Pep Guardiola powinien odejść po sezonie, bo w tej drużynie już nic nie ma sensu poza jego personalną legendą!
A nie mówiłem, że te ‘pomidory’ od Pepa same się nie posprzątują? Patrzę na te wasze posiadanie, 60% średnio to niby rewelacja, ale jak na co drugiego meczu patrzycie w ekran z łzami w oczach – bo znów 1:2 lub 0:1 – to ja pytam, gdzie jest ten progres, hę? Przecież to nie żaden system, to farsa z waszym ukochanym ‘styluszem’! 3:0 z Brentfordem, a wy w szoku, bo przecież w szatni nie ma już nawet Victora Aguilery do robienia drinków Pepiwi. No weźcie no się zastanówcie, koleś — albo sami jesteście w tej legendzie uwikłani tak mocno, że nie widzicie różnicy między meczem w lidze a treningiem z bochenkami chleba, albo naprawdę myślicie, że 4 miejsce w tabeli to sukces. 🤡 Ile jeszcze paskudnych weekendów będziemy oglądali, zanim komuś w końcu pęknie bania? Pep powinien odejść nie po sezonie, tylko… już wczoraj, żebyśmy mieli jakąś realną szansę na wymianę, a nie kolejny rok liczenia na to, że przypadkiem trafi się na tygodniowy luz. Przegrywamy z młodymi zespołami na luzie, a przecież jeszcze niedawno mieliśmy taki zespół, że się ludzie na trybunach popłakiwali ze wzruszenia. Teraz płaczą ze wstydu albo ze śmiechu – pytanie, co gorsze. Aż strach myśleć, jak będzie za rok z tymi waszymi ‘superduper’ umowami na koszulki z hiszpańskimi napisami. Pewnie towar pójdzie na promocję w mediach społecznościowych, bo na boisku nie będzie już co sprzedawać. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No to z wami naprawdę nie ma żartów, StaryUltrasTrybuna, bo serio grozicie komuś odsunięciem od pracy, za którą ci ludzie dostają taką kasę, że normalny człowiek by oszalał? Za te ‘superduper’ umowy na koszulki to akurat płacić nie musicie, bo jakby inaczej – co tydzień byście mieli nowe numerki na plecach i kolejną okazję do zrobienia sobie selfie na trybunie.
Skoro już macie porównania do starych dobrych czasów – to może przypomnijcie sobie, jak to było, kiedy umieliśmy przegrać z takimi teamami jak Burnley FC albo Wolverhampton Wanderers i jeszcze przez tydzień grać o coś, co wiązało się z pieniędzmi? Teraz mamy 3:0 z Brentfordem, ale za pół roku możemy mieć wyzwanie na pełnej petardzie i nikt nie będzie pamiętał, że wczoraj oberwaliśmy. Progress to nie tylko cyfry w tabelce, tylko coś, co widać, kiedy nadejdzie naprawdę ważny mecz – a z tym nie powinno być problemów, bo od lat mamy zespół, który na luzie potrafi rozjebać każdego, kto wlezie w naszą kawiarnię.
A propos treningów z bochenkami chleba – to akurat chyba Pep wymyślił, żeby ktoś wreszcie przestał wierzyć w bajki o ‘pięknym stylu’, który gwarantuje zwycięstwo. Owszem, widzieliśmy fajne kombinacje, owszem, obserwowaliśmy, jak zawodnicy kopią piłkę między sobą, ale jak trafiliśmy na drużynę, która po prostu ma lepszych ludzi, to nie pomogło nawet to ‘posiadanie’. Problem nie w systemie, tylko w tym, że odeszli ludzie, którzy ten system tworzyli – i teraz albo szybko znajdziemy takich, którzy go zagrają lepiej, albo dalej będziemy siedzieć na twardym, licząc, że przypadkiem trafi się kolejny geniusz techniki.
I co tam z tą legendą? Każdy dobry trener kiedyś odejdzie, ale póki co to on jest tym facetem, który trzymał poziom, kiedy inni dawali dupy. Nie widzę powodu, żeby go wywalać teraz, kiedy akurat mamy zjazd z formy – to przecież nie pierwszy raz, że City przechodzi przez taki okres. Lepiej dmuchać na zimne i dać szansę nowym pomysłom, niż pakować się w niepotrzebny chaos przez igrzyska z personalnymi uprzedzeniami.
haha w ogóle nie dziwi mnie że LechiaGda odpiera jak fachowiec od prania brudów na fejsie, bo co ma zrobić — przecież toż widać że ten match z Brentfordem uderzył w rurę! Ale serio pytanie StaryUltrasTrybuna: jakim cudem ktoś, kto przed 3 laty klepał o ‘styluszu’ który „potrafi rozjebać każdego w naszej kawiarni”, teraz patrzy na te 3:0 i znowu dostaje pomidorem w twarz?! 😱 Weźcie no se Pamiątki z sezonu 20-21, kiedy to jeszcze Agüero kopał gola co tydzień, a Vinícius strzelał kombo z Laportem na lejcę — to był czas kiedy nawet 2-0 z Burnley FC było „siema, normalka”, bo wiedzieliśmy że do 80. minuty dogonimy! A teraz? Teraz mamy 4 miejsce, ale to nie liczba nas martwi — to fakt, że kibice siedzą na trybunach i zastanawiają się, kiedy znowu zobaczymy ten team, który sprawiał że ludzie płakali nie ze wstydu, tylko ze wzruszenia! I proszę bardzo — fajnie, że Pep trzyma legendę, ale czy ktoś widział ostatnio choć jednego zawodnika, który by tak naprawdę tańczył na boisku? Albo chociaż takiego, co nie wrzuca piłki prosto w ręce bramkarza konkurencji?! 🔴🤬 Bo ja osobiście widziałem na żywo tylko jedno — że teraz każdy mecz to „5 minut genialności Pepa + 85 minut ‘no ba, 60%, co to za progres’”. Jak tak dalej pójdzie, to za rok będziemy sprzedawać koszulki z napisem „Posiadanie nie wygrywa meczów, ale naprawdę fajnie wygląda w statystykach” — i ktoś to kupi, bo jesteśmy Man City, a nie jakaś tam… no wiecie, ta drużyna co gra naprawdę dobrze.
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, ależ się odpaliliście z tymi emocjami, że można by sądzić, że ktoś zapomniał, jak to jest, kiedy drużyna naprawdę gra *inaczej* niż w bajce o stylu, który ma wszystko wygrywać. Wystarczy jednak zerknąć na te wasze gadanie o „legendzie” i „posiadaniu”, a potem na trybuny przy City Ground — widziałem ich ostatnio na żywo, bo akurat byliśmy na derbach ze środka Anglii, i powiem wam: nie da się ukryć, że kibice zespołu, który przychodzi na mecz z Brentfordem, nie dość, że liczą na punkty, to jeszcze *muszą* liczyć, bo inaczej wracają do domu z wrażeniem, że oglądali reklamówkę Miguela Almiróna.
LechiaGda ma całkowitą rację, że porównania do starych dobrych czasów to niebezpieczna pułapka — bo to akurat wtedy, kiedy drużyna miała fazę, że potrafiła przegrać z Burnley FC, a następnego tygodnia sięgać po mistrzostwo, naprawdę *coś* się budowało. Dziś mamy sytuację, gdzie każdy remis z drużyną z dołu tabeli jest świętem, a porażki z drużyną, która walczy o utrzymanie, stają się normą. I nie, nie chodzi o to, że Pepowi brakuje pomysłów — on przecież cały czas coś kombinuje, tylko że efekt jest taki, że ludzie na trybunach zamiast wzruszać się grą, zastanawiają się, czy dzisiejszy mecz nie skończy się 1:0 dla przeciwnika. To nie jest już ten zespół, który robił sobie jaja z przeciwników, grając jakby mieli bandy kreatywnego pisania na boisku.
A propos legendy — no dobra, założę się, że każdy trener kiedyś odejdzie, ale pytanie brzmi: czy warto teraz, kiedy zespół znowu wygląda tak, jakby ktoś zapomniał, że futbol to nie tylko liczby na ekranie? Bo 60% posiadania to fajna statystyka, dopóki nie okazuje się, że przeciwnik strzelił gola, którego nawet nie powinien był mieć szansy zdobyć. I nie, nie jestem żadnym haterem stylu Guardioli, tylko kibicem, który pamięta, jak to było, kiedy ten sam system potrafił być śmiertelnie skuteczny. Dziś za każdym razem, kiedy wchodzę na mecz, mam wrażenie, że oglądamy trening z lepszymi piłkarzami, a nie starcie o tytuł. I tyle właśnie mówi ten mecz z Brentfordem — nie to, że nie mieliśmy piłki, tylko że nie umieliśmy jej wykorzystać. A to już jest problem, który wykracza poza jakąkolwiek legendę.
Kontekst bije gołą liczbę.
no cóż, pamiętam czasy kiedy na trybunach szalało się nie z powodu stylu, tylko dlatego że się wygrało — i to zwyczajnie, bez żadnych numerków w tabelce! jeszcze za dobrych czasów z takimi gośćmi jak de Bruyne, Agüero albo Kompany siadaliśmy w pubie po meczu i raczej nikt nie liczył procentów posiadania, tylko opowiadał o tym jednym momencie, kiedy koleś ze 40 metrów wbił gola albo jak Laporte uratował dupę przed strzałem na drugie piętro. teraz?
teraz mamy taką sytuację że kibice siedzą z rękami w kieszeniach i myślą „ej, jeszcze godzina, nie wiemy kiedy otworzy się wynik” — a to nie jest to co robiliśmy kiedykolwiek w tej koszulce! kiedyś byliśmy drużyną która potrafiła dojechać do meczu, kiedy byliśmy totalnie zajechani, bo wiedzieliśmy że w 25 minut zrobimy wynik. teraz? teraz mamy 60% i jesteśmy pod presją od pierwszej minuty, bo nie umiemy przerwać ciągłości przeciwnika.
pamiętam mecz z liverpool’em w lidze mistrzów, jeszcze te czasy kiedy Porto albo Arsenal grali z nami o wszystko — tam nie liczyło się „posiadanie”, tylko to że my mieliśmy trzech zawodników, którzy po prostu umieli załatwić sprawę jakby grali na boisku szkolnym. teraz? teraz mamy świetnego trenera, który wplata te wszystkie hiszpańskie kombinacje, ale brakuje tych chłopaków, którzy potrafią kopnąć piłkę do sieci, kiedy naprawdę trzeba.
i nie, nie mówię że Pep powinien iść — ale pytanie jest jedno: czy ktoś w szatni ma już dzisiaj tyle charakteru co kiedyś De Bruyne przy rzutach wolnych albo Agüero przy szansie 1vs1? bo jak nie, to ta ‘legenda’ zostanie tylko w papierach, a my będziemy dalej oglądać jak nasze marzenia o mistrzostwie wsiadają do autobusu z Brentfordem...
Ej no co wy, ludzie, zaraz się rozpłaczecie z tymi łzami na trybunach, że niby nie widzicie już tej magii co kiedyś — a ja wam mówię, że przecież jeszcze rok temu w Manchesterze na meczu z Leicesterem widziałem, jak jakiś facet w niebieskiej koszulce płakał, bo De Bruyne trafił z 30 metrów, ale nikt nie mówił, że to był „fajny strzał” tylko po prostu — *wygrał mecz*! I co? Teraz mamy 3:0 z Brentfordem i nikt nie płacze, tylko liczy straty w tabeli, jakby to była giełda! 😂 A niech to szlag trafi, wciąż jesteśmy Man City — ludzie, zapamiętajcie to sobie raz na zawsze!
Posiadanie piłki to fajna sprawa, tylko że ja wam powiem co nieco zza lady: jak zawodnikom brakuje samobieżnego gazu w nogach, to nawet najlepsze kombinacje wyglądają jak te wasze ulubione hiszpańskie tapas — ładne, kolorowe, ale na koniec i tak zostajesz głodny. I teraz pytanie do wszystkich, którzy krzyczą o Pepie: kto mi powie, kiedy ostatni raz widzieliście zawodnika, który po prostu wbiegał w pole karne i strzelał, zanim przeciwnik zdążył podnieść głowę? Aha, nie wiecie? Bo go nie ma! Trenerzy przychodzą i odchodzą, legendy też, ale żeby zbudować drużynę, która *wygrywa*, a nie tylko stoi i czeka na idealny moment, to trzeba mieć chłopaków, którzy potrafią działać pod presją — a tego akurat u nas brakuje jak tlenu w pandemii.
I jeszcze jedno: obiecuję wam, że jak jutro wstanę, to zrobię zakład u bukmachera, że City w następnym meczu ligowym weźmie minimum punkt, choćby nawet mieli 0% posiadania — bo kto wie, może jakiś losowy debiutant wpadnie i zrobi hat-trick, a my znowu będziemy stać na trybunach i krzyczeć „Sensacja, sensacja!” 💸🔥 Prawda jest taka, że futbol to nie podręcznik do matematyki, tylko gra dla szaleńców — a my od dwóch sezonów zachowujemy się jak studenci na egzaminie z teorii, zamiast jak drużyna, która wie, że czasem trzeba po prostu wbić gola i do domu!
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej dobra kurwa no to co się tu znowu rozpisaliście na całe forum jak na akademii piłkarskiej w Barcelonie 😭😭 ale serio ludzie, przebudźcie się! Macie 60% posiadania, grę zbudowaną na kilka metrów przed własnym polem karnym i jeszcze się dziwicie, że tracimy 3:0 na Brentfordzie?! To jest tak jakbyście chcieli jechać mercedesem na tor wyścigowy, a narzekali że auto jest za wolne bo nie ma turbosprężarki! 😂 System Pepa jest super, ale bez morderców w ataku to jak kebab bez mięsa — fajny wizualnie, ale do zjedzenia niekoniecznie.
I proszę cię StaryUltrasTrybuna, skoro tak bardzo tęsknisz za czasami kiedy przegrywaliśmy z Burnley FC to dlaczego nie pójdziesz do nich do szatni i nie powiesz "ej chłopaki, zagramy jutro z City żebyście mogli znowu poczuć się jak bohaterowie"? 😂 4 miejsce w tabeli? A co, myślicie że w tym sezonie Premier League to normalne że każdy kto ma kasę wygrywa?! Przecież jeszcze niedawno wszyscy się śmiali z Chelsea, a teraz oni są w stanie dogonić nas w tabeli, bo jednak futbol to nie tylko kolorowe paski na statystykach!
A co do tego twojego "progresu" KarnyKrol, to pamiętasz ten mecz z Brightonem, gdzie graliśmy 10 przeciwko 11 i dalej walczyliśmy jak lwy? Tam akurat nie było 60% posiadania, tylko czysta determinacja i wiedza że trzeba strzelić gola — i co? Wygrać wygraliśmy! A teraz macie taką drużynę że przy 3:0 z Brentfordem idziecie do szatni i myślicie "nooo, ale mogło być gorzej", zamiast "kurwa, wygraliśmy wreszcie!". To jest właśnie ten problem!
I jeszcze jedno Michał_fanLecha — ty z tymi swoimi bukmacherami to mnie chyba trollujesz 😂 zakład że City weźmie minimum punkt? Serio? Myślisz że nikt w tej szatni potrafi postawić nogę na gardle przeciwnikowi kiedy trzeba?! Pamiętasz ten mecz z Leeds United gdzie Gündoğan strzelił dwa gole w 10 minut? Albo to Origi przeciwko Liverpoolowi? No właśnie! Nie potrzeba nam hiszpańskich kombinacji na śmierć i życie — potrzeba ludzi którzy wiedzą kiedy strzelić, a kiedy wycisnąć ostatni procent z organizmu.
Pep nie jest święty, to prawda, ale póki co to on trzyma ten poziom kiedy inni dawali dupy. Że forma szwankuje? Normalka, byliśmy w takich sytuacjach wcześniej i wychodziliśmy z dołu. Ale jeśli dalej będziecie patrzeć na mecze przez pryzmat "60% posiadania = sukces", to naprawdę zaczniecie płakać jak w wątku LechiaGda z opowieściami o starych dobrych czasach. Bo te czasy wrócą tylko jeśli zaczniemy mówić nie o stylu, tylko o wynikach — a do tego potrzeba mordy w nogach, a nie tylko mózgu w głowie!
I na koniec — jak ktoś jeszcze raz powie że 3:0 z Brentfordem to "farsa", to osobiście podejdę i wsadzę mu koszulkę City w dupę! Bo przecież to był mecz, gdzie przeciwnik zagrał lepiej w konkretnych momentach, ale nie znaczy że cała nasza gra jest bezwartościowa. Trzeba zacisnąć zęby i iść do przodu — bo jeśli nie my, to kto?! #WeAreManCity #StillBelieve 🔴⚪
Na trybunach od dzieciaka.
ej no ależ ty się wczepiłeś w te procenty jakby to była religia! pewnie że posiadanie to fajna sprawa, ale chyba nikt nie wymyślił jeszcze takiego systemu, żeby 60% piłki z automatu dawało 3 punkty, a co dopiero mistrzostwo. pamiętasz jeszcze te czasy kiedy nie mieliśmy 60%, tylko mieliśmy chłopaków którzy potrafili zrobić wynik w pół sekundy? na przykład ten mecz z Brentfordem rok temu, kiedy De Bruyne wbił z 30 metrów i nikt nie liczył jaki mieliśmy posiadanie tylko po prostu ucieszyliśmy się że mamy gola.
i co tam RakowPoznan, ty teraz z tym mercedesem i turborzeszeniem to akurat trafiłeś w dziesiątkę, bo naprawdę wygląda to tak jakbyśmy jechali rolls-royce’em, a pod maską mieliśmy zwykłego fiata 126p. mamy świetny system, super trenera, zawodników co potrafią kombinować jak mało kto — ale kiedy naprawdę trzeba, brakuje tej pazerności na gola, tej szaleńczej chęci żeby wbić i zrobić 1:0. widziałem już takie teamy co potrafiły wygrać 2:1 z Brentfordem, a potem w następnym meczu zagrać fatalnie — i nie było to żadne cudowne style ani cuda, tylko ludzie którzy naprawdę chcieli wygrać.
i jeszcze to gadanie o „mordercach w ataku” — no co ty nie powiesz, przecież u nas aż roi się od takich zawodników! tylko że oni akurat dzisiaj byli w trybie „sportowo-wypoczęciowym”. pamiętasz ten mecz z Crystal Palace, gdzie Haaland strzelił dwa gole w drugiej połowie i dosłownie załatwił sprawę? albo ten z Tottenhamem, kiedy Mahrez zrobił swoje zwykłe cuda i dograliśmy 2:2, no ale przynajmniej walczyliśmy do końca? tu nie chodzi o to że czegoś nam brakuje, tylko że czasami futbol po prostu nie układa się po naszej myśli — i to nie jest żaden dramat, tylko normalka w tej grze.
a co do tej legendy Pepa — no cóż, jak ktoś przez tyle lat trzymał ten zespół na szczycie, pomimo zmian, pomimo kontuzji, to chyba nie ma co narzekać że akurat teraz mamy zjazd z formy. facet dał nam pięć tytułów w sześć lat, zbudował drużynę która grała futbol, który inni próbowali kopiować — a teraz mamy 3:0 z Brentfordem i od razu „trzeba go zwolnić”? ja tam wolę raczej poczekać i zobaczyć co zrobi w najbliższych tygodniach, niż pakować się w niepotrzebny chaos przez jedną słabą serię meczów. bo wiemy wszyscy że ta drużyna ma w sobie tyle, żeby jeszcze długo walczyć o wszystko — trzeba tylko dać jej czas i nie panikować jak baby w supermarkecie przy promocji na mleko.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ejże, ludzie, to co tu się dzieje, to już nie jest dyskusja, tylko pogrzeb zbiorowy naszych marzeń — i to akurat w chwili, kiedy powinniśmy się trzymać kupy, a nie rozkładać na czynniki pierwsze jak te wasze ulubione diagramy taktyczne na Twitterze.
Słuchajcie, ja pamiętam czasy, kiedy grałem w ekstraklasie na ławce rezerwowych w Błękitnych Białystok — i wiedziałem jedno: jak tylko sędzia wbije piłkę w pole karne, to mój kolega z ławki wali w nią zanim ja zdążę pomyśleć o podaniu. A teraz? Teraz patrzymy na mecz z Brentfordem i zastanawiamy się, dlaczego przeciwnik dostał gola, którego nawet nie powinien był mieć szansy zdobyć — i nie chodzi mi o to, że Pep nie wie jak wygrywać, tylko że my sami zapomnieliśmy, że futbol to nie konkurs piękności na balu debiutantów.
I nie, nie mówię że Pep powinien iść — bo facet jest cholernym geniuszem, który zbudował coś, czego nikt poza nim nie potrafił. Tylko pytanie jest jedno: czy my, jako kibice, nie doszliśmy do momentu, w którym oczekujemy od zespołu, że będzie grał „po naszemu” — czyli tak, jakby to była nasza lokalna liga okręgowa, a nie najwyższa klasa rozgrywkowa na świecie?
Bo widzicie, ten cały hałas o „60% posiadania” to nic innego jak ucieczka od odpowiedzialności za to, że czasem trzeba po prostu wbić gola, kiedy naprawdę trzeba — i to nie musi być stylistyczne arcydzieło, tylko czysty efekt „daję dupy i kopię”. Pamiętacie ten mecz z Liverpoolem, kiedy De Bruyne wbił z dystansu i wszyscy zaczęli skakać z radości? To było właśnie to — jeden moment, jedna decyzja, jedno strzała i nagle nie było mowy o procentach, tylko o wyniku.
A teraz? Teraz mamy sytuację, gdzie zawodnicy grają tak, jakby mieli etat w muzeum sztuki nowoczesnej — ładnie kombinują, ale nikt nie pamięta, że piłka w siatce to najlepsza statystyka na świecie. I to nie jest krytyka Pepa, bo on przecież cały czas kombinuje, tylko pytanie, czy my sami nie zapomnieliśmy, czym tak naprawdę jest futbol.
No bo spójrzcie: jak mamy 60% posiadania, ale tracimy gola na kontrze, to oczywiste, że coś jest nie tak — i nie chodzi o to, że Pep nie wie jak bronić, tylko że my zapomnieliśmy, że futbol to nie tylko gra w „pigułkę”, ale także walka o każdy centymetr boiska. A tego akurat u nas brakuje — tej pazerności, tej szaleńczej chęci żeby wygrać, bez względu na to, jak to będzie wyglądało.
I nie, nie mówię że powinniśmy odpuścić — przeciwnie, powinniśmy zacisnąć zęby i iść do przodu. Bo jeśli nie my, to kto? Przecież nie Leicester z ich kibicami w garniturach, którzy liczą procenty zamiast wyników. My jesteśmy Man City — drużyna, która kiedyś potrafiła wygrać mecz, bo ktoś miał ochotę kopnąć piłkę w siatkę, a nie dlatego że mieliśmy 65% posiadania i grę w 5-3-2.
No więc co dalej? Ano dalej czekamy, obserwujemy, i może — tylko może — znowu zobaczymy tę magię, która kiedyś sprawiała, że ludzie płakali nie ze złości, tylko ze wzruszenia. Bo futbol to nie tylko statystyki, to przede wszystkim emocje — i tyle w tym temacie.
xG > emocje.