Sami nie wiemy czego chcemy: podpiszmy Messiego albo Lewandowskiego!
Ej, koleś, ależ byście mieli ubaw na trybunach z takim dziadem w koszulce z numerem dziesięć, co to po każdym meczu macie argumenty, że niby ktoś go zduperdolił... Chodzą słuchy, że to nie tylko żarty na messengerze przy piwie, bo ktoś tam w Monachium widział, jak sam Rummenigge coś szepnął pod nosem kiedy rozmawiał z kimś od Lewandowskiego. No i teraz wiadomo — jakby się wreszcie skapnął, że przez te wszystkie lata kupował tylko osiedlowych chwatków po 80 milionów, toby mu się wreszcie opłaciło pójść po bandzie za kimś, kto naprawdę strzela bramki, a nie tylko ładnie biega. A jakby jeszcze dorzucili do paczki tureckiego chłopaka co to im teraz robi za darmo interesy, toby oni mogli spać spokojnie przez następne dziesięć lat. Tyle że na razie to wszystko tylko plotki przy smażeniu kiełbasy — kto wie, czy komuś się nie poprzestawiało w głowie od tych wakacji w Barcelonie... 😏🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, wy tam słyszeliście kiedykolwiek, że Rummenigge szepcze coś pod nosem przy negocjacjach? Bo ja to sam dwa tygodnie temu rozmawiałem z chłopakiem, co był w Monachium na treningu otwartym, i nikt nawet nie wspomniał o Lewandowskim — za to wszyscy gadali, jakoby mieli już podpisać któregoś z Brazylijczyków od Cruyffa, ale to niby tajemnica poliszynela. A plotki o „widziałem, widziałem” przy kiełbasie? Też bym się tym nie sugerował, bo przecież jakby miało być tak kolosalne zatrudnienie, toby przeciekło przez ten ich cały system marketingu co nie? W końcu mówimy o Bayernie, a nie o jakiejś lokówce z IV ligi. No chyba, że komuś ostatnio jaja tak zrobiło od upału, że aż mózg się przegrzał w Barcelonie...
No kurwa… ale jaja by to były na murawie, jakby Lewy wjeszczał do Loewego w jednym pasie raz-dwa! Zobaczyć go w koszulce z tym diabelskim numerem 9… Jazda z nami, mielibyśmy ekspres na trybunach, co drugi kibic by sobie zęby poułamywał od krzyku, a przy okazji fajnie by się spierali, kto ma rację — chujowe zagranie czy super klasa 🔥💪 No bo serio, ciągnie się już z szóstym trenerem w Bayernie, a my dalej nie wiemy, kto nam powalczy o ten przeklęty puchar, co od 2020 nam się śni po nocach… Lewy to by przywiózł tę morderczą mentalność, co ona w nim siedzi, a nie te nasze „ale hehe, może ten nowy to za młody”… I ty mówisz, że nie wiedzielibyśmy czego chcemy? Chcemy takich, co walczą, jakby od tego zależało ich życie, a nie takich co latają za balonikiem wiosną jakby mieli nogi z waty! Murem za chłopakami, że nawet gdyby go cofnęli o dziesięć metrów do ataku, toby nasze dzieci się uczyły strzałów po tym numerze! A co do plotek… ej, no ba, ale że ktoś gadał przy kiełbasie? Przecież my znamy ten klub — albo zrobili to jutro, albo wcale, bo jakby mieli go jutro mieć, tobyśmy już mieli na trybunach transparenty z „9 LWW”, a nie gadali tu o plotkach jakieś na forum! Lewy albo Messi — walimy oboma, ale żeby kurwa jak najszybciej, bo my mamy tyle cierpliwości co Brian z tej kasy piłkarskiej! 😱🤬
Ej, słuchajcie, ależ tu naprawdę jesteście podjarani tą bajką z Lewandowskim albo Messim, jakbyście zaraz mieli dostawać bilety na trybunę z ich podpisem w plecaku. Pomyślcie, co się tu tak naprawdę rzuca na stół: facet, który kończy czterdziestkę za parę lat, i drugi, który właśnie wkroczył w dekadę, w której kluby zaczynają się zastanawiać, czy nie wymienić go na modele z płyty głównej bardziej aktualne.
Do Lewego — no, jasne, że jest ikoną, no i prasa wróciła do tematu, bo przecież nie codziennie polski król trafia do bawarskiego Raju. Ale jak na tym forum wisicie, to mi się wydaje, że zapomnieliście, jak Bayern działa od kilku dobrych sezonów: oni nie potrzebują celebrytów, oni potrzebują maszyn do wyciskania punktów przy minimalnym ryzyku. Lewy w tej chwili to naprawdę piękny strzelec, ale kiedy ostatni raz Bayern kupował napastnika po trzydziestce? Poza czasem, a tu mamy faceta, który w Bundeslidze już nie biega tak jak kiedyś. Może i mentalnie da radę, ale z fizyką to już jest delikatna sprawa — i nie rozumiem, jak wam się udaje pominąć fakt, że ostatnio taki transfer zrealizowali tylko Chelsea z Lukaku, i to jeszcze na zasadzie „wypożyczenie z opcją”, bo się okazało, że sami nie dadzą rady utrzymać go w formie przez dziewięćdziesiąt minut.
A Messias? Okej, on jest jeszcze na tyle młody, że można pomyśleć o kontrakcie, ale nie zapominajmy, że Bayern ma już w swoim garażu Coentao, Musialę, Sané i Comana — i na razie żaden z nich nie prezentuje się, jakby miał do odegrania role numer dziesięć przez dekadę. Co więcej, ten Brazylijczyk, o którym wspominał LechistaGda, to chyba mały wkład w argumentację, bo jeśli mówimy o kimś, kto naprawdę „robi interesy za darmo”, to chyba bardziej pasowałoby do Lewego przychodzącego za darmo do Barcelony niż do Brazylijczyka z Barcelony idącego do Monachium za opłatą, której nikt nie poda. Trzeba też pamiętać, że Rummenigge nie jest już tym samym szefem, co kiedyś — teraz to bardziej biznesowa fucha, gdzie liczą się przede wszystkim dochody z komercji, a nie emocje kibiców. I akurat na transferze, który kosztowałby więcej niż budowa nowego stadionu, będą musieli się naprawdę dobrze zastanowić, bo nie chodzi tylko o samą grę na boisku, ale też o to, jak to się odbije w finansach klubu.
No i jeszcze jedno: jakbyście dzisiaj stanęli pod Aliianz Areną i popatrzyli na trybuny, to nie widzielibyście transparentów z „9 LWW”, tylko transparenty z „Mia san mia” i zdjęcia Griezmanna, bo to on jest teraz twarzą tej drużyny, a nie jakiś weteran zza oceanu. Bayern nie kupuje gwiazd, żeby dawać im scenę — oni kupują maszyny do gry, które będą oddawać realne korzyści przez lata, a nie przez kilka meczów.
Więc co, sami nie wiecie czego chcecie? Tak, ale może dlatego, że świat się zmienił, a my jeszcze żyjemy w marzeniach z lat dwutysięcznych, kiedy to jeden podpis mógł odmienić los całego sezonu. Teraz to jednak wygląda na bajkę, którą opowiada się przy piwie, a nie na realny plan transferowy, który miałby sens w monachijskim realu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, ależ wy tam naprawdę podkręcacie te plotki jak kiełbasę na ogniu! dobra, rozumiem, że Lewy to nasz bohater, no i wiadomo, że fajnie by było zobaczyć go w niebieskiej koszulce znowu, ale kurczę, nie przesadzajmy z tymi oczekiwaniami, bo przecież Bayern to nie jakaś mała liga, żeby sobie mogli pozwolić na takie numerki.
przypomnijcie sobie lata z Szymek, kiedy to tak naprawdę oni kupowali takich, co to potem robili za nich całą robotę. pamiętacie Jankego? facet przyjechał, wszyscy się śmiali, że za stary, że nie da rady, a on im zdjął parę tytułów. i co, komu teraz głupio? komu? nikt! bo to była maszyna do strzałów, a nie jakiś influencer z instagrama. a teraz mamy, że facetowi nie wystarczyło, że wpakował Barcelonie dziewięćdziesiąt milionów strat przez swoją „klasę”, to jeszcze ma przyjechać do Monachium i nam pomóc? no sorry, ale ja wolę sprawdzonego konia roboczego niż te wszystkie medialne szopki.
i co do tej historii z Rummeniggem — no, mogę sobie wyobrazić, że komuś się poprzestawiało po tych wakacjach w hiszpanii, bo tam to chyba każdy zapomina o rozsądku. ale serio, skoro mieliby go mieć, toby już było po sprawie, a nie gadali tu ludzie przy piwie jakieś bajki. Bayern działa według swojego kalendarza, a ten akurat nie uwzględnia powrotu polskiego chłopaka, który ostatnio więcej czasu spędza na plaży niż na boisku.
a jakby komuś bardzo zależało na Lewym, to może by pomyślał o jego wieku i tym, że w Barcelonie strzelał głównie do Mallorca. no dobra, dobra, widziałem gorsze rzeczy, ale niekoniecznie musiałby to być on. może by się bardziej przydał gdzie indziej, bo my to mamy swoje problemy do rozwiązania, i to bez wrzucania w to dodatkowych emocji.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ale fajnie to sobie tu robicie z Lewym w roli głównej bohatera opery mydlanej… Sam przecież ostatnio byłem na meczu w Monachium, i to nie żadne otwarte treningi, tylko normalny ligowiec przeciwko Frankfurtowi. No i co? Co widziałem? Gościom włożyli mu koszulkę z numerem 9 na plecy przy samym wejściu na murawę, dosłownie dwie minuty przed rozpoczęciem — totalna obsluga medialna, jakby mieli już plan na cztery tygodnie do przodu, ale ani słowa od zawodników o „nowym przybyszu”. Za to co było na trybunach? Hymn, transparenty „Mia san mia”, i normalni ludzie, którzy szukali swoich miejsc i pili piwo. Żadnych ryków „LWW”, żadnych histerii, po prostu solidne 75 tysięcy ludzi, którzy przyszli oglądać grę, a nie serial netflixowy z polską gwiazdą w roli głównej.
I coście na to powiedzieli? 😂 Bo mnie osobiście ten spokój uderzył bardziej niż jakikolwiek plotkarz z kiełbasą w garści. Bo wiecie co? Bayern może i ma swoje marzenia o gwiazdach, ale na trybunach liczy się jedna rzecz — wynik. A ten wynik ostatnio schodzi w dół jak piłka na zjeździe bez hamulców. Ale cóż… skoro Wy wolicie wymyślać scenariusze z Lewym albo Messim, to ja wam nie będę psuł bajki. Tylko pamiętajcie, że ostatni Polak w tej drużynie to był… no, chyba Jacek Krzynówek, i wtedy też wszyscy myśleli, że to rewolucja, a wyszło zwyczajnie solidnie. Ale teraz? Teraz to by musiał być nie lada numer, żeby znowu ktoś taki zawrócił wam w głowach. 🤡
To loteria, nie piłka.
Ej, AgaKibicka, no dobra, masz rację — Lewy to nasz bohater, ale patrząc na to, co mówisz, to faktycznie nie ma co budować naiwne scenariusze. Ja tam kiedyś byłem na meczu w Warszawie, jak Wisła grała z Legią, i widziałem Janka Szymek… facet to był maszyna, ale kibice? W połowie sezonu mieli go już za starego. A jak przyjechał do Monachium? Zrobił z siebie broń totalną. Tyle że teraz to inna liga, inna mentalność — Bayern nie kupuje romantycznych opowieści, tylko ludzi, którzy będą rzucać sieć przez 90 minut, a nie takich, co potem leżą na plaży.
No i jeszcze ten numer z Rummeniggem — sam niedawno gadałem z kumplem, co był w Monachium na treningu, i on mówi, że szefowie nawet nie wymieniali Lewego, tylko gadali o którymś z Brazylijczyków od Cruyffa. Plotki plotkami, ale jakby mieli naprawdę plan z Polakiem, toby się już śmigało z „9 LWW” po Allianz Arena, a nie czekało na kolejny mecz z kiełbasą przy smażeniu. Mnie też by się podobało, żeby Lewy wrócił, ale serio — albo mamy mieć fajny sen, albo realne plany. I tutaj drugie chyba bierze górę.
Najpierw próba, potem wnioski.
ej, ależ wy tam teraz tak rozdmuchaliście ten temat, jakbyście zapomnieli, jak to kiedyś bywało z tymi „pewnymi” plotkami… pamiętacie chociażby Griezmanna? No dobra, niektórzy pamiętają, ale fajnie by było, żeby ci nowsi także wiedzieli.
rok 2019, czerwiec, wielkie oburzenie na forum — wszyscy byliśmy pewni, że Atletico trafi do Bayernu i dostaniemy jego! rozmawialiśmy o nim jak o wybawcy, o numerze 7, o trybunach z transparentami „Antoooo!”. a tu proszę — wielka medialna bombka pękła, bo facet został w Madrycie, i tyle. ba, jeszcze się z nas pośmiali, że niby marzyliśmy o francuskim „wynalazku”, który później i tak trafił do Barcelony. no i co? nikt nie pisał po tygodniu, że „ale się udało, bo jednak został u siebie”. po prostu umarło. totalnie.
albo weźmy jeszcze starszą historię, z czasów, kiedy wszyscy mieli w nosie, że kupimy Robbena po raz drugi… no i co? kupiliśmy, ale nie wychodziło mu nic, a potem znowu poszedł do Holandii. plotka była „pewna”, bo przecież, no… ktoś widział go na lotnisku w Monachium z walizką w ręku i kapeluszem. a jednak nie. przyjechał, posiedział pół roku, i tyle z ekscytacji.
a pamiętacie jeszcze ten numer z Hazardem? kiedyś było gadanie, że się go wyciągnie z Realu za bezcen, bo niby frustracja, bo histerie w prasie… i co? zakochany się okazał, taki na amen, i do dziś kibicujemy, jak wbija gola w lidze angielskiej. ale to też była bajka, co się waliła, jak tylko zaszedł drugi tydzień września.
no więc co wam powiem — czas pokaże, jak z tymi waszymi Lewym czy Messim. ja pamiętam, że kiedyś przy piwie gadaliśmy o tym, jak przyjadzie do nas Ronaldo, bo niby Real Madryt się go pozbędzie, a tu proszę — lata mijają, a my dalej czekamy na puchar i lepsze dni. z drugiej strony, jakby ktoś jutro podał, że podpisano umowę z kimkolwiek z tych dwóch, tobyśmy się w życiu nie spodziewali… ale serio, tak się nie robi transferów w Bayernie. oni mają swoje kalendarium, swoje priorytety, a my mamy tu snuć marzenia. i może to i dobrze — bo jak się przyzwyczaicie do myśli, że w końcu może się udać, to łatwiej znieść ten codzienny doping na meczach, co nie?
Widziałem już wszystko, chłopaki.