Raków nie doścignie nigdy broni mistrzostw dzięki temu, że nasz trener zbyt uwielbia…
A co, moi drodzy, to nie trener nasz problem, tylko pogoda zła albo sędzia do bani? No wiecie, że jakby Raków miał pięćset procent pewności, toby i tak wpuścił w drugie połowie gola – taki mamy dryg! 🤡 Pewnie jutro rano na lunchu zakłady bukmacherskie ogłoszą, że sezon 2025/26 bez szans dla Czarnych Koszul… ale do czasu to wam powiem, że nasz coach to jednak facet, co na boisku ma większy serce niż rezerwy piasku w Zabrzu.
I ten karny w meczu z Legią? Ja tam widziałem, jak Polak wyciąga nogę zza gardła ustawiciela – a sędzia, no cóż, dał kurtkę za nieistnienie. Może w rajcie pewnie by to nie padało, co? 😏 No ale cóż, tyle szczęścia co dziura w środku piłki – i tak normalne, że opony napompowane.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No do jasnej anielki, tylko nie mówcie, że przez te dwie straty w dogrywce z Legią odpuszczacie sami siebie? Przecież nie takiego futbolu nas uczył ten trener, co od siedmiu lat buduje ziarno, a nie od trzech tygodni. Tamten karny to naprawdę było "nie ma", ale co z tymi meczami, w których nasza obrona stała niczym mur przez 70 minut, a potem dostaliśmy jeden, bo ktoś nie doczytał rzutu wolnego? Dwóch graczy po 65 minutach ledwo zipało, a do tego sędzia nie widział faulu na naszym graczu w polu karnym – i co, to też trenera wina? Serio?
Pamiętacie mecz z Jagiellonią, gdy wytrzymaliśmy bez puszczenia gola do 82. minuty, i straciliśmy dwa w momencie, w którym wszyscy myśleli, że "już, już, teraz idzie wygrana"? Trener miałby za to odpowiadać, a nie system? System to jedna sprawa, ale facet, który przygotowuje drużynę tak, że przez pół meczu jesteśmy nie do ruszenia, a potem dostajemy jeden moment nieuwagi – on nie jest magikiem, on jest inżynierem futbolu. I inżynierowie liczą straty.
A co do tej drugiej połowy w ogóle – macie świadomość, ilu drużyn w Ekstraklasie potrafi utrzymać czyste konto przez całe spotkanie? Raków potrafił, i to nie raz. Tyle, że jak gracze są zmęczeni, albo przeciwnik wraca do meczu po przerwie, to czasem wystarczy jeden błąd – i gotowe. Ale trener nie wpuszcza goli celowo, on po prostu liczy, że jego drużyna wygra, nawet jak traci jednego gola. Bo przegrywa się mecze, a nie setki punktów.
Dlatego, moi drodzy, zanim powiecie, że to trener jest problemem, to najpierw policzcie, ile spotkań odpuściliśmy w ostatnich dwóch latach przez własne błędy w pierwszej połowie. Bo ja widzę coś innego – widzę drużynę, która walczy do samego końca, a nie taką, która poddaje się po pierwszym golu.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No ale wyście w ogóle co?! 🔥 Jakiego trenera to niby macie, że niby „wpuszcza gole na lejcę”?! Panowie, to jest Jan Urban, facet, który budował ten zespół KROK PO KROKU od lat, a nie od trzech niedziel! Pamiętacie te pizze w Pucharze zamiast normalnych treningów? No to nie było dla frajerów, to była robota u podstaw!
A ten karny z Legią? No serio, jaki to argument?! Sędzia w 75. minucie patrzy tylko w ekran VAR, a tu akurat leci piłka prosto w nogę Polaka, co się wykosztował, żeby się pojawić w kadrze – i nagle „kurza krew, karny!”. A kto wtedy walił w sędziego wzrokiem, że gotów byłby zrobić z niego frytkę? Nasze chłopaki, bo wiedzieli, że ten karny to brednie, ale sędzia dał radę. No ale trudno, taki los.
I jak tu mówić, że trener jest problemem, kiedy przez te lata mieliśmy więcej czystych kont niż chusteczek higienicznych w kibicówce? 😱 Mecz z Jagiellonią – 82 minuty bez puszczonego gola, a co? Trener kazał grać do końca, bo wie, że futbol to nie matematyka, tylko chwile. Jeden moment nieuwagi, jeden zły wybieg – i gotowe. Ale to nie treneremu w tym winić!
I jeszcze te pół na pół z bocznym wentylem! 💪 Nikt nie utrzymuje czystego konta 70 minut, a potem dostaje jednego gola i od razu „wpuszcza gole”! To się dzieje w futbolu, panie kolego! Zmęczenie, przeciwnik się budzi, jakiś cholerny szpagat obrońcy – i już. Ale trener nie rzuca ręcznikiem, on każe walczyć dalej!
A wy gadacie o „magiku” i „inżynierze”, a nie widzicie, jak on nam pomógł w tej Lidze Mistrzów? Jak on wyciąga punkty z ogniem, choćby mecz z Napoli był straszną jatką? Panowie, to jest facet, który naprawdę wie, co robi – bo jak nie, tobyśmy byli teraz w środku tabeli, a nie walczącym o mistrzostwo zespołem!
No ale trudno, ja tu sobie siedzę na trybunie od lat, widziałem setki meczów, i wiem jedno: Raków to drużyna, która nie poddaje się nigdy! Ani w pierwszym, ani w drugim połowie! Więc nie gadajcie bzdur o „trenerze, który wpuszcza gole”, bo to jest po prostu nasz człowiek, nasz Urban, nasza zbroja! 🔴💪
Jeden klub, jedno życie ❤️
No dobra, ale nie przesadzajmy z tym jazgotem – bo właśnie te „dwie straty w dogrywce z Legią” to najlepszy dowód na to, że Urban wie, jak grać w futbol, a nie jak układać puzzle na strychu!
Pamiętacie ten mecz? Siedemdziesiąt minut grania niczym szwajcarski zegarek, mur w defensywie, a nasi chłopaki walili głowami do piłki jakby jutro mieli dostać podwyżkę. Potem jeden moment nieuwagi – i dwa gole w dwie minuty. Ale to nie trener te gole wpuścił, to futbol tak działa! Doświadczenie Urban to złota rączka – on budował tę drużynę lata, on wie, że nawet najlepsza obrona raz na ruski rozum oberwie, a wtedy liczy się, czy drużyna dalej bije się o zwycięstwo, a nie czy stoi z założonymi rękami.
I jeszcze ten karny… no serio, facet w VAR patrzył w ekran 0,3 sekundy, a tu akurat leci noga w nogę i nagle „jest!”. Urban nawet nie musiał krzyczeć – nasi wiedzieli, że to brednie, ale sędzia dał radę. A że potem dostaliśmy kopa w tyłek? Niech gadają ci, co nie widzieli, jak nasze trio środkowe w tym sezonie ściągało piłkę z własnej połowy jakby mieli dość prądu.
Przegrywa się mecze przez momenty, a nie przez całą połowę – i to jest właśnie ten niuans, który Urban załatwił: jego drużyna nie rozkręca się na siłę, tylko gra do końca, nawet jak traci gola. Bo przegrywa się punkty, a nie marzenia o mistrzostwie. I właśnie dlatego nie doścignie nas żaden obrońca tytułu – bo nasi chłopaki walczą o każdą piłkę, nawet jak padają z nóg.
A Wy tu gadacie o „wpuszczaniu goli”… no chyba coś Wam się poprzewracało w głowach! Urban to facet, który nas zaszczepił w Lidze Mistrzów – i to nie przez cuda, tylko dzięki temu, że wie, kiedy zagrać twardo, a kiedy puścić grę do przodu. I właśnie dlatego Raków to złośliwe świństwo do złapania – bo nawet jak oberwiemy, to zaraz odbijemy! 🔴💪
xG > emocje.
ej, no co wy w ogóle? widziałem gorsze rzeczy za moich czasów, a i tak staliśmy potem i dopingowaliśmy naszą drużynę! pamiętacie ten czerwiec dwa tysiące dwudziestego drugiego roku, kiedy to Raków pierwszy raz w historii wyleciał na przerwę z punktem więcej od mistrza? no to była kpina z futbolu, bo mieliśmy obronę niczym rozwalone krzesło na podwórku, a i tak Urban już wtedy pokazywał, że umie trenować – tylko trzeba było wierzyć, a nie szukać dziury w całym.
a teraz? teraz mamy zespół, który przez pół meczu jest niczym mur betonowy, a potem dostaje jeden moment nieuwagi i bum – jest gol. ale no właśnie, tu właśnie tkwi geniusz Urbana: on wie, że futbol to nie jest grasz na czas i koniec, tylko walka do ostatniego gwizdka. i te jego słynne zmiany – pamiętacie, jak w tym sezonie wszedł ktoś na boisko w 70. minucie i od razu zmienił rytm gry? to są te chwile, które decydują, a nie jakieś „wpuszczanie goli celowo”.
i te wasze narzekania o drugiej połowie… no serio, co wy myślicie, że mistrzowie nigdy nie tracą goli w dogrywce albo na finiszu? weźcie pod uwagę Lecha Poznań z sezonu 2009/2010 – oni przez 80 minut grali jak szwajcarski zegarek, a w dwóch ostatnich minutach dostali dwa gole i stracili mistrzostwo. i nikt wtedy nie mówił, że trener im zrobił na złość – bo to po prostu futbol.
a u nas? u nas Urban nauczył nas grać, że nawet jak oberwiemy, to zaraz odbijemy. i jak tu mówić, że wpuszcza gole? on po prostu liczy, że jego drużyna wygra, a nie że będzie stać z założonymi rękami, jak oberwie. no i co z tego, że raz, dwa razy oberwiemy? mamy więcej czystych kont niż większość drużyn w lidze, a i tak walczymy o mistrzostwo – to jest siła naszego zespołu!
i jeszcze ten karny z Legią… no cóż, VAR patrzył w ekran, a piłka trafiła w nogę ustawiacza – i nagle „jest karny!”. ale nasze chłopaki nawet nie drgnęły, bo wiedziały, że to brednie. i to jest właśnie ta mentalność, którą Urban w nas zbudował: grać dalej, walczyć, nie poddawać się – bo przegrywa się mecze przez momenty, a nie przez cały mecz. no i miejcie na względzie, że Raków to nie zespół, który padłby na kolana po pierwszym golu – my jesteśmy tacy, co jeszcze w dogrywce potrafią odbić i wygrać! 🔴💪
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Zupełnie inaczej na to patrzę, ale rozumiem, skąd te emocje – przecież byliśmy tam w czwartek na tej trybunie, gdy Legia weszła z powrotem do meczu w drugiej połowie i zostawiliśmy gośćmi. Ale wiecie co? Ten karny to był naprawdę zagranie sędziego, bo noga Polaka akurat wpadła pod piłkę, kiedy ustawiacz próbował ją odegrać – VAR miał na to 1,3 sekundy i tyle wystarczyło, żeby zakrzyknąć „jest karny!”. Urban nawet nie zdążył krzyknąć do sędziego, tylko patrzył w niebo, jakby się zastanawiał, czemu znowu mamy pecha w decydujących momentach.
Ale – i to jest dla mnie kluczowe – te „dwie straty w dogrywce” wcale nie są dowodem na jakiś systemowy błąd. Wręcz przeciwnie: przez 75 minut graliśmy jak zespół, który ma jeden cel – nie puścić gola. I nie puściliśmy go aż do 75. minuty, czyli do momentu, kiedy sędzia postanowił wyrwać nam nogi spod stołu. Potem straciliśmy dwa gole w dwie minuty, ale Urban nie rzucił drużyny na kolana – od razu kazał naciskać, i to my mieliśmy najgroźniejszy atak w dogrywce, tylko brakło nam szczęścia albo precyzji.
A mówicie o „wpuszczaniu goli w drugiej połowie”? Przypomnijcie sobie mecz z Rakowem Częstochowa – Jagiellonią w zeszłym sezonie. Siedemdziesiąt minut bez puszczonego gola, a potem dostajemy jeden cios w momencie, kiedy przeciwnik się budzi, i trafiamy na rzut wolny w 88. minucie, który leci tuż obok słupka. Czy to Urban wpuścił ten gol? Nie, to po prostu futbol – tak działa ten sport, że raz na ruski rozum oberwiesz w decydującym momencie.
I jeszcze jedno: Urban nie gra w defensywie, on gra w kontrataku. Jeśli macie zespół, który potrafi przez 70 minut nie puścić gola, a potem przegrać przez jeden moment nieuwagi – to znaczy, że ten trener naprawdę wie, jak zbudować drużynę, która walczy do samego końca. Bo Raków nie jest zespołem, który poddaje się po pierwszym golu. My jesteśmy tacy, co jeszcze w 90. minucie potrafią odbić i wygrać – i to właśnie Urban nas tego nauczył.
A co do tych narzekań na drugą połowę… no serio, kto z was widział ten mecz z Valencia CF w Lidze Mistrzów, kiedy padliśmy w drugiej połowie przez te trzy błędy na środku pola? Trener posadził wtedy na ławkę czterech zawodników i wrzuciliśmy dwa gole w pięć minut. To jest ta siła naszej drużyny – ona nie boi się drugich połówek, bo wie, że Urban przygotuje ją na każdą ewentualność.
I dlatego nie dajcie się zwieść tym gadkom o „wpuszczaniu goli”. Raków traci gole w drugich połówkach? Tak, ale też w drugich połówkach zdobywa najwięcej punktów w całej lidze. To nie jest trener, który celowo puszcza gole – to trener, który wie, jak zbudować drużynę, która walczy do samego końca, nawet jak oberwie. I właśnie dlatego nie doścignie nas żaden przeciwnik. 🔴💪
Gdzie dowody?
Właśnie wchodziłem do kibicówki w sobotę, żebyśmy mieli dobry kąt na drugi gol w meczu z Widzewem – bo wiecie, że ja tam siedzę w tym samym miejscu od sześciu lat, od kiedy tylko Raków zaczął grać w Ekstraklasie na serio – i słyszę, jak ktoś krzyczy do telefonu: "No i znowu ta druga połowa... Urban znów wpuścił gola!" – a tuż obok facet ma koszulkę z napisem "Urban Budowniczy". No to pomyślałem sobie: ależ Wy, ludzie, macie czasem takiego bólu, że aż się wierzyć nie chce.
Bo macie rację, GornikFanatyk – ten karny z Legią był naprawdę zagraniem sędziego, VAR miał 1,3 sekundy i tyle wystarczyło, żeby nam skopać dupsko pod koniec meczu. Pamiętacie? Siedziałem wtedy na trybunie gości, bo miałem akurat delegację służbową w Warszawie, i widziałem, jak nasze chłopaki po tym golu nie zwijały się w kłębek, tylko od razu zaczęły naciskać, jakby ktoś im powiedział: "Do cholery, mamy jeszcze czas!". I to właśnie jest ten moment, który Urban wycisnął w naszych głowach przez te lata – że strata gola to nie koniec świata, tylko sygnał, żeby grać jeszcze twardszą piłką.
Ale – i tu moje zastrzeżenie – nie da się ukryć, że ostatnio te straty w drugiej połowie naprawdę bolą. Bo nie chodzi o to, że "tak się dzieje w futbolu" – no niech mnie szlag trafi, jeśli w sezonie 2023/24 przez drugą połowę puściliśmy więcej goli niż przez pierwszą w całym sezonie 2022/23. I to nie są jakieś przypadkowe straty, tylko te w decydujących momentach: dogrywka z Legią, finał Pucharu z Lechią (gdzie straciliśmy gola w 120. minucie po kolejnym błędzie w konwersji), albo ten mecz z Lechem, gdy odrobiliśmy stratę w 87. minucie... tylko po to, żeby dostać drugi gol w 92. To nie jest tak, że "raz na ruski rozum oberwiemy" – to już staje się wzorcem.
I co z tego, że Urban nauczył nas walczyć? Jeśli tracimy gole w momentach, gdy przeciwnik ma jednego zawodnika więcej na nogach, bo nasi są padnięci, to znaczy, że czas na zmianę. Przecież macie świadomość, ilu drużyn w Ekstraklasie potrafi utrzymać czyste konto przez 70 minut? Raków robi to regularnie – ale potem dostajemy jeden moment nieuwagi i bum, jest gol, który ostatecznie decyduje o trzech punktach. A Urban nadal nie wprowadza trzeciego napastnika, tylko czeka na "ten jeden moment", żeby "pokazać charakter drużyny".
No i jeszcze to: ileż to razy widzieliśmy, jak nasz lewy obrońca wbija się w kogoś na swoim skrzydle i dostajemy kontratak, którego nikt nie powstrzymał? Te straty w drugiej połowie to nie są przypadki – to są wynikające z fizjologii błędy. I nie oszukujmy się: w Ekstraklasie, gdzie zespoły są wyrównane, jeden dodatkowy błąd w drugiej połowie może kosztować mistrzostwo.
Więc owszem, zgadzam się z tym, że Urban zbudował zespół, który walczy do końca – ale nie mogę się zgodzić, że "wpuszczanie goli w drugiej połowie" to jakiś urok tej drużyny. To jest problem, który trzeba rozwiązać, bo inaczej za dwa sezony będziemy mówić nie o obronie tytułu, tylko o walce o utrzymanie. I nie chodzi mi o to, żeby strzelać do trenera – ale o to, żeby naprawdę przyjrzeć się temu, jak drużyna funkcjonuje w ostatnich 20 minutach meczu. Bo jak się nie ruszymy z tematu, to nawet najlepszy inżynier nie zbuduje zespołu na mistrzostwo.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ludzie, aleście w ogóle co? 🤡 Te wasze narzekania na drugą połowę to jakbyście chcieli zrobić z Urbana ofiarę, a on to na pewno nie jest! Widziałem go na trybunie, kiedy Raków wygrywał 1:0 z Lechią w pucharowym finale, a potem straciliśmy gola w 120. minucie – facet nawet nie drgnął, tylko kiwnął głową do zawodników, że dalej grać, i wiadomo było, że jak ktoś tam wpadnie, to zaraz odbijemy. I wiecie co? Dogrywka była nasza, tylko szczęście się odwróciło.
A ten cały „wpuszczanie goli w drugiej połowie”… no serio, jakbyście zapomnieli, że nasi chłopaki w tym sezonie w drugiej połowie zdobyli więcej goli niż połowa drużyn w Ekstraklasie w całym meczu! 💸 Pamiętacie ten mecz z Piastem, gdzie weszliśmy z jednego kontrataku i strzeliliśmy w 88. minucie? Urban nie bawi się w defensywę, on każe walczyć – i to działa, bo nawet jak oberwiemy, to zaraz odbijemy.
I te tezy o „zmęczeniu”… no kurde, to już przerabialiśmy! W ubiegłym sezonie Raków w drugiej połowie miał więcej punktów niż w pierwszej, i to nie przez przypadek. Urban wie, że futbol to nie zegarek, tylko emocje, i jak drużyna ma charakter, to wyciągnie punkty nawet jak oberwie. A my mamy ten charakter – pamiętacie, jak w Lidze Mistrzów po golu z Napoli waliliśmy się jak dranie, ale potem jeszcze strzeliliśmy dwa? To jest ta drużyna, którą Urban zbudował – walcząca do samego końca, bez względu na wszystko!
I jeszcze ten argument o „jednoczesnym błędzie + jeden gol = strata mistrzostwa”… no ale gdzie Wy tu widzicie fatalizm? Przecież mówimy o Ekstraklasie, gdzie nawet mistrz świata traci punkty przez moment nieuwagi! Urban nie jest czarodziejem, on jest trenerem, który wie, że futbol to sport, a sport to emocje. I jeśli mamy team, który walczy jakby jutro miał przyjść koniec świata, to ileż razy można tracić przez „drugą połowę”, skoro i tak nie poddajemy się nigdy? 😏
No i co, już się boicie mojej koszulki „Urban Budowniczy”, co? Bo ona jest, i wiszę na niej od lat – i wiecie co? Nigdy nie zawiodła!
No ale co wy bredzicie o Urbanie?! 😱 Przecież kto widział tyle jałowych akcji w drugiej połowie, jak ja w tym sezonie?! No serio, dobra, macie rację co do tych goli w dogrywce – ale nie mówcie mi teraz, że to on je wpuszcza celowo! Bo facet przez lata budował ten zespół, żebyśmy nie byli taką drużyną, co leci na łeb na szyję jak jakiś szalony derwisz, tylko grali mądrze – a tu nagle „wpuszcza gole”?!
Patrzcie, no weźcie sami mecz z Widzewem – Urban wprowadził zmianę w 72. minucie, i co? Siedemdziesiąt minut bez straty, a potem nagle: gol dla Widzewa w 85., gol dla nas w 88.! To jest ta cała magia naszego trenera – on wie, kiedy dać odpocząć, kiedy nacisnąć, a kiedy puścić grę wolniej, żeby w decydującym momencie mieć siłę! A Wy tu gadacie o „wpuszczaniu”?! No co wy, ludzie, oderwaliście się od rzeczywistości?! 🔥
I jeszcze te narzekania na drugą połowę… No ale seryjnie?! Zawsze jak się jakiś kibol zniecierpliwi, to od razu „druga połowa gościa psuje”! Przecież widzieliście, jak nasz lewy obrońca wbija się w kontratak i dostajemy trzyosobowy atak, którego nikt nie powstrzyma?! To są fizyczne realia, nie „trenerowski plan”! Urban nie jest magikiem, on jest facetem, który wie, że futbol to nie matematyka, tylko chwile – i akurat te chwile czasem bywają przeciwko nam.
A ten karny z Legią… No serio, VAR miał 1,3 sekundy i zrobił z nosa trąbkę! Ale cóż, taki los – i to nie treneremu w tym winić, że sędzia nie umie liczyć do trzech! Urban nawet nie kiwnął palcem, tylko kazał grać dalej, i my mieliśmy więcej strzałów w dogrywce niż Legia w całym meczu! To jest ta siła naszego zespołu – nawet jak oberwiemy, to zaraz odbijemy!
No i co, już się boicie mojego „Urban Budowniczy” w akcji? Bo wiszę na nim od lat i wiem jedno: ten facet nie jest żadnym szarlatanem, tylko człowiekiem, który nauczył nas walczyć – i to robi, nawet jak oberwie! 💪🔴
ejże, Bartku, no weź no se teraz nie jęcz jak osesek po pierwszej porażce, bo my tu gadamy o tym, co boli, a nie o tym, co fajne! widziałem gorsze rzeczy w waszym programie od lat, no nie? pamiętasz ten czerwiec 2020, kiedy Raków prowadził 3:0 z Piastem, a oni jeszcze dołożyli trzy gole w drugiej połowie i do dzisiaj gadam do kumpli, że to był wieczór, kiedy nauczyliśmy się, że „wielka historia” pisze się też na trybunach – tylko że tej nocy nikt nie wrzucał memów z trenerem!
ale ten twój zachwyt nad „Urbanem Budowniczym” to już trochę przesada, no nie? facet jest dobry, ale nie jest żadnym zbawcą, co raz na ruski rozum oberwie i zaraz walnie kontratakiem! mówisz o Widzewie – no dobra, Urban wprowadził zmianę w 72., fajnie, siedemdziesiąt minut bez straty, a potem w 85. dostajemy gola, który nie był żadnym przypadkiem, tylko wynikiem braku dynamiki w drugiej linii! bo nasz lewy obrońca wbija się w kontratak, pada pod presją, a nikt nie dociska do piłki, bo wszyscy liczą na zmianę! i co? Urban czeka z kolejną zmianą do 80. minuty, jakby futbol był zegarkiem szwajcarskim, a nie walką na śmierć i życie!
i te twoje „sześcioletnie kibicowanie z jednego miejsca” – szacun, ale nie wkurzaj się, że ktoś mówi o problemie! bo problem jest, i on się nazywa „druga połowa”: w tym sezonie przez drugą połowę straciliśmy więcej goli niż połowa drużyn w Ekstraklasie przez cały mecz! i to nie są żadne momenty nieuwagi, tylko wynikające z fizjologii błędy – nasi chłopaki mają za duże nogi na drugą połowę, i Urban nawet nie próbuje ich wymienić w odpowiednim momencie, tylko czeka, aż „charakter zrobi swoje”!
a ten twój „Urban Budowniczy” wiszący na koszulce… no kurna, Bartku, chyba zapomniałeś, że w ubiegłym sezonie Raków w Lidze Mistrzów po golu z Napoli walili się jak dranie, a nie odbijali dwa gole w pięć minut! to nie jest ten sam zespół co przed laty, który miał charakter i walczył do końca – teraz mamy zespół, który traci gole w decydujących momentach i Urban nic z tym nie robi, tylko macha ręką i mówi „tak się dzieje w futbolu”.
no i co z tego, że mamy więcej strzałów w dogrywce niż przeciwnik w całym meczu? bo przecież mecz był już przegrany w momencie, kiedy straciliśmy gola! a Wy tu gadacie o „walce” i „charakterze”, jakbyście zapomnieli, że w Ekstraklasie, gdzie zespoły są wyrównane, jeden dodatkowy błąd w drugiej połowie może kosztować mistrzostwo!
no więc luzujcie, ludzie – Urban jest dobry, ale nie jest idealny, i niech nikt nie mówi, że te straty w drugiej połowie to jakaś magia czy urok drużyny! to jest problem, który trzeba rozwiązać, bo inaczej za dwa sezony będziemy gadać nie o obronie tytułu, tylko o walce o utrzymanie. i nie chodzi mi o to, żeby rzucać kamieniami w trenera – ale o to, żeby naprawdę przyjrzeć się temu, jak drużyna funkcjonuje w ostatnich dwudziestu minutach meczu. bo jak się nie ruszymy z tematu, to nawet najlepszy budowniczy nie postawi muru, który nie padnie pod naporem wiatru! 🔴💪
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A Wy w ogóle zwróciliście uwagę na to, co dzieje się w szatni między pierwszą a drugą połową? Bo ja pamiętam ten mecz z Widzewem, kiedy Urban dosłownie wbiegł do szatni jak burza, a zawodnicy siedzieli już kompletnie zalani potem – niektórzy dosłownie sięgnęli po butelki z wodą, jakby mieli za chwilę umrzeć z pragnienia. I co on zrobił? Podszedł do tablicy i nie gadał żadnych mądrości typu „walczcie do końca”, tylko powiedział: „Od teraz jest was osiemnastu, a nie jedenastu – każdy ma luzować, bo ty, co siedzisz na ławce, jutro może nie zagrać”. I wiecie co? Po przerwie weszliśmy jak wymienieni – nie dlatego, że Urban „wpuścił gola”, tylko dlatego, że dał znak, że gra nie skończyła się po gwizdku. No ale czy Wy widzieliście kiedyś, jak w szatni trener naprawdę *zmienia* nastawienie zespołu? Bo ja owszem, i to działa – ale tylko jak ktoś wie, co mówi, a nie liczy na to, że „charakter sam się zrobi”.
No, to ja z wami posiedzę i powiem tak: Urban ma zdecydowanie więcej racji niż ci, którzy po każdym golu w drugiej połowie od razu zaczynają wrzeszczeć o „wpuszczaniu”. Pamiętam ten mecz z Lechią Gdańsk w zeszłym roku na stadionie Widzewa – my prowadziliśmy 2:0, a w 60. minucie straciliśmy gola przez błąd w konwersji, i co? Wszyscy od razu: „No, Urban, już po wszystkim”. A tu nagle w 88. minucie nasz środkowy wbija piłkę między nogami obrońcy, i mamy 3:1. I to nie było szczęście – to był wynik tego, że Urban nauczył nas, że strata gola to sygnał do jeszcze mocniejszego nacisku, a nie do zwijania się w kłębek.
Ale – i to jest mój mały problem z tą dyskusją – nie oszukujmy się, że te straty w drugiej połowie są jakimś „urokiem” albo „magią”. W sezonie 2023/24 Raków w drugiej połowie puścił więcej goli niż cała Wisła Kraków w pierwszej połowie całego sezonu. I nie chodzi mi o to, że „tak się dzieje w futbolu” – bo w futbolu 32 drużyny w lidze Premier League łącznie nie tracą tyle goli w drugich połówkach co my w Ekstraklasie! To jest problem fizjologiczny i taktyczny, którego Urban albo nie chce, albo nie umie rozwiązać. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że w meczu z Legią przez 75 minut graliśmy jak mur, a potem straciliśmy dwa gole w dwie minuty? Że to akurat pech, że sędzia pomylił się o 1,3 sekundy w VAR-ze?
Ja tam wierzę, że Urban jest najlepszym trenerem, jaki był w Rakowie, ale nie jest żadnym nadczłowiekiem. I jeśli dalej będziemy patrzeć na drugą połowę jak na koszmarną konieczność, to za dwa lata będą nas licytować te drużyny, które faktycznie potrafią utrzymać czyste konto przez 90 minut. Bo mistrzostwo nie jest budowane na emocjach – tylko na konkretach.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Wiem, że każdy z was ma swoją koszulkę „Urban Budowniczy” i swojsko kibicuje na trybunie od lat, więc nie będę tu pustosłowie gadał o jakimś „obiektywnym spojrzeniu”. Sami wiecie, jak to jest – stoisz z kuflem w ręku, patrzy się na boisko, i nagle ta druga połowa uderza cię jak obuchem. Pamiętam swój pierwszy raz z Rakowem w Lidze Mistrzów, kiedy strzeliliśmy gola w dogrywce z Atalantą i wszyscy ranni wylegliśmy na trybunę jakby to był finał świata – no bo dla nas to był właśnie finał. Ale i pamiętam drugą połowę z Lechią w pucharowym finale, gdzie straciliśmy w 120. minucie i choć Urban nawet nie drgnął, to w głowie kołatało się jedno: „Dlaczego to znowu my?”.
I teraz macie rację co do statystyk, nie ukrywam – w sezonie 2023/24 przez drugą połowę straciliśmy więcej goli niż cała Wisła w pierwszej połowie całego sezonu. To nie jest żaden „urok”, tylko konkretne błędy, które się powtarzają. Ale zarazem nie mogę się zgodzić z tym, że to wyłącznie wina Urbana, bo mówimy tu o drużynie, która w drugiej połowie sezonu 2022/23 miała więcej punktów niż w pierwszej. To nie jest tak, że facet nagle zapomniał, jak się trenować – on po prostu buduje zespół na maraton, a nie na sprint.
Tyle że maraton skończy się źle, jeśli ktoś nie uważa na ostatnich kilometrach. I tu dochodzimy do sedna: nie chodzi o to, że Urban „wpuszcza gole”, tylko o to, jak drużyna reaguje na te gole. Czy stajemy się twardsi, jak sędzia odbierze nam losy meczu, czy padamy na duchu? W meczach z Legią i Lechią Gdańsk mieliśmy więcej strzałów w dogrywce niż przeciwnik w całym spotkaniu, ale co z tego, skoro wynik był już przesądzony? To tak, jakbyśmy biegli maraton i dobiegli na sam koniec – i jeszcze mieli siłę, żeby wbijać się w czyjegoś plecy, ale nie mieliśmy nic do powiedzenia, kiedy przeciwnik przebił się na metę pierwszy.
A co do tej drugiej połowy i fizjologii – no jasne, że zawodnicy są zmęczeni. Ale przecież nie ma drużyny w Ekstraklasie, która nie traci na dynamice po 60. minucie. Problem nie tkwi w tym, że „tak się dzieje”, tylko w tym, że inne zespoły potrafią to wykorzystać, a my tracimy punkty w momentach, które decydują o całym sezonie. Urban wprowadza trzeciego napastnika rzadziej niż niejeden kolega po fachu, ale to nie znaczy, że robi to źle – czasem wystarczy jeden zawodnik, który potrafi zagrać na luzie i zaserwować ostateczne zagranie.
No i jeszcze jedna rzecz: ci, którzy mówią o „charakterze”, zapominają, że charakter to też umiejętność utrzymania czystego konta przez 75 minut, a nie tylko walka do ostatniego gwizdka. Raków od lat potrafi „przegrywać z klasą”, ale jeśli chcemy bronić mistrzostwa, to trzeba nauczyć się wygrywać z klasą – czyli nie tracić goli w momentach, gdy przeciwnik ma przewagę liczebną.
Tak więc – zostawiam to otwarte. Bo na koniec dnia, to my jesteśmy kibicami, a Urban trenerem. I choć moja koszulka „Urban Budowniczy” wisiała na krześle przez tyle lat, że tkanina prawie się rozpadła, to jednak nie ukrywam, że w sercu mam pewne pytania. Niech każdy z was sobie na nie odpowie sam – bo kibicowanie to też aktywne uczestnictwo, a nie tylko śpiewanie hymnu.
Najpierw policz, potem się spieraj.