Od pierwszego gwizdka po dzisiejsze hece – zawsze jesteśmy RAKIEM!
pamiętam ten sejm z evertonem jakby to było wczoraj, a przecież to musiało być ze dwadzieścia lat temu, a może i więcej. akurat wypadliśmy na ten mecz w środku tygodnia, po południu, nie było jeszcze tych wszystkich streamów co dziś, tylko stary dobry radio i telewizja w pubie na rogu, gdzie zawsze się zbieraliśmy. już jak weszliśmy na north bank to czuć było tę elektrykę, wszyscy gadali że to będzie bójka bo znowu naszego messiego to roku bronili bez sensu – i proszę, facet strzelił dwie bramki w pierwszej połowie, a myśmy dopiero dopingowali jak opętani. potem ten trzeci gol od Thierry’ego, jeszcze mu kibice przeciwnika z tyłu beczeli że niby faul, ale myśmy wiedzieli swoje – to była klasa, nie żadne szczęście. i wtedy to zrobiliśmy, wszyscy wstaliśmy i biegaliśmy z flagami jak szaleńcy, nawet ci z tyłu wleźli na barierki, żeby lepiej widzieć. klasa, prawdziwa klasa, taka która zostaje w sercu na całe życie. a jak wróciliśmy do pubu, to jeszcze pół godziny śpiewaliśmy "one nil" pod nosem i piliśmy piwo za stare dobre czasy, bo przecież nie było lepszych. no i teraz ci młodzi chyba nie ogarniają jak to wtedy było, oni tam widzieli tylko wynik, a my czuliśmy każdy metr boiska. fajnie że się o tym mówi, bo to właśnie RAKIEM jesteśmy – pamiętamy i nie dajemy zapomnieć
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no w życiu zapomnę jak ten 4-0 padł akurat u mnie na urodziny 🔥💪 mama myślała że zwariowałem jak zerwałem się z ciastkiem w ręku i tak wylądowałem na kanapie z szalikiem pod szyję bo musiałem być na meczu! ta pierwsza bramka od Eduarda… cholera, wtedy nawet nie wiedziałem kim jest ten chłopak, a teraz to przecież ikona 😱 wszyscy w pubie krzyczeli „co ty robiisz?! idź do kibica!” a ja tylko że byłem w swoim żywiole, no kurwa, święto! potem ten drugi gol już taka energia że przezornie schowałem piwo pod kanapą bo bałem się rozlać jakby mnie tam ktoś ciągnął 😂 ale fajnie było słyszeć jak sąsiedzi przez ścianę dopingowali razem z nami, hehe north bank we wszystkich domach był! i ten moment jak wszyscy wstali… kurde, jakby czas stanął, sam nawet nie wiem kiedy chwyciłem flagę ze szafy i machałem nią jak oszalały, nawet mój mały brat skakał na łóżku! i te pieprzone „one nil” jeszcze długo po meczu słychać było w mieście, no bo przecież RAKIEM się jest!
Jeden klub, jedno życie ❤️
a pamiętam jeszcze ten mecz z liverpoolem, chyba 2004 i ten gol robiego na końcu – byłem wtedy w schronisku kibica na holloway road, bo bilety to już dawno zniknęły jakieś lata temu, ale zawsze ktoś cię wpuszczał w cholerę jeśli wyglądałeś na odpowiednio szalonego. no i jak padł ten jeden zero i ten robson tam wpadł między obrońców jakby go nic nie obchodziło, że jest trzecia kwarta meczu w lidze… wszyscy wokół mnie to starsi faceci, normalnie z lat siedemdziesiątych w koszulkach, zaczęli ryczeć jakby to była liga mistrzów, a nie zwykły sobotni mecz. jeden facet co miał za pasem grubą srebrną bransoletę (pewnie jeszcze z czasów grającego menedżera) złapał mnie za ramię i krzyknął: „widzisz? to przez was znowu będziemy wierzyć!” i ja, debil, w tamtym momencie myślałem że to przez mojego sąsiada zza ogrodzenia który wrzeszczał razem z nami, a nie przez całe to szaleństwo które trwało od pierwszej minuty. potem jak wyszliśmy na ulicę to się okazało że nie tylko my świętowaliśmy – cała okolica wiwatowała, nawet jakiś dziadek przy handlu papierosami machał szalikiem. i wtedy pomyślałem: cholera, to jest właśnie to co znaczy być rakiem. nie ważne gdzie jesteś ani co robisz, jak Arsenal gra, to ty też grasz.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
hahaha kurwa no właśnie 😂 a ja z kolei pamiętam jak po tym 4-0 z evertonem ojciec mnie złapał za ucho i powiedział „idź do domu, bo jutro się nie obudzisz na robotę”… wiadomo, poszedłem spać z flagą, szalikiem i walizką gotową pod łóżkiem 😭 ale nazajutrz o szóstej rano wypadłem z domu z jeszcze nie przebrzmiałym „one nil” w gardle i co się okazało? szef też kibicował i kazał mi przyjść dopiero po południu, bo „dziś chłopaki mają wolne” 😂👊 no i tak właśnie RAKIEM jesteśmy – gramy nawet jak gramy, a świętujemy jakbyśmy wygrali Ligę Mistrzów, choćby to było 4-0 w środku tygodnia pod nosem przeciwników 🤣🍻