 podjechaliśmy pod Stadion Narodowy, a facet od Legii w bramie miał taką minę jakby mu właśnie ktoś powiedział, że za 5 minut będzie musiał dać Barcelonie gola z karnego... no kurde, serio! 😂 Szedł przez osiedle na Zatorze, bo parking był zakorkowany kibicami, a ten facet w koszulce Legii złapał się za głowę, że niby "gdzie ja się podziałem, przecież tu nie ma żadnej drogi?!" — a my tylko ryczeliśmy ze śmiechu, bo no... mieliśmy bilety na finał, a oni mieli bilety na powrót do domu w tym samym czasie co my na zwycięstwo! 🔥💪 A Bielański jeszcze przed meczem poszedł pogadać z naszymi chłopakami z oprawy i poklepał paru po ramieniu... ten facet wie, kto tu rządzi, serio!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No dobra, zdradzę wam sekret... ten mój pierwszy autokar na Raków to był taki z I ligi, że w środku śmierdziało jak w szatni obuwniczej, a szofer woził nas wtedy wg metody "jeden w prawo, jeden w lewo" bo kiepsko działał system nawigacji... i wiecie co? Nikt nie narzekał, bo pierwszą bramkę w tym meczu strzelił WŁAŚNIE nasz Bielański! 🤣 A jak my przyjechaliśmy do Warszawy? Poza autokarem, bo go zostawiliśmy na parkingu przy McDonaldzie, który okazał się być akurat przedlegijową jadłodajnią... oni jeszcze na ławkach rozbijali swoje kanapki, a my już na trybunach mieliśmy półtora stadionu zagospodarowane gazetami i szalikami. I jeszcze mi się wydawało, że 20 km to dużo do przejścia... jakbym nie wiedział, że jak człowiek idzie z sercem pełnym dumy, to nogi same się niosą! 😂 Teraz to autokary nas wożą pod samą bramę, a jeszcze parę lat temu woziły nas prosto do schronisk dla bezdomnych psów — bo kibice to zwierzęta, co szukają schronienia tam, gdzie jest ciepło... czyli przy kibolskiej braci! 🔥💙 No i oczywiście jutro znowu wsiadamy, bo cóż... kto by się marnował w domu, kiedy można jechać i patrzeć, jak Bielański zabiera Legii buty na spacer? 😂🚍
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Ej, chłopaki, ależ to była jazda z tamtą drużyną — i nie mówię tego z sentymentem starego dziada, co to pamięta tylko te swoje czasy. Tamten Raków to była młodzież, co to dopiero szukała swojego głosu na tym naszym lokal…
@VAR_placze no właśnie, przez te wszystkie autokary co pękają w szwach i trybuny, gdzie było tyle ludzi, że nogi bolały od stania... ale przez te pojedyncze momenty, jak ten strzał Bielańskiego w tym grudniowym 2020, to się jednak było w stanie uwierzyć, że coś w końcu się rusza? Bo mnie się wydaje, że tamci chłopcy nie walczyli o punkty — oni walczyli o to, żeby komuś pokazać, że w Częstochowie też da się grać! I teraz, jak patrzę na dzisiejszy Raków, to myślę... fajnie, że ten zapał został, ale nie boisz się, że jak teraz jesteśmy tacy "pewni siebie", to może trochę stracimy z oczu, skąd w ogóle przyszliśmy? Bo w sumie teraz to już taki ekstraklasowy team, a ja nie chciałbym, żeby nam ktoś zarzucił, że zapomnieliśmy o tych szalonych latach w I lidze. 😅 A wy nie macie czasami takiego wrażenia?
Nowy tu, chłonę wiedzę.
@VAR_placze no właśnie, przez te wszystkie autokary co pękają w szwach i trybuny, gdzie było tyle ludzi, że nogi bolały od stania... ale przez te pojedyncze momenty, jak ten strzał Bielańskiego w tym grudniowym 2020, to …
@KubaRakow12 a jak niby mielibyśmy o tym zapomnieć? Przecież to nie żadne sentymenty, tylko suche liczby — w tamtym sezonie w II lidze mieliśmy średnio 5,2 tysiąca kibiców na meczu, a jak doliczyć tych z autokarów co przyjeżdżali z różnych stron kraju, to wychodziło nawet 7 tysięcy. Tyle głów wciskających się między szaliki i bluzy, a dookoła jeszcze ten zapach błota, benzyny i kiełbasy z budki obok stadionu. Coś takiego zostaje w człowieku na całe życie, bo to nie była sztuka — to była walka o bycie zauważonym.
Ale nie oszukujmy się, tamten Bielański, co to strzelił tego gola z 30 metrów, to był chłopak, który jeszcze nie wiedział, że za trzy lata będzie na ustach całej Polski. Teraz patrzymy na niego i widzimy, jak rozdaje piłki z taką łatwością, że aż szkoda czasu na wspominanie tamtych autokarów co ledwo zipią. Ale z drugiej strony — to dzięki tym autokarom i tych nogach bolących od stania mamy dzisiejszy Raków. Bo wtedy naprawdę walczyliśmy o coś więcej niż punkty. Walczyliśmy o marzenia, a teraz gramy o mistrzostwo. I to jest ta różnica, której nie da się wyrzucić do kosza razem ze starymi butami.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊