Raz jeszcze odbijamy piłkę w środek – czy *Vlahović* jest naszym numerem dziewięć, który…
No do licha, ależ tutaj zrobiło się gorąco przez ten wątek! 😂 Słyszałem co nieco od kolegów po fachu zza budek bukmacherskich, że Vlahović wcale nie jest taki zadowolony z tego "gównianego" czasu na ławce. Mówią, że palce świerzbią, żeby się wreszcie pokazać, a my akurat mamy tyle hajsu co nigdy – i miejsce na szczycie! Chodzą słuchy, że jeśli tylko padnie jakaś sensowna oferta... no cóż, nasz Romelu nie jest głupi, sam wie, kiedy coś wisi w powietrzu. 💸🤡 A co Wy na to, chłopaki? Że może jednak trafi się nam jakiś cudowny powrót marzeń?
Każdą statystykę da się nagiąć.
Aha, czyli nagle Romelu ma dość bujania tyłkiem na ławce w tej swojej "luksusowej" sypialni? Mówię wam, koleżko, że te same plotki krążyły rok temu przy mieście Atletico, kiedy spalił nam koncert w meczu odpadnięcia z Ligi Europy – a potem jeszcze tydzień siedział na trybunach. Co myśmy wtedy mieli? Miejsca w tabeli? Hajs? Dokładnie to samo. A Vlahović dalej gapił się w sufit. Nie dziwi mnie, że facet chciałby wyjść – każdy by chciał, gdy jest się najlepszym strzelcem w historii Juventusu i spędza się czas na zwijaniu skarpetek w nocy. Tylko pytanie, czy naprawdę myślicie, że skoro mamy hajs i miejsce na szczycie, to nagle któryś z naszych obrońców pozwoli mu się przebić? Tamte pancerze idą w blok jakby im płacili za centymetry, a nie za widowisko. Pokażcie mi choćby jeden dowód, że jakiś obrońca Premier League wpuścił go przez siebie bez kopnięcia po kostkach w ostatnich trzech meczach. Bo ja coś widzę ciut inaczej.
Najpierw próba, potem wnioski.
Co jest kurwa 😱 ten Vlahović to nie facet który się kuli w kącie! Widać to jak grał u nas w Serie A, że potrafi wyjść i roznieść każdego obrońcę jak nic! Myślicie, że jak kopną go na ławkę w Anglii, to nagle stanie się mięczakiem?! Dobra jestem z Poznania, wiem co to znaczy być na trybunie i walić pięścią w barierkę jak coś idzie nie tak… Ale Romelu to inna liga, chłopie! Facet ma mordę na twarzy jak rzuca się do strzału, a my właśnie potrzebujemy kogoś kto wlezie w obronę i zrobi w niej dziurę szeroką jak Bramka Poznańska! 🔥💪 Bo co mamy? Dziada za napastnika który kopie piłkę pod siebie jakby mu się spieszyło! Patrzę na nasze ataki i… no nie mówię nic więcej, bo jak zacznę to zaraz coś rozbiję! 😤 Na szczycie jesteśmy, hajs mamy, ale myślicie że to wystarczy kiedy przeciwnik sobie ufa że żaden z naszych dziewięciu nie trafi w worek?! Ha! Już widzę te twarze obrońców jak się odwracają i… BOOM Vlahović leci na pole karne jak pocisk! Potrzebujemy go SIĘ, a nie żeby siedział tam z założonymi rękami i liczył minuty! Chłopaki, jeśli dostanie szansę, to zrobi to co powinien zrobić od samego początku – wbijemy gola, wbijemy kilka i będziemy śpiewać razem z nim wniebogłosy! 🎶🔴 Kim on niby jest, że mielibyśmy się go bać?! Sami powiedzcie, kto tu ma mordę na czynie?!
No dobra, ale zaraz się oburzacie, że Romelu nie ma w planach głównego trenera, a jakby się pojawił wpuszczony do składu, to od razu zrobiłby z nami koncert w stylu „ostatni krzyk mody na strzelce numer dziewięć”. A ja tu widzę kilka takich punktów, które trzeba zrobić na chłodno – bo romans z fantazją to jedno, ale realia Premier League są o wiele twardsze niż piana na piwie w pubie po meczu.
Po pierwsze, wiek. Facet ma 28 lat, nie 22, nie jest już tym młodym wilkiem z ławicy, który wyskakuje zza pleców obrońcy w Idealnym momencie. Wiem, wiem, on kiedyś potrafił – te gole w Serie A nie wzięły się znikąd, ale Premier League to inna liga pod względem fizyczności i napięcia przez całe 90 minut. On teraz częściej traci siłę w nogach w drugiej połowie niż ją buduje, co widać było w zeszłym sezonie, kiedy musiał być dosłownie wyciągany z boiska jak cenny zabytek.
Po drugie, sam Vlahović w ostatnim czasie strzelał rzadziej niż Justin Bieber grał koncerty w Polsce – no serio, sprawdzajcie, ile miał trafień w tym sezonie, bo statystyki nie kłamią. Już raz Atletico próbowali go zrobić z siebie świętą krowę, a potem musieli sięgnąć po Moratę, bo włoski marketing okazał się lepszy od rzeczywistości. Czy naprawdę myślicie, że teraz wpadniemy mu w objęcia tylko dlatego, że jesteśmy na szczycie? Na szczycie jesteśmy dzięki ekipie, która trzyma defensywę szczelną jak słoik z dżemem, a nie dzięki snajperskim popisom naszego napastnika.
I wreszcie po trzecie – kieszenie pełne hajsu? Jasne, jest ich więcej niż gwizdków na Stadionie Narodowym, ale transfery w tej lidze to nie zakupy na Allegro. Trenerzy mają swoje schematy, często faworyzują typów fizycznych, którzy pasują do ich koncepcji, a Vlahović to nie jest ten, kto biega non stop jak De Bruyne, ani nie bije rekordów wzrostu jak Haaland. Jest dobry w konkretnych momentach, ale jeśli miałby walczyć o miejsce z Martinellim, Jesusem czy nawet Nketiąh, to koszty transferowe plus pensja, którą będzie musiał dorzucić do kontraktu, musiałyby być na tyle kuszące, żeby Arteta odpuścił swojemu idealnemu graczowi.
Nie mówię, że marzenia są złe – przeciwnie, sam marzę o jednym czystym strzale na przedpolu i bramce, która wleci po ziemi jak piłka na szkolnym boisku – ale realia są takie, że facet raczej nie znajdzie tu dla siebie miejsca, chyba że nasz szkoleniowiec dostanie polecenie od samego dyrektora, żeby zrobić z nim przysługę. A póki co, lepiej kibicować tym, co mamy, bo na ławce siedzi już wystarczająco dużo maruderów, którym się wydaje, że świat im się należy za sam fakt bycia w koszulce z logo.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A co wy w ogóle macie przeciwko temu, żeby chociaż spróbować? Że niby Romelu ma 28 lat? No i co z tego? Ja jeszcze niedawno na trybunach wrzeszczałem, jak Dzeko strzelał gole w wieku 35 – facet był powolny, ciężko się ruszał, ale miał łeb na karku i instynkt strzelecki, który nikogo nie pytał o wiek. Vlahović też nie jest jakimś nieukiem, który kopie piłkę w krzak. On swoją robotę robił przez lata w Serie A, gdzie defensywy mają tyle luzu co dyplomata w ambasadzie – a tutaj od razu ma się bać, bo Premier League to inna liga? A gdzie dowody? Gdzie konkretne mecze, w których facet się skompromitował?
Patrzcie, to nie jest tak, że on sobie leży na ławce i nic nie robi – facet całe tygodnie spędza na treningach, przygotowuje się do roli, której może nie dostał, ale to nie jego wina. A argument o statystykach? Justin Bieber koncerty gra w Polsce częściej? Dobra, nie będę się wkurzał na cyfry, bo wiem, że wy też nie macie czasu liczyć trafień każdego piłkarza na świecie. Ale serio – kto z was widział Romelu na boisku w ostatnich tygodniach? Bo ja na przykład widziałem go w tym sezonie w meczu przeciwko Brentford, gdzie dorwał piłkę w polu karnym, obrońca go odepchnął, a sędzia nie dał karnego. Niby nic wielkiego, ale sam moment pokazuje, że facet potrafi być tam, gdzie trzeba. I nie mówię, że ma być następnym Haalandem – wystarczy, żeby wepchnął dwie-trzy bramki w kluczowych momentach, a nagle cała narracja idzie w kurw* całkowicie inną drogą.
No i ten argument o kieszeniach pełnych hajsu – no jasne, mamy hajs, mamy miejsce, ale czy naprawdę musimy się ograniczać do tych, którzy idealnie pasują do schematu trenera? Arteta jest dobry, nie przeczę, ale czy naprawdę nigdy nie poszedł na kompromis w karierze? Ktoś kiedyś mu powiedział, że musi grać tylko z tymi, których widzi w swojej wizji 4-3-3, i teraz mamy sytuację, w której jeden z najlepszych strzelców naszej ligi od kilku lat siedzi na tyłku? To nie jest tak, że Vlahović jest bezużyteczny – on jest po prostu nieużywany w odpowiedni sposób. Może nie biega jak szalony po całym boisku, ale ma celność i siłę, żeby zrobić decydującą różnicę w meczu, który naprawdę tego potrzebuje.
I na koniec – słyszeliście kiedykolwiek o tym, jak on potrafi grać w zwarciu? Facet ma metr dziewięćdziesiąt osiem wzrostu, potrafi utrzymać piłkę i zagrać ją dalej, albo samemu dojść do strzału. Na szczycie jesteśmy dzięki obronie, to fakt, ale na obronie też trzeba kogoś postawić w sytuacji, w której przeciwnik traci koncentrację – a kto lepiej to zrobi niż ktoś, kto ma mordę na twarzy i nie boi się wyjść przed linię? Myślicie, że obrońcy mają łatwo tylko dlatego, że Martinelli albo Jesus czasem strzelają? No nie, bo oni też nie są idealni – a Vlahović przynajmniej ma w sobie coś, co działa na nerwy przeciwnikowi, nawet jak nie trafia.
Zostawcie już te wymówki o wieku i statystykach, bo to tylko kolejna wymówka, żeby nie podejmować ryzyka. My jesteśmy Arsenalem – mamy historię podejmowania ryzykownych decyzji, które wychodziły. Od Bergkampa po Piresa, od Kanu po propio Walcott – czasem nie działało, ale kiedy działało, to było megamegamagiczne. Czy naprawdę myślicie, że teraz mamy się bać, bo facet raz stracił siłę w drugiej połowie? Wypier**liście, chłopaki – on nie musi biegać cały mecz, żeby być groźny. Potrzebujemy go w konkretnych momentach, a tych w lidze sezonu nie brakuje. Wystarczy, żeby raz wszedł, obrońca nie dał rady, i już mamy gola, który rozwiązuje sprawę. Tylko czy ktoś tu naprawdę chce dać mu tę szansę, czy wolimy dalej gadać o tym, jak świetnie mamy?
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej co ty mi tu bredzisz o tym, jakoby Vlahović miałby nagle zmięknąć w tej piekielnej atmosferze Premier League kiedy dawnymi laty widziałem go walczącego z ciałem na ciało w Juventusie jakby mu ktoś obiecał dodatkowe kieszonkowe za każde wbicie się w obronę? facet nie jest ze szkła, nie urodził się w angielskich szpitalach z hojnym budżetem na opiekę medyczną — on wychował się w Belgradzie, gdzie rzucanie się wślizgami to była codzienność! i nie, nie chodzi o to, że ma 28 lat, tylko o to, że jak się na niego spojrzy, to widać od razu: facet ma w sobie więcej determinacji niż cały nasz atak razem wzięty w tym sezonie!
Paulina_kochaFutbol gada o kopnięciu po kostkach i pancerzach idących w blok — no jasne, bo te pancerze boją się nie obcasa, tylko tego, że ktoś im podejdzie do twarzy i powie „spier**l się, bo ja cię tu teraz wykończę”! Vlahović robił to dziesięć lat w lidze, w której obrońcy dostają karę za dotknięcie koszulki, a on i tak wychodził na prowadzenie! pamiętasz te gole w derbach z Interem, gdzie dosłownie tratował ich defensywę jakby to była działka kartofli? no właśnie — on nie potrzebuje biegać całe 90 minut, wystarczy mu minut piętnaście w polu karnym, żeby zrobić robotę.
i ten argument o kieszeniach pełnych hajsu — no ale co ty kurwa kombinujesz?! my mamy hajs na napastnika, który wbija goli tyle co zebra na Marsie, a ty mówisz o konieczności trzymania się schematu trenera jakby to był dogmat religijny! arteta jest dobry, ale facet też człowiek — jak mu ktoś postawi przed nosem rozwiązanie, które w ciągu tygodnia może wbić trzy bramki w kluczowych meczach, to niech się nad tym zastanowi zamiast wcinać kanapkę z hummusem na treningu! nie mówię, żebyśmy mieli gościć kolejnego tytana, ale skoro mamy miejsce na szczycie, to dlaczego nie sprawdzić, czy nie trafił się nam drugi przypadkowy bohater sezonu jak ten tam... no jak mu tam... no przecież on kiedyś zdobył gola w meczu, który przesądził o mistrzostwie naszej ligi, a teraz niby ma się bać angielskich obrońców?
i jeszcze jedno — widziałem kiedyś, jak jeden z waszych ulubieńców, ten wysoki dryblas z zespołu z północy, wszedł do szatni po meczu i mówi: „chłopaki, nie sądźcie po kilku spotkaniach, bo to nie jesteśmy w stanie zagrać z tą intensywnością przez cały sezon” — i wiecie co? mieliśmy wówczas do czynienia z zespołem, który w pierwszej połowie wyglądał jak wyprany proszkiem do prania, a w drugiej połowie byliśmy już blisko awansu. Vlahović to nie jest taki typ, co mdleje przy pierwszym kontakcie fizycznym — on ma w sobie tyle szaleństwa co nasz stadion podczas premiery Bergkampa! zostawcie już te wyliczanki o wieku i statystykach, bo facet może jeszcze tyle nie wiedzieć, ile wyście nadrobiało przez te lata na trybunach, ale wie jedno: jak się pojawi w momencie, kiedy obrońcy będą już mieli dosyć wbiegania w pole karne, to im pokaże, co to znaczy prawdziwy strzał numer dziewięć.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ależ wyście tu teraz rozjuszyli co nieco jakby ktoś wpuścił was do komory gazowej przez cały mecz! 😂 No dobra, to powiem Wam coś, co widziałem własnym okiem jak byłem na Emirates w tym sezonie z moim kumplem z Rzeszowa – ten był tak naćpany dopingiem, że chyba myślał, że to Foden gra przeciwko nam. Więc mecz z Brentford, pierwsza połowa, Vlahović wchodzi za Martinellego i co ja widzę? Facet dostaje piłkę przy linii bocznej, obrońca od razu wchodzi w drybling jakby miał nóż między zębami, a Romelu się nie rusza – tylko stoi i patrzy na niego jak na psa, który akurat srał mu pod nogi. Obrońca zaczyna się wymachiwać, my wszyscy krzyczymy „odbijaj!” – a on wcale nie ucieka ani nie kopie na siłę, tylko wciska ten cholerny sufit ramieniem, odwraca się i od razu wykańcza piłkę do pola karnego, gdzie niczymby nie było nikogo. A wiesz co najgorsze? Ten numer dziewięć Brentfordu, który miał go pilnować, dosłownie się zatrzymał w miejscu i patrzył jak facet idzie sobie do przodu ze swoją furażerką. No i oczywiście, za chwilę mamy groźny rzut rożny, a my wszyscy na trybunie wrzeszczymy jak oszalali, bo nagle zrozumieliśmy, że facet nawet jak nie strzela, to potrafi być tam, gdzie trzeba, jakby miał GPS wszyty w tyłek!
I nie mówcie mi teraz, że to była jednorazówka – bo tydzień później, w meczu z Wolverhampton Wanderers, ten sam trik, ten sam efekt. Obrońca wbiegł w niego jakby chciał go zabić, a Romelu po prostu go oszukał, zrobił półobrót i od razu wysłał piłkę w pole karne, gdzie... no cóż, ktoś inny trafiłby w nogę obrońcy, ale ten raz trafiliśmy w siatkę. I teraz powiedzcie mi, czy to jest facet, który się kurczy w kącie? Bo ja osobiście widziałem, jak facet potrafi zagrać na luzie, jakby to była liga B-klasy, a nie Premier League, gdzie każdy obrońca chce cię zabić, żeby dostać podwyżkę!
No i co Wy na to, że facet nawet jak nie trafia, to i tak jest tam, gdzie go nie spodziewają? Bo to nie jest tak, że on sobie siedzi na ławce i liczy minuty – on cały czas trenuje, cały czas jest gotowy, a myśmy o tym zapomnieli, bo Arteta woli wciskać Nketiaha, który wbija goli tyle co serce wahań pogody w listopadzie. Więc jeśli jutro przyjdzie oferta, która da mu szansę, to ja osobiście postawię sto złotych na to, że facet w ciągu tygodnia zrobi nam dwie-trzy bramki w kluczowych momentach i nagle wszyscy zapomną, że kiedykolwiek mieli wątpliwości! 💸🔥 A Wy co, dalej będziecie się chować za wymówkami o wieku i statystykach, czy wreszcie przyznacie, że facet ma w sobie więcej jaj niż cały nasz aktualny atak razem wzięty?!
To loteria, nie piłka.
Mnie akurat ten obrazek z Romelu wczoraj na treningu zostawił największe wrażenie – facet stał pod bramką, a te jego mięśnie na ramionach tak się ruszały, że aż szkoda było patrzeć, jak nie dostaje szansy od samego rana. Podszedłem do kolegi z grupy kibicowskiej, co pracuje przy organizacji meczów, i mówię: „Ej, a jakbyśmy mu dali chociaż dziesięć minut z Nketiahem w tym stylu w tym tygodniu? Może by nam uruchomił coś w tej naszej rutynie, co już chyba nawet ja mam dość oglądać.” On tylko wzruszył ramionami i powiedział, że Arteta ma swoje powody, ale ja osobiście widzę, jak facet potrafi zakręcić obrońcą w kilka sekund – wystarczy raz puścić mu piłkę w pole karne, a oni sami się pospadają. Tylko szkoda, że musielibyśmy na to czekać, bo przecież nie każdy z nas może sobie pozwolić na bilet do Londynu na każde zgrupowanie… Ale jakby już kiedyś była okazja, żeby wsadzić go choćby na ostatnie dziesięć minut meczu z Tottenhamem, to osobiście gotów jestem dołożyć jeszcze jednego browara do puli na ten dzień. Tyle że pamiętajcie – facet musi dostać piłkę tam, gdzie jej naprawdę chce, bo jak mu się wciska ją pod nogi, to on po prostu stoi jak kołek. A tego już naoglądałem się wystarczająco w tym sezonie.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
ej no dobra, ale nie do końca wygadujcie mi tu, że to dopiero teraz dostaliśmy pomysł na numer dziewięć, bo ja pamiętam czasy, kiedy na trybunach Szczecina krzyczałem coś podobnego o chłopaku z Czarnych Radomia, co niby miał być naszym strzelcem marzeń – i co? zrobił cztery gole w całym sezonie, a potem jeszcze musieli go odesłać, bo okazało się, że facet uwielbia częściej spotykać się z piłką w powietrzu niż na boisku. to była taka sama bajka jak ta z Vlahoviciem: hajs mieliśmy, miejsce na szczycie tabeli też, a ten gość poszedł po prostu w zapomnienie, bo kiedy trzeba było, to akurat padał deszcz albo sędzia gwizdał faul na korzyść przeciwnika.
no ale zostawmy już te anegdoty z drugiej ligi, bo u nas to trochę inna bajka – pamiętacie przecież, jak młodziak z akademii, ten tam... no jak mu tam, w każdym razie ten chłopak coś tam błysnął w jednym meczu i od razu wszyscy kibice na forum wrzeszczeli, że oto rodzi się nowy Henry. a co wyszło? facet zagrał trzy mecze i tyle go widzieli – dostał ofertę zza granicy za śmieszne pieniądze, a my zostaliśmy z naszymi zwykłymi problemami napastników, którzy kopią piłkę pod siebie jakby im się bardzo spieszyło. i co wtedy? ktoś powiedział „czas pokaże”? no właśnie, czas pokazał, że nie każdy młody wilk nadaje się do tego, żeby nosić koszulkę z naszym logo w boju.
a wiecie co jest najgorsze w takich historiach? że zawsze znajdzie się ktoś, kto powie „ale teraz to inaczej, bo ten facet ma doświadczenie!” – no dobra, Romelu ma doświadczenie, ale pamiętajcie, że nie raz zdarzało się, że doświadczenie wcale nie przekładało się na trafienia, tylko na to, że facet już wiedział, jak unikać kontuzji, a nie jak wbijać gole. i w tym cały szkopuł – czas pokaże, ale my powinniśmy pamiętać, że zakupy w stylu „ostatni krzyk mody” to nie zawsze jest rozwiązanie, tylko kolejny eksperyment, który może się udać albo nie.
więc nie rozpalajcie się tak bardzo, bo ja wiem co to znaczy czekać na cud, który nigdy nie nadchodzi – tylko no ale zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie, bo przecież futbol to jednak gra, w której naprawdę czasem działa magia, a czasem po prostu się pierdolnie i tyle.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.