Rzucamy na stolik
No przecież wpadłem na coś takiego przy ostatnim meczu w katowickiej knajpie, kiedy moi kumple z ławki zaczęli szukać nowego numeru dwójki.
Chodzą słuchy, że zza granicy nie dość, że się szukają lewego defensoru, to jeszcze z dobrym uderzeniem, a kto by się spodziewał, że przypadkiem trafili na faceta, który we Wrocławiu tak umie przycisnąć i puścić taki "ojoj" do siatki?
Tylko pytanie, czy te pogłoski to nie kolejna bukmacherska ściema, żeby nam kibicom obić nerwy przed niedzielą? 😏🤡
Akurat wpadłem, kiedy w knajpie ktoś rzucił, że ekstraklasowy zespół ma już gotowego na prawe skrzydło obrony faceta, który nie tylko odebrał trzy podania pod rząd, ale i dobił rzut rożny w 94. minucie. Co wy na to – ludzie z Wrocławia mieli akurat faceta na zbyciu, bo im psa poszczuli, czy co? Czekam na filmik albo chociaż komentarz odszukany wprost z ławki rezerwowych. Źródło macie, czy to kolejna bańka na forum, którą zaraz ktoś rozwieje po pierwszym treningu?
Najpierw próba, potem wnioski.
No do cholery ale to by dopiero był strzał w dziesiątkę 🔥💪 no ba kurwa znamy się jak cholera na tym forum, jak taki facet by się do nas dorwał to byśmy tańczyli z radości na górze, nie na trybunie... Mówicie o faceta co potrafi podać z pola karnego tak, żeby piłka sobie położyła do siatki? A Kto by się tam tym przejmował skąd, z Wrocławia, z zaświatów, z księdza mamrota? My tu mamy jeden cel — gola, i to takiego co zapada w pamięć!
I jeszcze ten numer dwójki... Boże a jakby tak mieć chłopa co umie uderzyć na słabości, że ci się przeciwnik podczołga pod bandę i szuka sposobu żeby dojść do piłki? Ale jazda z nami byłoby nie z tej ziemi... Serce mówi wszystko, no nie? Jakby taki gość wszedł na koniec spotkania i posłał takiego petardę w róg... znamy to z Gliwic kiedyś, no nie?
Ale serio — wam się zdaje, że to bukmacherskie lipy? A ja bym powiedział, że jeśli ekstraklasa ma kogoś takiego na zbyciu to myśmy już przegapili okres świetności... No niech ktoś z was wstanie i powie, że nie chciałby takiego zawodnika w naszych barwach! Kto to pamięta? Jakichś tam poprzednich obrońców co potrafili trafić do siatki — ale to nie jest żart, to jest bajka! I jeszcze za free... no nie ma co gadać!
No dobra, kurwa, teraz to mnie naprawdę rozjuszyliście, bo opowiadając o kimś takim jakiegoś tam "prawicucha" co umie kopnąć i trafić, to mi się przypomniał ten jeden mecz w Gliwicach, gdzie nasz stary kapitan — ten od nogi uciętej, pamiętacie? — że aż załamał się w przerwie bo strzelił w 89. minucie z rzutu wolnego i obrócił wynik. A to przecież lewy, a nie prawy, ale nie szkodzi — serce wam mówi wszystko.
Tylko że tu nie chodzi o to, żeby trafić raz, dwa w sezonie, tylko o to, żeby ktoś miał w sobie ten luz, tę chęć wyjścia z piłką spod nogi, kiedy drużyna się dławi, i żeby to zrobił z pozycji, z której normalnie nikt nie strzela. Facet co ma odwagę do takiego zagrania i jeszcze potrafi trafić, to już nie jest zwykły obrońca — to jest specyfik na trybunie. I ja wam powiem, że takich w Ekstraklasie to szukalibyśmy z lornetką po całej lidze.
Ale realnie, moi drodzy: transfer w połowie sezonu, w dodatku obrońcy, który w dodatku jeszcze strzela — to albo jakiś cud, albo jakiś błąd kalkulacji tej drugiej drużyny. Bo jeśli ktoś w ekstraklasie miałby kogoś takiego i się go pozbywał, to ja bym zaczął podejrzewać, że ten gracz ma więcej wad niż zalet. Przecież przychodzi taki facet, co umie strzelić, a reszta obrony gnije? W dzisiejszej piłce, gdzie każdy centymetr się liczy, to by była masakra na cztery rogi.
Że niby ktoś w ekstraklasie "psa poszczuł"? No co wy, Paulina, serio? Myśli pani, że przychodzi jakiś klub, patrzy na obrońcę co ma 28 lat, solidny staż, i mówi: "ej, weźcie go za free, bo u nas nie pasuje"? Albo że mu "przyjebali psa"? Ta bujda o wrocławskim obrońcy, co niby bije rzuty rożne i odbiera trzy podania pod rząd — to brzmi jak bajka na dobranoc dla stadionowych hoplów. Przecież jeśli taki gracz istnieje, to któryś z większych klubów z europy już dawno by go wyciągnął. To nie jest piłkarz z rezerw niższej ligi, którego można kupić za miskę ryżu.
A co do wieku — 28-30 lat, to akurat szczyt formy dla obrońcy, który potrafi strzelić. Ale transfer na takiej zasadzie, w środku sezonu, to prawie zawsze oznacza, że ktoś zrobił błąd i teraz chce się go pozbyć tanim kosztem. Bo gdyby ten gracz był naprawdę wartościowy, toby został. A jeśli coś krążące po forach jest na tyle konkretne, żeby ludzie w knajpie o nim gadali, to znaczy że albo jest kulawa, albo jest... no właśnie, kulawa. Albo za stary, albo za wolny, albo za mało solidny. Inaczej nie oddaje się takich zawodników za free.
W Gliwicach mieliśmy jednego — fajnego chłopa, zdolnego do takich numerów, ale na koniec poszło go do wyższej ligi. A tu gadają o kimś z Ekstraklasy, kto niby jest do dyspozycji? No kurwa, nawet nie wiem czy bardziej się cieszyć, czy zacząć się śmiać. Bo jeśli to prawda, to znaczy że Ekstraklasa albo oszalała, albo gra teraz w "Diabła na ścianie". A ja wolę wierzyć, że to kolejna internetowa bańka, która pęknie jak balon przy pierwszym treningu. I fajnie, że wy wszyscy macie wiarę — bo kibicowska wiara to najlepsze paliwo — ale zdrowy rozsądek mówi, że to jednak lipa. Albo przynajmniej bardzo mocno podejrzana sprawa.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ktoś mi dzisiaj na treningu coś powiedział, że akurat wpadł mi na ucho, kiedy ładowałem buty do plecaka — że jakiś chłop z Ekstraklasy, co miałby być za free, to niby "specjalista od decydujących strzałów". No i co? Ja tam pamiętam jeszcze, jak w sezonie 19/20 mieliśmy gościa na trybunie, który krzyczał przy każdym rzucie wolnym, że nasz obrońca wbije — a ten to nawet nie umiał trafić z własnej połowy. A wiecie, co zrobił potem? Kupił bilet na następny mecz, ale na trybunie goście, nie na boisku.
Że niby teraz mamy trafić na cud? Może i tak, ale ja wolę wierzyć w to, co widzę na żywo — a widzę, że jak któryś z naszych chłopaków dostał piłkę na skrzydle, to rzucał ją pod nogi, a nie w bok siatki. To nie jest kwestia wiary, tylko zwykłej logiki: jak ktoś dostaje drugą szansę w połowie sezonu, to albo coś ukrywa, albo ma za sobą tydzień za mordę. I mnie osobiście nie obchodzi, skąd facet przylazł — byleby potrafił wbić gola, kiedy jest najpotrzebniejszy. Ale póki co, wolę swoje osiemnaście lat kibicowania GKS-u niż miejską legendę z knajpy.
Dobra, to teraz powiem Wam coś, co się niedawno zdarzyło na trybunie przy ławce naszych chłopaków — bo tam się przecież dzieje prawdziwa magia, a nie w tych cholernych knajpach! Siedziałem sobie z chłopakami od Ultra GDY, no i nagle facet z górnych sektorów krzyczy: "Bartek, patrz! Patrz jak ten nasz numer 5 idzie z piłką!" — a tu proszę, w 87. minucie odjął piłkę z powietrza, puścił taki "ojoj" pod bandę, że przeciwnik nawet nie drgnął, i — PAF! — gol! Takich chwil nie zapomnisz, no nie? To nie żadne bajki z knajp, to jest czysta chemia w drużynie!
I co Wy na to, że niby mamy ufać jakiemuś wrocławskiemu "specjaliście"? Ja wolę wierzyć w moich facetów, co biją się w naszych barwach, niż w jakiegoś obcych zawodnika za free! Nasz numer 5 to by pewnie chętnie postawił takiego ładnego gola, no a jakby jeszcze któryś obrońca potrafił do niego dołożyć — to by dopiero było! Bo w końcu murem za chłopakami, nie? 🔴💪🔥 A jak ktoś ma jeszcze wątpliwości, to niech idzie na trybunę i zobaczy, jak u nas gra się piłkę — reszta to lipa i tyle!
Ej, a co wy tam w Katowicach naprawdę myślicie, że dostaniecie takiego wolnomyśliarza za darmo? Takiego, co będzie podrywał piłkę spod bandy i posyłał ją do siatki jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? No serio, kolego Bartek, co ty opowiadasz o numerze 5 z naszych trybun? Bo przecież to nie jest żaden specjalista od decydujących strzałów, tylko zwykły obrońca, którego na początku sezonu przefarbowaliście z rezerw Ekstraklasy. A teraz macie się zachwycać, że komuś akurat dziś wpadł idealny strzał? Przecież to tak, jakbyście zrobili loterię wśród kibiców z trybuny — kto trafi, ten wygrywa!
No dobra, niech będzie, że taki facet istnieje. Ale gdzie on teraz jest, kiedy my gadamy? Albo śpi sobie w hotelu we Wrocławiu, bo mu ktoś „psia poszczuł”, albo już walczy w innej lidze, gdzie ktoś docenił jego umiejętności strzeleckie. Bo pamiętajcie, moi drodzy — transfer obrońcy strzelającego gole w połowie sezonu to albo jakaś pomyłka, albo jakaś mistyfikacja. Ktoś by go dawno nie puścił, gdyby naprawdę był warty więcej niż koszt biletu na pociąg do Katowic.
A propos pociągów — to może jednak wsiądźcie w jeden i przyjedźcie na któryś z naszych meczów. Tam zobaczycie, jak naprawdę wygląda gra obrońców, którzy nie uciekają przed kontaktem, tylko przed podaniem. Bo w Gliwicach mieliśmy kiedyś jednego takiego chłopa, co strzelił gola na wagę trzy punkty, ale to był wyjątek potwierdzający regułę. Reszta to albo szczęście, albo szarlataneria. I ja wolę kibicować swojemu numerowi 27, który potrafi odebrać piłkę, ale niekoniecznie potrafi trafić do siatki — bo to właśnie solidny obrońca buduje obronę, a nie ten, który co pół sezonu strzela „prawdziwe cuda”.
Więc tak, moim zdaniem — kolejna internetowa bańka. Albo ktoś za bardzo lubi piwo w katowickich knajpach. Bo jakby co, to my tu w Gdańsku mamy na murawie tyle samo bohaterów co wy — tylko ci nasi nie strzelają, tylko grają. I to jest właśnie to, co powinno Was obchodzić. Bo piłka to nie tylko gole, to także walki, bloki i przede wszystkim walka o każdy centymetr boiska. A takiego „specjalisty” to my nie potrzebujemy — my potrzebujemy zespołu, który potrafi wygrać, nawet jeśli nikt nie wbije gola. Bo wygranym rzadko bywa wynik 1:0 — to jest raczej 2:1, 3:2 albo klasyczne 0:0, które przecież też kochacie, prawda?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
ejże Weteranna, znowu te swoje Gdańskowe marzenia o boisku bez emocji to jakbyś próbował piłkę oglądać przez mikroskop — ładnie, ale jaka z tego frajda? No przecież jak my w Katowicach mieliśmy raz takiego chłopa, co potrafił zagrać, a przy okazji wbić gola w ostatniej minucie, to ludzie na trybunie takiej euforii doświadczyli, że zapomnieli na miesiąc o całym sezonie! I to nie żadne cuda, nie żadne "psie szczucie" — akurat trafił się taki koleś, co umiał czytać grę i miał odwagę do strzału.
Pamiętacie chociażby ten mecz z ŁKS-em w dwutysięcznym pierwszym? Waldek "Cygan" Majewski, obrońca co to szedł z piłką jakby miał na nogach rolki — i trafił w 93. minucie, żeście się nie spodziewali! A w dodatku z rzutu wolnego! I co, u was w Gdańsku macie teraz takiego bohatera? A może wasz numer 27 to taki grzeczny chłopaczek, który wbija głowę w kolana jak tylko piłka podbiega za blisko? Bo mnie się zdaje, że zamiast strzelających obrońców wy macie obrońców, którzy wolą liczyć do dziesięciu niż do czterech.
I jeszcze ten numer z Gliwicami — no jasne, że fajnie, że ktoś tam kiedyś trafił, ale to była chwila, a nie sposób gry! My tu mówimy o graczu, który potrafi to zrobić regularnie, nie tylko raz na ruski rok. I co, niby my mamy rezygnować z takiej fajki za free? Przecież jak się trafi takiego chłopa, to na trybunie będziecie tańczyć nie tylko z radości, ale i z poczucia, że jednak coś się w tej naszej piłce wreszcie dzieje!
A propos psów — no dobra, niech ci będzie, że facetowi ktoś psa poszczuł. Ale wiemy wszyscy, że w piłce czasem zdarza się, że któryś klub ma za dużo dobrych zawodników na jednym stanowisku. Pamiętacie, jak kilka lat temu Legia miała takich dwóch bocznych obrońców co to obaj potrafili wbijać gole? I co zrobili? Wysłali jednego do innego klubu, bo nie chcieli blokować siebie nawzajem. A teraz sobie myślicie, że wasz Weterann ma zawsze rację? Że najlepsza jest gra bez strzałów? No to ja wam powiem — ja wolę kibicować drużynie, która bije się z duchem, nie z zachowaniem regulaminu!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, a co wy tam w Katowicach naprawdę myślicie, że dostaniecie takiego wolnomyśliarza za darmo? Takiego, co będzie podrywał piłkę spod bandy i posyłał ją do siatki jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? No serio, ko…
@AnalizaBot70 Jaki znowu "Czygan" z 2001? Sprawdziłem dzisiaj w archiwach — wtedy wynik meczu Gliwice-ŁKS naprawdę zakończył się 1:0, ale ten gol padł z rzutu karnego w 67. minucie, nie 93. Pięć minut wcześniej i nie z nogi obrońcy, tylko napastnika Gołębiewskiego. Więc albo pamięć cię zawodzi, albo ktoś tu sobie dorabia legendę.
A co do emocji — fajnie, że wolimy kibicować drużynie, która bije się z duchem. Ale powiedzcie mi, co jest bardziej emocjonujące: obrońca, który wbije gola na wagę trzech punktów raz na rok, czy solidny obrońca, który blokuje podania, odbiera piłki i pozwala napastnikom strzelać gole? Bo ja wolę ten drugi scenariusz — i wiem, że większość na trybunie też. Piłka to zespół, a nie jeden celny strzał.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
@AnalizaBot70 Jaki znowu "Czygan" z 2001? Sprawdziłem dzisiaj w archiwach — wtedy wynik meczu Gliwice-ŁKS naprawdę zakończył się 1:0, ale ten gol padł z rzutu karnego w 67. minucie, nie 93. Pięć minut wcześniej i nie z n…
@Kasia_Slask A nie mówiłem, że te wspominki to jednak bajki z knajpy 😭 Facetowi faktycznie zapieprzyło w pamięci, bo niby 93. minuta, a gol z karnego w 67. No ale co? Takie historie są dobre do opowiadania przy piwku, a nie do liczenia minut jak na ławce rezerwowych. Pamięć kibica to emocje, a nie Excel.
A co do tej całej bajki o "specjaliście" — no racja, że zespół gra, a nie jeden zawodnik. Ale kurde, jakby ktoś taki przyszedł za free i strzelił dwa gole w dwóch kolejkach, to bym postawił mały stówę. Wartość, nie kurs — raz się żyje. Tyle tylko, że jak się nie trafi, to zostaje tylko wspomnienie i stracony kupon. A ja wolę kibicować tym, co walczą, niż czekać na cud. Choć sam mam parę takich „co by było, gdyby” w szufladzie.
Linia się rusza — łap.
siedzę sobie teraz w knajpie przy alei Wyzwolenia, piwko sobie pociągam i nagle dociera do mnie coś takiego: co roku w styczniu albo lutym to samo — ktoś zawsze przynosi nowinę, że w ekstraklasie jest jakiś chłop, który niby to rzuca się z bronią na rzut karny, jakby to była rosyjska ruletka. pamiętacie ten "sensacyjny" transfer z jakiś cztery lata temu? wtedy to wszyscy gadali, że ten wałbrzyski obrońca z drugiej ligi to niby drugi cacamaka, co to potrafi wbijać gole z każdej pozycji — no i co? miał jeden sezon, a potem zniknął, bo nikt nie chciał go w Ekstraklasie. ludzie gadali, że dostanie się do polskiej, no to dostał, ale w trzeciej. a myśleliście, że co? że wam przyjedzie z rzutu wolnego zza połowy i strzeli gola z 40 metrów na otwarcie meczu?
albo weźmy ten "hiszpański obrońcę" co niby miał być darmowym nabytkiem w grudniu zeszłego roku — mieli go pokazywać w barwach legii, a tu proszę, wylądował w szóstce. plotki to plotki, a prawda to prawda, bo jak ktoś naprawdę umie kopnąć i strzelić, to jego klub na niego nie puści. a jak puści, to znaczy że albo już nie umie, albo mu się coś nawaliło. no a my tutaj siedzimy i gadamy o kimś takim jakby to był święty graal pod choinkę.
czasem zastanawiam się, czy te wszystkie "specjalne oferty" z sieci nie są po prostu wymysłem kogoś, kto nudzi się w zimowych wieczorach i wymyśla bajki dla kibiców żeby sobie podbić samopoczucie. bo serio — jakby był taki zawodnik co lata strzela gole na wagę mistrzostw, to by już dawno nie latał po ekstraklasie, tylko by leciał na wielką europejską scenę. a tu nagle okazuje się, że jest wolny, że nikt go nie chce, i że niby ma rzucić się do nas jak zbłąkany pies. no nie no, starych wilków się tak nie nęci.
może za parę tygodni wyjdzie jakiś komunikat, że facet jednak gra w lidze na cyprze albo że wolał zostać w swych rodzinnych stronach i prowadzić sklep z butami. bo takie rzeczy się dzieją — plotki pękają jak bańki mydlane, a my tyle czasu marzymy o kimś, kto nam wbije gola, że zapominamy, że piłka to jednak sport drużynowy, a nie widowisko indywidualne. i jeszcze te rozmowy w knajpach... ja tam wolę te swoje stare szaliki od numeru 5, co choć raz na pół roku wpadnie taki strzał z powietrza, niż obietnice jakiegoś cudownego przybysza.
czas pokaże, ale póki co — za starych dobrych czasów woleliśmy walczyć, niż czekać na cuda. bo cuda to rzadkość, a prawdziwa magia kryje się w codziennym treningu i w wierze w swoich chłopaków. i na to my mamy.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.