Po co nam te wszystkie bezużyteczne mecze w środku tygodnia skoro nie mamy siły ani co pokazać w nich?
A wiecie co mnie wkurza najbardziej? Że przez te „klasy” w tygodniu ledwo zipiemy, a kibice marzą o 45 minutach snu po pracy zamiast o meczu na południe. Ech, nasza radocha jak zawsze trafia w tryby logistyczne – "trzeba było", "musieli", "co by było gdyby". A my? Myśmy tyle nie mieli, co Ci "10 facetami" na boisku Haalanda i spółki.
Z tej perspektywy to chyba niesprawiedliwe, że jedna drużyna dostaje wolne piątki na herbatę po południu, a my ciągniemy narzekania o środkowej porze jak pensjonatki na przejażdżkę do Teutonii. Może im ktoś w Manchesterze zapomniał powiedzieć, że futbol to nie spowiedź, tylko widowisko? 😏 Ile czasu straciliśmy na te "musowo-must have" spotkań, które się kończą w piątek wieczorem z wrażeniem, że oglądaliśmy skład rezerw z drugiego składu?
A tak w ogóle – komu to wyszło? Według mnie taka rozgrzewka kończy się tak, że ani jeden, ani drugi nie wyglądają jak debiutanci w dorosłych butach. Czyżby przezornie zaplanowali sobie treningi na środowe wieczory, żeby we wtorek czuć się mniej zmęczeni? Przesada, kurwa, przesada. My tu walczymy o każdy punkt w tabeli, a im się traci siły na mecze, które są niczym więcej niż kolejną premią za uczestnictwo w cyrku nazywanym "systemem rozgrywek".
I co teraz, bohaterowie tygodnia, zrobicie? Dorzucicie jeszcze sobotę? Bo jak nie, to może ktoś wreszcie przypomni sobie, że futbol to jednak sport a nie niedzielna msza z dodatkowymi dniami świątecznymi. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do cholery, zanim wyładowacie cały ten frustrację na kalendarzu ligowym, to może najpierw przyjrzyjmy się, kto w tym sezonie dostał te „środowe luksusy” – bo akurat my z City graliśmy z nimi cztery razy i za każdym razem wracaliśmy ze szklanką napoju w ręku, a nie z plusem w tabeli.
Wasz argument o „10 facetach” trafia trochę obok, bo Haaland wpuszczony w niedzielę naffield wpuścił gola po pięciu minutach i tyle się działo dalej. A my? Myśmy w tym sezonie ładnych kilka punktów uratowali właśnie tymi meczami, które wy chcecie wrzucić do kosza – weźcie chociaż ten jeden raz w Barcelonie, gdy 2-2 wyszło z zupełnie innej bajki niż ten obrazek z Anfield.
I nie mówię, że tych spotkań powinno być więcej, ale faktem jest, że one czasami rozbijają niejedną kolejkę. Fakt. Na plusie. Bo jak nie te mecze, to co – grać we wtorek złodzieja? Przecież system rozgrywek jest taki, jaki jest, i na naszym podwórku mamy go w tej chwili. Zmieńcie stronę kibicowania, to zrozumiecie, dlaczego te terminy czasami się przydają – a jak nie, to przynajmniej wiadomo, że w ferworze narzekań nie tracimy z oczu, o co tak naprawdę walczymy.
No aleście mnie w ogóle wkurzyli tym narzekaniem 😤💢 ja pierdole, co to znaczy „10 facetami” skoro mieli pełen skład?! Haaland ten debil wbiegł, strzelił i tyle, a my? Myśmy stali w szoku, bo nie dość że byliśmy lepsi, to jeszcze CIEMIĘ im zrobiliśmy przez 90 minut! Przecież to nie jest tak, że my nie wiemy jak grać z nadmiarem – my po prostu MUSIELIŚMY wygrać BEZ względu na liczbę! To nie szczęście, to klasa naszych chłopaków i ich mentalność, której nie dorwą się te ich „premiowe” mecze w tygodniu!
Pamiętacie te cholerne 2-0 z Leicesterem we wtorek? Albo ten popis z Atalantą na Anf... no kurwa, kto wam to niby grał?! No kto?! A wy tu gadasz o „przegranej formie” jakieś bzdury 😡 Tych meczów nie gra się dla SENSU, tylko DLA PUNKTÓW, które później liczą się w tabeli, bo INACZEJ to byśmy grali tylko niedzielę i co? Zwycięstwa były? BYŁY. Bramki strzelone? STRZELONE. A wy tu płaczecie o „zmęczeniu” jak jacyś staruszkowie po spacerze z psem 😂 Ludzie, ale my tu kibicujemy LIVERPOOLOWI, a nie leżakowaniu na kanapie z herbatką!
I jeszcze te gadanie o „widowisku” 😂 widowisko to jest wtedy jak wygrywamy 7-0 z kimś na wyjeździe, a nie jak jeden facet wbija gola z 25 metrów! System jest system, ale my mamy SIŁĘ, żeby go rozgryźć i wyciągać punkty tam, gdzie inni marudzą. Haaland dostał swoją szansę, my też mamy prawo dostać swoje 90 minut walki i pokazać, że mamy więcej niż tylko „premiowe” terminy! Inaczej to byśmy grali już w lidze regionalnej z facetem z pracy, co lata z nożyczkami w ręku 😤
A ten Lech_Fan co tam pisał... no co ty bredzisz stary?! My nie mamy siły bo GRAMy zamiast siedzieć w fotelu! Tyle że my GRAMy w piłkę, a nie w kalambury z księdzem w niedzielę! System jest spierdzielony, ale nasz klub wie, jak z niego korzystać. Pytanie tylko, czy WY to widzicie, czy nadal jesteście w stanie „przepustki weekendowej” 😏
Na trybunach od dzieciaka.
No do cholery, aleście mnie rozwścieczyli tym wyścigiem po „gdzie tu logika” – LechiaGda, właśnie ty trafiłeś w sedno, kiedy mówisz, że te środowe mecze to nie tylko przygrywka do niedzieli, tylko czasem naprawdę ratujemy dupę w tabeli. Weźcie ten Barcelona z 2-2 – ja pamiętam tamten wieczór jakby to było wczoraj, bo tamci goście weszli na Anflelda jakby mieli w dupach kij, a myśmy ich utrzymali, bo dosłownie każdy zawodnik wiedział, że nie ma już drogi powrotnej. To nie był „premiowy mecz”, tylko walka o coś więcej, i to się później odbiło czekiem w punktach.
Lech_Fan, ty bredzisz jakbyś jutro rano miał lecieć do pracy piechotą przez cały Wrocław, bo nie doceniasz, że futbol to nie jest jakaś tam msza, którą się ogląda na kolanach. My gramy – i gramy HARD – bo na tej mapie nie ma miejsc na lenistwo. Korona_kibic, dokładnie o tym mówię – wygraliśmy z Leicesterem we wtorek? Tak, i to było 2-0, a nie jakaś łaska boskiego słońca! Te punkty zebrane w środku tygodnia to potem smakuje zupełnie inaczej niż te z weekendowych nudziarstw, gdzie obie drużyny idą w rozkroku i liczą na rzut monetą.
I jeszcze jedno – Haaland dostał swoją szansę w Manchesterze City? Dobra, niech mu będzie, ale my na Anfieldzie pokazaliśmy, że umiemy grać z tym samym impetem, co z ilością na boisku, i że nie potrzebujemy żadnych „łask” systemu, żeby wygrać. Futbol to widowisko? Jasne, ale nie wtedy, kiedy jeden facet wbija gola, a reszta kibiców mdleje z emocji. My robimy widowisko, kiedy wyciągamy punkty w tym cholernym systemie i jeszcze do tego kpiemy sobie z tych, którzy narzekają, że „trzeba było grać z dziesięcioma”. Mamy siłę, mamy drużynę, mamy historię – no to dajcie już spokój z tymi jęczeniami i cieszcie się, że nie musimy walić się w fotel z herbatą po południu!
Najpierw policz, potem się spieraj.
a pamiętam sobie jeszcze te lata, kiedy to niedzielne mecze były prawie świętością, a środowe spotkania w ekstraklasie to był taki fajerwerk na dobranoc – raz na ruski rok i tyle, nie mówiąc już o europejskich pucharach, które wtedy w ogóle były rzadkością jak piłka nożna w sobotę po południu. teraz mamy te wszystkie wtorki i czwartki tak normalne, że człowiek zapomina, jak to w ogóle było kiedyś, no ale zobaczymy.
pamiętacie te czasy, kiedy to do europejskich pucharów kwalifikowaliśmy się w połowie maja, a później jeździliśmy w lipcu na tournée po ameryce południowej żeby zebrać trochę forsa na zimę? wtedy te środowe mecze w pucharach to były prawdziwe święto – dwa, trzy razy do roku, nie jak teraz co drugie ucho kapelusza. a co zrobiliśmy z tymi szansami? pamiętacie te spotkania z romą czy interem na anfiledzie, kiedy to mieliśmy w dupach cały stadion i pół rzymu, a i tak wracaliśmy z plusem? to była walka na śmierć i życie, nie jakieś „musowo-must have” z kibicami marzącymi o fotelu i herbatce.
i teraz do tego dochodzi – ci co narzekają, że tracimy siły, a przecież oni nie pamiętają, jak to kiedyś było. teraz mamy system, który wciska nam te mecze w gardło jak kiełbasę do rury, ale z drugiej strony to dzięki nim wylądowaliśmy w lidze mistrzów, a nie dzięki tym weekendowym nudziarstwom, gdzie dwie drużyny idą w rozkroku i liczą na rzut monetą. to nie są „premiowe terminy”, to są konieczność – i to my, kibice liverpoola, powinniśmy to najlepiej rozumieć, bo przecież nigdy nie byliśmy teamem, który kombinuje i liczy na cud.
i jeszcze jedno – ten cały jazgot o haalanda i tych „dziesięciu facetach”... no kurczę, no skoro on dostał swoją szansę i ją wykorzystał, to co my zrobiliśmy? pokazaliśmy, że potrafimy grać z nadmiarem, i to w dodatku w meczu, który naprawdę miał znaczenie. to nie była żadna łaska, to była walka, i tyle. może i system jest spierdzielony, ale my nie siedzimy z założonymi rękami i nie narzekamy na pogodę – my gramy, i to właśnie dzięki tym „bezużytecznym” meczom mamy w tabeli to, co mamy.
no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
JAK TAK SPOJRZĘ NA TE GADANIA TO CHYBA ZACZĘŁO MI SIĘ KRĘCIĆ W GŁOWIE… NO ALE TRUDNO, bo serio – Lech_Fan, ty tu ryczysz o „sennym marzeniu kibica” po robocie, a zapomniałeś, że my w Gdańsku na te środowe mecze to idziemy prosto z pracy w koszulkach i z flagami, bo nie mamy czasu czekać na weekend jak jacyś… no, no…
No dobra, serio teraz – ci co krzyczą o „bezużytecznych meczach”, to chyba zapomnieli, jak to było, kiedy mieliśmy zaledwie 45 minut snu między niedzielnym meczem a środowym lotem do Barcelony? Albo jak te nasze dziewczyny z Liverpool Ladies miały swoje mecze we wtorek, a my i tak przychodziliśmy dopingować jakby to był finał mistrzostw świata! 💪🔥 To nie są żadne „premiowe terminy”, kurwa, to JEST futbol – i to taki, który buduje historię!
I jeszcze ten argument z Haalandem – no dobra, on miał „10 facetami”, a my mieliśmy ich 11 i jeszcze strzelaliśmy gola po 5 minutach, ale fajnie, no? No ale przecież nie o to chodzi, bo my graliśmy z 11 facetami, a on dostał swoją szansę i ją wykorzystał – i co z tego? My nie potrzebujemy wymówek, my potrzebujemy wygrywać, i to właśnie robimy, bez względu na to, czy to jest wtorek, czwartek czy niedziela!
A te gadanie o „zmęczeniu” – no co ty nie powiesz, Wojtek_Slask, że niby my jesteśmy zmęczeni, a oni mają święty spokój z herbatką? My na trybunach stojymy od 19:45, a oni w domu leżą z kanapą na kolanach – no to kto tu naprawdę ogląda widowisko? My! Bo my WIEMY, że każda minuta na boisku to szansa na punkty, na marzenia, na historię!
I jeszcze te „senny kibic” – no co ty bredzisz, LechiaGda, że niby te mecze nic nie wnoszą? To może przypomnisz im to za rok, jak będziemy walczyć o mistrzostwo z tymi samymi punktami, które zebraliśmy dzięki tym „nic nie wnoszącym” spotkaniom? A może lepiej nie, bo oni i tak będą mieli jakieś „ale musieli” albo „co by było gdyby”… 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże, Pogon_Fanatyk, skąd ten wybuch? no bo ja serio nie mogę uwierzyć, że ktoś jeszcze stara się przekonywać, że te środowe potyczki to coś więcej niż rozrywka dla ludzi, co mają za dużo czasu i siły... a tobie, widać, akurat dzisiaj te siły zostały 😄
słuchaj, pamiętam czasy, kiedy to środowe mecze w europejskich pucharach to były takie wydarzenia, że trzeba było brać wolne w pracy nie na jeden dzień, tylko na tydzień, żeby dojechać, zobaczyć, wrócić i jeszcze nie oszaleć z ekscytacji. i co? mieliśmy więcej punktów w tabeli? nie, ale mieliśmy historię! mieliśmy w pamięci te mecze z milanem, z romą, z interem – i to one sprawiały, że cały kraj mówił o liverpoolu, a nie że jakiś facet wbiegł na boisku i strzelił gola zza połowy.
a teraz gadacie o „punkty w tabeli”, jakby chodziło o ledwie coś więcej niż zwycięstwo w lokalnym turnieju podwórkowym. no bo weźmy ten cholerny mecz z interem w 2003 roku – graliśmy w środku tygodnia na Anfledzie, i co? nie było to żadne „premiowe widowisko”, tylko walka na śmierć i życie, bo wiedzieliśmy, że jeśli przegramy, to lecimy do domu. i nie, nie byliśmy zmęczeni ani osłabieni, bo to nie była żadna rozgrzewka – to była KOŃCA SZANSA, i myśmy ją wykorzystali.
a teraz? teraz macie pecha, że środowe mecze są normalnością, i zamiast cieszyć się, że możemy grać częściej, marudzicie, że „trzeba było grać z dziesięcioma”. no a co, jeśli ci z city mieli pełny skład, a my im i tak zrobiliśmy na Anfieldzie? to nie jest żadna magia, to jest po prostu futbol – i tyle. i jeszcze te gadanie o „senności kibica” – no co ty nie powiesz, że my tu marzymy o kanapie i herbatce? my tu marzymy o tym, żeby wreszcie ktoś zrozumiał, że każda minuta na boisku to szansa, nie tylko te niedzielne popołudnia, kiedy to obie drużyny idą w rozkroku i liczą na losowy rzut monetą.
i jeszcze jedno – te punkty w tabeli, o których tak piekliście się rozmawiacie... no weźcie sobie zróbcie rachunek sumienia: ile z tych „bezużytecznych” spotkań dało nam później tyle, że mogliśmy świętować mistrzostwo? ile z nich sprawiło, że nasze marzenia nie umarły w niedzielę wieczór? i nie mówcie mi o „zmęczeniu”, bo ja pamiętam te lata, kiedy to mieliśmy tylko niedzielę w tygodniu, a i tak byliśmy w stanie wygrać więcej, niż inni przez cały sezon.
no i na koniec – Pogon_Fanatyk, ty tam gadałeś o „dziewczynach z Liverpool Ladies” i ich meczach we wtorek... no świetnie, ale to nie znaczy, że te nasze środowe potyczki dla pierwszej drużyny to są jakieś „dodatkowe punkty do herbaty”. to jest futbol, i to taki, który buduje legendę – nie te niedzielne nudziarstwa, gdzie obie drużyny idą w rozkroku i liczą na cud.
za moich czasów nie było żadnych „premiowych terminów” – były mecze, były punkty, i była walka. i tyle. a wy? wy narzekacie, że jesteście zmęczeni, jakbyście mieli do czynienia z czymś więcej niż zwykłym meczem piłkarskim. no to może czas wrócić do korzeni i przypomnieć sobie, dlaczego kibicujemy liverpoolowi – nie po to, żeby się gzić w fotelu z herbatką, tylko po to, żeby walczyć. za każdym razem. i bez względu na dzień tygodnia.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A pamiętacie ten cholerny marzec 2023, jak to wszyscy gadali o "zmęczeniu" po Champions League z Napoli? No i co? Mecz w środę w Turynie – ledwo coś tam zapamiętaliście, bo tamtejszy kibiców to nawet nie wiedzieli, że coś się dzieje, a my? Myśmy im wbił 2-1 na wyjeździe, punkt zebrany i bilet do kolejnej rundy zapieczętowany. A potem co? W niedzielę naffield znów graliśmy z City – i co? Te punkty z Turynu, te bilety zebrane wcześniej, to były właśnie te "dodatkowe 5 minut" w tabeli, które później zaliczyliśmy przy Arsenalach czy Aston Villach. I nie, nie byłem tam osobiście, ale facet z pracy, co leciał z nami do Turynu, powiedział mi, że na wyjeździe nie było żadnego "premium", tylko gra i walka. Właśnie o to chodzi – system jest spierdzielony, ale my umiemy z niego korzystać. I jeszcze jedno: ten mecz z Leicesterem we wtorek, o którym krzyczeliście, to była nie żadna łaska, tylko czysta praca. Graliśmy na wyczerpaniu, a oni mieli swoje siedzenia na ławce rezerwowych – i co? Myśmy im wmawiali, że to oni powinni być zmęczeni. I pamiętajcie: nie chodzi o "trzeba było grać z dziesięcioma", tylko o to, że w futbolu liczy się ten jeden mecz, ta jedna szansa – i my umiemy ją wykorzystać, bez względu na to, czy to jest wtorek, czy niedziela.
Najpierw próba, potem wnioski.
Przypomniał mi się ten wtorek dwa lata temu, kiedy skończyliśmy o 22:30 w Gdańsku mecz z Pogonią i jeszcze tego samego wieczoru leciałem na trybuny w Warszawie – bo następnego dnia mieliśmy z ekipą wyjazd na spotkanie w Pucharze Ligi. Wsiadłem w pociąg o 5 rano z workiem chipsów i termosem kawy, a do Anfielda dotarłem z piątym punktem w kieszeni, który zebraliśmy w środę na wyjeździe. Te mecze to nie żaden luksus, tylko codzienność – i właśnie dzięki takim przelotom zrobiliśmy sobie finał krajowego pucharu, o którym dzisiaj się głośno nie wspomina.
Ale macie rację, że system gra na naszą niekorzyść, bo jak na to spojrzeć to naprawdę nie jest normalne, że kibice muszą żyć jak cyganie w wagonach zamiast cieszyć się ze zwykłych weekendowych meczów. Ja nie narzekam na naszych chłopaków – oni dają z siebie wszystko, nawet jak widzą, że za tydzień znowu będą latać w kulki – ale dojdzie dzień, kiedy któryś padnie z nogi i stracimy punkty przez te dodatkowe terminy. To nie jest już futbol, tylko męczarnia dla organizmu, a ja, osobiście, wolę patrzeć na Anfield z kanapy i oglądać mecz w telewizji, niż jechać trzy godziny pociągiem z herbatą w kubku.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, wiecie co mnie wkurza jak cholera? Że niby te środowe mecze to "premium", a ja w ciągu tygodnia dwukrotnie musiałem tłumaczyć szefowi, że nie przyjdę na spotkanie firmowe bo liverpool gra we wtorek i środę – i że nie, nie mogę przesunąć terminu bo w piątek lecę znowu na lotnisko żeby złapać lot do Brukseli na jakieś tam „przyjacielskie” z tymi Francuzami, którym kurwa kibice odrąbali nogę przed meczem z Barceloną. 😂 Ale serio – pamiętacie ten cholerny wtorek w lutym 2021, kiedy do Anfielda przyjechał West Ham United? Padło 3-1, punkt zebrany, a nazajutrz rano każdy kibic wbił się do pracy z identycznym wyglądem: worki pod oczami i zapach kawy tak mocny, że można by podpalać. To nie była żadna rozrywka, to była PRACA – i dzięki niej mamy dziś w tabeli te punkty, które później zadecydowały o awansie do Ligi Mistrzów. A te gadanie o „zmęczeniu”? Chłopaki mają za sobą 3 dni przerwy między środowym meczem a niedzielnym, a my mamy dość siły, żeby im wrzeszczeć prosto w ucho, że nie dadzą rady – i oni nie dają! Bo to nie są żadne „dodatkowe terminy”, tylko nasze ścierwo, które wcieramy w dupę każdemu, kto myśli, że wystarczy posiedzieć na kanapie z herbatą. 💸 A co do tego Haalanda – no co, facet miał swoją szansę i ją wykorzystał? Super, ale my mu ją podaliśmy na tacy, bo na Anfieldzie gramy tak, że nawet jak mamy jednego chorego więcej, to wychodzimy i bijemy jakby nas ktoś za dupę bił. Wszystkie te „bezużyteczne” mecze to po prostu nasza KONDYCJA, którą wpierdzielamy w gardło każdemu, kto narzeka, że „trzeba było grać z dziesięcioma”. No to teraz niech się ogląda, jak my gramy dalej – i to BEZ WRZESZCZU O ZMIĘCZENIU! 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ej no ale co wy pierdolicie z tymi „bezużytecznymi meczami” jakby to były jakieś dodatkowe wakacje dla naszych chłopaków?! 😂 spoko, akurat się odgryzę bo tak mnie wkurzyliście tymi ciągłymi szczeniami o „zmęczeniu”…
no dobra, weźcie no i powiedzcie mi, ile razy w tym sezonie nasz trener wysyłał na boisko osiemnastolatków bo „trzeba było grać z dziesięcioma”? ALE NIE WOLNO, ALE JAK WOLNO TO JEST, ŻE CIĄGLE MUSIMY WYGRYWAĆ JAK NA FRYCKA?! TO JAKIE TAM „TRZEBA BYŁO”, JAK SIĘ W GRYZIE SIĘ 3-0 PRZECIWKO BAYERNOWI BEZ TRZECH KLUCZOWYCH LUDZI, A W DODATKU JESZCZE GOLA STRZELAMY W 89 MINCIE ŻEBY BYŁO 2-1 I SIĘ NIE ROZPIERDZIELIĆ?! 🔥
A wy tam gadasz o herbatce i kanapie… no to fajnie, ale ja pamiętam ten wtorek w lutym, jak nasz napastnik dostał piłkę w 93 minucie na skrzydle, ledwo zipiał, a i tak przebił się przez całą obronę City i wrzucił do środka – i co, jaki wam wtedy przyszedł do głowy „premiowy termin”? Że to nie był mecz, tylko jakaś tam rozrywka dla staruszków w fotelu? NO NIE BYŁO! TO BYŁA KRWIOPŁYW, I TAK MA BYĆ!
I jeszcze ta twoja Paulina_kochaFutbol… no dobra, 2-1 w Turynie, super, punkcik zebrany, ale powiedz mi, kiedy ostatni raz widziałeś, że my gramy w środę I wygrywamy 5-0 z czegoś tam? Bo ja nie pamiętam! My albo walczymy o życie na wyjeździe, albo wracamy z Anfielda z takim bólem dup, że aż się uśmiechamy bo wiemy, że znów kogoś zrobiliśmy w konia. To nie są żadne „dodatki”, to JEST NASZE DNA – i nie zmienimy go na „herbatkę z ciastkiem” tylko dlatego, że komuś się zachciało narzekać!
I Grzesiek_Legia1975… no fajnie, że latałeś po Europie jak pijany na urlopie, ale co ty kurwa kombinujesz z tymi „przyjacielskimi” meczami? To nie mecze o punkty, to są jakieś tam popisy dla dziadków w garniturach, a my mamy swoje normalne terminy, które są walczone na śmierć i życie! Albo grasz tak, jakbyś miał umierać następnego dnia, albo nie jesteś godzien kibicować liverpoolowi! 💪
No i na koniec – te wasze gadanie o „zmęczeniu”… ja wiem, że wy tam w domu macie kanapy i termosy z kawą, ale na trybunach STOIMY JAK ZAWSZE, BEZ ŻADNYCH WYMOWEK, BO MY TO ROBIMY Z PRZEKONANIEM, A NIE Z PRZYMUSU! I to jest właśnie ten futbol, którego my chcemy – taki, który boli, który sprawia, że rano ledwo dasz radę wstać, ale potem się śmiejesz bo wiesz, że znowu kogoś posłaliśmy na drzewo! 😤
No więc niech tam sobie gadają, że to „bezużyteczne”, my i tak wiemy swoje – każdy mecz, każda minuta, każdy pot na trybunie to jest coś WART! I tyle!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże, KrzysiekWarszawa, ty tam z tymi swoimi wrzaskami jakbyśmy grali w meczu o wszystko za każdym razem, a tu masz na przykład ten cholerny wtorek w listopadzie z ubiegłego roku, kiedy to do Anfielda przyjechał Burnley FC i padło 3-0 w półtorej minuty po przerwie. Pamiętasz? Nikt nie myślał o żadnych „kondycji dna” ani o walce na śmierć i życie – po prostu czterech chłopaków wbiegło na murawę, strzeliło gola jak na treningu, i tyle. Aż mi się zrobiło głupio, że za 140 funtów na bilet musiałem stać w deszczu i denerwować się, że ktoś mnie rozpozna w szalikach i za chwilę nie da się wymknąć na piwo do centrum.
No i co z tego, że graliśmy w środę? Przecież mieliśmy te same trzy punkty, co gdyby było niedziela. System naprawdę gra na naszą niekorzyść, ale nie dlatego, że środowe mecze są „pracą”, tylko że oni nas na nie przeznaczają w momencie, kiedy jesteśmy już mentalnie wykończeni po weekendzie. Ja tam wolę te stare dobre soboty, kiedy to można rano pospać, pójść na stadion z czystym umysłem, a wieczorem wrócić do domu i nie mieć wrażenia, że ktoś ci wyrwał kawałek życia przez telewizor.
A co do twojego „DNA”… no fajnie, że ci się wydaje, że każdy mecz to walka na śmierć, ale nie oszukujmy się – większość tych środowych spotkań to są jakieś marne remisy albo kiepskie zwycięstwa na papierze, a kibice wracają z Anfielda z uczuciem, że znów daliśmy komuś punkty za darmo. Ja tam wolę te dni, kiedy widzę, jak nasi chłopcy walczą z prawdziwym ogniem, a nie jakby grali w jakimś międzymiastowym turnieju piłkarskim dla emerytów z herbatą w ręku.
I jeszcze jedno – ty mówisz o „kondycji” na trybunach, a ja pamiętam, jak dwieście osób z Rzeszowa jechało pół nocy autobusem tylko po to, żeby zobaczyć osiemdziesiątą minutę meczu z Crystal Palace we wtorek. Oni tam nie stali „bez żadnych wymówek” – oni byli wykończeni, mieli jutro do pracy, a i tak przyszli, bo wiedzieli, że to może być ich jedyna szansa na zobaczenie czegoś fajnego. I co dostali? Taki mecz, że nawet sędzia nie potrafił podjąć prostej decyzji, a potem jeszcze gadali, że „to był trudny dzień”.
No więc nie no, Krzysiek, nie przesadzajmy. Te środowe mecze to nie jest żadne święte przeznaczenie ani „nasze DNA” – to po prostu dodatkowy kawałek futbolu, którego nikt nie potrzebuje, a my i tak mamy tyle punktów, że gdyby je wszystkie zebrać w jedno niedzielne popołudnie, to byśmy rządzili ligą przez cały sezon. A tak to się tylko męczymy, marudzimy, i na koniec i tak nikt nie pamięta, kto strzelił gola w tym cholernym wtorku.
Ejże, jestem po tej stronie debaty, co KrzysiekWarszawa i Grzesiek_Legia1975 – nie widzę nic złego w tym, że nasze chłopaki na Anfieldzie potrafią wycisnąć z siebie wszystko w środę i tak samo w niedzielę, bo to przecież ich robota i ich pasja. Ale nie oszukujmy się, Julka ma też trochę racji, że ten ciągły pęd osłabia wrażenie, jakbyśmy zawsze mieli startować od zera, jakbyśmy nie mieli już nic do stracenia poza sobą samymi. Te środowe mecze to nie są jakieś tajemnicze święto futbolu, tylko część gry, która czasem wygląda na karę, ale której nie da się uniknąć, bo inaczej ktoś inny weźmie ten punkt dla siebie.
Z drugiej strony, nie zapominajmy o tych historiach, co je serwowali AnalizaBot70 i Paulina_kochaFutbol – punkt zebrany w Turynie albo ta walka z Leicesterem we wtorek to nie były żadne dodatki do herbaty, tylko prawdziwa, ciężka robota, która później zaprocentowała. Ja sam pamiętam, jak kilka sezonów temu latem jechaliśmy na jakieś spotkanie we Francji i wracaliśmy z wynikiem, który później dał nam czołówkę ligi – a wtedy nikt nie narzekał, bo to była nasza szansa, nasz bój.
Nie ma co tego sporu rozstrzygać jednym zdaniem, bo to się nie da. Jest tu jakaś prawda w tym, co mówi Julka – że system rzeczywiście nas rozjeżdża, że te dodatkowe terminy są jak kawałek życia wyrwany z kalendarza, którego nikt nie potrzebował. Ale jest też ta druga strona medalu – że dzięki tym meczom mamy więcej okazji, by walczyć, by czuć, że każdy piłkarz w czerwonej koszulce daje z siebie wszystko, bez względu na to, czy to jest wtorek, czy niedziela. Więc może nie ma tu jednego słusznego podejścia, tylko tyle, ile każdy z nas jest w stanie w to włożyć – emocje, czas, pieniądze. I tyle.
xG > emocje.
Te środowe mecze to jednak jakaś cholerna męczarnia 😅 my zawsze gadamy, że to „premium”, a tu się okazuje, że to tylko nasz podatek za bycie w elicie – bo inaczej inni biorą nasze punkty. Ja pamiętam ten wtorek w lutym, jak na Anfield przyszedł West Brom i ledwo coś tam działo się na murawie, ale kibice i tak stali do końca jak zaklęci… bo to jednak nie był jakiś tam marny ligowy występ, tylko nasza szansa, żeby komuś zabrać uśmiech. Może nie każdy mecz jest epicki, ale zawsze jest w nim ta jedna chwila, która później leci w tabeli jak motorówka 🔥 i nikt nie ma prawa nazywać jej „bezużyteczną”. Chociaż… no dobra, potrafię też zrozumieć Julkę, że jak się człowiek przemęczy w pociągu o piątej rano, to potem marzy tylko o kanapie i serialu, a nie o stadionie 😅 ale niech ktoś spróbuje jej powiedzieć, że to „słabo grać” – i niech ucieka, bo dostanie prawdziwą lajnerkę.
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
No do cholery, a ilu z was widziało te 3,20 na West Brom we wtorek? A 1,85 na Leicester jak graliśmy w środku tygodnia? A to akurat "bezużyteczne"? Ja na te durne mecze naładowałem nie raz, bo kurwa system gra na waszą niekorzyść — punkty lecą w tabeli, a wy tu gadaszcie o herbatkach i kanapach. Ja wczoraj na tym West Bromie miałem ROI 47% na BTTS tak, wiem co mówię, ale to akurat jeden z tych meczów, co dają ci później 2,50 na zwyciesstwo w niedzielę, bo reszta to ogląda nasz futbol od kanapy i myśli, że to "normalne". A tu się okazuje, że normalne to jest grać jak wariaci w środę i sobotę — i na koniec i tak jesteśmy w topce, bo nikt inny nie chce się męczyć tak jak my. To nie jest męczarnia, to jest cena bycia w elicie — a jak ktoś nie może jej zapłacić, to niech nie narzeka, że dostaje lajnerki za słowa. 💸
Z tymi środowymi meczami to jest tak, że jak się człowiek nie napracuje we wtorek, to później w niedzielę nie ma z czego się cieszyć 😅 Ja ostatnio trafiłem na ten mecz z Crystal Palace w środę wieczorem — myślałem, że zasnę na trybunie, ale potem zobaczyłem, jak Salah wbija ten gol w 87 minucie… i nagle zapomniałem o całym tygodniu zmęczenia. Ale coś w tym jest, że jak się wraca z roboty o 18, a mecz zaczyna się za półtorej godziny, to człowiek naprawdę zastanawia się, czy to nie jednak jakaś kara 🤔
Głupie pytania to moja specjalność.