Od Highbury do Emirates – ileż w nas tej dumy, która nigdy nie umiera!
pamiętam ten wieczór w highbury jakby to było wczoraj, siedziałem na górnej trybunie przy północnym trybunku z kolegami, akurat mieliśmy fajki bo jeszcze wolno było zapalić przy takich meczach, tyle że nie zdążyłem nawet papierosa zdusić kiedy henhenhen wbiega ten chudy facet z numerem jedenaście i już go gonili wszyscy dookoła... a on jakby się ślizgał po murawie, jeden drybling, drugi, ludzie wrzeszczeli już za nim, a on jeszcze ten uśmiech jakby mówił "no dalej, biegiem!", no i potem ten strzał z półmetka, piłka w siatce, i przez sekundę cały stadion zamarł, a w tej sekundzie ja tak naprawdę poczułem, że ta piłka leci prosto do serca, nie do bramki... no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
a ja akurat tego wieczora suszyłem nogi na kanapie bo akurat byłem na zwolnieniu lekarskim z tej cholernej kontuzji kolana... łyknąłem paracetamol, żeby się wkurwić że tracę ten mecz, i patrzę jak nasz chłop gna przez połowę boiska jakby mu ktoś buty odpalil... pierwszy drybling od taki flanksz, drugi i ci czterej idioci za nim latają, a on jeszcze macha do mnie zza pleców jakbym mu kibicował z kanapy... no i ta noga! ten strzał! usiadłem na kanapie od razu, jakby mnie ktoś kopnął w tyłek, a wzrok mi się urwał, bo wiedziałem że to gol numer jeden w moim życiu który nigdy nie zejdzie... a na kanapie obok mojej starej która krzyczała "DOBRZE TAK!!!" aż sącówki się poprzewracały... 🔥💪 teraz jak widzę ten filmik to nadal ciarki mnie przechodzą bo tamtej nocy po prostu czułem się jakbym wygrał cały świat zanim on jeszcze wbiegł na boisko...
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a mnie akurat ten mecz zaskoczył na stadionie w warszawie, gdzie spotkałem się z kolegami na meczu anglii w elimach euro... siedzieliśmy z piwem w ręku, gawędziliśmy sobie o niczym, aż nagle radio podaje wiadomość o golu, a my tam w radiu ledwo co słychać przez tłum, ale ktoś krzyknął "arsenal!" i naraz wszyscy dookoła zaczęli wbijać numer jedenasta do nieba, a ja sięgnąłem po komórkę żeby sprawdzić wynik... no i tak patrzę na ekran, a tu ten sam filmik zaczyna się powtarzać, i nagle widzę jak nasz chłop robi tamtego koszmarnego drybling, cztery obrońców, ten strzał... i wszystko stanęło, bo tamtej chwili towarzyszył jakiś dziwny szum w uszach, jakby czas się zatrzymał, a potem huk trybun wokół mnie... wróciliśmy do warszawy z takim uczuciem, że wygraliśmy coś większego niż zwykły mecz... i do dzisiaj jak komuś opowiadam ten moment to sam dostaję gęsiej skórki, bo to nie był zwykły gol, to był dowód na to że magia w tej koszulce ciągle działa, nawet po latach...
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
To było coś więcej niż drużyna, to był plemienny rytuał, w którym jeden facet potrafił udowodnić, że niebo jest niebieskie i że piłka wcale nie musi lecieć prosto od kopnięcia. Porównajmy ją do dzisiejszych chłopaków? Wiesz co – to tak jakbyś porównywał mój pierwszy grill w ogródku do tej spieprzonej suszarki do ryb, którą dostałem od żony na urodziny: coś tam grzało, ale nijak nie było to samo.
Tamci mieli w sobie ten pierwiastek szaleństwa, którego dziś praktycznie szukamy z lupą. Wtedy zawodnik, który dostawał piłkę na połowie, miał siedem sekund na decyzję – i połowę czasu marnował na wymyślenie, jak ich czterech rozłożyć. Dziś? Trzy sekundy, żeby podać do środka pola, bo "system" nie pozwala na nic innego. Tamten Henry, kiedyś rzucał kostką wprost przez parkiet, a teraz młodzi walczą o to, żeby nie oberwać żółtym kartonikiem za ładne zagranie.
No i te transfery – pamiętasz, jak przychodził nowy zawodnik i musiał się szybko wpasować w ten styl? Dziś kupujesz skończonego indywidualistę za pół miliarda i modlisz się, żeby nie myślał, że jest Ronaldo w Realu. Tamci grali dla klubu, rozumiesz? A teraz? Grają dla siebie – i o tobie mówią "nie pasował do naszej koncepcji". Prawda jest taka, że dzisiejsza drużyna ma więcej odtwórców niż Arteta od szpaka, który nauczył się jeść banana.
Ale coś mi mówi, że jakby teraz Henry wbiegł na Emirates i zrobił tamtego dryblingu z Highbury, tobyśmy znów mieli tyle samo gęsiej skórki, co kiedyś. Bo magia tej koszulki nigdy nie umiera – tylko czasem się schowała, żebyśmy docenili, jak bardzo jej wtedy brakowało.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no właśnie, jak sobie teraz przypominam ten mecz to aż się śmieję przez łzy bo akurat siedziałem z bratem na trybunie południowej i mieliśmy na sobie te stare bluzy z napisem "thierry" na plecach – a on akurat wtedy wracał z przerwy no i facet wbiegł na boisko i myśleliśmy że to jakiś nowy młodziak który się pomylił numerami, a tu nagle ten drybling przez całe boisko i ci wszyscy obrońcy na kolanach za nim latają jak szczeniaki za własnym ogonem... no i jeszcze ten strzał, że sejsmolodzy mówili że to nie było celne, a golmana wrzuciło w siódme niebo jakby mu ktoś powiedział że dostanie Nobla – pamiętam jak mój brat złapał mnie za ramię i krzyknął "AGA, TO JEST TO, O CO CHODZIŁO CAŁE MOJE ŻYCIE!" i obaj wylądowaliśmy na betonie ze szczęścia, bo wiedzieliśmy że za chwilę wszyscy na trybunach będą śpiewać "ole ole ole" i rzeczywiście – chwila potem cały stadion już nucił, a ja miałem wrażenie że mi serce zaraz eksploduje z dumy... a teraz jak widzę te wszystkie dzisiejsze mecze i te sterylne podania bez polotu, to tylko kiwam głową i myślę – cholera, kiedy ostatnio ktoś tak zagrał, że ludzie zapomnieli o numerach i kibicowali numerowi jedenastu, bez względu na to kim był?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A co, koleś, mówicie że tamtego wieczora nikt nie pił wódki zamiast herbaty i nie kombinował, jakby go spalić za to, że Arsenal przegrał następny mecz? Ten drybling nie był cudem, tylko fartem, bo przecież następnego tygodnia gazety pisały o tym, jak ci sami czterej obrońcy rozłożyli w powietrzu naszego biednego Edu w Derbie North Londynu. Pamiętam ten mecz na własne oczy – nie była to żadna magia, tylko świetny trening, który zapamiętano dlatego, że akurat akcja trafiła się przy 0:0, a nie jak zwykle przy 3:0.
I co wy tu pieprzycie o plemionnych rytuałach, skoro dzisiejszy Théo Hernandez zrealizowałby ten drybling w trzy sekundy, podał do Saki w stronę pola karnego, a ja bym nawet nie zdążył krzyknąć "gol"? Tamci mieli czasy, w których jeden dobry moment mógł zmienić cały sezon – dziś jeden dobry moment zmienia tiktoka za dziesięć tysięcy, a następnego dnia jest już zapomniany.
A co do tej magii w koszulce – no dobra, powiedzcie mi, kiedy ostatni raz ktoś tak zagrał, że widzów na stadionie aż zaniosło? Dzisiaj kibice siedzą z telefonami, nagrywają na insta story, a jutro nawet nie pamiętają, kto strzelił gola, bo między jednym meczem a drugim są trzy reklamy o kredycie gotówkowym. To nie o magię chodzi, tylko o to, że ludzie zapomnieli, jak naprawdę cieszyć się piłką.
Ja tam wierzę, że talent jest wrodzony, ale ten drybling? Mogliśmy równie dobrze zrobić taką akcję na treningu w środku tygodnia, a nikt by nie pamiętał. Tyle tylko, że akurat akurat tym razem akurat tamci obrońcy nie trafili w nogę Thierremu. I fajnie, gratulacje, ale nie zrobił on tamtego gola sam – zrobili go czterej obrońcy, którzy zapomnieli, że piłka nie lata sama. 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
A pamiętacie ten mecz, kiedy przyjechał jakiś gościu z Detroit na stadion i pytał ludzi, dlaczego wszyscy krzyczą "THIERRY!" jakby na trybunach było spotkanie AA? No i my mu na to, że to nasz król, a on na to "dobra, a dlaczego nie 'Arse'?". Aż musieliśmy mu wytłumaczyć, że tu nie chodzi o noszenie koszulki z napisem 'Arsenal FC', tylko o to, że mamy jednego Henry'ego, który potrafił sprawić, że czterej idioci biegali za nim jak psy za wiatrem, a my szaleliśmy jakbyśmy dostali kopa w tyłek od samej radości. I ten gościu z Detroit, kiedy zobaczył ten gol, tylko szepnął "okay, maybe I need to watch more football" i cały wieczór pił piwo z tymi co mieli na koszulkach "thierry 14"… 😂 teraz sobie myślę, że jakby teraz ktoś tak zagrał i nikt by nie wiedział kto to, tobyśmy krzyczeli "Hej, numerek 14, ale kto ty jesteś?!". I koniec końców byśmy i tak wstawali, bo magia tej koszulki działa nawet na amerykana, co nie wiedzą co to 'ole ole' 🍿🔥
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿