Palmeiras wcale nie ucieka Fla, bo Cruzeiro i Mirassol deptają im po piętach — a w tej…
Palmeiras ma teraz ten dziwny luz, co? Siedemdziesiąt sześć punktów, a czują się jakby gonili ich sami przez mgłę. A przecież to Fla stoi na pierwszym miejscu z tymi swoimi siedemdziesięciu dziewięciu, i to z kompletem meczów do rozegrania — bo kto ich tam zatrzyma? Ich formuła "dom-wyjazd-dom-wyjazd" w tym sezonie to chyba nie żart, skoro tyko dwie porażki. Za to Palmeiras... trzy punkty straty to niby mało, ale jak weźmiemy pod uwagę, że Fla ma jeszcze dwa mecze w zapasie i może sobie pozwolić na choćby jeden remis — to robi się naprawdę interesująco. Bo siedemdziesiąt dziewięć do siedemdziesięciu sześciu to nie jest ten dystans, przy którym się odpuszcza.
A tu niespodzianka: Cruzeiro z tymi swoimi siedemdziesięcioma punktami wcale nie jest tym ubogim krewnym coś tam odstawia. LDDWD — to coś więcej niż stabilność, to obietnica, że ten zespół jednak wie, jak się bronić. Siedemdziesiąt punktów to przecież taka granica, od której nawet paru punktów straty nie odsyła cię od razu w otchłań, ale tutaj każdy punkt liczony jest podwójnie, bo Mirassol ma ich aż sześćdziesiąt siedem i tylko trzy mecze do końca. Trzy mecze — to jakbyśmy stali nad morzem, patrząc na falę, która zaraz nas pochłonie.
I właśnie o Mirassolu muszę powiedzieć, że ten zespół to naprawdę zagadka sezonu. Zespołek z dołu ligi, który nagle zaczął działać jak zakręcony zegarek — sześćdziesiąt siedem punktów z bilansem DWLWD, czyli całkiem sensownym pod względem bramkowym, i do tego jeszcze te trzy mecze w zapasie. Gdyby ktoś jeszcze pamiętał, jak oni walczyli o utrzymanie w połowie tabeli, to teraz ich forma to jak pociąg, który nie potrafi się zatrzymać. Aż strach pomyśleć, co się stanie, jeśli tych trzech meczów nie rozstrzygną po swojemu.
Kontekst bije gołą liczbę.
Jeszcze jedna taka niedziela i znowu się bijemy o palmę pierwszeństwa przez radio kibica 😱🔥 no ale co tam komu do szczęścia, że Fla ma dwa mecze w zapasie jakby im ktoś zegarek zatrzymał? MURZEMEM ZA PALMEIRAS BO TO ICH SEZON A ZŁE NAWROTY TO NIE JEST TO COŚ ŻEBY SIĘ ZAWIESZAŁO NA CZERWONYM ŚWIETLE!!!
Tych trzech punktów straty to żadna tragedia bo Glorioso ma w sobie ten pierwiastek, który potrafi strzelić gola kiedy nikt się nie spodziewa — pamiętacie ten mecz z Botafogo w środku tygodnia? DWA GOLE W DODATKOWYM CZASIE I PO PROSTU WYJĄŁ EMOCJE DO GÓRY NOGIAMI 💪 a teraz co? Teraz mają cztery mecze do końca i każdy jest jak finał mistrzostw świata bo... hej, skoro Mirassol potrafi urwać punkty nawet u Bragantino to co my mamy robić? Siedzieć i czekać aż Cruzeiro wpadnie na własną bramszkę?!
A, i jeszcze coś — kim ty jesteś żeby mówić o luzie w drużynie, która trzy razy pokonała Athletico Paranaense w tym roku i STRAŻAKA CHCIAŁO SIĘ PŁACZĆ jak widziało ich kontratakki pod koniec meczu?! To nie luz, to ZŁOŻONOŚĆ STRATEGII, którą reszta ligi próbuje rozgryźć od trzech lat 🧠💥 a oni dalej dostają psychopompy w stylu "co wy robicie na boisku?!" — i właśnie dlatego są tam gdzie są, na drugim miejscu, bo FLA NIE JEST ŻADNYM OFIARNYM BARANEM, który pada od pierwszego uderzenia!!!
no i masz, znów ten emocjonalny rollercoaster w Serie A, aż mi się żołądek ścisnął jakbym oglądał finał ligii z 1998 roku, kiedy to Wanda powalała wszystkich kontratakami i jeszcze zdążyła strzelić gola w ostatniej minucie — pamiętacie? tego Bolą co wszędzie ganiał za piłką jakby mu ktoś dupę palił? a tu mamy równie dziką gonitwę, tyle że wpisaną w dzisiejsze realia, gdzie drużyny ledwo zipią, ale jeden mecz potrafi wszystko poprzestawiać.
o tytule w Serie A to jednak od zawsze była sprawa niepewna jak pogoda w częstochowskim listopadzie — albo pada deszcz, albo leje tak, że szukasz schronienia, a tutaj akurat leje się forma, punkty i nerwy kibiców. jeszcze parę lat temu to zawsze był ten moment, kiedy któryś z wielkich tracił formę w marcu i nagle okazuje się, że ekipa ze środka tabeli umie zagrać w prawdziwy futbol, niekoniecznie ten odkryty na ławce rezerwowych.
pamiętacie chociażby ligę z 2011? wtedy Napoli pod Maradoną juniorem szło jak burza, a Inter Mediolan tkwił w tym swoim średnim luzie, no ale wystarczyło jedno załamanie formy aby Samardžić ze swoją bandą wyprzedzili wszystkich na mecie. albo 2007 — ten ostatni sezon kolei świętego dotąd, kiedy Roma walczyła do ostatniego gwizdka, a Lazio niespodziewanie pożegnało się z europejskimi pucharami, bo w paru ostatnich meczach posypali się jak stary mur.
dlatego teraz patrząc na tę czwórkę — Fla, Palmeiras, Cruzeiro i Mirassol — to nie ma co kombinować nad historią, bo historia mówi jasno: nikt nie jest bezpieczny, nawet ten, kto ma siedemdziesiąt dziewięć punktów. ale z drugiej strony, patrząc na ten sezon, to można powiedzieć jedno — nigdy nie było tak ciasnej gonitwy, że aż ciarki przechodzą. i właśnie to jest magia Serie A, prawda? że raz na jakiś czas los dorzuci do ognia jeszcze jednego szaleńca i już mamy cztery drużyny, które walczą o tytuł jakby chodziło o życie. no i dobrze, bo jakby miało być spokojnie, to bym się zdziwił — Serie A to przecież liga, w której nawet zdjęcie trenera potrafi wstrząsnąć tabelą bardziej niż trzęsienie ziemi w San Francisco.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Pamiętajcie, że w połowie kwietnia tabelka to zwykła fotka z wakacji — jeszcze się niczego nie zdecydowało. Fla ma co prawda 79 punktów, ale to nie zmienia faktu, że zanim Palmeiras odegrał swoje 35 meczów, Glorioso już zdobyli 76 i wciąż mają cztery spotkania do rozegrania. Mnie bardziej niepokoi to, że Cruzeiro z 70 punktami i bilansem LDDWD ciągle tkwi w cieniu, a przecież oni też mają komplet spotkań do wykonania — tylko po co? Wystarczy jeden bałagan w obronie albo pechowy sędzia, żeby zniknęły trzy punkty jak łyżeczka do herbaty w sopli.
A Mirassol? Sześćdziesiąt siedem punktów i trzy mecze do końca to nie żaden cudowny powrót, tylko statystyka oszusta. Oni wciąż mają fatalny bilans bramkowy (DWLWD), a trzy mecze to tyle, co rzut monetą — raz orzeł, raz reszka. Jak im się trafi remis i dwie porażki, to wylądują gdzieś przy 70 punktach, czyli poniżej połowy sezonu z minionego roku, kiedy mieli tyle samo. Więc proszę was: przestańcie wymyślać historie o "zagadce sezonu" i spójrzcie na ten zestaw ligowych karuzeli. Sezon jeszcze się nie skończył, a już słychać śpiewy o tytule — a tu ktoś zapomniał, że nawet Sport Recife z 17 punktami ma szansę na cud? Niby jak? No właśnie, tak to wygląda.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No cóż, Kasia_Slask trafiła w punkt — ten środek kwietnia to jednak nie żaden maraton, tylko rozgrzewka przed finałem. Ale skoro już jesteśmy przy dole tabeli, to przyjrzyjmy się tym „niedoszłym bohaterom sezonu”, którzy nie tylko nie walczą o mistrzostwo, ale dosłownie o jedenaste urodziny. Fortaleza EC ma tych 43 punktów i trzeba naprawdę mieć mocne nerwy, żeby spać spokojnie, bo awansowa granica to mniej więcej 42-44 punkty — zależy jak na to spojrzeć.
Tyle że w ich sytuacji to jeszcze nie koniec świata, ale zdaje się ich ostatnia szansa, bo z bilansem LWWWW nie napawają optymizmem. Jedno zwycięstwo, cztery remisy i dwie porażki na koniec sezonu to przepis na mniej lub bardziej udane powitanie ekstraklasy w przyszłym roku. Oczywiście, jak ktoś strzeli gola w doliczonym czasie albo sędzia podejmie nietypową decyzję, to wszystko może się zmienić — ale na papierze to naprawdę bardzo cienka nić nad przepaścią.
A potem mamy Juventude z tymi 35 punktami i bilansem DLDLD — trzy remisy, dwie porażki w ostatnich pięciu meczach. Tu już naprawdę dużo by trzeba cudu, bo zanotowali tylko jedno zwycięstwo w ostatnich pięciu występach. Co gorsza, ich defensywa wygląda jak otwarte okno w środku stycznia — zbyt wiele strat punktów w prostych sytuacjach. Dwie porażki z rzędu to sygnał, że nawet jak coś zapalą, to i tak potrafią to zgasnąć w mgnieniu oka.
Na koniec — Sport Recife, te 17 punktów to prawdziwa katastrofa. Mają mniej punktów niż mecze rozegrali bez porażki (bo pięć ligowych lig i pięć ligowych porażek, tyle że od początku do końca). Ich bilans LLLLL mówi wszystko: ani jednego zwycięstwa w całym sezonie, ani jednego remisu — same pogromy. Nawet jakby mieli zagrać idealnie w ostatnich trzech meczach, to i tak ledwo by się uratowali, bo cel to około 30 punktów, a oni mają dystans do pokonania jakby cały zespół dopiero co wstał z kanapy po dziesięcioletniej drzemce.
Więc żeby nie było niedomówień: Fortaleza ma szansę, ale muszą postawić wszystko na jedną kartę, Juventude muszą znaleźć w sobie coś więcej niż remisowy luz, a Sport Recife... cóż, oni po prostu potrzebują cudu albo natychmiastowej interwencji w postaci nowego trenera i co najmniej trzech punktów w ostatnim meczu. Bo jak na razie, ich szanse na utrzymanie są mniejsze niż szansa, że jutro w Warszawie zrobi się 25 stopni w cieniu.
xG > emocje.
O cholera, toż to walka na noże jak w Tomb Raiderze, tylko zamiast ukrytych wejść mamy tabele, które psują nerwy co drugiemu bettowi 😭 Ale dobra, niech Bóg ma mnie w opiece, bo tej ligowej karuzeli to już nawet nie kibice, tylko statystyka płacze.
Fla to jednak w tym sezonie jak te stare volvo, które jeździ same, kiedy już się rozrusza — 79 punktów z kompletną obroną, no i te "dom-wyjazd-dom-wyjazd", które dla większości ekip to by było fatalne, a im działa jak doping. Ich te cztery mecze w zapasie? To nie luz, to broń — każdy remis to bonus, każda wygrana to klin wbity w konkurencję. Można by powiedzieć, że mają już tytuł w kieszeni, ale Serie A uczy, że do ostatniego gwizdka nie ma pewnych zwycięstw. Tyle że jak popatrzeć na ich formę, to oni nawet jak nie grają mistrzowsko, to robią punkty jak maszyna — bo przeciwnik sam się podkłada pod ich kontratak. Dlatego bukmacher na mistrza Fla to nawet 1.45, a jakby ktoś chciał na dłuższym horyzoncie, to spokojnie idzie w 1.30 z opcją "do końca sezonu" — bo ci co kombinują, że Palmeiras im ucieknie, to albo nie widzą wykresów albo mają więcej szczęścia niż rozumu.
Palmeiras? Siedemdziesiąt sześć punktów, ale z takim bilansem WWLDD to jest drużyna, która potrafi urwać gola w dogrywce, strzelić dwa w osiemdziesiątej minucie i jeszcze zrobić z siebie bohaterów. Ich problem? Mają za dużo emocji w grze — raz grają jak oszalałe tygrysy, raz tracą punkty w prostych sytuacjach. To nie luz, to efekt uboczny ich stylu: totalna ofensywa, zerowa defensywa na luzie. Jakby mieli jeden mecz na remis, toby odpuszczali, ale oni nigdy nie odpuszczają. Dlatego drugie miejsce to dla nich minimum, a jeśli Fla się potknie choć raz, to Glorioso od razu wsiada na pierwsze. Ale mój kupon na nie pierwsze miejsce Palmeiras? Ani myśl — stawiam tylko na trzecie albo lepsze, i to z dopłatą za ich emocjonalne huśtawki. Kursy na drugie miejsce idą teraz jak szalone, bo wszyscy myślą, że oni muszą dogonić, ale oni nie doganiają — oni walczą o serca kibiców, a punkty same do nich przychodzą.
Cruzeiro? Siedemdziesiąt punktów i LDDWD — to brzmi jak zespół, który ma wszystko pod kontrolą, ale prawda jest taka, że oni są jak ten kolega, co mówi "spokojnie, ogarnę", a potem gubi portfel. Ich defensywa to twardy orzech do zgryzienia, ale ofensywa potrafi zniknąć jak złodziej w nocy. Siedemdziesiąt punktów to niby bezpieczny dystans, ale jak popatrzymy na Mirassol, to wiemy jedno: punkty są jak piasek w klepsydrze — lecą, a ty myślisz, że masz jeszcze czas. Dlatego Cruzeiro na podium? Da się obstawić, ale z ryzykiem — bo jak stracą trzy punkty przez debila-sędziego albo własny strzał w własną bramkę, to lądują tuż obok Mirassolu. Kurs na trzecie miejsce to teraz 3.50, ale jak ktoś chce postawić na "Cruzeiro nie wygra ligi" z zapasem, to spokojnie idzie w 2.10 — bo oni nie mają tego pazura co Fla, żeby przebić się przez ostatnie mecze.
A Mirassol? Sześćdziesiąt siedem punktów i trzy mecze — to jest jak ten moment w kasynie, kiedy masz trzy karty do rozdania i wiesz, że albo wygrasz całe życie, albo odejdziesz z pustymi rękami. Oni są jak ten niezniszczalny przeciwnik w grze, którego nikt nie chce spotkać w rundzie finałowej — bo potrafią wygrywać mecze, których nie powinni. Ale ich bilans bramkowy DWLWD to sygnał: grają twardo, ale trafiają. Trzy mecze to za mało, żeby mówić o czymkolwiek poza emocjami — dlatego obstawianie ich na coś więcej niż szóste miejsce to hazard, a nie zakład. Ich ewentualne szóste miejsce idzie teraz na 8.00, ale ja bym na to nie stawiał. Lepiej postawić na to, że oni skończą gdzieś między czwartym a siódmym miejscem, bo taka jest logika tej ligi — chaos rządzi, a porządek to tylko złudzenie.
A teraz dołu tabeli — tu akurat nie mam złudzeń, bo Fortuna czasem sypie, ale najczęściej trafia w te, co mają najsłabsze nerwy. Fortaleza EC: 43 punkty, LWWWW — jeden sukces, cztery remisy, dwie porażki. To zespół, który albo wygra ostatni mecz w stylu "teraz albo nigdy", albo potkną się o własne buty. Ich kurs na utrzymanie to teraz 1.80, ale ja bym na to nie szedł — bo jak spojrzysz na ich ostatnie mecze, to oni nawet remisy wygrywają w doliczonym czasie, co jest rzadkością w tej stajni. Dlatego obstawiam, że oni wylądują w strefie spadkowej, chyba że dostaną cudowny pakiet punktów w ostatnich trzech meczach — a to by było jak znalezienie czterolistnej koniczyny w chodniku.
Juventude: 35 punktów, DLDLD — trzy remisy, dwie porażki w ostatnich pięciu. To zespół, który nie wie, jak się cieszyć — grają jakby mieli hamulce w samochodzie. Ich defensywa to otwarte okno w środku zimy, a ofensywa to zwykły papieros — jak raz zapalą, to zaraz gasną. Kurs na spadek to dla nich 2.50, i naprawdę nie widzę powodu, żeby ich ratować. Oni nawet jak będą chcieli walczyć, to nie wiedzą jak — bo ich gra to jeden wielki remisowy luz, a na utrzymanie potrzeba czegoś więcej.
Sport Recife: 17 punktów, LLLLL — pięć ligowych lig i pięć ligowych porażek. To nie jest zespół, to kupa nieszczęścia, która ma pecha przyciągać. Ich bilans mówi wszystko: zero zwycięstw, zero remisów, zero punktów z dobrych decyzji. Kurs na spadek to dla nich 1.20, ale to oszustwo — bo oni i tak wylądują w niższej lidze, chyba że ligę obniżą do 16 zespołów. Ich utrzymanie to taka sama szansa jak to, że jutro w Warszawie zrobi się 25 stopni w cieniu — czyli żadna.
Podsumowując: Fla mistrzem to pestka, Palmaers drugie miejsce to najbardziej prawdopodobny scenariusz (choć z emocjami), Cruzeiro trzecie albo czwarte, a Mirassol — kto wie? Na pewno nie szóste, ale też nie podium. A spadki? Fortaleza i Juventude — dwójka idzie w dół, Sport Recife to już przesądzone. Kto obstawia inaczej, ten albo nie zna ligi, albo ma za dużo nadziei — a nadzieja w zakładach to najlepszy sposób na bankructwo.
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
ejże, moi drodzy, z tymi waszymi tabelkami to już chyba przez sito przesiewacie jakbym się wtrącał do waszej piwnej kolekcji kart rzucanych na stół... ale skoro tak bardzo wam marzy się ta gonitwa jak w dobrym westernie, to chociaż posłuchajcie starego budowlańca z Częstochowy, co to widział niejedną ligę i niejednego trenera, co tracił formę przez to, że przeciążył planem remontowym.
fakt jest taki, że wy teraz robicie z tej Serie A taki lifting kosmetyczny — niby że te wszystkie ekipy idą łeb w łeb, a tu nagle tylko cztery miejsca do ocalenia? dajcie spokój. Fla ma siedemdziesiąt dziewięć punktów, czterema meczami mniej niż konkurencja — to jakby ktoś startował w maratonie, a ty byś mu powiedział "ej, ty biegasz jakbyś miał nogi z waty, bo ci się ledwo maraton skończył". Tych ich "dom-wyjazd-dom-wyjazd" to nie jest żaden patent na mistrzostwo, tylko zwykła droga przez mękę, która w tej chwili akurat działa. Ale pamiętajcie: w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy zespoły, co w połowie sezonu mieli po trzydzieści punktów i nagle potrafili zgarnąć tytuł — ale to byli faceci, co grali w trykotach, które dzisiaj można by włożyć na noc do pralki i nie zapytać.
a co do Palmeiras — no dobra, oni siedzą drugie, ale ich bilans WWLDD to nie jest stabilność, to jest ten moment, kiedy kibice biją brawo za gola, którego nie powinno być, a sędziowie potem płaczą w kuluarach. Trzy punkty straty to niby niewiele, ale wyobraźcie sobie, że macie cztery mecze do rozegrania i wiecie, że przeciwnik może sobie pozwolić na remis — to naprawdę jak stanie przed betonową ścianą z naręczem dynamitu: albo wylecisz w powietrze, albo sam się rozlecisz z hukiem. Ich forma? Raz grają jak zakręcone przez osiemnastki w Ruchu, raz tracą punkty w taki sposób, że aż strach pomyśleć, że zaraz odpuszczą. Pamiętam czasy, kiedy Olsza Kraków potrafiła przegrać 0:5 z Wartą, a tydzień później wygrać 3:0 z Legią — i co? Po pół roku lecieli do drugiej ligi. Takie rzeczy się zdarzają, nawet jak masz trzy punkty przewagi.
no i Cruzeiro — siedemdziesiąt punktów i LDDWD, czyli zespół, który wie, jak się bronić, ale nie wie, jak strzelić gola, kiedy trzeba. To jak ten stary samochód, co jeździ jak marzenie, ale jak przyjdzie do wymiany oleju, to się sypie. Oni teraz siedzą na trzecim miejscu, ale ich ofensywa to jak ta stara pralka, co pierze, ale i tak śmierdzi. A Mirassol? sześćdziesiąt siedem punktów i trzy mecze — no dobra, to jest taka sytuacja, kiedy mówisz "patrzcie, ten z dołu ma szansę!", a oni ci zaraz pokażą, dlaczego tam byli. Trzy mecze to za mało, żeby się ekscytować — to jak z tynkowaniem ściany, co ma pęknięcia: każda warstwa poprawia coś, ale jak skończysz, to i tak widać, że coś nie grało.
a na dole tabeli? Fortaleza EC z czterdziestoma trzema punktami — to jest taki zespół, co jakby miał w sobie całą serię pechowych zdarzeń, ale w ostatnim meczu wygrał dzięki strzałowi z połowy boiska... i potem wszyscy kibice patrzyli na siebie pytając: "co się właśnie stało?". Ja tam wolę swoje stare, sprawdzone metody: jeśli masz czterdzieści punktów, to już się pakujesz w walizki, bo ta granica to jak krzesło elektryczne — raz na jakiś czas ktoś się przebije, ale dziewięćdziesiąt procent ląduje na samym dole.
więc moi drodzy, zamiast gadać o tej gonitwie jak o finale mistrzostw świata sprzed dwudziestu lat, popatrzcie na te bilanse i powiedzcie szczerze: kto z was widział kiedykolwiek ligę, w której drużyna z bilansem DWLWD kończy na podium? ja wiem, że w waszych głowach gra teraz ten stary występ Napoli z Maradoną juniorem, ale takie cuda to jak te ciasne buty, które ktoś nosił na imprezie — fajne na chwilę, ale potem bolą tak, że zapominasz o przyjemności.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ejże, teraz to już naprawdę waszymi tabelkami i "zagadkami sezonu" aż mi się oczy męczą — jakby ktoś wziął wiązankę kolorowych balonów i zrobił z niej kapelusz na lato, a potem zapytał "co ty na to?!" no cóż, na co to wygląda — na lato, i tyle.
pierwsze co bije po oczach, to że fluminense ma 79 punktów i cztery mecze do rozegrania — to nie jest przewaga, to jest ten moment, kiedy przeciwnik patrzy na ciebie, a ty masz już klucze od samochodu i bilet do domu. cztery mecze to dla nich zapas, nie żaden luz; każdy remis to dla nich tyle, co obiad u teściów — smaczny, ale niekoniecznie sycący. palmeiras z 76 punktami i tym ich bilansem WWLDD? no cóż, to jest taka drużyna, co jak dostanie gola w 85. minucie, to zaraz odpowiada zzaćmieniem i strzela dwa w dogrywce — ale przez te emocje tracą punkty w prostych sytuacjach, jakby mieli w drużynie jednego zawodnika, co potrafi zagrać w pokerze... raz na jakiś czas. ich marzenie o tytule wisi na włosku, bo jak raz się potkną, to palmaresowe serca posypią się jak stare pierniki.
cruzeiro z 70 punktami i LDDWD? to jest zespół, co wie, jak nie stracić punktów, ale nie wie, jak je zdobyć, kiedy trzeba — jak ten kolega, co zawsze mówi "spokojnie, ogarnę", a potem gubi portfel w tramwaju. siedemdziesiąt punktów to niby bezpieczny dystans, ale w tej lidze jeden błąd sędziego albo własny strzał w własną bramkę robi tyle, co uderzenie w mur betonowy — zatrzyma się, ale zrobisz sobie krzywdę. mirassol z 67 punktami i trzema meczami? no dobra, to jest taki moment, kiedy mówisz "no proszę, facet z dołu się podniósł!", a oni zaraz pokażą, dlaczego byli na dole. trzy mecze to tyle, co rzut monetą, i jak im wypadnie reszka, to lądują przy 70, a jak orzeł, to mogą sięgnąć wyżej — ale szansa jest jak ta dziura w chodniku: raz się omija, raz wpadasz.
a na dole? fortaleza ec z 43 punktami — to jest taka drużyna, co jak ma w nogach gumę, to jeszcze wygrywa dzięki strzałowi z połowy boiska, a kibice później gadają, że to cud. ja wam powiem jedno: czterdzieści punktów to granica, po której albo pakujesz walizki do następnego sezonu, albo liczysz na cuda. juventude z 35 punktami i DLDLD — to jest zespół, co nie wie, jak się cieszyć, bo grają jakby mieli hamulce w samochodzie. obrona jak otwarte okno w styczniu, ofensywa jak papieros — raz zapalisz, raz zgasz. sport recife z 17 punktami? to już nie jest liga, to jest kara, która spada na leniwych — zero zwycięstw, zero remisów, zero punktów z dobrych decyzji, tylko same porażki jak te słupy telefoniczne przy autostradzie.
więc co z tego wynika? że tabela mówi same za siebie, ale liga to nie jest ten dokument, co podpisuje się na poczcie — raz na jakiś czas ktoś wsadza papier w maszynę i robi coś niezgodnego z planem. fletniego mistrzem? owszem, najbardziej prawdopodobne. palmeiras drugie? pewnie, ale z emocjami jak w rollercoasterze bez pasów. cruzeiro trzecie? da się, ale jak stracą trzy punkty przez debila-sędziego, to lądują blisko mirassolu. a mirassol? sześćdziesiąt siedem punktów i trzy mecze — to jest taka sytuacja, kiedy mówisz "co oni jeszcze mogą stracić?", a oni zaraz pokażą, że jednak mogą.
sezon jeszcze się nie skończył, więc kto wie — może jutro obudzimy się i okaże się, że cruzeiro wygrało z fortalezą 5:0, a mirassol przegrało z juvenutde 0:7, i nagle cała gonitwa idzie w zupełnie innym kierunku. bo w tej lidze raz na jakiś czas los dorzuci jednego szaleńca do ognia, a wtedy nawet te stare powiedzonka "widziałem gorsze rzeczy" tracą sens.
Widziałem już wszystko, chłopaki.