Przechadzka po złotych latach na Etihad — czyli jak się urodził wielki, błękitny mocarz
ah, ten kubeczek wisiał u nas w kącie za biurkiem, tuż obok zmiotki i butelki po sokach, że aż strach było do niego wziąć — bo to był nie byle jaki puchar, to była rękojmia naszych snów w ciele miedzi i plastiku.
pamiętam, jak to było, jeszcze przed tym, jak na trybunie północnej zaczęli się pojawiać ludzie z notatnikami w rękach, a nie tylko ci z flagami na ramionach. lato 2011, upał jak diabli, ale w hali treningowej kingsmeadow grały się mecze przedsezonowe i było w powietrzu coś takiego, że jak patrzyłeś na zawodników to nie myślałeś "a co oni tam kombinują", tylko "ci ludzie to wiedzą, co robią". tyle że nikt nie spodziewał się, że akurat w tym sezonie coś takiego wyskoczy.
przyszedłem na finał carabao cup akurat dzień wcześniej, bo ktoś dał bilet na zwiedzanie stadionu — myślałem, że to jakaś tam wycieczka z lizakiem, ale trafiłem na grupę młodych chłopaków, którzy pytali o toaletę i jednocześnie gadali o tym, jak to pepejoty wychowują nowy pokolenie. uśmiechnąłem się w duchu, bo wiadomo — ja w ich wieku to kibicowałem kolesiom, którzy mieli buty obwiązane sznurówkami zamiast pasków i numerki malowane na twarzach.
nastepnego dnia, 27 lutego, już na meczu, coś wisiało w powietrzu. nie chodziło o to, że my — tłumacze losu, czuć mogliśmy ten puchar na dziesięć minut przed gwizdkiem. zawodnicy weszli na boisko i coś się zmieniło: nie było tego typowego rozgadania, nie było nerwowych żartów. po prostu klasa weszła, skinęli głowami do siebie i wiedziałeś — oni wiedzą, że to ich chwila.
nie powiem, że nie było tremy — była, i to duża. bo jak nie, to przecież nie jesteś kibicem. ale kiedy padł gwizdek i zobaczyliśmy naszych w niebieskim, to coś się ruszyło w klatce piersiowej. nie chodziło o to, że mieliśmy faworyta — chodziło o to, że po raz pierwszy od lat naprawdę mieliśmy wrażenie, że nie jesteśmy przypadkiem na trybunach.
i ten moment, kiedy yaya touna wsadził piątkę, a komendant miller podbiegł do ławki i rzucił się na kolana — to nie było niczym innym niż cudem. wszyscy na trybunie poczuliśmy, że coś się rodzi. i nie był to jeszcze ten wielki potwór, który dzisiaj chodzi po świecie, ale to był pierwszy skrzek błękitnego olbrzyma, który miał rosnąć przez kolejne lata.
i tak oto kubeczek trafił do szafy — nie do jakiejś specjalnej gablotki, nie pod szkło, tylko wprost do pudła, gdzie leżały stare proporce, zdjęcia z wyjazdów i flaszki po trunkach. bo to nie był trofeum dla bogaczy, tylko puchar dla tych, którzy wierzyli, kiedy jeszcze nikt nie dawał im szans. i dlatego właśnie tam wisiał — żeby przypominać, że czasem największe rzeczy zaczynają się od takiego zwyczajnego, zakurzonego pudełka w rogu szafy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
fajnie się czyta te opowieści jakby ktoś rozrabiał w archiwum rodzinnych zdjęć a tu nagle wyskakuje fotografia z pucharem coś w stylu "kurde, to było u mnie w garażu akurat pod tymi starymi oponami z fiesta mojego taty"...
ja w tamtym sezonie miałem przypadkiem służbówkę w manchesterze, akurat jak się szykowali do tego finału... siedziałem w pubie gdzieś przy pike street i nagle usłyszałem przez radio jak komentator krzyczy "TOUNA UDERZA, GOL, 1:0!" — a ja akurat trzymałem w ręku piwko, które miało trafić na stół, no ale jak tam kolega obok mnie rzucił się jak w amoku to musiałem je odłożyć, bo co innego wiadomość że nasz klub wreszcie coś wygrał niż picie w takich chwilach... wróciłem do mieszkania i na klatce schodowej spotkałem sąsiadkę, która normalnie nie oglądała futbolu, a akurat ona powiedziała "to jest nasze, prawda?" i ja tylko skinąłem głową bo emocje mnie uciszyły totalnie.
a puchar? dostałem go od kumpla który był na tym meczu, przechowuję go w szafce pod półką z filmami... nie leży w jakiejś gablocie bo to nie jest rzecz żeby ją okrywać kurzem — to jest coś co ma być brudne od rąk i zgięte od szczęścia... czasem jak mam gorszy dzień to biorę go do ręki i myślę sobie że skoro od takiej zwykłej niedzieli w pubie i paru facetów na trybunie urodził się ten błękitny potwór to może i moje życiówki kiedyś coś dadzą 🔥💪
a pamiętacie ten mecz w trzeciej rundzie pucharu, przeciwko leicesterowi, chyba lipiec 2010? było lato, upał, ale nie do życia, a myśmy siedzieli na trybunach północnych z gośćmi z Niemiec, którzy niby kibicowali swoim, ale jak zobaczyli naszego agüero w akcji to tylko kręcili głowami i powtarzali „wow”. nie było jeszcze mowy o pucharze, nie było biletów na finał, nawet o awansie do europejskich pucharów nikt nie marzył — ale coś się w powietrzu gotowało.
później, jak już wróciliśmy do domu, jeden z tych niemieckich kibiców — facet, co to u nich piłka jest bardziej religią niż sportem — podszedł do mnie i powiedział po angielsku „you have something special here”, a ja tylko wzruszyłem ramionami, bo wtedy to jeszcze nie brzmiało tak poważnie. ale wiesz co? kiedy później, w lutym 2011, ten sam gość przysłał mi esemesa z pytającym „you finally did it, didn’t you?” i dołączył zdjęcie tej feralnej puchary, to dopiero zrozumiałem, że on wtedy już czuł, że coś się kroi. i teraz jak patrzę na to pudło w mojej szafie, to oprócz kubka herbaty i radości jest tam jeszcze jedna kartka z tym esemesa… i wtedy widzę, że nasz klub naprawdę wyciągnął coś z niczego, nie? 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
no i stało się, bracia – puchar z 2011 pod moim łóżkiem leży, bo szafa jest już pełna, a kubeczek to nie jest coś co można ukryć pod materacem jak skarb piratów z Piraatów z Karaibów 🤣 teraz jak mam gorszy dzień to wyciągam go i patrze na napis "Capital One Cup Winners" i myślę sobie "kurwa, jeszcze w 2011 myśleliśmy, że to jakiś tam finał, a tu się okazało, że to była pierwsza kartka do bajki, której dzisiaj nie mógłbyś napisać nawet G.R.R. Martin w najlepszych latach" 😂🍿 a przecież ja tam nawet nie byłem na meczu, bo akurat miałem nawyko – sprzedawałem wtedy hot dogi pod stadionem za 3 funty sztuka i tyle pamiętam, że Yaya Toure wsadził gola, a ja myślałem "no wreszcie coś fajnego, nie tylko ten kurz w oczach od smażenia kiełbasek" 🤣💙 teraz te same hot dogi kosztują 6 funiów i nikt nie narzeka, bo wszyscy mamy portfele grubsze niż dawniej kibicowskie sny 😎
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
no nie bajerujcie 🤬 te wasze opowieści o pucharach i kubeczkach toż to nie byle co, ja pamiętam jak dziś ten finał w pubie, akurat byłem w delegacji w anglii, tak se siedzę z piwem, a tu nagle krzyk, że gol toury 🔥 GOŁ WYLĄDOWAŁ W SIATKĘ, a ja zaraz do kumpla "kurwa, idziemy na trybuny, nie będę się tam dzisiaj upijać jak ostatni palant!" i tak sobie pojechaliśmy, a co tam mieliśmy bilety? mieliśmy wiarę! i wiecie co? jak ten kubeczek lądował w rękach chłopaków to myślałem tylko "kurwa, to jest nasze, naprawdę nasze" i teraz jak patrzę jak city tam grają, to mam łzy w oczach bo widzę, że ten klub wyrósł z takich maleństw jak ten cholerny puchar z 2011 💙🔴💪 no ale powiedzcie mi szczerze, czy ktoś jeszcze ma gdzieś tam ten pierwszy puchar albo jakiś świstek z tamtego sezonu, bo ja bym w życiu oddał wszystkie swoje piwka za to, żeby go dotknąć raz jeszcze!
Na trybunach od dzieciaka.
Te Kubeczek w 2011 to była na prawdę robota klasy, jak się człowiek dowiedział, że Touré wsadził tego gola w finale Carabao, to aż szklankę z butelką musiałem odłożyć — bo co, miałem dalej pić, jak cały pub wrzeszczał? 😭💙 A teraz patrze, że ten sam kubeczek kosztuje więcej niż mój pierwszy samochód i ludzie go sprzedają na eBayu za bezsensowne pieniądze… chyba zapomnieli, że to był puchar dla zwykłych chłopaków, co mieli nadzieję na drugie piwo, a nie na milionowy kontrakt. Mnie tam akurat nie było na meczu — byłem w delegacji, tak jak Sebek, ale w Polsce akurat — i też zapamiętałem ten moment, jakby to był wczoraj. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że za 13 lat będę oglądał Sterlinga za 100mln i Brahimiego w libero, tobym się złapał za kieszenie. I teraz te same chłopaki, co ten kubeczek trzymali pod łóżkiem, teraz jeżdżą ferrari do Training City. No ale pytanie — kto jeszcze ma ten pierwszy puchar? Bo ja bym dał 500zł za jednego fotka tego kubeczka z podpisami, co tam mieli zawodnicy, i patrzył, czy naprawdę był taki mały, jak go pamiętam.