Radomiak Radom znowu wypadł z potencjalnego awansu — kto z Was stracił kasę na ich…
A niech to jasna cholera, dostałem dzisiaj taką klapę na Radomiaku, że do tej pory mi się serce wali. Kupiłem luzem remisa 1,90 w 45 minucie, bo widziałem, jak ich defensywa lata po boisku jak strzyga. Kurs był naprawdę ok, ale facet co obstawiał taksówkę zapłacił za trzeciego gola w 94 minucie i obaj wylądowaliśmy na lodzie. Jaki to kupon? Takiego gównianego meczu dawno nie widziałem — Lechia coś tam dołożyła w ostatnich sekundach, bramkarz Radomiaka nawet nie drgnął. Do bankrollu jakby nic, ale emocje? Po prostu wkurwiające.
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
ej, a kto mi tłumaczy czemu moi koledzy z kibicowni oblewali tego bramkarza piwem za niedołężny nurk w 94 minucie 🍿🤣 no normalnie musieli sobie myśleć "kurwa, my tu stoimy w deszczu pod parasolką, a on w kostiumie pływa jak szczur w sraczu"
Potrzymaj piwo.
a nie, chłopaki, co z wami — znowu ten Radomiak jakby go ciągle ktoś ciągnął do dołu. a co, już tak się przyzwyczailiście do tego, że remisy są jak chleb powszedni, że aż się na nie zakłady same cisną? pamiętam czasy, jak mieli tutaj takiego obrońcę, tego starego dziada z lat 80, co się nazywał chyba Kosecki — facet wychodził na boisko i wręcz wpychał napastników do autu jednym gestem. teraz to co? bandy cięte, a i tyle.
słuchajcie, nie mówię, żebyście w ogóle przestali obstawiać remisy — ale, chłopie, nie pakujcie całej fory w AKO na 'remisówkę' jakby to była pewniak. ja kiedyś, jeszcze na igrzyskach w barwach legalny buk, poszedłem na taki typ: trzy remisy z rzędu w ekstraklasie, kursy jakieś takie średnie, no i pomyślałem — dobra, wolny start. ale co było? piernikiem trzasnęli w drugim meczu, bo napastnik oberwał karnego w momencie, gdy sądziłem, że facet ma kontuzję kolana od dwóch tygodni. straciłem półtorej działki, bo zaufałem statystykom zamiast temu, co widziałem na własne oczy.
więc radzę wam, jak dziad do babci: rozłóżcie te typy na kilka odcinków. jeden remis tu, jeden remis tam, nie próbujcie całego kuponu stawiać na 'ostatni gol padnie w 94 minucie, a bramkarz nawet nie drgnie'. bo, szczerze mówiąc, to nie jest żaden talent ani cwaniactwo — to po prostu hazard w czystej postaci. a hazard to nie futbol.
i jeszcze jedno: niech was nie złapie ta moda na obstawianie 'na siłę'. ja kiedyś miałem kolegę, co założył sobie, że będzie obstawiał tylko remisy Legii, bo 'oni zawsze jakoś wybrną'. no i po pół roku został bez grosza, bo Legia raz wygrywała, raz przegrywała, a remisy? te akurat przychodziły wtedy, gdy on był na urlopie. więc, jak to mówią, mądry Polak po szkodzie — ale przecież można się nauczyć i bez straty.
Ej, chłopaki, widzę, że mnie nie oszukacie — z Radomiakiem to się ostatnio graty w kuponie marnują jak śmiecie na stadionie po meczu. Agana, nawet mi serce uszło, jak piszesz, że aż w 94 minucie dołożyli ten strzał i obaj polecieliście na lodzie. Dokładnie to samo w moim życiu — miałem remisa 1,95, bo widziałem, jak ich obrona ustawia się do dogrywki w polu karnym, a oni dostali wolny w połowie pola, dwie piłki pod nogami do bramki i basta. Kurs był warty, ale kiedy patrzyłem, jak ten gol leci, to miałem wrażenie, że czas zwolnił.
Julka, masz rację co do tej 'remisówki' jakby to było święte — raz się żyje, nie? Ja kiedyś na takim meczu na Podkarpaciu, jeszcze w II lidze, poszedłem na 1X2: remis. Był kurs 2,30, a wynik był 2:2 po rzutach karnych. Wszystko szło po mojej myśli, dopóki sędzia nie gwizdnął karnego dla przeciwnika w 89 minucie. Jeden gość wbiegł na boisko, drugi leżał jak kłoda, a piłka trafiła prosto wprost w róg. Kurs spadł, a ja walczyłem z emocjami, bo kurwa, widziałem te nogi na trybunach bijące w puste siedzenia.
No i jeszcze ta heurystyka, o której mówisz, Julka — jakby ludzie chcieli wierzyć w cuda. Pamiętam, jak zakładałem kupon z trzema remisami z kolei, bo miałem 'value' na kursie 3,20. Dwa mecze weszły, trzeci padł w 93 minucie z golą gospodarzy po kontra. Straciłem 2,5 działki, bo uwierzyłem, że statystyka mnie uratuje. Ale wiecie co? Największa statystyka to taka, która mówi: 'nie bierz się za remisy, jak nie widzisz, że drużyna naprawdę umie grać w defensywie'. Przecież Radomiak to nie jest jak te stare ekipy, co broniły się na śmierć i życie — teraz to jakaś gonitwa za punktami, a remisy schodzą na drugi plan.
Jakby ktoś chciał mnie zapytać, to powiem tylko: rozkładajcie typy, nie wierzcie w magiczne kursy, bo jak trafisz na taki mecz jak dzisiejszy Radomiak-Legia, to nawet operator się nie uśmiechnie. 💸😭
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
ej no, co do tej sytuacji z Radomiakiem... też miałem takie coś niedawno, że obstawiłem remis luzem w połowie meczu, bo widziałem jak ich obrona się rozjeżdża, no ale no — akurat na ten mecz Lechia miała jakiś naprędce złożony atak przez kontuzje i ni z tego, ni z owego dostali wolnego na sam koniec 😅 myślałem, że to będzie taka typowa ich 'ostatnia piłka' i trafiłem... w kosz. Agana, ty mówisz, że ci serce uszło — u mnie to było gorzej, bo akurat podbijałem forę z tamtego meczu na następny zakład, więc stratę podwójnie bolała. Nie no, ale serio, fajnie, że zwracacie uwagę na to, że remisy to jednak nie bułka z masłem... ja kiedyś wziąłem takiego legalny buk-owskiego 'remis + podbramkowe' Radomiaka, bo statystyki pokazywały 60% remisów w ostatnich 10, a tu nagle wyleciał kurs pod sam koniec i... hehe, no nic, nie ma co płakać nad rozlanym 🙃 ale przyznam, że teraz trochę się baczniej patrzę na te ich ostatnie minuty, zanim coś obstawię
a co mi tam, niech i mnie ta historia dopadnie — jeszcze pamiętam czasy, gdy w Szczecinie na Pogoni grali tacy obrońcy, że jak przeciwnik miał piłkę przy środkowej, to już się zaczynali modlić, żeby nie dojechał do szesnastki, bo od razu dostawał kolanem w krzyż. no ale Radomiak... tu nie chodzi o tani show ani o to, że jacyś tam statystycy zaszczekali — po prostu widziałem ten mecz na żywo, i to nie raz, a trzy razy w tym sezonie, bo żona mnie tam wysyłała, żebym jej pokazywał "ten ich słynny styl gry", jak to nazwała. i wiecie co? oni nie grają remisy — oni się nimi karmią, bo jak już trafi im się jeden punkt, to od razu idą w tryb "no dobra, teraz się schowamy", a reszta drużyny biega jak na wyścigach psów. ten mecz z Lechią był tego najlepszym dowodem: Lechia miała dwie czy trzy klarowne sytuacje, a Radomiak obronił się własnym desperatem — ale nie dlatego, że bramkarz był jakiś rewelacyjny, tylko dlatego, że obrona ustawiła się tak, że każdy strzał musiał lecieć przez kopertę. i co z tego? gol w 94 minucie wyleciał prosto spod nogi napastnika, który dostał piłkę zresztą nie przez umiejętności, tylko przez szczęśliwe odbicie od czyjegoś buta. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, chłopaki, to w sumie wiem o co chodzi z tym Radomiakiem... też się kiedyś na nich zakładałem 😅 bo widziałem jak ich trener coś tam krzyczy na ławce i myślałem "ok, teraz będą grali na remis", no ale... no wiecie, ta sytuacja z tym wolnym w 94 minucie to już jakaś prawdziwa zmora 😭 Ja miałem luzem 'obie drużyny strzelą' w połowie meczu, bo widziałem, jak Lechia z dwoma napastnikami wraca do obrony, a Radomiak coś tam kombinował przez cały mecz — niby remis w powietrzu wisiał, ale... no kurczę, akurat ten jeden raz skończyło się tym cholernym strzałem zza pola karnego 😔 Dobrze, że to była tylko mała działka, bo gdyby to była połowa fory, to musiałbym iść pożyczać na bilet do Lublina.
Ale poważnie, jak mówił Gornik, rozkładać te typy trzeba... ja kiedyś na Legii obstawiłem 'obie drużyny strzelą' na kursie 3,40, bo akurat mieli napastnika, który w ostatnich meczach strzelał w każdej połowie — i co? druga połowa zaczęła się, a oni nic nie robili, przeciwnik strzelił w 67 minucie i moje marzenie o 2 gola rozleciało się jak domek z kart. Kurs nawet był fajny, ale emocje... no trudno. Może jednak lepiej dmuchać na zimne i nie pakować wszystkiego w jeden mecz?
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
no właśnie, ciągniecie ten kupon z powrotem do starego dobrego remisu jak te stare babcie co ciągną na targu kiełbasę za ten sam koniec co poprzednim razem. rada z radomskiego boiska to jest taka historia jak z tym Koseckim — facet by się tutaj nie obraził, bo on nie biegał, on raczej zatrzymywał przeciwników jednym skinieniem, a teraz co? jedna piłka od nogi napastnika i cześć, punkty wleczą się gdzie indziej.
słyszałem o tym meczu co dopiero wczoraj, bo siostrzeniec mój tam był na trybunie i gadał, że w ostatnich minutach to było jak w filmie horrorowym — kibice już pakowali się do szatni, a tu nagle wolny. no i oczywiście trafił ten jeden raz w stu, który sprawia, że ludzie tracą kasę. operator dziś daje kursy na te remisy jakby to były bułki w piekarni, ale pamiętajcie, że statystyka nie ma nóg ani rąk — ona nie wbiegnie w pole karne i nie kopnie piłki do bramki.
ja kiedyś poszedłem na typ 'ostatnia minuta, gol padnie' bo widziałem, jak jeden zawodnik w drużynie przeciwnika ma skłonność do strzelania w dogrywce. wyszło, no ale potem dowiedziałem się, że ten facet akurat dostał kontrakt w saudyjskiej arabii i leciał tam następnego dnia, więc to było jak rzut monetą — los nie patrzy na twoje przemyślenia.
więc co mi tam — dajcie spokój tym remisom na siłę, bo to tak jakby obstawiać, że deszcz zawsze pada we wtorek. radomiak może i gra fajnie, ale punkt to punkt, a grę oglądamy po to, żeby zapomnieć, że hazard to nie futbol. następnym razem weźcie trochę mniej forsy i trochę więcej szczęścia, bo bez tej drugiej rzeczy nawet operator nie pomoże.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.