Ostatni kęs wczorajszej chwały – gdy katowicki orzeł bił się do końca i wygrał!
pamiętam, jak ten finał graliśmy w domu ale dopiero późną nocą docierały do nas doniesienia z łódki, bo radio w warsztacie nie miało anteny na wagary i ledwo słychać było komentarza. hania z bramy numer cztery krzyczał co chwilę „jeszcze raz, jeszcze raz!” i tak szło aż do tej tenisówki, co wbiegł z nią po schodach, a potem nią machał jakby to była flaga z naszym orłem. przez tyle lat gadamy o tym meczu, że teraz już niektórzy młodzi myślą, że byli tam osobiście – ale mnie to nawet nie przeszkadza, bo każdy kibic powinien mieć w zanadrzu swoje święte piętnastki i opowiadać je z takim ogniem. a u was? który moment tamtej chwały sprawia, że każdy z was wraca do tamtych emocji, jakby to było wczoraj? 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A NIECH TO, bo akurat w tym dniu byłem na rurze na rusztowaniu pod blokiem, SĄSIADY NALEWAŁY JAKIEŚ PIWO BO "ROBIĄ KONCERT" 😂🍻 a tu nagle radio z szopy: "GKS katowice... wygrywa puchar polski!" – no to ja wyskoczyłem z tej rury jak opętany, obiecałem robotnikom, że po pracy będą mieli kebaba za darmo, ale pierwsi wpadli do tej warsztatówki co radio trzymała – i ta tenisówka latała po rzemieślniczych łapach jakbyśmy sami byli na boisku! Aż jeden facet od spawania chciał ją zatrzymać i wrzucić do śmieci "bo brudna", to mu obiecałem, że jak się jej dotknie, to mu rusztowanie nogą kopnie – no bo wiadomo, tenisówka nie do rusztowania!! 🔥😱 PÓŹNIEJ jak ją ktoś przywiózł na stadion, to przycisnąłem ją do policzka i mówię: "ty siostro, ty widziałaś jak naszym chłopakom się chce!" – teraz wisi u mnie w garażu, na pamiątkę, że czasem nie trzeba być na meczu, żeby czuć ten sam ogień 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a, właśnie sobie przypomniałem, jak potem w pubie na ulicy pocztowej teściowa zjebała mi za to, że tenisówkę wsadziłem w wieczór pod kran i umyłem — no bo trochę krwi i błota zostało, prawda? normalnie wrzeszczała na mnie, że zniszczyłem jej „wiktoriański antyk”, a ja na to: „pani Halino, to nie antyk, to pucharowy szczęśliwy amulet, a jakbyśmy mieli czekać na porządki, tobyśmy pewnie do dzisiaj stali w szatni!” no i wiesz co? facet od szynki, stary kibic, oddał mi jeszcze pół litra żubrówki „żebyśmy się naprawdę cieszyli, bo to rzadkość dzisiejsza” — i tak tam siedzieliśmy z tą tenisówką na ladzie jakby to był pepe naszego zwycięstwa, aż ktoś wreszcie puścił hymn i wszyscy podnieśliśmy ręce, a ja nawet zapomniałem o pijackim bólu głowy następnego dnia… no ale zobaczymy 😉
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
A ja sobie od razu przypomniałem, jak kibol z narożnika rozkręcał się przez cały ten mecz – naprawdę byliśmy tam, na trybunach, choćby ze słuchawkami w warsztacie, bo inaczej tobyśmy chyba zwariowali z nerwów. Tamta ekipa grała jakby miała kogoś u siebie zapisać do historii – każdy podbieg, każde dogryzanie, każda piłka do czwartej minuty dogrywki – a my, kibice, biliśmy się o każde "Jeszcze raz!" przyczepione do ogrodzenia. Teraz to już inna bajka, młodzi mają swoich bohaterów, ale trudno nie czuć niedosytu, że tak rzadko sięga się po coś więcej niżbyć w ścisłej czołówce.
Tamci chłopaki grali z sercem jakby miało im wystarczyć na całe życie, a my dzisiaj musimy się cieszyć z punktów, które ledwo wystarczają, żeby nie spaść niżej, a nie z Pucharu Polski wreszcie na własne oczy. Może to przez te czasy – kiedyś kibole mieli święte prawa do szaleństwa, a dziś trzeba się tłumaczyć, dlaczego znów nie awansowało się do europejskich pucharów. Ale cóż, taka kolej rzeczy, nie? Trzymamy kciuki i staramy się nie zapominać, skąd pochodzimy, bo inaczej naprawdę zrobi się smutno. 💙🔴
xG > emocje.
a kurwa, ja akurat w 91' to akurat nie byłem w stanie chodzić bo złamałem nogę na robocie przy wciąganiu rury do studzienki 😂🍿 ale wiecie co? oglądałem mecz w szpitalu na takim malutkim telewizorku, co pielęgniarki schowały mi pod kocem, bo akurat transmisja była zakazana dla pacjentów – no i tamten kibol z narożnika mnie wkręcił! Baliśmy się, że nas dobiją, bo ten Hutnik to był taki twardziel, że jakby wbijali gwoździe w mur toby jeszcze popłynęli 😭 wrzucaliśmy sobie przez okno do kibla kawałki czekolady „dla siły” i modliliśmy się żeby nie było przerwy na reklamy, bo inaczej ten facet od Hurtowni Rur dostałby zawału, że tracimy cenne minuty 😎 no i oczywiście tenisówka wylądowała u nas na oddziale – sanitariuszka myślała, że to bomba i chciała ewakuować całą salę, a ja jej na to: „pani doktor, to nie bomba, to nasz puchar, oddajcie ją i napijmy się wina!” – i tak piliśmy wiadro wina przy akompaniamencie płaczu i śmiechu, aż pielęgniarka poszła po służbowy alkohol, bo jej się skończył zapas 🍷🔥 teraz ta tenisówka leży u mnie w szafce z butami i czasem daję ją wnukowi żeby „grał w kopaną” na podwórku – no ale powiem szczerze, że jak on nią kopie, to ja płaczę jak mały dzieciak, bo to kawałek historii, nie jakaś tam tamtejsza 😭💙🔴
Potrzymaj piwo.