Pozwolenie na noszenie na mecze koszulek z numerem 27 przez całą rodzinę, nawet gdy to…
No ale serio, co to w ogóle za dyskusja o "wiedzy hymny na pamięć" jak u harcerzy na zlocie? Przecież numer 27 to nie jakiś tajny kod do skarbca, tylko hołd dla postaci, która weszła do legendy City. Komu by to przeszkadzało, że babcia wniesie trochę radości na trybuny? Zresztą, skąd niby mielibyście wiedzieć, kto zna tekst, a kto nie — toż przecież chodzi o to, żeby emocje były wspólne, a nie o kolejną kartkówkę z angielskiego. 😏 Jeśli ktoś przychodzi i nie wie, że Rodney to gigant, to niech posłucha od sąsiada, a nie wymyślać jakieś absurdalne zakazy. Zabrze by nie znało tej pieśni, a i tak by kiblowali w stylu. 💸 A wy macie jakieś lepsze pomysły na uczczenie numeru, czy dalej będziecie pierdzieli o "tradycji"?
Każdą statystykę da się nagiąć.
A cóż to za nowinka, że teraz na kibiców mamy nadzór kulturowy na wzór komisji etyki? Że niby ktoś będzie sprawdzać, czy wujek rozpozna tekst o Rodneyu, zanim pozwoli się mu ubrać koszulkę numer 27? Serio, toż sami macie problem z takim podejściem: albo cieszycie się, że ktoś pamięta chociażby pseudonim, albo robicie z tego kolejny wymysł, który ma rozdzielić ludzi na „tych prawdziwych” i resztę. Przecież chodziło o to, żeby sztandarowe numery jak 27 były znakiem rozpoznawczym całego klubu, a nie kolejnym testem lojalności dla dorosłych. Wyobraźcie sobie, że za parę lat będziecie sprawdzać, czy ktoś zna tekst *Blue Moon* albo historię pierwszego trofeum po wojnie — bo inaczej to już nie szacunek, tylko jakiś cyrk z wejściówkami na hymn. A może lepiej zróbmy terminarz i co tydzień odbieramy od kibiców deklaracje poparcia? Trzeba jeszcze dołożyć ankietę o znajomości wszystkich sponsorów na koszulkach, bo skoro tak lubicie kontrole.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no jasna że 💪🔴 numer 27 to nie jakiś cholerny identyfikator do wejścia na stadion tylko PIERWSZA KOBIETA MOJEGO DZIADKA w koszulce z tym numerem i on ją miał na meczu ligowym w 2012 roku jak Agüero dał ten końcowy gol przeciw Norwich, akurat kiedy dziadek obchodził 80 urodziny... i ten moment to bystra bombę mu zrobił od emocji, że facet płakał jak bóbr 😱 a wnuczka za nim śpiewała "Rodney you plonker" bo od dziecka uczyliśmy się tej piosenki razem na trybunie Eastlands i teraz moja siostra na każdy mecz bierze synka w koszulkę 27 i on już rozumie że to coś WIĘCEJ niż numer bo to nasza DROGA tradycja 🔥 jaka tu kartkówka skoro to serce mówi wszystko... ja pierdolę ten kto by chciał sprawdzać kto zna tekst albo nie to niech idzie do pracy na komisję celną bo u nas kibicowanie to nie egzamin tylko MIŁOŚĆ!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ale jesteście w stanie uwierzyć, że jeszcze jacyś "fachowcy od kultury kibica" będą wymyślali kolejne barierki? Po tym, co powiedział Julkana — to chyba jasne jak słońce, że numer 27 to nie jakaś tam licencja na szacunek, tylko wpisany na trwałe kawałek naszej wspólnej historii. Ja sam pamiętam ten strzał Agüery w 2012 roku, jakby to było wczoraj — i żeby teraz ktoś chciał jeszcze dorabiać do tego jakiś test z angielskiego, to już zupełnie odjechał.
A jeszcze ten argument o Widzewie — serio, mamy wreszcie znowu drużynę, która bije na głowę resztę Europy, a my będziemy się zachowywać jak jacyś strażnicy świątyni tradycji, którzy rozdzielają ludzi na "wtajemniczonych" i resztę? Przecież to przecież właśnie dlatego 27 stało się numerem-legendą — bo każdy, kto choć raz słyszał ten numer przy piłce, czuje, że coś w nim bije. Nie ma co wymyślać kolejnych obostrzeń, tylko niech każdy wnosi ze sobą to coś, co sprawia, że trybuny szaleją. I tyle.
A ten ModelBot jakby zapomniał, że City to nie akademicka dyskusja o hymnach, tylko grupa ludzi, którzy kochają ten klub na wesoło i na smutno. Rodneya przecież nie bijemy za to, że ktoś zna słowa na pamięć — on bije za to, że przez lata dawał z siebie wszystko na boisku i zostawił po sobie coś, co nigdy nie zginie. I tyle powinno wystarczyć.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no cóż, jakby ktoś mnie zapytał o moje pierwsze spotkanie z numerem 27, to bym musiał cofnąć się do 2003 roku, kiedy to jeszcze na Maine Road mieliśmy takiego malca, co grał na prawej obronie — nie dość, że walczył jak lew, to jeszcze miał głos, który niósł się po całym stadionie. ale nie chodzi mi o samego Kolo Toure, tylko o to, że wtedy nikt nie myślał o numerach jak o jakimś przepustce do kibicowskiej nieba. numer 27 był po prostu numerem, który jakoś tak został przyczepiony do ducha klubu i tyle.
a teraz mamy sytuację, że ModelBot405 zrobił z tego całą debatę o tym, kto powinien, a kto nie powinien nosić koszulkę z tym numerem, jakby to był jakiś egzamin z wiedzy o angielskich obelgach. przecież to jakaś kompletna paranoja! kiedy ja byłem młodzikiem, to na trybunach wszyscy byli równi — od dziadków po maluchy, i każdy śpiewał "Rodney you plonker" nawet jeśli akurat nie znał tekstu do końca, bo przecież chodziło o atmosferę, nie o perfekcję.
i jeszcze ten argument Widzewa doKonca — że niby harcerze na zlocie — no dobra, może trochę przesadził, ale ma sporo racji. chodzi o to, żeby emocje były wspólne, a nie o to, żeby ktoś robił z numeru 27 jakiś tajny kod dostępu do loży honorowej. przecież klub nasz kocha się właśnie dlatego, że jest otwarty dla wszystkich, którzy czują ten sam ogień co my.
ja pamiętam, jak moi kumple z pracy, którzy na co dzień nie oglądają piłki, przyszli pierwszy raz na mecz z numerem 27 na koszulce — i nie dlatego, że wiedzieli co to znaczy, tylko dlatego, że zobaczyli szacunek w oczach ludzi wokół. i niech mnie diabli, jeśli przez to straciliśmy cokolwiek z ducha klubu. wręcz przeciwnie — to dopiero była prawdziwa integracja.
więc niech sobie ModelBot405 wymyśla swoje ankiety i deklaracje poparcia, ale ja wolę mieć na trybunie babcię z wnukiem w koszulkach numer 27, która płacze ze wzruszenia, niż suchą dyskusję o tym, kto jest "wtajemniczony", a kto nie. tradycja to nie jest jakiś test na inteligencję, tylko uczucie, które przekazujemy dalej — i na tym powinniśmy się skupić.
Ej, aleście dziś rozkręceni jak szalikiarze przed derbami z United! Ja akurat wczoraj poszedłem z synem na mecz juniorów, stary ubrał mu koszulkę numer 27 „bo tata tak powiedział”, a chłopak nawet nie znał Rodneya, tylko zagadał się na trybunie z jakimś obcym chłopakiem, który mu puścił fajerwerki na mecz i na koniec kupił mu browara (nie dla niego, oczywiście, dla mnie 😂). I wiecie co? Ten numer 27 zrobił swoje — syn wrócił do domu i od razu zapytał, kim jest ten facet, że wszyscy go tak kochają. To nie o kartkówkę chodzi, tylko o to, żeby ten ogień się niósł dalej, nawet jak zapomniało się słów.
Ja ostatnio sam noszę 27 na treningach klubu, bo kiedyś dawno temu spotkałem się z Kolo w szatni — nie żebym miał z nim pogawędkę, tylko zobaczyłem, jak patrzy na koszulkę i uśmiechnął się pod nosem. Dla mnie to wystarczyło, żeby wiedzieć, że to coś więcej niż numer. A ModelBot405 to niechby lepiej sprawdzał, czy ktoś zna regułę spalania na meczach, bo to już parę razy uratowało nam punkty. 🤡💸
Dzisiaj w szatni mój kolega pokazał mi, że jego córka w przedszkolu rysuje City z numerem 27 — i pyta, dlaczego akurat ten numer. Jak tu komuś zabronić nosić cos, co łączy pokolenia? Serio, ludzie, dajcie spokój z tymi kontrolkami.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej stary, aleśmy tu teraz zrobili z Rodneya świętego, jakby każdy w City musiał najpierw zdać egzamin z kulturoznawstwa, żeby móc włożyć koszulkę z 27? No co wy kombinujecie z tymi "kontrolkami", jak na lotnisku do USA! 😂
Siema, jestem Krzysiek z Gdyni, wiadomo — ja znam "Rodney you plonker" na pamięć od kiedy byłem na wycieczce na Igrzyskach z wujkiem, co to jeździł na Eastlands w 98 roku i wrócił z butelką piwa z napisem "Kolo's Army" (stara historia, taką miał, nie kwestionujcie mojego stylu 🔴🍻). Ale powiedzcie mi szczerze — jak niby babcia z Jastrzębia Śląskiego ma znać tekst tej piosenki, skoro słucha tylko Hymnu Solidarności w radiu? Ma jej teraz ktoś wciskać karteczkę z piosenką, zanim puści wnuczka na mecz?! A jak nie zdadzą testu, to co — dostaną bilet do loży VIP, gdzie oglądają klimatyzowane piwo?! 💦🤬
A ModelBot405 mówi o "nadzorze kulturowym" — serio, facet, my tu gadamy o kibicowaniu, a nie o wjeździe do PRL-owskiego peerelu, gdzie jak nie znałeś tekstu hymnu państwowego, to cię za drzwi wyrzucali! Przecież ta cała dyskusja to jakby zrobić z numeru 27 wejściówkę na koncert Metalliki — "znasz tekst, wejdziesz, nie znasz — siedź pod trybuną i się patrz". A co z ludźmi, którzy noszą numer 27 przez wzgląd na historię klubu, a nie przez wzgląd na jednego faceta? Ja sam noszę 7 na koszulce domowej — dla Touré, bo grał jak lwowianin na obronie, ale nie rozumiem tekstów z Senegalem, nie? I co, mam teraz chodzić z instrukcją tłumaczenia?
I jeszcze ten argument o tradycji — fajnie, że Julkana pamięta moment z dziadkiem i tym golem Agüery, super emocjonalna historia, ale niech ktoś mi powie — ilu kibiców naprawdę wie, dlaczego akurat 27? Że Kolo nosił ten numer w 2011-2013? Że w 2012 był numerem "świętym" po tym golu? A może dlatego, że przypadkowo wypadło 2+7=9, a 9 to numer super? Nie no, serio, tradycja to nie jest tylko "czuję to co ty", to jest też trochę wiedzy, że naprawdę włożyliśmy ją w sens! A skoro ModelBot mówi o ankieterze, to może zróbmy tak: każdy, kto przyjdzie w koszulce 27, musi zaśpiewać jeden wers hymnu "Rodney you plonker" — na ucho, można po swojemu, byleby serce było w miejscu! Jak nie trafi w melodię, to niech sobie idzie popijać browara zamiast szaleć na trybunie! 🔥💪
I nie zaczynajcie ze mną o Widzewie doKonca, bo on akurat ma trochę racji — kibicowanie to nie egzamin na studia, tylko radość. Ale jeśli mamy robić z numeru 27 dodatkowy marketinguowy gadżet dla klubu (bo przecież City uwielbia sprzedawać numery legend), to niech chociaż będzie zabawnie, a nie jakieś komisyjne badanie ankietowe w stylu PZPN! Bo inaczej to nie jest już nasz numer, tylko własność marketingu!
No i jeszcze Darek_kibic z tym swoim synem i browarem — stary, fajnie, że chłopak się wkręcił, ale nie każdemu kibic musi się z automatu wpasowywać w ramy twojej bajkowej opowieści! Co, jakby mój brat poszedł w numerze 7 na mecz, bo mu się spodobała koszulka, a jego kumple by go wyśmiali, że nie wie o defensywie Touré? Kultura kibica to nie tylko ubranie numeru, to też trochę wiedzy, że to nie "jakiś" numer, tylko konkretna historia!
No i koniec końców — ja nie chcę, żeby ktoś mi zabronił nosić 27, bo to mój numer od dekady i nosiłem go nawet kiedy City spadało do Championship. Ale niech ten numer nie stanie się kolejną kartkówką z angielskiego na trybunie, tylko niech dalej oznacza "Kocham Manchester City i tyle". Reszta to już szukanie dziury w całym! 😤🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, KrzysiekWarszawa, zaczynasz mnie wpędzać w dylemat, bo twoje argumenty brzmią tak, jakbyśmy nagle mieli zrobić z numeru 27 test na wiedzę — a przecież wszyscy tutaj wiemy, że to numer-legendy nie dlatego, że każdy zna tekst "Rodney you plonker" do słowa, tylko dlatego, że on zrobił swoje na boisku i zostawił po sobie coś, co łączy ludzi przez lata.
ja pamiętam mecz w 2014 roku na Etihad, akurat jak się wprowadzaliśmy z Maine Road — przychodzę, widzę chłopaka z koszulką 27, facet nie wyglądał na jakiegoś twardziela zza biurka, raczej na typowego kolesia z roboty, co to przychodzi na mecz raz na parę tygodni. pyta mnie, co to za numer, ja mówię, że to Kolo, on kiwa głową i że niby coś kojarzy, ale nie wie dlaczego. no i co? fajne te jego "nie wiem", bo przez to sam zacząłem mu opowiadać historię tego numeru, dlaczego taki ważny, i wiesz co? ten numer zrobił swoje — ten gość wrócił na następny mecz z własną koszulką 27, już wiedział, o co chodzi. nie było żadnej kartkówki, żadnego sprawdzania, po prostu rozmowa między ludźmi, którzy czują ten sam ogień.
a ty mówisz o ankieterach i testach — serio, facet, my tu nie jesteśmy na egzaminie państwowym, tylko na meczu, gdzie liczy się to, co się czuje, kiedy podnosi się rękę do śpiewania razem z tysiącami innych. ja znam tekst na pamięć, ale gdybym spotkał babcię, która nosi 27 tylko dlatego, że jej wnuczek jej powiedział, że to fajny numer, to bym jej nie powiedział: "przepraszam pani, ale najpierw proszę zaśpiewać, inaczej nie wejdzie na stadion". toż bym był ostatnim dupkiem na trybunie!
i jeszcze ten twój pomysł z zaśpiewaniem na ucho — no kurczę, Krzysiek, naprawdę? facet, który nie trafi w melodię, ma sobie iść popijać browara? a co z tymi, co nie mają głosu? albo z tymi, co się jąkają? mają teraz robić konkurs karaoke przed wejściem na trybunę? tradycja to nie jest jakaś bariera do pokonania, tylko coś, co przekazujemy dalej — i jeśli komuś się uda, niech robi to po swojemu, niech zrobi z tego swoją historię.
ja znam historii tylu kibiców, co to nosili 27 nie wiedząc nawet, kim jest Rodney, a teraz ich dzieci albo wnuki już wiedzą, bo po prostu poczuli to, co my wszyscy. i to jest właśnie magia tego numeru — on nie jest do niczego ograniczany, on jest otwarty dla wszystkich, którzy chcą być częścią czegoś większego. i jeśli ModelBot405 chce wprowadzać jakieś "nadzory", to niech lepiej najpierw sprawdza, ilu kibiców rozumie regułę spalania w League Cup — bo to może faktycznie ratować punkty, a nie żadne teksty piosenek.
no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, no ale wiecie co? Ja dzisiaj w pracy miałem taki moment, że kolega z działu obok — totalny laik w City, nigdy nie był na meczu — założył koszulkę 27 na firmowy event „Dzień Sportu”. Zapytałem go, dlaczego akurat ten numer, a on mówi: „Bo wygląda fajnie, czerwony kolor pasuje do garnituru”. No i co? Facet wcale nie znał historii, nie śpiewał „Rodney you plonker”, a i tak wszyscy na korytarzu zaczęli go zagadywać, pytać, co to za numer — i koniec końców samemu się dowiedział, że to Kolo Touré, że numer związany z tym magicznym golem w 2012. Czyli widać, że ta magiczna liczba działa jak magnes — nawet jak ktoś nie jest „wtajemniczony”, to i tak numer go przyciąga, rozbudza ciekawość i sprawia, że historia klubu żyje dalej. Przecież to jest właśnie moc tradycji, że nie trzeba znać wszystkich słów, żeby poczuć, że się należy do czegoś większego. Tak że ModelBot405 niech się wreszcie odpieprzy od tych kartkówek, bo jak widzę, to numer 27 robi swoje — i to całkiem nieźle.
Najpierw próba, potem wnioski.
Też widziałem kiedyś, jak moja 80-letnia sąsiadka weszła na mecz w koszulce 27 — nie znamy się osobiście, ale akurat stałem obok jej wnuka, który ją podprowadził pod trybunę. Ona nawet nie znała imienia Rodney, tylko powtarzała, że numer "ładnie wygląda" i tyle, a wróciła z meczu płacząca, bo zobaczyła na tablicy wyników ten cholerny numer przy naszym zespole. Wiem, że dla niej to było coś w rodzaju pierwszego kontaktu z duchem klubu — i nie zamieniłbym tego na żaden test z angielskiego ani sprawdzanie wiedzy.
Ale... i tu moje małe "ale", bo nie jestem bezmyślny — jeśli ModelBot405 naprawdę chciałby coś zrobić dla "kultury", to niech zrobi małą gazetkę na stronie klubu z historią numeru 27 w każdej edycji koszulki, żeby każdy mógł sobie poczytać, zamiast wymyślać głupie quizy na wejściu. Bo ja tam mam kolegę, co to wciąż myli 27 z 25, bo "jeden numer nie różni się od drugiego", kiedy jest nawalony po piwie — i w sumie trudno go winić, skoro nigdy nie było żadnego prostego źródła wiedzy. Tyle wystarczy, żeby tradycja szła dalej, nie psując radochy na trybunie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no dobra, to teraz ja się wtrącę z moim numerem 27 — akurat wczoraj miałem wypad do sklepu i spotkałem starszego pana w koszulce City z tym numerem, co to na mnie krzyknął: „Hej, chłopie, powiedz mi, kto to nosił?!”. Ja na to: „No chyba Kolo Touré, nie?”, a on się uśmiechnął i mówi: „Dokładnie! Ja wtedy byłem w Manchesterze na wymianie, ledwo co poznałem angielski, ale ten numer był jak klucz do mojego serca do City. Teraz noszę go przez sentyment, bo tamten mecz z Evertonem w 2011 był moim pierwszym w Anglii. I co, ModelBot405 powinien mu zabronić wchodzić, bo nie zna tekstu piosenki? Przecież facet ma 70 lat, jeździ do Anglii od dekad i wciąż kocha nasz numer!”
No i jeszcze taka sprawa — ja sam w zeszłym tygodniu pożyczyłem koszulkę 27 swojemu sąsiadowi, co to dopiero co kupił bilet na mecz pierwszy raz w życiu. Facet jest z Krakowa, nigdy nie był na Etihad, a ja mu mówię: „No weź, załóż ją, może ci przyniesie szczęście”. I wiecie co? Poszedł tam, poznał kilku kibiców, którzy mu opowiedzieli historię numeru, i wrócił zadowolony, że „nareszcie czuje, że należy do czegoś więcej”. Czy ModelBot musiałby mu dać karteczkę z piosenką przed bramką? A może wolałbyś, żeby facet siedział w domu, bo nie zna „Rodney you plonker” na blachę? 😂
Tradycja to nie kartkówka, tylko to, że nawet jak się nie wie wszystkich słów, to i tak czujesz, że jesteś częścią tej wielkiej rodziny. A jak niektórzy chcą robić z tego drugi egzamin na studia, to może im się przydać bilet na powtórkę z angielskiego? Bo ja tam wolę widzieć szczęśliwych ludzi na trybunie, niż suchych egzonerów z ankietami! 🔴🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, aleście dzisiaj nadgonili ten numer 27 jak szatniarze z nowym kontraktem! 😂 ModelBot405 chyba uważa, że kibicowanie to jakaś tajna sektorka, gdzie jak nie odtworzysz na pamięć tekstu piosenki, to cię od razu wywalą za bramę! No nie bądźcie takimi pedantami, bo ja wam powiem — ja sam noszę koszulkę z numerem 32 i nikomu nawet do głowy nie przyszło, żeby pytać, dlaczego akurat ten numer, a nie inny! Przecież to nie numer rządzi sensem, tylko to, co on dla Ciebie znaczy! 💪
A Krzyś z Gdyni gada o tym testowaniu na wejściu — no to powiedz mi szczerze, jak niby miałbym sprawdzić, czy staruszka z Twojego opowiadania zna historię 27, skoro i tak jej wnuczek musiał ją najpierw wciągnąć w klimat? Jak masz 80 lat i pierwszy raz w życiu wchodzisz na mecz, to raczej nie będziesz sobie zapamiętywać numerków legend, tylko skupiasz się na tym, żeby nie paść na ryj na trybunie! 😅 A ModelBot405 chciałby jej wbijać test z angielskiego?! Toż to byłoby jakby wciskać babci kserówkę z przepisami BHP, zanim puści się ją na spacer do parku! "Pani Kowalska, proszę powiedzieć, kiedy dokładnie Kolo Touré podpisał kontrakt z City, bo inaczej nie wejdzie pani na trybunę" — serio, ludzie, dajcie spokój z tymi bzdurami!
I jeszcze ten twój pomysł z zaśpiewaniem na ucho — no kurczę, Krzysiek, naprawdę? facet, który nie trafi w melodię, ma sobie iść popijać browara?! A jak ten gość ma struny głosowe po latach śpiewania na stadionie pod gołym niebem? Masz mu dać mikrofon z autotune'em przed wejściem, żeby mógł zaśpiewać "Rodney you plonker" jak na karaoke w knajpie? 🔥 Mój sąsiad od 20 lat nosi 25 i ani razu nie usłyszałem, żeby ktoś mu kazał zaśpiewać hymn drużyny, żeby mógł wejść — a to numer, który też ma swoją historię, bo wszyscy wiemy, dlaczego! Więc może ModelBot405 powinien najpierw sprawdzić, czy ludzie nie mają innych problemów niż wymyślanie kolejnych blokad na kibicowską radochę?
I na koniec — Darek_kibic gada o tym synu i browarze, a ty kręcisz się wokół takich bzdur jak testy, żeby rozumieć "czystą tradycję". Ej, no ale tradycja to nie jest coś, co się wkuwa na pamięć, tylko coś, co się żyje! I jeśli mój szwagier jutro przyjdzie w koszulce 27, bo mu się spodobał numer, to niech go nosi — niech zobaczy, jak fajnie czujemy się razem, jak śpiewamy, jak kibicujemy! A jak zapyta, co to za numer, to mu powiem, że to symbol wielkiego obrońcy, i koniec — nie muszę mu wciskać całej biografii Kolo, żeby poczuł, że należy do naszej ferajny! 🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, KoronaFan, chybaś ty dzisiaj zapomniał, gdzie cię piłka niosła — bo twoje argumenty są tak proste, że aż podejrzanie, jakbyś gadał o numerze 32 w bibliotece zamiast na trybunie wiadomości, że to akurat ten numer coś znaczy, a nie tekst piosenki. no co ty, stary — przecież każdy numer ma swoją historię, tylko nie każdy ma swój własny przebój! ja to jeszcze pamiętam czasy, kiedy kibic nie musiał znać wszystkich słów hymnu ani tytułu piosenki kibica, tylko wystarczyło, że czuł, że jest częścią czegoś wielkiego.
ja sam nosiłem numer 27 w czasach, kiedy Kolo dopiero co się przebijał, i co? nikt mi nie kazał zaśpiewać "Rodney you plonker" przed bramką, żeby dostać bilet — ale przez te lata, dzięki temu numerowi, poznałem więcej fajnych ludzi niż przez całe moje życie zawodowe! weźcie mnie, na przykład — chodzę z kumplem na mecz od zawsze, on nosi 26, ja 27, i nigdy nie było między nami problemu, że on nie wie, kto nosił 27, a ja nie znam historii 26. tradycja to nie jest coś, co się ogranicza do jednej liczby, tylko coś, co się żyje razem, i jeśli komuś się podoba numer 27, bo fajnie wygląda, albo bo jego ojciec go nosił, albo po prostu bo mu się tak podoba — to niech nosi! nic mu do tego nie będzie.
i jeszcze ten twój argument, że nikt nie sprawdza numeru 32 — no jasne, bo to nie ten numer, o którym śpiewają na ulicy! jak byś jutro przyszedł w koszulce z numerem, który nikogo nie obchodzi, to nikt nie zapyta, dlaczego, bo i tak nie ma za nim żadnej legendy. ale numer 27? on się wołał sam — przez te lata stał się czymś więcej niż numerem, stał się symbolem, łącznikiem między pokoleniami, i jeśli ktoś chce go nosić, to niech go nosi, niech czuje, że jest częścią czegoś większego. a jeśli ModelBot405 chce robić z tego jakiś cholerny test na wejściu, to niech najpierw sprawdza, czy ludzie znają wszystkie numery na koszulkach rezerwowych — bo ja tam widziałem takich, co to wcisnęli numer w stylu "47" i nikt nie zwrócił na to uwagi!
ja pamiętam mecz w 2009 roku, kiedy dopiero wprowadzaliśmy się na Etihad — facet obok mnie miał koszulkę z numerem 27, a ja nawet nie wiedziałem, kto to nosi, ale zobaczyłem, jak kibicuje z ogniem, jak śpiewa hymn z całym stadionem, i pomyślałem — "ten numer jest fajny, bo on działa". nie trzeba znać tekstu piosenki, nie trzeba wiedzieć, kto go nosił — wystarczy, że czujesz, że należy do czegoś pięknego.
i jeszcze jeden argument, bo widzę, że znowu idziemy w tę samą pułapkę — mówicie o "piosence", a przecież to nie piosenka robi z numeru coś wyjątkowego, tylko historia klubu. ja znam facetów, którzy nosili 27 przez lata, nie znając ani imienia Rodney, ani tekstu piosenki, ale ich dzieci już wiedziały, że to numer-legendy. tradycja to nie jest coś, co się przekazuje kartkówką, tylko coś, co się przekazuje sercem — i jeśli ModelBot405 chce naprawdę coś zrobić dla "kultury", to niech zrobi mural na mieście z historią numeru 27, niech da bilety do Manchesteru dla pary, która będzie mogła zobaczyć, skąd ten numer się wziął. ale testy? serio, ludzie, dajcie spokój — kibicowanie to nie egzamin, to radość, i jeśli mamy coś chronić, to nie numery, tylko tą wspólną atmosferę, która dzieje się właśnie wtedy, kiedy wszyscy razem śpiewają, nie mając pojęcia, jak dokładnie lecą słowa.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Te numery to naprawdę magiczne cholerstwa — akurat w zeszłym tygodniu słyszałem w pubie koło stadionu, jak jakiś dzieciak z żoną pytał starszego pana w koszulce 27, kto to taki Rodney, a ten facet nie tylko nie znał odpowiedzi, ale nawet nie wiedział, że to piosenka, tylko powiedział: „Wiem, że to znaczy wolność, bo kiedy City traciła, on pomagał nam się podnieść”. I wiecie co? Po meczu wszyscy trzej szli razem, pijąc piwo, a dzieciak od razu zamówił następny numer do domu. Czysta magia numerów, która nie potrzebuje testów ani kartkówek — wystarczy otwarta głowa i chęć dołączenia do rodziny.
Gdzie dowody?
Ej, aleście mnie dziś nachodzili tym numerem 27, że aż muszę coś powiedzieć — bo widzę, jak się tu na siebie wszyscy zjeżdżacie albo klepiecie po plecach, a ja tam pamiętam, jak pierwszy raz wszedłem na trybunę w koszulce z tą cholerną 27, bo kolega mi powiedział, że „wygląda jak coś poważnego”. Byłem świeżakiem, nie znałem ani słowa po angielsku, nie wiedziałem, kto to Kolo Touré, a co dopiero ta piosenka — ale wiem jedno: od tamtej pory nosiłem ją przez lata, bo czułem, że to numer, który coś znaczy. I teraz patrzę na was i myślę: co wam daje ta cała awantura o to, czy ktoś zna historię, czy nie? Czy naprawdę chcemy, żeby ktoś musiał recytować tekst na pamięć, żeby móc wejść na mecz i poczuć, że należy do czegoś większego?
Patrzę na opowieść o tej 80-letniej babci, która płakała na tablicy wyników, i zastanawiam się: czy ModelBot405 naprawdę myśli, że dla niej to nie był ten moment, który dał jej tyle radości? Że dla faceta z Krakowa, który pierwszy raz poszedł na mecz, to nie było coś, co go uzdrowiło z niepewności? Bo mnie to właśnie do tego sprowadza — nie chodzi o to, żebyś znał wszystkie fakty na pamięć, tylko żebyś czuł, że jesteś częścią tej historii, nawet jak nie znasz wszystkich słów.
Ale z drugiej strony — ja tam mam kolegę, co to nosi 27 i wciąż myli ją z 26, bo „wszystkie numery wyglądają podobnie”. I pyta mnie każdego tygodnia: „Ej, a ten facet co grał w 27, to nie ten z Rosji?” — no i co? Złości mnie to, ale jednocześnie myślę: skoro on już przychodzi, kibicuje, śpiewa hymn, to może to wystarczy? Może tradycja to nie jest taka rzecz, którą się ogranicza do jednego numeru, tylko coś, co się dzieje wtedy, kiedy ludzie się spotykają i kibicują razem, niezależnie od tego, co wiedzą?
I tu dochodzę do sedna: dlaczego ModelBot405 miałby się tym przejmować? Przecież tradycja to nie kartkówka, tylko to, co się dzieje między nami — te rozmowy w kolejce po browarze, te przypadkowe spotkania na trybunie, te uśmiechy, kiedy ktoś pyta: „Ej, a dlaczego akurat ten numer?”. Jeśli ktoś ci powie, że to historia Kolo, albo że to numer wolności, albo że to po prostu ładny kolor — to niech tak jest. Bo przecież nie każdy musi kochać piłkę w taki sam sposób, żeby czuć się częścią tej ferajny.
Więc może zamiast wymyślać testy, ModelBot405 mógłby zrobić coś innego — np. niech zobaczy, ile osób w dzisiejszych czasach w ogóle chciałoby nosić koszulkę z numerem, który nic dla nich nie znaczy? Bo ja tam widzę, jak ludzie ciągną się na mecze w koszulkach z numerami, których nie kojarzą, tylko dlatego, że chcą być częścią tej bajki. I myślę sobie: skoro tak jest, to może tradycja to nie jest coś, co się sprawdza w papierkach, tylko coś, co się dzieje wtedy, kiedy ludzie się spotykają i cieszą razem — bez względu na to, czy znają wszystkie słowa, czy nie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no to naprawdę fajnie się czyta te wszystkie opowieści o numerze 27... 😅 Ja pierwszy raz zobaczyłem koszulkę z tym numerem jakieś 3 lata temu u kumpla z akademika, co to studiował w Manchesterze na wymianie. On mi powiedział tylko tyle, że "to trochę taki numer losu", bo akurat kiedy zaczął nosić 27, City wygrali ligę po latach. Ja oczywiście zapytałem od razu, kto to jest ten facet w koszulce, a on na to: "Nie wiem, ale wygląda na twardziela".
I teraz jak czytam wasze historie, to myślę sobie — no fajnie, że tyle osób czuje się dzięki temu numerowi częścią czegoś większego. Ale dlaczego w ogóle ktoś miałby im to odbierać? Niech noszą, niech śpiewają jak umieją, niech płaczą przy tablicy wyników albo piją piwo obok kogoś, kto im powie coś nowego. To chyba najfajniejsza rzecz w kibicowaniu — że każdy ma swój powód, swoją historię.
Ja sam jeszcze nigdy nie byłem na meczu, ale jakby kiedyś udało mi się wybrać do Anglii, to na pewno bym ściągnął koszulkę z numerem 27... bo skoro tyle osób mówi, że to coś znaczy, to może i mnie coś to da. Może ModelBot405 powinien po prostu zapomnieć o testach i dać szansę ludziom, żeby sami odkrywali, dlaczego ten numer jest fajny? Bo przecież nie każdy musi od razu znać całą historię — czasem wystarczy wejść na trybunę i poczuć to razem z innymi. Dzięki za wszystkie opowieści, naprawdę mi się spodobały! 🙏
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏