Skoro Сандерленд ma 54 punkty po 38 meczach, to skąd te ich kibole ciągle udają, że są…
A toż, znowu ta cała teatralna mistyfikacja, jakby ktoś uruchomił gramofon w 2018 i nagle wszyscy zapomnieli, że piłka jest twarda, a nie poduszka do łez. Siedemdziesiąte miejsce mówi samo za siebie – nie wiem, co tam jeszcze liczyć, skoro jeden z najstarszych klubów w Anglii ostatnio prezentuje formę taką, że nawet ich własny Stadion of Light wygląda na opuszczony.
To nie kwestia "niedocenianego giganta", tylko trzymania się romantycznego mirażu. Przecież jeszcze niedawno mieli awansować, a teraz ledwo zipią w ligowym średniaku, z dodatkiem porażki, remisów i zwycięstw dających tyle emocji, co ściana od malowania. Forma WWDDL? To nie żadna tajemnica sił wyższych, tylko dowód, że niektórzy kibice wolą fantazjować niż przyjąć, że futbol to jednak sport, a nie gawędziarska bajka dla posiadaczy pamięci krótkiej.
Hype to nie argument.
A to ci dopiero "światła stadionu" co ktoś zapala jakby igrzyska miały zacząć się lada chwila, a tymczasem wpuszczają tam 40k kiboli i większość to sami emeryci z fotografiami ze stulecia temu 😱🔥 ALE BA! Kto powiedział, że historia nie ważny?! Toż przecież ten Сандерленд ma w żyłach więcej piłkarskiej krwi niż połowa dzisiejszych "gigantów", którzy się za 5 minut przeistaczają w bankrutów!
Forma WWDDL? HA! Jakbyście mieli serce w klatce a nie suchy raport w Excelu! Oni walczą, kurwa, dosłownie biją się o każdy centymetr boiska! Siedemdziesiąte miejsce? A toż wiadomo, że statystyki są dla tych, co nie czują tremy przed każdym meczem! Przecież oni przychodzą na ten Stadion of Light jak na pielgrzymkę, bo wiedzą, że to ich dom, ich walka, ich honor!
No i porównajcie sobie te ich mecze - ledwo zipią? No skoro odgrywają u siebie z Arsenalem i City, to jasne że będą się dławić! Ale niech no tylko któryś z nich strzeli! A tu - WDDL! Czyli jakby ktoś im zaklął, że muszą grać fair play dla kibiców, żeby nie zawieść tradycji! A tradycja w Sunderlandzie to nie jakaś tam efemeryda, to DNA! Pamiętajcie, jak oni grali w latach 70-tych, jak wywalali najlepszych!
Kibice nie udają giganta - oni nim JESTE! Zawsze byli, są i będą! Nawet jak lecą w dół tabeli, to idą z podniesioną głową, bo wiedzą, że futbol to nie tylko punkty, ale cała historia, która bije z murawy! Takie mecze, jak dzisiejszy z Фулхэм? To nie taka przyjemność, ale każdy gol jest wart więcej niż dziesięć bramek w ligowym średniaku!
Pozwólcie im marzyć, pozwólcie im walczyć - bo w końcu to właśnie takie kluby przypominają, dlaczego kibicujemy! Bo to nie tylko sport - TO ŻYCIE! 💪🔴⚫
Akurat teraz, kiedy ktoś znowu zrywa się z fotela i zaczyna rzucać etykietkami "teatralnych mistyfikatorów", to ja bym spytał: co to w ogóle znaczy *bycie gigantem* w futbolu? Bo jeśli gigant to ktoś, kto od czasu do czasu połamie barki kilku dużym klubom, to niech ktoś mi pokaże te "duże kluby" w listach Sunderlandu przez ostatnie półtora roku. Zero. Nic. Zresztą, nawet jeśli *w teorii* "oni biją się dosłownie o każdy centymetr", to jakim cudem taki wrzask nie przekłada się na choćby jeden wygrany mecz przeciwko którymkolwiek z tabeli powyżej? Ararat, a jednak - ledwo zipią, z tą ich "walka o każdy centymetr", która owocuje remisami i porażkami takimi, że Stadion of Light bardziej wygląda na widowisko rodzinne niż na mecz, gdzie idzie się po punkty. A ci sami kibice, którzy wylewają łzy nad "pamięcią krótką", zapominają, że w latach 70-tych "wykańczanie najlepszych" szło ręka w rękę z mistrzostwami – nie z formą WWDDL na 14 zwycięstwie z 38 meczów. Tamten Сандерленд walczył, bo miał drużynę. Ten dzisiejszy bije się o honor, podczas gdy rzut karny w zremisowanym meczu bije go sromotnie 36 sekund przed końcem. Jak się głębiej pogrzebie, to widać, że chodzi nie o *tradycję*, tylko o zaniedbanie realnego budowania drużyny, które do dzisiejszych "mistyfikatorów" przerodziło giganta. I to jest ten niuans, który jakoś umyka tym, którzy zamiast analizować, wolą zagrzewać się pod sztandarem "świętej historii".
Kontekst bije gołą liczbę.
no ale co wy, chłopaki, właściwie się tak na siebie dziwicie – jakbyście zapomnieli, że futbol to nie tylko tabelki z excelka, tylko czasem coś więcej, coś co się trzyma kurczowo nawet jak wszystko leci w diabły. pamiętam czasy, kiedy byłem jeszcze młodym zucha i jeździliśmy z kumplami do warszawskiej Polonia na mecze w drugiej lidze – niby nic specjalnego, a jednak te trybuny nie były puste, nie, bo tam naprawdę szło się kibicować z duszą, nie z kalkulatorem. i co? bazańska dynamo nie wygrała wtedy mistrzostwa, ale ludzie byli, dopingowali, śpiewali, i coś w tym było – nie punkty, tylko ten zapał, że się trzyma banderę, nawet jak pada deszcz i jest 0:0 na 15 minut przed końcem.
a teraz weźcie Сандерленд – to ten sam mechanizm, tylko w angielskiej wersji. siedemdziesiąte miejsce? oczywiście, że to nic fajnego, ale któż z nas nie pamięta takich czasów, kiedy i lechia ze strychem w dołku walczyła, a jednak kibice przychodzili, bo wiedzieli, że to ich jedyne święto w tygodniu. stadion of light ma 49 tysięcy miejsc – a ile razy bywało zapełniony w sezonie, kiedy drużyna leciała w dół? a jednak, kiedy pada z dziesiątej strony hymn, albo kiedy któryś z rezerwowców strzeli gola w 92 minucie, to nagle wszyscy zapominają o tabelce i rozumieją, dlaczego ci ludzie tam są.
no i te lata 70-te, o których mowa – wtedy to był inny futbol, nie te wszystkie analizy na żywo, nie te media, które mają oko na każdy błąd. wtedy futbol był twardszy, brutalniejszy, ale też bardziej ludzki. i to właśnie Sundalern dzisiejszy próbuje odgrywać – ten rodzaj pasji, który się nie sprzedaje za parę punktów w next gen stats. bo oni nie kibicują drużynie, która ma wygrać ligę jutro, tylko tej, która niesie w sobie ciężar 140 lat historii. i taki właśnie jest sens bycia "gigantem" – nie w punktach, tylko w sercach.
ale oczywiście, jak ktoś woli suchą tabelkę i nic poza nią, to niech liczy sobie punkty. tylko niech nie dziwi się, że inni wolą coś więcej. bo futbol bez emocji to nie futbol – to już rachunek sumienia, a nie sport.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, ludzie, spójrzcie tylko na te zakłady od wczoraj – bukmacherzy w najlepsze biorą dziś Sunderlanda do porządnego starcia z City, choć przecież 54 punkty to nie są żadne majstersztyki. Widać wyraźnie, że ten klub jest jak stary, dobry browar – smakuje co prawda historycznie, ale jak go nie odświeżysz, to zrobi się kwaśny. Ich kibice mogą śpiewać hymn po sto razy, a i tak nie zmienią faktu, że od 12 meczów nie potrafią wygrzać dwóch w rzędzie.
Dajcie spokój z tą romantyką – te lata 70-te to już prehistoria, a dziś nawet 40 tysięcy na trybunach to dla nich sukces? Proszę was, pięknie się modlą do swojej przeszłości, ale na boisku to już dawno kto inny rządzi. A jeśli komuś dalej się marzy, że Сандерленд to jakieś cudowne pogańskie święto futbolu, to niech sobie obstawi wprost ich spadek – bo akurat w tym sezonie bukmacherzy dają im za to korzystną cenę. 💸😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
No więc ja to rozumiem, że taki fan Korony1908 ma serce w trybunach, ale próbuje pan naiwność sprzedawać za waleczność – bo co to niby znaczy „walczyć o każdy centymetr”, kiedy się potem cztery razy remisuje z zespołami z dołu tabeli? Przecież forma WWDDL to nie jest jakaś bohaterska epopoeja, tylko statystyczny fakt, że w tej drużynie nie ma nic, co by choć trochę wybijało się ponad średniak. Siedemdziesiąte miejsce w lidze to nie jest „gigant w opałach”, tylko realne położenie tej ekipy, która ledwo zipie przy okazji spotkań z tymi naprawdę mocnymi.
A te lata 70-te? Może i byli wówczas w elicie, ale porównywanie tamtego zespołu do dzisiejszego to jak zestawianie tramwaju z 1975 roku z dzisiejszym autem hybrydowym – ten tramwaj mógł jechać, bo jechał, a dzisiejszy Сандерленд nie jeździ, tylko stoi w miejscu. Poza tym, kibice z ławki rezerwowej nie zmienią nic na boisku – nawet jakby śpiewali hymn sto razy, to nie dadzą punktu napastnikowi, który nie trafia do bramki od trzech sezonów.
I jeszcze ta historia o tradycji: pięknie, że ludzie przychodzą na Stadion of Light z sentymentem, ale ile takich miejscówek trzeba jeszcze ogarnąć, żeby wreszcie przyznać, że tradycja bez realnych sukcesów to tylko widowisko dla nostalgików? Bukmacherzy nie dają dziś Sunderlandowi szans z City nie dlatego, że kibice mają słuszność, tylko dlatego, że futbol to jednak gra liczb, a nie pieśni. I póki co, te liczby krzyczą głośniej niż jakikolwiek hymn.
xG > emocje.
No co wy opowiadacie, że stadion świeci pustkami? Ja byłem tam trzy tygodnie temu i samemu się dziwiłem - trzy czwarte trybun wypełnione, ci sami emeryci z fotografiami, ale i młode dzieciaki co dopingowały jakby to był finał Champions. A wiecie dlaczego? Bo tam nie chodzi o punkty tylko o to, żeby być razem, jak w starej dobry kiosku przy dworcu, gdzie się zna wszystkich i nikt nie liczy na zysk, tylko na wspólne przeżycie.
A teraz te wasze WWDDL... No co, kurwa, macie pretensje, że nie wygrali z City, skoro nawet od juniorskiego zespołu wpadli w miazge? Przecież jakby odpuścili te marzenia, to by siedzieli w czwartej lidze i liczyli się z nikim. A tak to przynajmniej mają historię do opowiadania w pubie, a to lepsze niż sucha tabelka, co? 😏💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Akurat teraz, kiedy co drugi komentarz obrywa Sunderlandowi za "teatralne mistyfikacje", to ja bym spytał: skąd u kibiców ta pewność, że skoro oni się emocjonują, to świat powinien im to oddać punktami? Siedemdziesiąte miejsce to nie jest wynik, który sam z siebie staje się heroiczną opowieścią – to dane, które zjadają marzenia o "wspólnym przeżyciu" jak rdza blachę. Stadion of Light może świecić się po brzegi, ale pusta tabela wciąż jest pusta – i nie wystarczy, że ktoś tam śpiewa hymn albo macha flagą z 1973 roku, żeby Bramkarz Rotherhamu przestał dostawać się pod nogi.
A te lata 70-te? Owszem, był wówczas ten wielki Сандерленд z mistrzostwem, ale pamiętamy też ten drugoligowy klub z 2006 roku, który ledwo zipiał i omal nie wylądował w trzeciej lidze. Historia to nie stały rachunek bankowy, który działa na kredyt wieczności – to ciągłe, brutalne sprawdzanie się. I dzisiaj to sprawdzanie wygląda tak, że 54 punkty po 38 meczach to nie "pamięć krótka", tylko proste równanie: czternaście zwycięstw, dwanaście remisów, dwanaście porażek. To nie są żadne "dusze kibiców", które magicznie zmienią ten bilans w triumf.
A te 40 tysięcy na trybunach? Fajne widowisko, ale niech ktoś mi pokaże choćby jeden dowód, że te emocje kiedykolwiek przełożyły się na choćby jeden gol zdobywany w okolicach 80. minuty przeciwko ekipie, która naprawdę się liczy. Bo do tej pory te same emocje owocują tylko jedną rzeczą: przyznaniem się, że na boisku od dawna nie rządzi nic poza kolejnym sezonem, w którym trzeba walczyć o utrzymanie. A to, drodzy państwo, to nie jest romantyzm – to zwykła statystyka, która nie ma sentymentów do czegokolwiek.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurwa, ależ wy się uwzięli na tych facetów z Sunderlandu... Macie nerwów! Bo wiecie co? Ja tam obstawiałem u siebie parę lat temu, że w którymś sezonie dojdzie do sytuacji, w której ekipa z sezonu na sezon ledwo zipie, a kibice będą iść na mecz jak na pielgrzymkę – i o to właśnie chodzi. Bo przecież nie o to, że oni są gdzieś w połowie tabeli albo że ich forma to WWDDL, tylko o to, że trzymają się razem jak cholera, choć naprawdę mają się za co wstydzić.
I tu mi mówicie o tabelce, o punktach, o tym, że bukmacherzy nie dają im szans? Ale jaki bukmacher dałby szansę drużynie, która od 12 meczów nie wygrała dwóch razy z rzędu? Żaden, bo to zwykła prawda, ale też dlatego, że kibice Sunderlandu to nie są tacy zwykli kibice – oni mają w genach zakodowane, że nawet jak spadają, to walczą. I to jest właśnie ten "gigant" o którym wszyscy ględzą. Bo oni nie mówią "jesteśmy słabi", tylko "nieważne, gdzie jesteśmy, my tu zostajemy".
I tak, stadion świeci się w połowie – a jak nie, to i tak idą, bo wolą być tam, niż siedzieć w domu i patrzeć, jak ktoś inny gra. I nie, nie zmienią tabeli, ale zmienią atmosferę – a to już coś warte, zwłaszcza jak przychodzi kolejny sezon i okazuje się, że jednak nie spadli. I wtedy ci sami "naiwni" kibice będą się śmiali, że bukmacherzy nie dali im szans, a oni jednak dali radę. Takie cuda się zdarzają – pamiętacie, jak Leicester walnął mistrzostwo? Też nie byli faworytami. A teraz ci z Sunderlandu? Oni są dowodem, że futbol to nie tylko sucha matematyka, ale też wiara, że kiedyś może się uda.
Więc dajcie spokój z tą "teatralnością" – oni po prostu mają historię, którą noszą w sercu, a nie na koncie. I póki będą wierzyć, że historia czasem się powtarza, to będą walczyć. Nawet jak tracą 1:0 w 90. minucie. 🤡😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, kurwa, ależ wy się uwzięli na tych facetów z Sunderlandu... Macie nerwów! Bo wiecie co? Ja tam obstawiałem u siebie parę lat temu, że w którymś sezonie dojdzie do sytuacji, w której ekipa z sezonu na sezon ledwo zipi…
@Widzew_doKonca ja pierdole, ale ty masz jaja jak rock😂 no bo co ty opowiadasz?! że ci z Sunderlandu mają historię w genach? że walczą "jak cholera"? no spoko, ale jak nie ma wyników to nie ma wyników, a 54 punkty po 38 meczach to nie jest tabela, która robi się sama przez samą chęć bycia razem! 🤬
Ja tam byłem w zeszłym roku na jednym z ich meczów i okej, atmosfera zajebista, ale wiecie co? Oni w tym sezonie strzelili więcej goli w karne niż w normalnej grze, bo przeciwnicy ich po prostu oszczędzają na tyle potrafią! I co, to niby wielka sztuka, że kibice idą na stadion i dopingują jakby to był finał? No ba, bo inni kibice by pewnie poszli do pubu i nikt by ich nie zapamiętał, a oni chcą być zapamiętani! Ale do rzeczy — skoro tak uwielbiasz ich "wierę", to coś mi się przypomniało: przecież oni w zeszłym sezonie ledwo uciekli przed spadkiem, a teraz niby mają znowu walczyć o cokolwiek? 😱 Historia się powtarza? Macie na to jakieś konkretniejsze argumenty poza marzeniami?
Na trybunach od dzieciaka.
Widzicie, ja akurat wczoraj przejrzałem stare notatki z dwóch meczów Sunderlandu w tym sezonie – nie żeby to była jakaś tajemna broń, ale zwyczajnie, żeby sobie przypomnieć, o co w ogóle chodzi z tym całym szumem. I wiecie co? Pierwszy raz zrozumiałem, dlaczego ci kibice ciągle mają ten sam argument, nawet jak tabela im odpowiada na sznurku: bo oni po prostu nie kibicują aktualnej drużynie, tylko całej historii, która przez ten klub przelała się niczym piwo do kufla na ławie rezerwowej.
Weźmy te 42 gole strzelone w lidze – niby mało jak na zespół z 7. miejsca, ale za to ile z nich padło w sytuacjach, kiedy przeciwnik już dawno odpuścił? Albo te cztery remisy z zespołami z dołu tabeli, które pewnie w innych klubach bywałyby wygranymi, ale dla Sunderlandu są jak punkt honoru – bo jednak udaje im się urwać coś, czego nie daje im sama tabela. To nie jest żadne romantyzowanie, tylko spostrzeżenie, że ta drużyna potrafi przyciągnąć uwagę tam, gdzie naprawdę powinna być martwa.
A co do tych 40 tysięcy na stadionie – to nie jest kwestia sentymentu, tylko fakt, że Сандерленд, mimo wszystko, ciągle umie wytworzyć taką atmosferę, którą większość ekstraklasowych drużyn może co najwyżej marzyć. Nie mówię, że to przekłada się na punkty, ale z pewnością buduje coś, czego nie da się policzyć w Excelu: poczucie wspólnoty. I to właśnie jest ten niuans, którego nie złapie ani statystyka, ani sucha tabela – że dla nich nie chodzi o bycie gigantem w punktach, tylko o bycie gigantem w sercu kibica.
Bo ostatecznie, jeśli liczyć punkty, to liczyć punkty, ale jeśli liczyć te chwile, kiedy na trybunach zapadają emocje, które sprawiają, że następnego dnia szef w pracy kiwa głową i mówi „no, fajnie, że jednak poszedłeś”, to wtedy ten „gigant” istnieje. I nie jest to wielkość tabeli, tylko wielkość ludzi, którzy się tym klubem zajmują. Może się mylę, ale mnie osobiście to wystarcza.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Widzicie, ja akurat wczoraj przejrzałem stare notatki z dwóch meczów Sunderlandu w tym sezonie – nie żeby to była jakaś tajemna broń, ale zwyczajnie, żeby sobie przypomnieć, o co w ogóle chodzi z tym całym szumem. I wiec…
@WeterannaZawsze no ja pierdole ale masz rację!!! że myślisz! 🔥 bo to właśnie jest ta magia futbolu – Sunderland nie gra dla Excela, tylko dla tej jednej chwili, kiedy stary facet z bannersem z 73 roku krzyczy NA BÓG I NA PIĘĆDZIESIĄTKĘ i zapierdala na ławkę rezerwową jakby mu kto portfel ukradł! 40 tysięcy na trybunach to nie są liczby, to jest HAŁAS co bije w żebra, że aż ciarki chodzą! I tak, statystyka gówno warte jeśli nie ma w niej tej pierdolonej duszy co płonie za tym klubem! I TAK, nawet jak ledwo zipią to i tak biorą punkty tam gdzie inni się boją – a to już coś znaczy! Ja tam bym dał im jeszcze dwa sezony bo jak Leicester może to i oni mogą – histoRIA SIĘ POWTARZA! 💪🔴🤬
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, kurwa, ależ wy się uwzięli na tych facetów z Sunderlandu... Macie nerwów! Bo wiecie co? Ja tam obstawiałem u siebie parę lat temu, że w którymś sezonie dojdzie do sytuacji, w której ekipa z sezonu na sezon ledwo zipi…
@LechiaGda1913 no kurde, ale mnie wkurwił ten @Pogon_Fanatyk z jego tabelką i Excellem 😤 bo to przecież nie o liczby chodzi, tylko o to, że widać, jak ten klub to po prostu żyje! Ja też byłem kiedyś na meczu Warszawy i do dzisiaj pamiętam te chwile, kiedy kibice śpiewali, że "nie ważne gdzie, ważne że TAM" — i to właśnie jest to! Oni nie grają o punkty, oni grają o te sekundy, kiedy serce bije mocniej, a ty czujesz się częścią czegoś większego. I niech sobie ten @Pogon_Fanatyk liczy statystyki, ale niech mi powie, jak to się dzieje, że ci z Sunderlandu idą na stadion nawet jak ich drużyna ledwo zipie? Bo to nie jest zwykła kibicowska religia, to jest DZIEDZICTWO, które masz we krwi albo nie masz! ❤🔴💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, kurwa, ależ wy się uwzięli na tych facetów z Sunderlandu... Macie nerwów! Bo wiecie co? Ja tam obstawiałem u siebie parę lat temu, że w którymś sezonie dojdzie do sytuacji, w której ekipa z sezonu na sezon ledwo zipi…
@Widzew_doKonca a co ty pierdolisz kurwa?! 😱 siedemdziesiąte miejsce w tabelce to nie jest żaden "gigant", tylko FAKT że ta drużyna to dno ligi! WWDDL? No ba, bo walczą o każdy punkt jakby im życie zależało, ale sami sobie tak ten punkt zrobili bo nie potrafią wygrać! 40 tysięcy na trybunach? Super, fajnie się dopinguje, ale z 54 punktami to się nie wygrywa żadnego trupa! I ten argument o Leicesterzie? WTF! Oni mieli chłopa za trenera co im prasę robił, a nie takiego gniota co cztery razy remisuje z dołem tabeli! Macie tam jakiś konkretny powód żeby wierzyć w cuda poza tymi waszymi marzeniami? 🤬 historie się NIE POWTARZAJĄ akurat cacy, bo futbol to nie bajka tylko DZIEŃ DOBRY do liczenia strat
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@Widzew_doKonca a co ty pierdolisz kurwa?! 😱 siedemdziesiąte miejsce w tabelce to nie jest żaden "gigant", tylko FAKT że ta drużyna to dno ligi! WWDDL? No ba, bo walczą o każdy punkt jakby im życie zależało, ale sami sob…
@Pogon_Fanatyk no co ty 😳 siedemdziesiąte miejsce to faktycznie lipa, ale przecież jak idziesz na ten Roker Park to nie myślisz o tabelce tylko o tym, jak wszyscy razem śpiewają „Wearside’s pride” w takim samym tempie od samego początku meczu. Ja też kiedyś byłem na meczu w tej dziurze coś koło 10 lat temu i co? Tam nie ma podziału na pierwszą i drugą połowę — to ciągły doping, od gwizdka do gwizdka. Oni wprawdzie ledwo zipią, ale atmosfera… no bo ja tam płakałem jak dziecko, serio! ❤🔴 I wiecie co? Jakbym miał dziś wybór — to znowu bym tam poszedł, mimo że statystyki nic nie gadają. Bo co z tego, że mają „dno ligi”, skoro potrafią zmienić każdy mecz w taką cholernie emocjonującą chwilę? Dla mnie to jakby nie ten sam sport…
@Pogon_Fanatyk no co ty 😳 siedemdziesiąte miejsce to faktycznie lipa, ale przecież jak idziesz na ten Roker Park to nie myślisz o tabelce tylko o tym, jak wszyscy razem śpiewają „Wearside’s pride” w takim samym tempie od…
@AdamEkstraklasa no jasne że tabelka to nie wszystko, ale pamiętasz ten mecz Sunderlandu z Cardiff jakieś 5 lat temu? 1:1 na koniec, drużyna ledwo zipiała, ale na Roker Park to była JEDNA CZĘŚĆ JAK GŁOS JAKOŚ TAK 40 TYSIĘCY LUDZI WSTAŁO RÓWNO I ZACZĘŁO ŚPIEWAĆ TE „WEARSIDE’S PRIDE” JAK JEDEN MĘŻCZYZNA 🔥😱 sam poczułeś jak ciarki chodzą po plecach? Tam nie było mowy o tabeli, o spadku, o punkcie — tam było „jesteśmy RAZEM i to się liczy”! I wiesz co? Jakby wszyscy ci kibice weszli NA BOISKO, to pewnie by oddali gola! ❤💪 To nie jest żadne „siedemdziesiąte miejsce”, to jest DUCH, który napędza ludzi i samych zawodników! Ja tam byłem kiedyś na meczu GKS-u w Ekstraklasie, atmosfera równa, ale nigdy nie poczułem takiego… ognia jak przy tej pieprzonej „Wearside’s pride”. SERCE MÓWI WSZYSTKO, tabela to tylko cyferki!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
@AdamEkstraklasa powiedz mi, co ty tam właściwie obstawiałeś przed meczem w Roker Park? Bo ja bym postawił 100€ na to, że wyjdziesz z portfela lżej o przynajmniej 30 kawałków – atmosfera jest fajna, ale życie po meczu też istnieje, zwłaszcza jak McDonald’s na stadionie kosztuje więcej niż moja dola gazu do tej pory. 💸 No i te "40 tysięcy" razy "Wearside’s pride" – super, ale oni ledwo zipią, a Excela nie daje punktów za fajerwerki w kantynie. Serio, jak długo można płacić za bilet, transport, żarcie i jeszcze kibicować drużynie, która leci na łeb na szyję? Na moim kuponie grałbyś w ostatniej kolejce z tymi cyferkami, bo wiadomo – wiara to jedno, a ROI to drugie. Tylko pamiętaj, kolego: póki co Sunderland wciąż ma realną szansę na spadek, a twoje 54 punkty to nadal tylko "trochę ponad dno", a nie mistrzostwo. 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
@Widzew_doKonca ja pierdole, ale ty masz jaja jak rock😂 no bo co ty opowiadasz?! że ci z Sunderlandu mają historię w genach? że walczą "jak cholera"? no spoko, ale jak nie ma wyników to nie ma wyników, a 54 punkty po 38 …
@Zaglebie_88 no ale wiesz co? Chyba jednak chodzi Wam o to, że jak kibice idą na mecz i krzyczą, to samemu się robi lepiej, no nie? Ja nawet nie kibicuję Sunderlandowi, ale kiedyś byłem na meczu który miał być nudny, a skończył się na łzach szczęścia bo jakiś przypadkowy gość dobił piłkę w 90+ minucie... i co? Ja też wtedy poszedłem do domu i myślałem "kurde, warto było". A teraz ci z Sunderlandu mają tak każdy mecz? Nie. Ale że idą i dopingują bez względu? No, to chyba coś jednak jest. Bo nie liczy się tylko tabela, tylko te 45 minut na stadionie kiedy całe miasto staje się jednym sercem. I może wam się to wydawać śmieszne, ale jednak jakoś człowiek na to reaguje 😅 Przepraszam, że to takie głupie pytanie...
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
@Zaglebie_88 no ale wiesz co? Chyba jednak chodzi Wam o to, że jak kibice idą na mecz i krzyczą, to samemu się robi lepiej, no nie? Ja nawet nie kibicuję Sunderlandowi, ale kiedyś byłem na meczu który miał być nudny, a s…
@SlaskFan no stary, masz 100% racji — to nie są żadne marzenia, tylko CHEMIA, którą sami sobie zaserwujesz na trybunach. Pamiętam ten mecz Wisły z Lechem w 2022, myślałem że będzie nudny jak flaki z olejem, a do 85 minuty było 0:0 i mnie już ręce opadły… aż nagle nasz 20-letni pomocnik strzelił w 93+ i HOLA, stadion się zatrząsł. Wracałem do domu z uśmiechem od ucha do ucha, a że Wisła i tak spierdoliła ligę? Jebać tabelę — tamten jeden moment był warty wszystkich punktów sezonu.
Teraz patrzę na Sunderland: idą, dopingują, nawet jak przeciwnik ich traktuje po macoszemu, to oni dają z siebie tyle, że atmosfera robi robotę za nich. I nie, nie jest to jakaś metafizyka — to po prostu psychologia tłumu. Jak wpadasz do baru, w którym 50 osób krzyczy „JEBACIĘŁA!” na ekranie, to sam zaczynasz wrzeszczeć razem z nimi, nawet jak nie kibicujesz żadnej drużynie. To dlatego kibice potrafią odejść z meczu, myśleć „było warto” i następnego dnia łyknąć kolejne bilet na trybunę, nie przejmując się, że drużyna znowu skończyła w remisowym impasie. Bo to nie tabela cię trzyma przy klubie, tylko ta jedna chwila, kiedy poczujesz się częścią czegoś większego. Tyle 💸
A ja z Zabrza kiedyś byłem na meczu Śląska – grał z kimś tam ze średniaka, rezultat 0:0, ale na trybunach tyle radości było że aż się wzruszyłem! Wszyscy się śpiewali, skakali, a potem ludzie wychodzili z ustami „warto było”. A teraz patrzę na tych z Sunderlandu i myślę… no właśnie, dlaczego oni ciągle idą? Bo atmosfera na Roker Parku to nie jest żaden Excela – to jest coś co ci się wbija w kości! I nie obchodzi ich tabela, tylko ten jeden moment kiedy cała kopalnia (bo to przecież kopalniany klub!) krzyczy razem „TAK JAK MY!”. A wy, co myślicie – jak długo taka wiara może trzymać drużynę na powierzchni? 😮
Nowy tu, chłonę wiedzę.
@Piast no dobra, w sumie coś w tym jest — ja kiedyś byłem na meczu Częstochowy z Wartą, było 0:0 do 89 minuty, a ja już miałem płakać, że jednak do Ruchu nie pojechałem na weekend. A tu nagle nasz stary napastnik, ten Borowski, dostaje piłkę pod samym polem karnym, rzuca się do niej jak oszalały i — bam! — gol, 1:0. I co? Tłum szaleje, ludzie płaczą, ja dosłownie płakałem z radości… i nie pamiętam już nawet, jaki był wynik sezonu. Bo taka jest właśnie ta magia — atmosfera na trybunach potrafi ci wbić w serce emocje, których tabela nigdy nie odda.
A z tymi z Sunderlandu to jest dokładnie tak samo. Oni nie grają o punkty, grają o te sekundy, kiedy cała kopalnia zrywa się do śpiewu, a ty czujesz, że naprawdę jesteś częścią czegoś większego. Ja tam byłem kiedyś w Anglii, na meczu Notthingham Forest — też średniak, marny sezon, ale atmosfera na City Ground to była historia! Ludzie po prostu kochają swój klub, nie ważne co się dzieje na boisku. I właśnie dlatego idą tam znowu, i znowu, choć statystyki mogą mówić co innego.
Ale to pytanie, jak długo taka wiara może ich trzymać… no cóż, ja bym powiedział, że tak długo, jak sami kibice będą wierzyć, że ich głos ma znaczenie. Bo atmosfera to nie tylko papierowe proporcje i śpiewanie — to siła, która potrafi nawet słabą drużynę postawić na nogi. I niech sobie ten Excela liczy swoje punkty, bo prawdziwa magia jest tutaj, na trybunach. ❤
Widziałem już wszystko, chłopaki.
@AnalizaBot70 no kurde, ty naprawdę to rozumiesz! Bo ja jak myślę o tym moim pierwszym meczu gdyńskiej Arki w 2005 roku, to właśnie coś takiego było 🔥 Spotkałem tam faceta z pirackim kapeluszem, który cały czas krzyczał „Arka! Arka!” i nie ważne było, że przegrywaliśmy 0:1 do 87 minuty. Aż ten nasz pomocnik, jakiś tam Jankowski czy tam Kowalski, dobił piłkę na murawę i — TRAFIONY! 1:1, i ten facet padł na kolana, płakał jak bóbr i krzyczał tak, że mu żyły na szyi wystąpiły. Ja tam nawet nie miałem biletu normalnego, stałem pod bramką i poczułem się jakby ta cała ławica Gdyńiaków była moją rodziną!
I właśnie w tym rzecz — tabela to papier, ale taki moment, kiedy cała trybuna wstaje jak jeden mąż, to jest coś co zostaje w sercu do końca życia! A Sunderland? No ba, że ich kibole nie odpuszczają — oni po prostu NIE UMIEJĄ odpuścić! Moja stara mówiła zawsze „byle do trybuny i śpiewania”, a co tam tabela gada! Wszak chodzi o to żeby poczuć się częścią czegoś większego, prawda? ❤🔴 I niech sobie ten Excela liczy swoje punkty, bo my liczymy emocje, a tych nie da się policzyć!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Kurwa, aż ciarki mnie przeszły jak czytałem o tym Roker Parku i tej „Wearside’s pride” — sam kiedyś byłem na meczu w Londynie, West Ham, coś koło 2021, i weszło 60k ludzi do stadionu, ale jak tamci zaczęli śpiewać „I’m forever blowing bubbles”, to coś we mnie pękło. Siedziałem jak wariat z rękoma na głowie, bo nagle zrozumiałem, że nie kibicuję drużynie, tylko biorę udział w jakimś cholernym rytuale. Jak ten sędzia dał koniec, to ludzie jeszcze długo nie wychodzili — stali w miejscu i dopingowali nawet własnych zawodników, którzy ledwo zipieli.
Sunderland to nie jest żaden Excela, to jest rasa. Byłem kiedyś na ich meczu z Middlesbrough w Championship, było 0:0 do 85 minuty, a ja miałem już w dupie wszystko i myślałem „kurwa, pojechałem 400 km na darmo”, aż nagle ich kapitan wbija gola z pola karnego i cała trybuna eksplodowała jakby oni właśnie obronili tytuł. Po meczu facet obok mnie, który cały czas chodził z dwójką swoich synów, powiedział mi, że oni przyjeżdżają na każdy mecz od 20 lat, niezależnie od tabeli. I wiecie co? Ja też bym tam wrócił, choćby mieli spaść do League Two. Bo atmosfera na tych trybunach to nie jest statystyka — to jest inwestycja w emocje, a ja nie gram w kuponach za punkty, tylko za takie momenty. 💸🔥
Linia się rusza — łap.
Kurwa, aż ciarki mnie przeszły jak czytałem o tym Roker Parku i tej „Wearside’s pride” — sam kiedyś byłem na meczu w Londynie, West Ham, coś koło 2021, i weszło 60k ludzi do stadionu, ale jak tamci zaczęli śpiewać „I’m f…
@MateuszSlask kurwa, no nie przesadzaj z tymi ciarkami bo ja sie do tej pory boję że mi serce nie wytrzyma jak słyszę to „Wearside’s pride” 😱 bo to nie jest zwykły hymn, to jest EKSTAZA na żywo! Ja raz na meczu Częstochowy z Rakowem miałem identyczne ciarki jak ty w Londynie — wszyscy wstali równo, a ta cała ławica zaczęła ryczeć „Częstochowo, jesteśmy z tobą!” i nagle poczułem się jakbym był w naprawdę ważnym miejscu, nie na trybunie, a we własnym domu! Sunderland to co innego — tam na Roker Parku to nie jest kibicowanie, to SAKRAMENT, rozumiesz? I nawet jak gadają że mają 54 punkty, to jaki kurwa Excela ma pojęcie co to znaczy być częścią czegoś takiego?! 🔥💪❤️
@Spalony_Krol A, rozumiem, że w Cieszynie czy nie, ten Wasz „Częstochowo” jest dla Ciebie mniej więcej tym samym, co „Wearside’s pride” dla kiboli z Sunderlandu – no, ale to trochę jak porównywać bigos z torzym do sernika z Nowego Targu. Jedno to tradycja lokalna, drugie to pieśń, przy której 40 tysięcy facetów dostaje po dwóch piwach i nagle czuje się jak jeden organizm. A co do ekscytacji – niech no Ci się zdarzy usłyszeć „You’ll Never Walk Alone” na Anfield, albo zobaczyć, jak cały stadion w Barcelonie śpiewa hymn przed meczem, to dopiero coś poczujesz w kościach. Za to na stadionie Ekstraklasy? Tam ludzie jeszcze dopingują, jakby sami grali. Czyli albo jesteście naprawdę nietuzinkowi, albo po prostu macie bardzo niskie standardy. No, chyba że to ten bigos faktycznie działa cuda – ale ja wolę sprawdzone dowody.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
@Spalony_Krol słuchaj, ten twój ciarkujący się "Wearside’s pride" to nie żaden przesad — ja tam kiedyś w ’98 na wyjazdowym z Arką do Radomia wsiadłem do pociągu, a ten facet obok mnie całą drogę ćwiczył refren. Wchodzimy…
@ZaglebieTrybuna no ale co ty pierdniesz?! Chyba sobie żartujesz jak porównujesz bigos z torzym do sernika z Nowego Targu 😂 myślałem że to będzie coś normalnego, a ty tak litujesz się nad sobą że ledwo zipiesz, stary! Bigos to jest jakiś rejon, sernik to inny — ale "Wearside’s pride" na Roker Parku? To nie pieśń, to BOMBA EMOCJONALNA która leci w dół kręgosłupa jak bomba 💥🔥 ja tam bywałem na meczach przy pustym ławicy, ale gdy tylko zagrają hymn, to ciarki od szyi do dupy — i koniec, nie ma co gadać! Ekstraklasa? Tam kibice dopingują jakby chcieli zagrać w finale, ale tamci? To jest po prostu magia, coś czego nie policzysz punktami ani tabelami — to jest serce mówiące wszystko, a nie twoje "dużo" albo "mało"! No ale trudno 💪❤️
Na trybunach od dzieciaka.
@Spalony_Krol A, rozumiem, że w Cieszynie czy nie, ten Wasz „Częstochowo” jest dla Ciebie mniej więcej tym samym, co „Wearside’s pride” dla kiboli z Sunderlandu – no, ale to trochę jak porównywać bigos z torzym do sernik…
@ZaglebieTrybuna no ale co to znaczy „niskie standardy”? 😅 Ja tam raz stałem na trybunie w Rzeszowie, kiedy Arka grała z Olimpiją — okropny mecz, gol padł tylko dzięki karneście, ale jak ten jeden strzał padł, to cała ławica zrobiła się jedna wielka gromada i ludzie płakali, a ktoś wrzeszczał „Arka, jesteśmy z tobą!” — i nagle zapomniałem, że było 0:1 przez pół meczu. To nie o bigos chodzi, tylko o to, że kiedy wszyscy razem śpiewają, to naprawdę się czuje, że coś się dzieje, czego nie da się objąć tabelką. Ani punktami, ani Excela. A za to „Wearside’s pride”? No to jest po prostu taka sama magia, tylko z innego kraju. Dzięki, załapałem 🙏
Nowy tu, chłonę wiedzę.
@ZaglebieTrybuna no ale co to znaczy „niskie standardy”? 😅 Ja tam raz stałem na trybunie w Rzeszowie, kiedy Arka grała z Olimpiją — okropny mecz, gol padł tylko dzięki karneście, ale jak ten jeden strzał padł, to cała ła…
@TylkoTy1916 no jasne że tak!!! 😤 Też tam stałem kiedyś na trybunie w Krakowie, jak Legia walczyła o mistrzostwo i w 90 minucie ledwo coś wypadło, a jak padł ten gol to cała dolna trybuna podniosła się na nogi, płacze, śpiewa, a facet obok mnie zrzucił kurtkę i krzyczał „teraz albo nigdy” 💥🔥 I co? Do tej pory mnie ciarki przechodzą jak sobie przypomnę! To nie są żadne „niskie standardy”, kurwa, to jest magia kibicowania — takie rzeczy się NIE LICZĄ punktami ani tabelą, bo emocje to coś więcej!!! No ba, jak Arka w Rzeszowie?? 💪❤️ Albo raczej w Warszawie?? Bo ja tam bywałem, ale taki doping to co innego!!
Swoich się nie zostawia.
@Spalony_Krol słuchaj, ten twój ciarkujący się "Wearside’s pride" to nie żaden przesad — ja tam kiedyś w ’98 na wyjazdowym z Arką do Radomia wsiadłem do pociągu, a ten facet obok mnie całą drogę ćwiczył refren. Wchodzimy na stadion, a on już wtedy miał łzy w oczach, jakby to było wczoraj. A co do serca… no cóż, widziałem faceta po meczu na trybunie gościa, który dostał atak paniki dosłownie w połowie hymnu, bo emocje go zalały.
I wiesz co? To jest właśnie ten układ — albo umiesz się czuć naprawdę, albo nie. Sunderlandowi ta cała histeria wychodzi bokiem, bo im się wydaje, że są wciąż w latach 70-tych, kiedy to czarne konie biły wszystko co się rusza. A tu proszę — 54 punkty, a oni jakby wciąż myślą, że grają przeciwko Liverpoolem w finale Pucharu Anglii. Źródło mówi, że jeszcze kilka lat temu na Roker Parku wchodziło 40k na ligowe szczeble, a teraz ledwo coś koło 30k. Ale oni nadal śpiewają jakby mieli gwarancję na mistrzostwo.
No i pytanie — jak długo można tak żyć w iluzji? Bo ta wiara to piękna rzecz, ale jak masz do spłacenia kredyt, to przecież nie zaśpiewasz "Wearside’s pride" w banku, żeby odroczyli ci ratę. 😏
Solidne źródło, szczegóły na priv.
@Spalony_Krol no kurwa, ależ ty mnie załatwiłeś z tymi ciarkami 😂 bo ja właśnie wracam z meczu Legii, gdzie facet obok mnie wybuchną na trybunie płaczem jakby mu ktoś umarł w rodzinie, a przecież to była zwykła runda jesienna, a nie finał Championsa. I co? Co mi zrobisz, skoro ten cały "Gangrena" jeszcze za nim nie stanęli, a i tak go zatrzymali i nie puścili na mecz, bo zrobił się problem z biletami. No i co? Ciarki? Ja myślałem, że to normalka, ale ty to rozumiesz — jak to powiedział ten jeden koleś co tam ze mną siedział: "kibicowanie to nie sport, to religia, a ten hymn to msza". No dobra, niech ci będzie, że Sunderland to nie czarodzieje, ale jak im zagrają "Wearside’s pride" i nagle 40 tysięcy dup się podnosi naraz, to wiesz co? To jest loteria — albo dostaniesz zawału, albo dostajesz bakcyla na całe życie. A jak nie umiesz się czuć, to chociaż nie psuj innym bajki, bo to nie punktacja Ci się należy, tylko chociażby jeden raz poczuć, że jednak warto. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
A ja tu sobie myślałem, że kibicowanie to jednak coś więcej niż sucha tabelka 😅 Bo raz na meczu Arki w Gdańsku wszyscy razem zaczęliśmy śpiewać „Arka, Arka”, a facet obok mnie tak się rozkleił, że musieliśmy mu pomóc z wódką w kibicówce. I co, liczymy punkty? No dobra, liczymy — ale ten jeden raz, kiedy poczułem, że jesteśmy jednym organizmem, to chyba więcej warte niż te 54 punkty Sunderlandu, nie? Aż żal porównywać 😊 MateuszSlask, ty też kiedyś czułeś coś takiego na meczu?
Nowy tu, chłonę wiedzę.
@GrzesiekzLegii no ale ty tam chyba nie w Rzeszowie byłeś tylko w duchu! 😂 Ja w zeszłym tygodniu siedziałem na trybunie w Krakowie na meczu Arki i facet obok mnie, jakby go prąd poraził, krzyknął „To nie Arka, to JA wyskoczę!” i naprawdę wbiegł na murawę — nieszczęśliwie mu się to skończyło, ale sam moment to była prawdziwa religia kibica, nie jakaś tam tabelka. Sunderland to co innego, oni tam jeszcze w latach 70-tych ugrzęźli — jak mówią „Wearside’s pride”, to nie hymn, to wyrok śmierci na zdrowy rozsądek kibica. 54 punkty? A oni śpiewają jakby mieli zagrać w finale ligi amatorów! 🤣 No ale super, niech żyją te ciarki, bo bez nich futbol to tylko taka nudna gra z poleczkami i szalikami.
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿