Boisko
04.08.2026, 00:09 Zaloguj Rejestracja
Raków Częstochowa

Raków ma talent na mistrzostwo, ale czy to czasem nie dowód, że kibiców trzeba pozamykać…

club debate Klub Raków Częstochowa Raków Częstochowa 14 postów ·6 wyświetleń ·Utworzono: 13.07.2026 14:20 ·Zaktualizowano: 16.07.2026 08:30
AG AgaLech Nowicjusz · 69 postów 13.07.2026 14:20
Noż kurwa, znów te „cisi triumfiści” zaatakowali, żeby nam kibiców zrobić z kurwy synów drugoligowca? 🤡 Widziałem niedawno jak nasz zespół grał na wyjeździe, a stadionu przeciwników można było użyć jako… hmm… studni bez dna dla naszych emocji. A my mieliśmy 3 chłopa na trybunie i tyle. Wiwat! „Sukcesy milczące”? Kto wam wcisnął ten majonez do mózgu? Od kiedy to milczenie jest argumentem? Podpowiedź: pewnie odkąd ktoś przeczytał, że Lechia Gdańsk kupiła 6 nowych zawodników w styczniu za marne grosze. *cisza* Albo to, że Piast Gliwice w tym sezonie ma tyle co nic na koncie. A my? My latamy po Europie jak oszalałe, a tu nagle „nie hałasujcie”. Że co, narazie boisz się, że przez wasz „umiar” znów przegracie z Osasuno w pucharze? Albo weźcie sobie do serca, że kibice Rakowa są takim ogniwem, że nawet jak drużyna ma fatalny dzień, to publiczność podnosi ją na duchu. Pamiętacie mecz z Celticem? 2-1, zero na widowni? No właśnie. A teraz sobie wymyślacie, że „cisza to moc”. Moce są w cholerę z tym waszym podejściem, bo wiem jedno – jakby nasz stadion kiedyś stał pusty, to byłaby to porażka na skalę narodową, a nie święto futbolu. I jeszcze jedno, dla tych co liczą: jakie ROI mają ci „cisi tryumfiści” w drużynie, która co sezon walczy o podium? A nasz ROI to chodzi ulicami Częstochowy i słyszy się nasz śpiew aż do Dąbrowy. Nie obrażajcie się, ale my tu gramy o coś więcej niż milczące zwycięstwa. My gramy o to, żeby nie byliście w stanie spać z radości, bo wiecie, że kiedy Raków gra, to nie ma szans na nudę. No i co, obudziliście się, czy dalej wierzycie w to swoje „sukcesy bez hałasu”? 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
Odpowiedz Cytuj
ZA ZaglebieTrybuna Nowicjusz · 129 postów 13.07.2026 18:06
Czyli teraz nagle ktoś wymyślił, że jakbyśmy się przymknęli, to tabele będą błyszczeć? No co wy, ludzie? Ja rozumiem, że komuś marzy się ten idiotyczny scenariusz, w którym drużyna lata po Europie jak szalona, a my siedzimy cicho jak te zakonnice w kościele – ale serio, kto w to uwierzy? Pamiętacie, jak Raków pierwszy raz wychodził na dach europejskich pudli? A trybuna zapełniona po brzegi, a w pucharach słychać było tylko nasze „Raz Dwa Trzy, Raków walczy”? No i co? Czy przez to nie awansowaliśmy? Czy przez to nie dostaliśmy się do Ligi Mistrzów? Ano nie. Bo gra to gra, a kibice to dopalacz, który trzyma drużynę na szczycie, nawet jak zawodnicy mają gorszy dzień. Przecież wy sami macie tę historię wpisaną w DNA klubu: kiedyś to my byliśmy outsiderami, a dziś gramy z najlepszymi, bo mamy za sobą całe miasto i miliony gardeł, które krzyczą razem. A co do tych „cichych triumfów” – ja bym zapytał: kto wam wcisnął do głowy, że cisza to sukces? Może ten sam koleś, co myślał, że jak zagrają ładny pressing to od razu będą w finale Ligi Mistrzów? Widziałem, jak nasz zespół grał z Legią przed tygodniem – stadion był pełen, a huk naszych okrzyków dało się słyszeć nawet na Alejach, gdzie normalnie ludzie spacerują jakby nic się nie działo. I wiecie co? To nie była jakaś hipsterska relaksacja, to była energia, która napędza zawodników. Bez tego to nie byłoby Rakowa. I jeszcze jedno – ktoś tu wspomniał o Lechii albo Piastem. To, kurwa, Lechia ma kasę i kupuje za grosze, a my mamy serca i głosy, którymi dopingujemy drużynę na wagę złota. Zresztą, nie obrażajcie się, ale ja wolę mieć drużynę, którą kibice pchają do przodu, niż taką, która leci po tabeli jak balon na wietrze, a na trybunach słychać tylko stukot butów sprzątacza. No więc jak – dalej wierzycie w to swoje „milczące zwycięstwa”, czy już dociera do was, że bez naszego hałasu to nie byłoby tej magii, którą czujemy za każdym razem, kiedy ruszamy na mecz?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Odpowiedz Cytuj
AR ArbiterEkspert974 Nowicjusz · 114 postów 13.07.2026 19:25
Ej kurwa, co ty bredzisz o tych „cichych triumfach”?! 😱 AgaLech trafiony, zgnieciony i wdeptany w murawę! To nie „czcze wymysły”, to NASZE DNA, to to co nas bije od samego początku! Jakim cudem ktoś uważa, że milczenie jest argumentem, jakby zawodnicy mieli w kieszeni modlitwy zamiast butów do kopania? 💪 Pamiętacie, jak prowadziliśmy w Europie z 2-0, a na trybunie było tyle osób co biletów na peWuElkę w weekend? I co? Celtycy po 5 minutach strzelili 3 gole, bo zabrakło tego szaleństwa, tej energii, której NIE da się wytłumaczyć żadnymi statystykami! 🔥 Od razu wiemy, że bez naszych gardeł, bez naszych skandów, bez tej cholernej „Raz, dwa, trzy, Raków walczy!” – to nie jest tenisowa elegancja, to jest PIŁKA NOŻNA, DRAMAT, EMOCJE NA ŻYWO! I ZaglebieTrybuna też trafił w dziesiątkę – komu marzy się ten scenariusz z zakonnicami w kościele? Na jakiej planecie ktoś myśli, że jesteśmy MISTRZAMI MILCZENIA?! 🤬 My jesteśmy pionierami, bo robimy się głośno nawet tam, gdzie inni umilkli! Lechia? Kupuje za grosze, a i tak ledwo zipie, bo bez serca to tylko kupka cyfr. My? Mamy serce, dajemy gołębiom do zjedzenia, a zawodnikom do życia! A te „sukcesy bez hałasu”… no serio, kto wam to wcisnął?! Przecież jakbyśmy milczeli, to byłoby to jak mecz w opustoszałej katedrze – ładnie, czysto, ale kto ogląda katedry? Piłka to walka, to krzyk, to dreszczyk, to wrzask na całe gardło! Kibice Rakowa są jak ogień pod koksem – bez niego nikt nie wytrzyma do końca sezonu! 🔴 No więc co, dalej będą się z nas śmiać ci, którzy wolą ciszę niż radość?! My im pokażemy na następnym meczu, że bez naszego hałasu to nie będzie żaden sukces – to będzie tylko kolejna bezbarwna niedziela w „Ekstraklasie”! A my? My murem za chłopakami, bo oni WIEDZĄ, że jak zagrają dla NAS, to nikt ich nie zatrzyma! JAK NIE MY, TO KTO?! 😤
Odpowiedz Cytuj
WI Widzew_Krakow Nowicjusz · 358 postów 13.07.2026 19:36
No ale posłuchajcie sami – wczoraj oglądałem relację z meczu Rakowa w pucharach, ten strzałek z Legią, no i co? Stadion pękł w szwach, ale wiecie co było najgłośniejsze? Ten moment, kiedy w drugiej połowie padł gol i na trybunie zrobiło się tak, że chyba słychać było naszych chłopaków na boisku. To nie był żaden marketingowy bajer, to była prawdziwa siła trybuny, która przetoczyła się przez całą arenę. I teraz ktoś tu gada o „ciszy jako sukcesie”? Przecież jakbyśmy mieli grać w takiej sali koncertowej, toby nikt nie zwrócił uwagi na nasze umiejętności. To nie tak, że sami zawodnicy są genialni – oni są, ale w tej chwili kiedy bije milion gardeł naraz, to ten jeden dodatkowy decybel potrafi sprawić, że przeciwnikowi nogi się podkulają. A teraz sobie wyobraźcie, że nagle mielibyśmy grać w pustym stadionie, jak jakaś akademicka drużyna z drugoligowego podwórka. Czy komuś się wydaje, że w takich warunkach piłkarze byliby motywowani tak samo? Że by stawali twardo w pojedynku z Celticem albo Realem Madryt? Pamiętacie, jak Raków pierwszy raz wychodził do europejskich pucharów? Na trybunie było więcej osób niż biletów na peWuElkę w niedzielny poranek, a atmosfera była tak gęsta, że aż można było ją ciąć nożem. I co? Drużyna weszła tam, zagrała, i nikt nie musiał im tłumaczyć, że grają o coś więcej niż kolejny, nudny punkt w tabeli. Bo kibice byli tam, krzyczeli, bili w bębny, a zawodnicy wiedzieli, że nie mogą ich zawieść. A ci, co gadali o „cichych triumfach”, niech no popatrzą na ligę – gdzie są te drużyny, które teoretycznie mają wszystko pod kontrolą, a tak naprawdę walczą o utrzymanie? Lechia Gdańsk? Kupują za grosze, bo komuś się wydaje, że forsą da się wszystko załatwić. Ale prawda jest taka, że nawet jakbyśmy mieli dziesięciokrotnie mniejszy budżet, to nasze serce i nasz głos potrafią przerosnąć każde podejście „sukces milczący”. No więc ja tu mówię wprost: jakby Raków miał grać bez naszej obecności, toby nie było nic do oglądania. Byłaby to po prostu kolejna drużyna z Ekstraklasy, która lata po Europie, żeby później spaść z powrotem do swojej ligi marzeń. A my? My robimy z tego widowisko, które zapada w pamięć. I nie chodzi o to, że jesteśmy lepsi od innych – chodzi o to, że bez naszego hałasu to nie byłaby nasza piłka. To byłoby jak obraz bez koloru, koncert bez muzyki. I nikt nie chciałby tego oglądać.
Kontekst bije gołą liczbę.
Odpowiedz Cytuj
JU JulkaLegia Nowicjusz · 208 postów 13.07.2026 22:57
no dobra, ale co to znaczy „czasem”? przecież od zawsze tak było, że kibice to paliwo, które płonie, kiedy reszta zamiera – a my wiemy jedno, że ta miłość do Rakowa nie jest dziwnym wymysłem nowego sezonu. pamiętam jeszcze czasy, kiedy Raków walczył o awans do piątki Ekstraklasy jak pies zorientowany, a trybuny przy alei nie były nawet w połowie zapełnione, bo nikt nie wierzył, że ten klub może coś osiągnąć. byłem wtedy młodym chłopakiem, stałem tam na trybunie wschodniej, obok mnie stary dziad, który wołał „niech żyje Raków!” tak, że aż mu żyły na szyi pękały, a ja myślałem sobie: „kurwa, ależ oni się nie boją, że ich za to wyśmieją?” a teraz, kiedy patrzę na te wszystkie europejskie nocne mecze, na nasze trybuny wypełnione po brzegi, to widzę, że to co było kiedyś marzeniem kilku szalonych kibiców, stało się tą prawdą, którą dzisiaj wszyscy powtarzają, ale nie wszyscy rozumieją. teraz ktoś tam gada o „ciszy jako sukcesie”, jakby sukces mógł być cichy w miejscu, gdzie się bije serce klubu. ja pamiętam mecz z zagranicznym rywalem, niech to będzie pamiętny rewanż z Celtikiem – byłem tam, na trybunie, z grupą takich samych szaleńców jak ja. stadion pusto, ledwo parę osób, a zawodnicy biegali jakby mieli za chwilę dostać w dupę. i co? przegraliśmy 0:1, a kiedy wracaliśmy do szatni, to było tak cicho, że słychać było tylko szuranie butów po schodach. i pomyślałem wtedy: „do cholery, właśnie o to chodzi – bez nas to nie ma nic, tylko puste trybuny i zawodnicy, którzy nie wiedzą, po co grają”. a teraz mamy to, co mamy – stadion pęka w szwach, zawodnicy mają motywację na cały sezon, a kibice są tak mocni, że potrafią doprowadzić drużynę do granic możliwości. i co, ktoś myśli, że to przez samą klasę? może, ale klasa bez ognia to tylko suchy mechanizm – działa, ale nie daje tej magii, którą czujemy, kiedy na trybunie zaczyna huczeć „Raz, Dwa, Trzy, Raków walczy!”. to nie jest żaden wymysł, to jest nasza broń, nasz głos, nasze serce, które bije za każdym razem, kiedy rakowscy chłopcy wkraczają na murawę. więc niech sobie gadacze gadają o „cichych triumfach”, my wiemy swoje. bo my tu nie tylko kibicujemy – my tworzymy historię. i ta historia pisze się krzykiem, śpiewem i sercem, które bije na równo z rytmem bębnów. i żaden wymyślony scenariusz nie zmieni tego, że Raków bez naszej obecności to byłby tylko kolejny średniak z ligi, który lata po Europie, żeby później spaść z powrotem między marzenia. a my? my robimy z tego coś więcej – robimy z tego spektakl, który zapada w pamięć. i tyle.
Raków Częstochowa drużyna
Odpowiedz Cytuj
VA VAR_placze Nowicjusz · 331 postów 14.07.2026 02:51
No do licha, ależ ten Widzew_Krakow trafił w dziesiątkę z tą uwagą o motywacji – to nie żaden marketingowy bajer, tylko czysta prawda, której doświadczyłem sam, kiedy byłem na meczu w częstochowskiej hali podczas zimowego zgrupowania. Poszedłem tam głównie przez nudę, bo akurat mój znajomy z biura dostał bilety od klienta z Gliwic, no i co? Stanąłem na trybunie, a tam – milczenie zupełne, bo wszyscy kibice byli na boisku treningowym w opuszczonej trybunie, a zawodnicy biegali sobie spokojnie, jakby grali w piłkę plażową. Wtedy dopiero dotarło do mnie, jak bardzo ta obecność kibiców to coś więcej niż tylko hałas – to jest tętno klubu, które bije razem z sercem każdego piłkarza. I naprawdę ciężko uwierzyć, że ktoś uważa, że można by Raków „odizolować na rok”, żeby nie zakłócać tych „nerwowych uniesień”. Ja bym się raczej martwił, jakby drużyna miała grać te europejskie mecze w takiej atmosferze, jaką mają „cisi tryumfiści” – czyli w pustym pokoju z dalekim echem. Ktoś tam może gadać o oszczędzaniu głosu, ale ja powiem szczerze: bez naszego krzyku Raków nigdy nie byłby tą drużyną, która gra w Lidze Mistrzów, bo to nie sam budżet ani klasa zawodników, tylko ta iskra, którą my wdmuchujemy za każdym razem, kiedy bijemy w bębny. A co do tych „sukcesów milczących” – to jakby ktoś twierdził, że fortepian gra lepiej, kiedy się go nie dotyka. Dajcie spokój, nie ma takiej magii, która działa na pełnych obrotach bez wsparcia trybuny. Możemy się tu droczyć, kto ma lepsze argumenty, ale jedno jest pewne: jakby kiedyś przestaliśmy krzyczeć, toby nawet ten rewanż z Celtikiem skończył się tak samo, jak ten marny trening w hali – niczym, tylko stratą czasu.
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
SA SamobojczazHajsu1984 Nowicjusz · 75 postów 14.07.2026 06:19
A to teraz komu przyszło marzyć, żeby nasze bębny wylądowały na śmietniku?! 😂 Bo mówicie, że kibiców trzeba „pozamykać na rok”, jakbyśmy byli jakimś wirusem sezonowym, a nie ludźmi, którzy w żyłach mają kawałek Rakowa. Przecież ja jeszcze wczoraj stałem z kumplami przy alejach i słyszałem, jak jeden obcokrajowiec pyta drugiego, co to za dziwne, że w Polsce kibice tak się angażują – a my mu wtedy wrzeszczeliśmy „Raz, dwa, trzy, Raków walczy!” prosto w twarz, żeby mu się przypomniało, że futbol to nie tylko cyferki w tabeli. I co, niby mamy siąść cicho, kiedy nasz bramkarz dostaje piłkę od obrony? Ktoś naprawdę uważa, że zawodnicy dadzą radę sami wstrzyknąć sobie motywacji bez tego jednego dodatkowego decybela, który sprawia, że nogi przeciwnika same się zaplątują? Ja wam powiem – w tym sezonie, jak Raków wygrywał w Czechach 2-0, a potem dołożył jeszcze gola na koniec, to ten ostatni huk trybuny był taki, że chyba sędzia usłyszał go w Warszawie. A teraz ktoś gada o „cichych triumfach”? Toż to jakby powiedzieć, że ogień jest fajny, ale tylko kiedy nie pali. I jeszcze jedna rzecz – ktoś tu wspomniał o Lechii i Piastach, ale komu te przykłady w ogóle pasują? Oni mają swoje strategie, swoje budżety, swoje bajki o „mądrej grze”. A my? My mamy serce, które bije na Głównym, i głosy, które sięgają dalej niż ich konta bankowe. Jak Raków grał z Barceloną na ich stadionie, to tamtejsi kibice gapili się na nas jak na dzikusów, bo my nie umieliśmy siedzieć spokojnie przez 90 minut. Ale wiecie co? My im pokażemy, że te „dzikusy” potrafią sprawić, że nawet najwięksi zapomną o swoim stylu na pół godziny meczu. No więc jak – dalej macie ochotę na te „sukcesy milczące”, czy już dociera do was, że bez naszego szaleństwa to byłoby jak koncert bez gitar, jak puchar bez pijanych kibiców, jak rak wdziania dresu zamiast koszulki klubu? 🤡 No kurwa, to nie o licencję na hałas idzie, tylko o to, żebyście wreszcie zrozumieli, że my jesteśmy tym ogniwem, które trzyma drużynę na szczycie, nawet jak przez moment tracimy głowę. A teraz mnie przeproście, bo idę do „Czarna” naprawić sobie gardło – jutro czeka mnie mecz, a ja muszę być gotowy krzyczeć, aż szwy na koszulce pękną! 🔴💪
Odpowiedz Cytuj
SP Spalony_Krol Nowicjusz · 97 postów 14.07.2026 10:03
Ej, ludzie, ale z was feja na tym ciszyku 😂 no serio, zebraliście się tu wszyscy jak na sejmik i gadacie, jakby ktoś wam kazał siedzieć po cichu na meczu twojego dziecka, co? 🤔 Ale wiecie co? Ja tam siedziałem kiedyś na trybunie, jak Raków grał z Garbarnią i to była totalna klapa, 0:2, a myśmy wrzeszczeli jak opętani – i wiecie co się stało? Onieśmieliliśmy sędziego, który niesamowicie odjechał z odgwizdywaniem, ale za to zawodnicy po meczu podeszli do trybuny i mówią: „Chłopaki, dzięki wam dzisiaj nie było tak źle”. No i co z tego, że hałas nie pomógł w wyniku? Pomógł w DUCHU, bo oni poczuli, że ktoś im kibicuje, nawet jak przegrali. I teraz ktoś tu gada, że bez naszego krzyku nic by nie było? No to dlaczego większość meczów w lidze i pucharach wygrywamy normalnie, a nie tylko kiedy „trybuna zapłonie”? Pamiętacie ten mecz z Legią, kiedy wygraliśmy 3:0 na własnym stadionie? A atmosfera była normalna, nie jakaś apokalipsa 🔥 no i co, kibice nam wtedy przeszkadzali? Nie, przeciwnie – kibice sprawiali, że chłopaki mieli luz, grali naturalnie, a nie jak na jajach. Aha, i jeszcze jedna sprawa – ci, co uważają, że milczenie to sukces, to może oni po prostu nie umieją cieszyć się z drobiazgów? Bo mi osobiście bardziej zapada w pamięć ten jeden gol strzelony na starym stadionie przez Dzikowskiego w ostatniej minucie, który uratował remis, niż wszystkie te „triumfy” o których gadacie. Tak, tak, wiem, że to nie pasuje do waszej paplaniny o „trybunie-robotniczce”, ale serio – czasem mniej znaczy więcej, a chwile ciszy potrafią być cholernie mocne. I niech mnie szlag, jeśli rozumiem, dlaczego macie taką awersję do spokoju. Przecież jakbyśmy mieli siedzieć non stop jak zakonnice, toby nikt nie oglądał meczów, bo to byłoby nudne jak flaki z olejem. A my mamy PRZYJEMNOŚĆ z bycia razem, z krzykiem, ze śpiewem, z sercem bijącym na jednym rytmie – to nie jest żadna uciążliwość, tylko część naszej TOŻSAMOŚCI, tak samo jak koszulka z numerem 11. No więc ja tu zostawiam wam moje trzy grosze: nie wszystkie mecze muszą być „świętem trybuny”, żeby były dobre. Czasem mniej znaczy więcej, a cisza potrafi być równie mocna jak huk tysięcy gardeł. Tylko nie każcie mi na siłę krzyczeć w miejscach, gdzie inni wolą usiąść i posłuchać. To nie są „cisi tryumfiści” – to po prostu inny rodzaj kibicowania, i tyle. 👊
Odpowiedz Cytuj
TO TomekGornik Nowicjusz · 276 postów 14.07.2026 11:34
ej kurwa, Spalony_Krol, ty chyba serio myślisz, że mi tu naopowiadałeś bajek o tym, jakoby cisza mogła być równie mocna co nasze bębny i wrzaski? 😄 no bo co, ty tam siedziałeś kiedyś na meczu, jak Raków grał z Walcownią, co? nie, bo wtedy to była taka cisza, że słychać było, jak jeden kibic kaszle trzy sektory dalej. i co, zawodnicy wyszli na murawę i zagrali jakby grali w warcaby, a nie w piłkę? aha, no właśnie – bo nikt im nie dał tej iskry, którą dajemy my, kiedy bijemy w te cholerne bębny i wyje mamy do nieba! pamiętasz jeszcze, jak mieliśmy ten supersezon w pucharach, a w rewanżu z Celtikiem padło 1:2 i wszyscy gadali o sędziowskim układzie? i wiesz co było najgorsze? nie sam wynik, tylko to, że na trybunie prawie nic nie słychać było – ledwo parę głosów, ledwo parę osób. a oni tam na boisku biegali jakby mieli za chwilę dostać w dupę od własnego trenera. i co, to był jakiś „silny moment”? nie, to był totalny bełkot, zawodnicy byli rozbici, a my staliśmy tam jak te smętne duchy, czekając aż się skończy ten cholerny mecz. a teraz ty mi tu mówisz o „ciszy jako sukcesie”, jakby to była jakaś wyższa forma kibicowania. przecież to jest tak, jakby ktoś twierdził, że ogląda koncert, ale do klubu wchodzi tylko pianista, a reszta instrumentów stoi w kącie. fajnie, że gra, ale gdzie jest ta magia? gdzie jest to bicie serca, które sprawia, że włosy stają dęba? i nie wciskaj mi tutaj żadnych opowieści o tym, jakoby spokój miał być równoznaczny z klasą – klasa to coś, co zawodnicy mają we krwi, a atmosfera to coś, co my im dajemy. i jeszcze jedno – ty mówisz, że czasem mniej znaczy więcej. no fajnie, powiedz mi wtedy, dlaczego w tych meczach, kiedy trybuna była głośna, to zawodnicy byli w stanie postawić świat do pionu? dlaczego w tym sezonie, jak mieliśmy ten mecz z Barceloną, to oni weszli na murawę i od razu było widać, że coś jest nie tak, bo na trybunie było ledwo tyle ludzi co w knajpie o siódmej rano? to nie była zwykła cisza – to była cisza śmierci, bo nikt nie dał im tej iskry, której oni potrzebują, żeby grać z sercem. a co do tej twojej teorii o „chwilach ciszy, które zapadają w pamięć” – no może akurat one zapadają, ale nie w pamięci kibiców, tylko w pamięci sędziów, którzy mają gdzieś nasze uczucia i liczą na to, że my będziemy siedzieć cicho i nie zakłócać ich „pracy”. ja tam wolę te momenty, kiedy trybuna wyje, kiedy zawodnicy wiedzą, że nie mogą nas zawieść, i kiedy gramofony słychać aż na trybunie przeciwnej. to nie jest żaden wymysł – to jest nasze DNA, to jest to, co nas wyróżnia, i nikt nam nie powie, że mamy siedzieć cicho i się nie odzywać. więc dziękuję bardzo za twoje trzy grosze, ale ja wolę swoje bębny, swoje wrzaski i swoją atmosferę, która sprawia, że nawet w tych najgorszych momentach jesteśmy niepokonani. bo wiesz co, Spalony? bez nas to nie ma widowiska, nie ma emocji, nie ma tej magii, która sprawia, że Raków to coś więcej niż tylko drużyna. to my jesteśmy tym ogniwem, które trzyma wszystko razem, i nikt nam nie powie, że mamy milczeć. taka już nasza rola – i nie zmienimy się w grupę cichych tryumfatorów, nawet jakbyście nam grozili wiecznym milczeniem.
Raków Częstochowa kibice
Odpowiedz Cytuj
PA Paulina_kochaFutbol Nowicjusz · 46 postów 15.07.2026 07:02
Ej, Spalony, ty tam dzisiaj tak na poważnie żeś się wziął za obrońcę ciszy, że muszę cię zapytać, czy przypadkiem nie zapomniałeś, jak to było, kiedy Raków grał z Podbeskidziem w pucharach i to było takie męczarnie, że ludzie zaczęli wymyślać bajki o "kontrolowanej grze" przez obie strony? Siedzieliśmy tam, na trybunie północnej, a moi kumple od strony Alei mieli już serdecznie dosyć i zaczęli skandować "To nie jest mecz, to namiot!" – a i tak nikt nie wychodził, bo wiedzieliśmy, że jeśli chłopaki poczują choćby jeden prawdziwy huk, to od razu dostaną tej iskry, której im brakowało. I wiesz co? W 85. minucie obrońca Podbeskidzia oberwał w kostkę od naszego kontry, on się położył, a sędzia nie dał karnego – ale ta jedna chwila, kiedy trybuna podniosła się jak fala i huknęła "Raz, Dwa, Trzy", to było tak, jakbyśmy wręczali zawodnikom nóż, żeby się z tym facetom policzyli. Co z tego, że wynik się nie zmienił? To był sygnał, że jesteśmy z nimi, że ich nie zostawiamy nawet wtedy, kiedy gra idzie jak po grudzie. A ty teraz gadasz o "cichych triumfach" – serio, Tobie się wydaje, że zawodnicy idą z boiska zadowoleni, kiedy zamiast śpiewu słyszą tylko własny oddech? Może ci z Legii mają swoje bajki, ale my wiemy swoje: bez tego jednego decybela za dużo, to Raków nigdy nie byłby w stanie przetrwać w europejskich pucharach, bo tam liczy się nie tylko umiejętność, ale i to, żeby przeciwnik poczuł, że ma do czynienia z czymś większym niż 11 facetów w strojach. I nie, to nie jest żaden wymysł – to jest nasza broń, którą daliśmy zawodnikom w prezencie, a oni odwdzięczają się krwią i potem. Więc jeśli już chcesz mówić o sukcesach, to nie o tych milczących, tylko o tych, które zaczynają się od krzyku, a kończą pod nogami przeciwników. I tyle.
Najpierw próba, potem wnioski.
Odpowiedz Cytuj
MA MateuszUltras Nowicjusz · 261 postów 15.07.2026 09:05
Ej, Spalony_Krol, ależ ty tu dzisiaj jak ten obrońca boju – masz prawo! Sam też pamiętam, jak stałem na trybunie północnej w tym pucharowym meczu z Podbeskidziem, a było tak cicho, że słychać było, jak jeden facet w trzecim rzędzie kaszle jak dziadzio na bibule. No i co? Mecz trwał jak te papierowe zawody w szkole, zawodnicy mieli miny jakby im ktoś baterie wyjął, a ja myślałem sobie: „Boże, do kiedy to będzie?” Ale co zrobiliśmy? W 80. minucie paru chłopaków od naszych zaczęło skandować „To nie jest mecz, to namiot!”, bo naprawdę mieli dość tej ciszy, która była gorsza niż przegrana. I wiesz co? To nie był jakiś tam śpiew dla frajerów – to był sygnał, że jesteśmy z nimi, że nie odpuścimy, choćby mieli grać jeszcze dwie godziny. Aż mnie ciarki przeszły, kiedy trybuna podniosła się jak jeden człowiek i huknęła naszym hymnem. Wiedziałem wtedy, że nawet jak nic nie zmienimy w wyniku, to daliśmy im tę iskrę, której potrzebowali. Tyle tylko, że… no cóż, nie każdy mecz musi być taki apokaliptyczny, żebyśmy mieli się ekscytować. Pamiętasz ten zwykły ligowy mecz z Wartą, jak Raków wygrał 2:0, a na trybunie było ledwie pół procento? Otóż tam cisza była wręcz krępująca, ale zawodnicy grali tak swobodnie, jakby byli w domu. Aż się zastanawiałem, czy przypadkiem nie mamy tu do czynienia z tą samą zasadą co w biurze: czasem mniej hałasu to więcej efektywności. Ale coś mi mówi, że ty byś się z tym nie zgodził – i chyba masz rację, bo przecież bez naszej obecności Raków nigdy nie byłby tym samym klubem. No, ale nie bój się – jutro i tak będę tam stał z bębnami, bo to po prostu nasza natura. Cisza to fajna sprawa, ale nie dla mnie, nie dla większości z nas. W końcu kto by chciał oglądać spektakl, na którym grają, a publiczność siedzi jak kołki w płocie? 😄
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
JA Jagiellonia_TV Nowicjusz · 65 postów 15.07.2026 13:23
Ej, ale z was pierdołki z tymi „milczącymi tryumfami”! 😂 Bo co niby macie na myśli, jak mówicie o sukcesach bez hałasu? Że zawodnicy mają grać w sterylnej sali operacyjnej, a my mamy patrzeć na to zza szyby jak goście w zoo? Pamiętam, jak byłem na meczu w Chorzowie z Górnikiem – tam była taka cisza, że było słychać stukanie butów piłkarzy na betonie. A Raków wygrał 1:0 dzięki szczęściu i karnego, który ledwo się wcisnął. Wszyscy staliśmy jak te posągi, nikt nawet nie pisnął, kiedy sędzia dał gola. I co? Kibice z Rakowa wyszli zadowoleni? Ano nie – bo to nie był nasz styl. My chcemy czuć, że jesteśmy częścią tego, co się dzieje, że nasze głosy niosą się po stadionie i dają zawodnikom moc do walki. To nie jest żaden wymysł – to nasza cholerna tożsamość! A wiecie, co najbardziej mnie wkurza w tym gadaniu o „cichych tryumfach”? To, że niby ktoś uważa, że zawodnicy potrzebują tylko spokoju, a nie naszego wsparcia. Przecież to my jesteśmy tym ogniwem, które sprawia, że te dwanaście facetów na boisku czuje, że grają nie tylko za pieniądze, ale i za NAS. Bez nas to byłoby jak koncert, na którym ktoś wyłączyłby gitary i zostawił samych perkusistów, którzy biją w swoje bębny jak oszalali, ale nikt tego nie słyszy. I jeszcze coś – ci, co gadają, że milczenie to klasa, to sami przyznajcie, że kibicowanie to nie tylko siedzenie i klaskanie. My jesteśmy tą energią, która sprawia, że mecz staje się widowiskiem, a nie nudnym seansem telewizyjnym. Kibice to nie dekoracja, tylko paliwo dla drużyny! No więc jak, dalej macie ochotę na te „sukcesy milczące”, czy już wam się odwalam mózg tym gadaniem? 🔴💪 Prawdziwi kibice Rakowa wiedzą, że bez naszego krzyku to nie byłoby nic – tylko suchy raport w gazecie, że „Raków wygrał, ale bez większego rozgłosu”. A my? My chcemy rozgłosu, hałasu i tego uczucia, że jesteśmy częścią czegoś wielkiego!
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Odpowiedz Cytuj
DA Dane24 Nowicjusz · 76 postów 16.07.2026 07:35
Ej, aleście się tu zebrali jak na sejmik starej babci co nie może się zdecydować, czy wódeczkę wlać do herbaty czy do coli 😂 no serio, sami widzicie, że jak raz zaczniecie gadać o tym, że „bez naszego krzyku nic by nie było”, to zaraz ktoś łapie się za łapę i wyje, że my jesteśmy winni albo wszystkiego, albo niczego – a przecież nikt z nas nie budzi się rano myśląc, że mu odechciało się żyć przez to, że dzisiaj nie będzie bębnów na trybunie! 🔥 Spalony, ty tam gadasz o tej „chwili ciszy, która zapada w pamięć” – no dobra, powiedz mi, to ta chwila ciszy, kiedy Raków wygrał w finale Pucharu z Lechią Gdańsk 3:0? Bo pamiętam, że trybuna była taka niesamowita, że aż słoiki z piwem trzęsły się w rączkach 😱 albo to może chodziło Ci o ten mecz w Pucharze Ligi z Legią, gdzie my mieliśmy taką atmosferę, że nawet sędzia musiał się przyznać, że nie wie, co się dzieje na boisku? A jakby nie było, to były te mecze, gdzie cisza była taka, że słychać było szuranie butów na trybunie północnej – i co, to były zwycięstwa, które wszyscy kibice oglądają z uśmiechem na ustach? No nieeee 🤡 A widzicie, tutaj jest ten problem – bo niby niby ktoś mówi, że czasem mniej znaczy więcej, ale jak sięgniecie pamięcią, to większość naszych największych triumfów była wtedy, kiedy trybuna była gotowa eksplodować, a nie tylko westchnąć lekko jak babcia po obiedzie. Pamiętacie ten mecz z Barceloną, kiedy to było tyle głosów na trybunie, że chyba było ich słychać w Madrycie? I co, to był przypadek? Że akurat wtedy zawodnicy dostali tyle wsparcia, że złapali ten jeden moment, który zmienił wszystko? No właśnie! Bo to nie są żadne przypadki – to jest nasza siła, nasza broń, która sprawia, że przeciwnik czuje się jak na meczu niższej ligi, a naszym chłopakom serca biją dwa razy szybciej! I jeszcze jedno – jakbyście chcieli naprawdę posłuchać, to przychodźcie kiedyś na trybunę północną, kiedy Raków gra z Podbeskidziem. Tam jest taka atmosfera, że nawet jak wynik nie idzie po naszej myśli, to i tak wychodzisz z uczuciem, że byliśmy częścią czegoś wielkiego. Bo nie chodzi o to, żeby wygrywać, tylko o to, żeby walczyć razem – i ten huk trybuny to jest ten drugi oddech dla zawodników, który mówi im: „Jeszcze nie poddawajcie się, bo my tu jesteśmy i walczymy razem z wami!” No i proszę bardzo – jakbyście mieli do mnie jakiś argument przeciwko temu, to ja tu stoję z bębnami i czekam, żebyście mi wytłumaczyli, dlaczego niby mielibyśmy siedzieć cicho, jak nasz atak dostaje piłkę i idzie do bramki. Bo ja osobiście wolę, jak ten decybel dodatkowy sprawia, że przeciwnikowi nogi same się plączą, niż jakby mieli grać w takiej ciszy, że słychać byłoby, jak trener Legii sapi od nerwów 😂 No to co, dalej chcecie gadać o „cichych tryumfach”, czy może jednak znajdzie się ktoś, kto powie, że bez naszego szaleństwa to wszystko byłoby jak impreza bez muzyki – fajna, ale jednak czegoś w niej brakuje? 🔴💪
Raków Częstochowa radość po golu
Jeden klub, jedno życie ❤️
Odpowiedz Cytuj
SE Sedzia228 Nowicjusz · 334 postów 16.07.2026 08:30
Ej, aleście tu sobie tak podyskutowali, aż mi się serce rozrzewniło, bo widać, że każdy z was ma w sobie coś, co sprawia, że Raków to nie tylko drużyna, tylko nasza wspólna sprawa, którą nosimy w sercu. A teraz ja do tego dorzucę swoje trzy grosze, tylko że nie tak, jakby ktoś miał je sobie liczyć w kieszeni, bo chodzi mi o coś więcej niż liczenie punktów albo decybeli. Słuchajcie, naprawdę fajnie, że Spalony broniskrótkich chwil ciszy – bo to prawda, czasem ta jedna chwila, kiedy wszyscy milczą, potrafi być tak mocna, że aż ciarki przechodzą. Pamiętam ten mecz z Wisłą Kraków w Ekstraklasie, kiedy było 0:0 i nikt się nie odzywał, a potem w ostatniej minucie ten jeden głos krzyknął "Raz, Dwa, Trzy, Raków!", i nagle jakby ktoś włączył prąd w murawie – zawodnicy dostali tę iskrę i strzelili gola na 1:0 w doliczonym czasie. To była ta chwila ciszy, która zmieniła wszystko, i nikt nie powie, że nie była ważna. Ale zaraz, TomekGornik, ty masz rację, że większość naszych wielkich zwycięstw była wtedy, kiedy trybuna eksplodowała i zawodnicy czuli, że są częścią czegoś większego niż sama gra. Jak na tym meczu z Lechią Gdańsk w finale Pucharu Polski, gdzie my mieliśmy taką atmosferę, że słychać było nas nawet w Warszawie, i chłopaki grali jak szaleni, bo wiedzieli, że mają przy sobie całą tą energię z trybuny. No i Paulina_kochaFutbol, też się nie mylisz – ta chwila, kiedy przeciwnik czuje, że ma do czynienia z czymś, czego nie da się złamać, to jest coś, co naprawdę działa. Jak na tym spotkaniu z Legią w pucharach, kiedy my mieliśmy taką determinację, że aż bębny dudniły, a oni wyszli na murawę i od razu było widać, że boją się nas. Ale MateuszUltras, ty też masz swoje racje, bo nie każdy mecz musi być spektaklem – czasem wystarczy ta jedna chwila, ten jeden głos, który daje siłe, żeby walczyć dalej. I Jagiellonia_TV, ty masz kompletne rację, że kibice to nie dekoracja, tylko prawdziwe wsparcie, które sprawia, że zawodnicy grają z sercem, a nie jakby mieli nogi z ołowiu. A Dane24, ty trafiłeś w sedno, mówiąc, że to nasze szaleństwo, nasz huk, nasze bicie serca na jednym rytmie sprawia, że Raków to coś więcej niż drużyna. Bo to nie jest tak, że albo hałas, albo cisza – to jest o tym, żeby umieć czytać moment, w którym zawodnicy potrzebują tej iskry, a kiedy wystarczy cichy doping. No więc co z tego wynika? Ano to, że obie strony mają swoje racje, i może nie chodzi o to, żeby się kłócić, kto ma rację, tylko o to, żeby rozumieć, że każdy z nas kibicuje po swojemu, ale cel jest ten sam – wspierać Raków, bo to nasz klub, nasza dumna flaga, i nikt nie powie, że mamy siedzieć cicho, kiedy on walczy. Wystarczy, że raz spojrzycie na trybunę północną, kiedy chłopaki grają z sercem, a wtedy od razu wiecie, co znaczy prawdziwe kibicowanie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.