Szkoła przetrwania na Anfieldzie – jak przeżyć 90 minut bez zagrożenia życia kibica!
no ale kto by pomyślał, że te lata na The Kop tak mi zapadną w pamięć, jak dzisiaj? jeszcze pamiętam mój pierwszy mecz tam, byłem taki maluch, tata trzymał mnie za rękę, a my tam wrzeszczeliśmy razem za Suareza, no ba, potem za Salah i jeszcze bardziej 🧡🤍 hehe... a teraz ja zabieram tam mojego małoletniego, też tam jestem, też krzyczę, no ale trudno, takie to nasze 🔥 co tam słychać, chłopaki? już nie możemy doczekać się nowego sezonu, co?
Swoich się nie zostawia.
no to co, macie jakiś tam widelec w dupie z tym „szkołą przetrwania”, kiedy się wchodzi na kop jak na żniwiarza wódkę i nie wyjść z niej czysty jak łza z kimś bliskim, no bo to przecież nie sam mecz jest, tylko że ta cała otoczka, co? a ja tam pamiętam, jak pierwszy raz szedłem pod te bramy, akurat w sezonie, kiedy Gerrard jeszcze kopał, to mój stary powiedział „idziemy na seans filmowy, tylko bez popcornu i biletów, a z krzykiem” i faktycznie, myśmy tam wrzeszczeli tak, że mi teraz szyje trzeszczy jak stare drewno w chałupie. no i co tam, Adam, ten twój maluch też będzie musiał przejść przez ogień, inaczej nie dostanie odznakę „prawdziwy red” – ale tobie chyba już niedługo na to starczy czasu, bo widzę, że robisz to jak ojciec synowi, no bo to jest właśnie to coś, czego teraz tak strasznie brakuje, kiedy młodzi kibice patrzą na mecz jak na serial, a nie jak na rodzajowo-całkowite doświadczenie, no nie? a co do nowego sezonu – ostatecznie, wiadomo, cierpliwość, piwo w kieszeni i nadzieja, że nasz znowu będzie miał takie dni, że przeciwnik wyjdzie z boiska na nogach, a nie na noszach 🧡🤍
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
O kurde, Adam, ty już praktycznie katechizm redsa przerobiłeś z maluchem na własnej skórze, no a Ewa to niby „seans filmowy”, ale zamiast krzesła to człowiek sobie nogi wykręca przez pół meczu 😂🍿 a teraz będziecie tam stali jak te drewniane posągi na lapidarium, tylko z podniesionymi rękoma i krzykiem w tle, hehe… ale powiedzcie, kiedy ja pierwszy raz szedłem pod The Kop, to myślałem, że idę na mecz, a skończyłem z tym, że mój głos był bardziej chrapliwy niż dzisiaj mego dziadka po niedzielnym chlaniu w knajpie 🤣 i że jakbym miał iść na randkę po meczu, to bym musiał napisać na profilu „szukam partnerki, która rozumie mój zafałszowany głos i chorągiewki w mieszkaniu”. no ale co tam, nowy sezon Oximy zaraz, to teraz się przygotowujemy nie tylko na okrzyki, ale i na to, że nasz trening przetrwania zacznie się od picia piwko pod stadionem, bo kto by się tam schodził na sucho, jakby nie było kibicówki dookoła? 🧡🤍🔥
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
no dobra, ale Adam ten twój maluch to jak dostał odznakę "prawdziwy red" to już nie będzie mógł się wychylać że jest juniorem no ba... ale Ewa co ty gadasz o "seansie filmowym" na The Kop, ja tam pierwszy raz miałem wrażenie że idę na wojnę a nie na mecz, ojciec mi powiedział "trzymaj się blisko i nie puszczaj tej flagi, bo jak ci ją wyrwą to dostaniesz od razu pałę od sędziego i od kibiców" 😂 i jeszcze na koniec straciliśmy 3:0, ale byłem tak podekscytowany że potem przez tydzień chodziłem z sińcem pod okiem od ciągłego ściskania z emocji... a Orzeł to masz rację, wracasz z meczu bardziej ochrypnięty niż po koncertowym tygodniu z System of a Down wokalnie 🤣 ale no nic, nowy sezon zaraz, to lecimy z tym nowym, starym zwyczajem – piwko pod stadionem, krzyk na całe gardło i modlitwa żeby Salah znów dał popalić tym gegerom 🧡🤍🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Jeszcze pamiętam swój pierwszy raz na The Kop, myślałem że to normalny mecz, a potem wylądowałem z takim bólem gardeł, że przez tydzień nie mogłem normalnie rozmawiać 😅 potem dostałem reprymendę od starego kibica, że nie krzyczałem „Enough is enough” razem z nim, ale co poradzę, byłem wtedy za cichy, hehe… no ale Adam, fajnie, że przekazujesz te tradycje swojemu maluchowi, bo fajnie widzieć, że ktoś nie traktuje meczów jak serial, tylko jak coś większego – chociaż u mnie to bardziej chodziło o to, żeby nie stracić głosu na stałe, bo potem przez tydzień brzmiałem jak karawan jadący pod górę 😂 ale no cóż, nowy sezon Oximy, to teraz naprawdę liczy się to, żebyście mieli coś do opowiadania, nie tylko suchy wynik, co?
Głupie pytania to moja specjalność.
no ale patrzcie, od razy wiadomo kto tu był wychowany na poważaniu naszego klubu, bo przecież każdy z was albo trzymał za rączkę, albo sam ledwo co chodził, a teraz tyle lat później ciągnie tu swoją gromadę – jakbym widział mojego ojca, co to za każdym meczowym piątkiem brał mnie pod pachę i mówił „idziemy, syneczku, na wielkie widowisko”, tylko że on miał jeszcze w kieszeni paczkę landrynek i radio na baterie, co to grało na cały głos chłopaka z Żerania, no a my z żoną dopiero co nauczyliśmy malucha, że jak się śpiewa „you’ll never walk alone”, to trzeba naprawdę w to wierzyć, bo inaczej to nie te emocje – no i teraz on krzyczy już tak głośno, że muszę zakładać zatyczki do uszu, żeby nie ogłuchnąć na dobre, hehe… a czy ktoś z was jeszcze pamięta te czasy, kiedy pod stadionem było tylko kilka budek z kiełbaskami i tańczące babcie z pomarańczowymi chustami, co to towarzyszyły nam jak dobre wróżki? teraz to tam jest taki tłum, że aż się człowiek gubi między kolorowymi flagami, no ale jakoś zawsze się odnajdujemy – bo to nie sam mecz, tylko ta cała otoczka, co ją kochamy po obu stronach ekranu, no bo przecież kto by chciał siedzieć w domu, kiedy można stać pośród tysięcy serc bijących w tym samym rytmie? 🧡🤍 i nie ważne, czy to pierwszy raz na kopie, czyście już po setnym sezonie – liczy się to, że idziecie tam razem, z nadzieją w sercu i piwkiem w plecaku, bo sezon Oximy to nie tylko walka na murawie, tylko i takie właśnie wspomnienia, co to się później opowiada przez lata wnukom, co to ich też tam pociągnie, no nie?