Słowiańska dusza Płocka, Wisła w sercach rozpalona!
cholera, a ja to pamiętam jakby to było wczoraj... ten pierwszy mecz w ekstraklasie, 7 sierpnia 2005, pamiętam ten dreszcz jeszcze zanim otworzyłem furtkę na stadionie. nie miałem wtedy jeszcze rocznego dzieciaka w pasażu, ale na trybunach było tyle radości co u mnie w domu jak się rodził... sam widziałeś, ludzie byli jak porządzeni, cała płocka szalała. wisła murem stała, a ciarki chodziły po plecach jakby ktoś otworzył butelkę starej gorzałki w szatni — no a potem ta pierwsza bramka, gol na 1:0, nie pamiętam nawet kto strzelił, ale pamiętam ten huk, jakby całe miasto wstało z miejsc naraz.
i wiesz co? nie było tam żadnych supergwiazd, ani cudów techniki — była tylko ta wiara, że "damy radę, bo jesteśmy płocczanie". i dano. debiut się nieźle zrobił, w końcu piąte miejsce, do dzisiaj szkoda gadać jakie to byłoby fajne powetować sobie teraz. ale ten klimacik, ten zapach piwa udupionego stadionu, te hasła na transparentach — to była prawdziwa ekstraklasa, taka jakiej potem mało się widziało.
poczułem wtedy, że wisła to nie tylko drużyna, to kawał naszego miasta, który się bije, rzyga, śpiewa i pije z nami do rana. i ten smak został... no nawet jak teraz patrzę na te młode orły w ekstraklasie, to mi się serce kurczy — szkoda, że nie mieliśmy wtedy komu pokazać, jak się cieszy prawdziwy kibic. ale wiadomo, każdy swój czas ma. a my mamy swoje wspomnienia. 😄
no a ty byłeś na tym meczu? czy może masz swoją historię z tamtych czasów? bo ja bym jeszcze pogadał o tym do białego rana...
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurcze a ja miałem tam być, ale szef mnie w ostatniej chwili ściągnął do pracy 😤 no ale nie odpuściłem — od razu po zmianie w nogach, prosto na trybuny, jakby ktoś mnie wciągnął do tramwaju numer 2! 🔥 mama na mnie krzyczała że nie wrócę do domu bo mnie zamkną, a ja już stałem pod bramą z flaszką półlitrówką w kieszeni i biletem w ręce — myślałem "dzisiaj albo nigdy, damy rade i tyle!" no i te okrzyki, ten zapach kiełbasy z budki obok, ci sami faceci co potem mieli na trybunkach swoje ulubione miejsca... nawet teraz mi gęsia skórka jak sobie przypomnę ten huk po golu, ludzie podrywają się na równe nogi, a ja z piórem wbijam je w gazetę bo coś muszę robić z tymi rękoma! 😱💪 później w knajpie u Basi to już był jeden wielki bałagan, ale nikt nie liczył godzin, tylko pito za wisłę i śpiewało się razem że "jesteśmy z Płocka, a reszta to pionki" — nie wiem jak ty Pudlo, ale ja tam byłem tak samo jak i ty, i choć nie mam dzieciaka co wtedy w pasażu się rodził... to ten wieczór w sercu został na zawsze, tam gdzie jest wiara że nasi jeszcze kiedyś nas uraczą! 🔴❤️ no dobra, Pudlo, a ten gość co strzelił tamtego gola? ja go nie kojarzę ale chyba ktoś musi powiedzieć mu dziś "chłopie, strzeliłeś historię!"
pamiętam jakbym to jutro miało być, a nie dwadzieścia lat temu... byłem tam z kumplem z podstawówki, tym co potem poszedł na studia do warszawy i teraz siedzi w korpo, a ja całe życie trzymam się płocka jak stare buty. mieliśmy bilety w trzecim rzędzie, tuż obok tego starucha co ciągle krzyczał „spadam z tym stadionem!”, no ale co robić — byliśmy mali, wesoło i nic nas nie obchodziło poza wiślami.
i ten moment... bo ja wcale nie pamiętam ani składu, ani wyniku, ani nawet jaki był sędzia — ale pamiętam jak ten gość obok mnie, ten co na sztandarze miał napisane „święty pijak”, nagle wyrwał się do przodu, złapał za bandę i ryknął tak, że aż mnie struchlało: „czwarta bramka jutro, wiem to!”. wszyscy spojrzeli po sobie, ktoś zaśmiał się „ale z ciebie marzyciel”, a on tylko potrząsnął butelką i powiedział „no bo mamy nosa do takich rzeczy, co? przecież my jesteśmy wisła płock, nie żaden byle kto”.
i wiesz co? traf chciał, że następnego dnia w radio puścili wywiad z bramkarzem gości, co przyznał że się posypali — i ten sam facet, co tyle gadał, podbiegł do nas później i mówi „mówiłem, że będą cztery, no?”. nie wiem czy to była magia, czy szczęście, ale ten dzień został w nas jak dobry kieliszek — ciepły, mocny i nie do powtórzenia. nawet jak teraz patrzę na te dzisiejsze składy z tymi milionami za napastników, to mi się głupio robi... bo u nas wtedy nie było milionów, nie było gwiazd, a było tyle serca, że aż bolało.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A co tam, facetki i faceci z płocka! No to sobie wyobraźcie: ja akurat akurat siedziałem wtedy w piaskownicy przed blokiem u cioci na osiedlu Wisła, bo mama powiedziała że jak się w nogi nie ruszę to to lanie będzie trzymało dłużej niż jej wódeczka po kolacji. A tu nagle mój stary wpada jak burza, cały spocony, krzyczy „wisła gra w ekstraklasie, idziemy na trybuny bo inaczej nikt w tym mieście nie pójdzie jutro do pracy!”.
No to ja w szortach, klapki i majtki w kratkę, on w koszuli z logo wisły którą wyjął z szafy raz na pół roku — bo normalnie to on nosi garnitur albo dresy z napchaną kieszenią. Bilet? A kto go miał! Za to mieliśmy pod pachą półlitrówkę z sokiem malinowym (starys sie urządził, że dzieciom nie wolno pić, ale on to łyknął „żeby żołądek rozgrzać” — no i oczywiście dostaliśmy focha od stewardów, bo to nie było piwko, tylko „sok kibica”.
No i trafiliśmy do trzeciego rzędu, tuż obok chłopaka co trzymał transparent „WIŚLA WISŁA KURWA MA”, który za pięć minut został zagadany przez stewarda, a my dostaliśmy numerki na rękę, że następnym razem będziemy mieli zakaz przychodzenia. No ale nie szkodzi — bo jak padła pierwsza bramka (strzelił jakiś facio o ksywie „Rudy” bo miał rude włosy i nogę do kopnięcia), to ten „sok malinowy” starys od razu wyrwał się z butelką i krzyknął „to teraz moja kolej na piwko!” — no i poszedł.
Wrócił pół godziny później, cały uśmiechnięty, z trzema piwami w reku, mówi że „też potrzebował rozgrzać żołądek”. Siedzieliśmy tam w tej trójce, ja w majtkach w kratkę, on w koszuli z logo, a obok facet z transparentem który już siedział w więzieniu stadionowym — i pomyślałem, kurde, to jest właśnie ta magiczna chwila w której Wisła nie jest tylko drużyną, tylko rodziną… no chyba że ktoś nie ma majtek w kratkę, wtedy to już jest zbiórka sąsiedzka.
A potem do domu wracaliśmy tramwajem numer 2, a ten facet co krzyczał „WIŚLA WISŁA KURWA MA” wsiadł z nami i dalej krzyczał — stewardzy nawet nie próbowali go zabierać bo wiedzieli że on jest stały jak ten stadion 😂🔴❤️. No i tak zakończył się mój debiut w Ekstraklasie — w majtkach, z sokiem malinowym i z ojcem co pił piwko jakby to był napój energetyczny. Ale cholera, ile radości!
Memy to też analiza.