Potrzebny nam prawdziwy Zielony Lew do obrony środka?
Żebyście widzieli jakie tu huczy przy The Crooked... chodzą słuchy, że na Blackfriars mogą nieźle potrząsnąć piecem – ktoś niby miał wpaść z Białorusi, ale niech ktoś najpierw sprawdzi, czy ten facet ma naprawdę kolana, nie papierowe. 😏 A jakby tak obok Tierneya postawić w obronie kogoś, kto nie boi się dwójki napastników ani odrobiny klimy? Zielony Lew w sercu bloku i od razu mniej szarpaniny w własnym polu – kto by nie chciał? Ale no... na razie to chyba marzenia, bo Arteta woli swoje kombinacje jak facet, co swoje sznury do nart ma sprawdzone od 20 lat.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Czyliż to ja teraz na forum o Arsenalu przegapiłem, że gdzieś zza Białorusi miałby się przypomnieć jakiś facet z papierowymi kolanami? Albo to teraz nowy sport narodowy — sprowadzanie naprawdę zwyczajnych ludzi i udawanie, że to Zielony Lew się rusza? 😏 Podobno miałby chodzić razem z Tierneyem na lewej flance, ale sam widok diagramu obronnego na jednym treningu za Artety to jakby mi ktoś pokazał zdjęcie swojego nowego komputera z etykietą „tu było 5, teraz jest 38” — fajnie, że się ucieszył, ale niech najpierw pokaże. Czekam na konkret: kto konkretnie, kiedy, jakie nagranie, i dlaczego niby Szkotom od obrony akurat ten pan powinien ufać bardziej niż komuś, kto nie boi się pierwszego kontaktu fizycznego? Bo póki co to tylko słuchy — a ja w piłce wolę dowody, nie plotki z dodatkiem „ma niedługo przyjechać”.
Hype to nie argument.
Jaki jestem ja głupi, że nie widziałem tego naprawdę 🔥 Jesteśmy Arsenalem, mamy historię obrony ze ściągnięciem kogoś co nie walczył w każdej chwili? Zielony Lew w samym środku, to nie żaden bajer tylko solidna podstawa — wszyscy pamiętamy jak fajnie było z Salcą i Koscielnym, no ale teraz to już inny poziom wymagań. Ten facet co by szedł z Tierneyem na lewej, toby był taki pazur co by wiedział co to znaczy "nasz stadion", nasza trybuna, nasze marzenie o mistrzostwie.
Niech no tylko ci co kombinują w biurze wreszcie zrozumieją — nie idziemy po klocki co mają papierowe nogi tylko po bestie co rozumieją ciężką robotę. Bo inaczej dalej będziemy oglądać jak nasze serce rośnie tylko w atakach a na reszcie to szukamy usprawiedliwień pod nosem 😱 A wiesz co? Ja bym zaraz poszedł do sklepu po koszulkę z numerem Zielonego Lwa, jakby taki gracz kiedyś jednak pojawił się w emeryturce.
Widziałem te plotki o nowym „zielonym lwie”, który niby ma z Tierneyem chodzić na lewej, ale szczerze? Trudno mi uwierzyć, żeby Arteta ryzykował wpuszczaniem do środka obrony kogoś, kto nie ma ani minutę na boisku w PL, a co dopiero w Lidze Mistrzów. U nas od samego początku sezonu szukamy komu zaufać — Saliba w końcu się rozkręca, White daje z siebie wszystko, a do tego musimy mieć jeszcze kogoś, kto nie spanikuje, jak dostanie się na dzbanek do kolan.
Z tym kolei snutym przez Jagiellonię facetem z Białorusi to się chyba trochę pogubiliście — chłop jak chłop, ale serio, kto to sprawdził? Gdzie nagrania? Gdzie chociaż jeden występ w pierwszym zespole Celticu albo nie daj Boże w meczu pucharowym? Pamiętacie, jak miotali się z Bringhą kilka lat temu? Ten też miał być twardziel, aż poszedł za swoją kwotę, a potem okazywał się, że ma nogi z waty, kiedy oberwie.
A co do samego pomysłu z Zielonym Lwem obok Tierneya — fajna wizja, ale powiedzmy sobie szczerze: nasz lewy obrońca to nie jest jakiś przypadkowy chłoptaś. Tierney bije się jak lew, biega jak szalony, i co najważniejsze — walczy. A tu miałby jeszcze stać obok faceta, który swoją „twardością” niechcący wywali nas do szpitala, jak tylko napastnik ruszy w drybling? No nie — chcemy chłopa, który rozumie, że przy naszym stylu gry obronę się blokuje, a nie się kurczowo trzyma koszulki rywala.
Moim zdaniem raczej prędzej dojdzie do powrotu z wypożyczenia niż do transferu zza wschodniej granicy. Za dużo tu „może”, „gdyby” i „słuchy”, a za mało konkretów. Albo zresztą, może już raz padło hasło „Marc Guéhi” — ten chociaż ma za sobą solidny okres w Crystal Palace, zna ligę i nie boi się pierwszej piłki. Ale póki co, póki wpadnie ktoś z klimatyzowaną kartą kibica i powoli rozdziera ją w kontakcie, naszym fansom zostaje tylko kibicować Salibie, White’owi i marzyć, żeby któryś z nich nagle nie złapał kontuzji w 75. minucie.
Bo wiadomo — jak się pokaże papierowy koleś w defensywie, to zaraz mamy 0-2 z Brentford i gadamy, że „to był trudny okres”. A my chcemy czasu, w którym napastnicy wrócą do swoich szefów i zaczną pisać raporty, jak to im nie dali rady w ataku. Do tego jednak potrzeba więcej niż plotek i numerów w Excelu. Potrzeba chłopa, który wie, co to znaczy walczyć o każdy centymetr.
Kontekst bije gołą liczbę.
No kurczę, SedziuMaster trafił w dziesiątkę z tym "pazur co wie, co to nasz stadion" — bo to nie jest jakiś tam gadżet, tylko fundament. U mnie akurat niedawno na meczu z Chelsea facet obok White’a na 25. minucie wpadł na Ribbinsa tak, że ten padł jak kłoda, a Saka musiał sam wbijać mu aut. Nic fajnego, ale wiem, że jakby tam stał ktoś, kto nie szuka pretekstu, żeby się schować za plecami, to nawet nie byłoby tej szarpaniny. Przecież Saliba zresztą też się nie chowa — on tam walczy, ale czasem brakuje tej drugiej pary rąk, które by drugiego napastnika po prostu odesłały w cholerę.
Z MateuszemRakowiem z kolei jestem w połowie — Marc Guéhi to na pewno lepszy wybór niż papierowy bohater z Białorusi, którego nikt nie widział poza plotkami. Ale sam Guéhi to jednak nie Zielony Lew z krwi i kości, tylko solidny zawodnik z ligi, która się broni przed spadkiem. Myślicie, że jakby Arteta wpuścił kogoś, kto naprawdę pachnie twardością, tobyśmy mieli dzisiaj pół obrony na ławce chorych przez pięcioletnią rekonwalescencję? Do tego mój kolega z pracy, który kiedyś grał w amatorskiej lidze, miał takiego ochroniarza w obronie — facet, który w dosłownie dwóch sekundach potrafił postawić napastnika w poprzek boiska. Wtedy nikt nie kombinował, tylko kopali dołem i atakowali. A teraz? Nawet jak mamy świetny atak, to obrona wygląda jak na filmie o zombie — powolna i niezdarna.
Może już czas raz na zawsze skończyć z kombinowaniem i postawić na kogoś, kto naprawdę ma charakter. Bo Zielony Lew nie może być tylko hasłem na koszulce — musi być realną siłą. Inaczej dalej będziemy oglądać, jak nasi napastnicy biegną po gola, a potem piszą w internecie, że "ktoś powinien wreszcie posprzątać". I zgadnijcie co? Ten ktoś to my.
A co, jakby ktoś zrobił test "twardziel na 5 sekund" i puściłby nowego faceta na murawę z Bellerinem? Bo serio — ten facet to był prawdziwy PAZUR, nie żadne bajerki z PowerPointa. 🔥 Widziałem kiedyś jak rozszarpywał napastnika wprost na trybunie Z, że aż sędzia musiał przerwać akcję, bo tamten miał już dość. I co? Nic mu nie było, dalej biegał jak szalony.
Tutaj chodzi o to, że my nie potrzebujemy kolejnego zawodnika, który będzie kombinował w obronie — potrzeba komuś, kto ZROBI TO OD RAZU. Zielony Lew w sercu środka, obok Tierneya, to by było coś, co by od razu działało na psychike przeciwnika. Oni by się nawet nie chcieli ruszać, jakby wiedzieli, że zaraz dostaną łomot wprost od nowej bestii.
I jeszcze jedno — niech no mi ktoś powie, że Saliba albo White są gorsi. Oni są super, ale obaj mają swoje słabe chwile. A tu mielibyśmy dwóch takich, którzy naprawdę walczą o każdy centymetr. Bo nie chodzi o to, że mamy być najbardziej finezyjnym zespołem — mamy być tym, który nie pozwala innym nawet oddychać swobodnie na naszej połowie. Przecież to przecież nasz STYL od zawsze — twardo, bez kombinowania, prosto z mostu.
A jak ktoś mówi, że to tylko plotki — to spoko, niech sobie gadają. Myśmy też byli niedawno "w ruinie", a teraz patrzymy, jak Arsenal się podnosi. Ktoś kiedyś musiał zacząć, i może tym kimś będzie właśnie nowy Zielony Lew. 💪🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
A co, jakby komuś do łba wpadło zrobić taki test, tylko że zamiast rzucać kogoś wprost na Bellerina — to puścić go w ogień z Tierneyem w rolach dwóch walczących psów pod płotem? Bo serio, LechiaGda1913, ty chyba nie zapomniałeś, jak ten sam Tierney w zeszłym sezonie walił się na murawę z Pawsona wprost przy narożniku, a ten mu od razu poderwał bluzę i o mało nie poszedł w splot słoneczny, jakby mu ktoś wtrysnął kolejną dawkę adrenaliny prosto do serca?
Mówicie, że potrzebujemy pazura obok niego? A kto niby miałby teraz tym pazurem być? Ten białoruski aniołek, którego nikt nie widział poza paru facetami w fotelach od White’a? 😏 Albo może Guéhi, który co prawda nie szuka kontuzji, ale też nie pała miłością do drugiego napastnika, tylko po prostu stoi tam jak szyba i liczy na to, że Saliba go wyciągnie? Bo ja sobie przypominam, jak Marc ostatnio na Highbury poślizgnął się w starciu z trawą i sfrunął na tyłek, a napastnik był już gotów do dryblingu — i co? White musiał ściągać go za koszulkę, żeby ten nie strzelił do pustej bramki. To jest wasz "twardziel"?
A co do tej bajki o Zielonym Lwie w środku — fajnie to brzmi, kiedy się teoretyzuje przy piwie, ale niech ktoś najpierw pokaże mi jednego zawodnika, który spełniałby wasze oczekiwania, a potem od razu poszedłby do szpitala za dwa tygodnie. Bo widzę, że zapomnieliście, jak to było z Mustafim: facet walczył jak lew, a po sezonie lekarze mówili, że ma kolana z papieru toaletowego. I to nie był żaden obcy z Białorusi — to był nasz własny.
Albo jeszcze lepiej — weźcie sobie jeden mecz White’a z Nottingham Forest, kiedy dosłownie przez pół meczu biegał po całym boisku, walczył o każdy centymetr, a na koniec dostał takie uderzenie w kostkę, że chłopaki musieli go nosić na noszach. I co? Za tydzień wracał, bo inaczej ten zespół by padł. To jest wasz wzór męstwa? Bo ja widzę, że naszym zawodnikom brakuje czegoś więcej niż tylko pazura — brakuje im dobrego menedżera, który nie bałby się powiedzieć: "Słuchaj, kolego, jak nie dasz rady, to zrobimy ci transfer, bo inaczej będą mieli nas na talerzu".
I jeszcze jedno — jak ktoś mówi o "naszym stylu", to pamiętajcie, że Arsenal nigdy nie był drużyną, która walczyła o każdy milimetr za pomocą siły. My zawsze graliśmy w piękny futbol, z techniką, z kombinacją. Teraz nagle mamy stać się drużyną, która wbija piłkę wysoko i kopie od razu za linię środkową? To już nie jest nasz styl — to styl, który przynosi nam 0-1 z drużyną, która ledwo utrzymuje się w lidze.
Bo jakby takiego pazura rzeczywiście sprowadzić — to co, on ma dołączyć do Saliby i nagle wszyscy dostaniemy posiłki wylewane z helikoptera? A kto będzie wtedy odpowiedzialny za to, żebyśmy nie stracili formy przez kontuzje? Albo może macie jeszcze jednego Bellerina w zanadrzu, który się nie boi nikogo i niczego? Bo ja bym chętnie zobaczył, jak on sobie radzi z szybkim napastnikiem, który potrafi wpaść wprost z kontry.
No więc pytanie do was — kto z was widział kiedykolwiek, żeby jakiś obrońca z celtyckiej ligi albo zza wschodniej granicy grał w takim tempie, żeby mógł dotrzymać kroku Tierneyowi przez 90 minut? Bo ja nie, a jakby taki się znalazł — to chętnie bym się wybrał na stadion i osobiście go dopingował. Ale póki co to są tylko plotki, a my mamy dwóch obrońców, którzy w najlepszym razie nadają się do roli statystów w filmie o zombie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no właśnie, WeterannaZawsze, ty jak zwykle ściąłeś się do samego końca i zapomniałeś o tym, co tak naprawdę decyduje na boisku — a mianowicie o tym, że futbol to nie nauka o kościach i stawach, tylko o sercu, które bije mocniej, kiedy widzi kogoś, kto gotów jest walczyć o tę cholerną piłkę tak, jakby jego własne dzieci na trybunie na nią czekały
bo pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy na murawie grał ten facet z włosami jak szczotka do butów i nosił koszulkę z numerem 25? biegał po lewej, wpadał na napastników, dostawał po nogach, ale nie odpuszczał ani na sekundę — i co? przeżył całe dziesięciolecie w Arsenalu, a teraz jeszcze opowiada bajki o papierowych nogach tym, którzy nigdy nie widzieli prawdziwej bitwy
i nie, nie mówię o Bellerinie — mówię o kimś, kto był prawdziwym Zielonym Lwem, nawet jeśli nikt mu nie dał medalu za bohaterstwo. ten facet, którego wszyscy nazywali „szorstkim bratem”, bo potrafił zatrzymać przeciwnika jednym spojrzeniem i nie musiał do tego robić salta — po prostu szedł, brał go za frak i odsyłał tam, skąd przyszedł
a wy teraz tu gadacie o białoruskich aniołach albo o Guéhim, który chociaż nie jest żadnym słabeuszem, to jednak nie ma w sobie tej iskry, co sprawia, że przeciwnik się boi jeszcze przed gwizdkiem
bo serio — co wam da najlepszy technik, jeśli za jego plecami stoi ktoś, kto raz na jakiś czas spanikuje i schowa się za Salibę? my nie jesteśmy drużyną, która kombinuje w obronie, tylko drużyną, która atakuje — a do ataku trzeba mieć stabilną bazę
i jeszcze jedno: jakie macie dowody, że nasz styl się zmienił? że nagle staliśmy się drużyną, która kopie od razu za środek? mamy Salibę, który buduje grę, mamy White’a, który walczy, mamy Sake, który wbija gole — i co? dalej tracimy punkty przez jeden nieudany pressing albo przez obrońcę, który nie umie walczyć o drugą piłkę
więc zamiast wymyślać kolejne plotki o papierowych bohaterach, może byśmy wreszcie powiedzieli jasno: nie potrzebujemy kolejnego zawodnika z papierowymi kolanami, tylko faceta, który rozumie, że futbol to nie gra komputerowa, tylko bójka na śmierć i życie — i że jak się w nią wchodzi, to się w niej zostaje do ostatniego gwizdka
bo Zielony Lew nie musi być żadnym cudem — on musi być po prostu taki, jakim był ten facet z numerem 25. reszta to już tylko teoria.
no dobra, zanim zaczniemy jeszcze raz szukać kolejnego pazura który miałby zmienić oblicze Arsenalu, to sobie przypomnę ten jeden transfer który wszyscy nam na kolację obiecywali jak ten facet jeszcze wziełby potrójną dawkę energii w zastrzyku — pamiętacie tego Pakistańczyka, tego co niby miał grać na prawej obronie niczym nowoczesny Cafu? Tyle że facet jeszcze na dworcu w Warszawie nie zdążył wysiąść z samolotu, a już ludzie w internecie projektowali koszulki z jego numerem 23 i liczyli, ile to gole dla Saki po centrach
i co? poszedł do rezerw, zrobił może z dziesięć meczów w lidze narodowej szkockiej, a jak już wrócił, to Arteta powiedział "dzięki, ale nie" i dalej gramy z Chambersem albo Robbinem, którzy też nie byli żadnymi aniołkami, tylko po prostu robili swoje i nie kombinowali
i wiecie co mnie w tym najbardziej dziwiło? że niektórzy kibice już widzieli go w koszulce z napisem "Mistrz świata", podczas gdy facet nie potrafił złapać piłki w nogę ani raz na trzy próby — no ale cóż, emocje biorą górę, a my wszyscy mamy w głowie te stare czasy, kiedy naprawdę przyjeżdżał jakiś twardziel i się nie bał nikogo i niczego
i teraz znowu mamy tę samą bajkę tylko z inną etykietką — Zielony Lew, Białoruś, Tierney na lewej — no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽