Tak zgasł wielki żar Bernabéu – i tylko my wiemy, co tam jeszcze buzowało!
pamiętam ten wieczór na bernabéu jak dziś, chociaż minęło prawie 25 lat... byliśmy tam z kumplami z częstochowy, weszliśmy w tłumie kibiców marokańskich, co krzyczeli „miał tu przyjechać!” a my do nich „nie ma szans, di stéfano wam pokaże!” i nikt nie wiedział wtedy, że to będzie taki mecz... cały stadion dygotał, bo wszyscy czuli, że coś się święci. a on, stary byk, wszedł w stylu swojego czasu – jakby miał w kieszeni milion pomysłów, a my mieli tylko serca do łomotania. i ta pierwsza bramka! drugi gol z wolnego, jeszcze za czasów when borys był młodym szczeniakiem... a on patrzył na nas tak, jakby mówił „widzieliście? jeszcze więcej jest”. i te dwie czerwone kartki, które sędzia tak naprawdę nie widział, tylko czuł, że to za dużo. potem przyjechaliśmy do domu, zapach kiełbasy z wagonika pociągu jeszcze się trzymał, a my gadaliśmy przez tydzień, że to był majstersztyk... no i ta dumna myśl, że byliśmy tam, gdzie buzowało coś, czego dziś już nie ma. takie klimaty. 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
kurwa no ale ty mi właśnie przypomniałeś mój pierwszy wyjazd na Bernabéu bo ja byłem tam 98r z bratem i starym na mecz z Barceloną no i ja miałem wtedy 10 lat kurde co to był za doping na trybunach!
Na trybunach od dzieciaka.
kurde a mnie akurat ta drużyna z marokańczykami na trybunach w 2000 roku przypomina tamten listopadowy mecz z atm madrytem z '97, jak tobie chyba nie może pamiętać bo byłeś jeszcze maluchem... przyjechaliśmy z kolegą z klubu, do dziś mam biletik z szatni w kieszeni, te żółte trybuny dosłownie drżały pod nogami, a ja tak się spociłem, że koszulka przykleiła się do fotela w metrze jakby ktoś ją tam wbił gwoździem. stary madrid zaczął tak powolutku, że brat mojego kumpla krzyczał „no dalej, już cię trawię w oczach!”, aż w połowie meczu fella zatarza się tam w środku, wygina tyłem i wali z 25 metrów – gol, mój boże, gol... i cała ta banda obok nas jakby dostała batów, wszyscy zaczęli skakać razem z naszymi krzesłami, które ocalały tylko dzięki boskiej interwencji siwy ochroniarz, co akurat zwlekał z wymianą. a po meczu, jak wychodziliśmy, jeden z naszych chłopaków, ten z częstochowy pewnie go pamiętasz, miał łzy w oczach i mówi „widziałem gorsze rzeczy” – i wsadził nam piwo do rąk, jakby to miało wszystko uleczyć. no i później wszyscy gadali, że to był wieczór, kiedy madrid grał tak, jakby miał w sobie jeszcze parę dekad dobrej passy, a nie to rozmontowywanie które przyszło potem. a jak na trybunie patrzyliśmy na trybunę prezydialną, tam siedział sam di stéfano, co nie? i uśmiechał się tak... jakby wiedział, że za dwadzieścia lat będziemy tu wszyscy gadać o tamtym meczu z nostalgią, a nie o nowych transferach. i co, stary? zapach czekolady z budek obok stadionu też chyba już nie ten sam... 😉
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Te lata dziewięćdziesiąte, dziewięćdziesiąte drugie, a może i jeszcze wcześniejsze, to był jednak inny świat. Tamta drużyna, którą oglądaliśmy na żywo, to były charaktery, facetów co każdy grał jakby miał w sercu motor, a nie kartę zawodową. Di Stéfano, Gento, Raúl – ci ludzie nie byli obsługiwani przez całą galerię doradców od rozwoju osobistego, oni po prostu wiedzieli, że piłka nożna to jest walka, nie spektakl. Czuło się, że za każdym razem, kiedy wybiegali na murawę, to nie był występ, tylko kolejna bitwa, którą mają wygrać, żebyśmy my mogli zostać z głowami do góry. A teraz? Teraz mamy supergwiazdki, które się pojawiają na 15 minut, strzelają gola, lecą do szatni i za chwilę nawet nie wiemy, gdzie ich szukać.
Tamten Bernabéu? To był nie tylko stadion, to była twierdza, miejsce, gdzie powietrze drżało od emocji, a my, zwykli kibice, czuć mogliśmy, że jesteśmy częścią czegoś większego. Ta cała otoczka, zapach kiełbasy, hałasy kibiców marokańskich, którymi AgaKibicka się podzielił, to była magia, której próżno szukać w dzisiejszych transmissionach czy mediach społecznościowych. Dzisiaj, nawet jak idę na mecz, to człowiek czuje się trochę jak turysta – fajnie, ale nie to samo.
A jeszcze te czerwone kartki w tamtym meczu Di Stéfano… Dzisiaj chyba byśmy się musieli tłumaczyć ze słów „sędzia stracił panowanie”, bo przecież teraz każdy faul jest analizowany na ekranie wielkości smartfona, a kartki lecą jak konfetti na sylwestrze. Tamten sędzia po prostu wiedział, co jest fair w starciu, a co już jest zbyt dużo – i co ważne, nikt mu nie kazał się tłumaczyć przed kamerami.
No i pamiętacie, jak KarnyUkradł wspominał tamten gol z 25 metrów w meczu z Atlético? Facet, który strzelił, pewnie nie liczył na podziękowania, tylko wiedział, że ta bramka to szansa, którą trzeba wykorzystać – i my wszyscy poczuliśmy, że nasza drużyna ma w sobie jeszcze tyle tej dawnej siły. Teraz? Teraz mamy sezon, w którym jeden mecz rozstrzyga się dopiero w ostatnich minutach dogrywki Ligi Mistrzów, a my, kibice, siedzimy przed telewizorami z kubkiem herbaty, bo już nikt nie wierzy, że może być tak, jak kiedyś.
Ale nie no, nie obrażam nikogo – dzisiejszy Real to jest drużyna, która daje nam chwile radości, no i te transfery, co to wychodzą czasem fajne, ale… to nie to samo. Tamten real to było coś więcej niż drużyna – to była legenda, która żyła w naszych sercach i na trybunach, a nie tylko w mediach. I właśnie dlatego, kiedy ktoś pyta, jak wygląda porównanie, ja tylko wzruszam ramionami i mówię: „Spróbujcie sobie wyobrazić, jakbyście stracili smak ulubionej potrawy, którą jadacie od dziecka. Coś się zgubiło po drodze, choć wciąż jest to samo danie.” 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
Żebyście tak od razu z nostalgią rzygali, jakbyśmy żyli w epoce bez YouTube’a i meczów na żądanie. Tyle że dzisiaj przynajmniej możesz sobie włączyć w kółko ten gol Di Stéfano z wolnego, jakąś akurat nagraną chwilę z tamtego wieczora, powiększyć na ekranie i pokazać dzieciom, jak to wyglądało naprawdę. A wtedy? Też mieliśmy VHS-y, które się zacinały, ale nikt nie przejmował się dźwiękiem kibiców marokańskich, bo przecież taśma była ważniejsza niż klimaty – pamiętam, jak u sąsiada leciał niedopuszczalny nagłówek „RZ Real Madryt 3-2…” i urwał się w połowie strzału. I co? Jesteśmy mieli te same ciarki, ale musieliśmy sobie te emocje odtworzyć z opowiadań, które traciły połowę magii przez samo mówienie.
A te czerwone kartki? Dzisiaj sędzia, nawet jakby miał ochotę, nie dostanie zgody na taki luz – bo VAR wlezie w każdy kąt boiska, a kibicom na trybunach nie wystarczy krzyknąć „precz ten facet!”, bo komuś tam wstawią na sekundę pauzę, żeby sprawdzić, czy nie dotknął się łokciem przypadkiem. Tamten mecz to był widowisko, dzisiejsze spotkania to spektakl z dwudziestoma kamerami, które rejestrują każde drgnienie brwi Cristiano. I co z tego, że Bernabéu jest znowu pełny? Może i drży, ale już nie od ognia w sercach, tylko od klimatyzacji, która działa na full.
Pamiętacie, jak MateuszUltras mówił o tym golu z 25 metrów w meczu z Atlético? No i super, facet trafił – ale pamiętacie, ile było takich momentów w tamtych latach, kiedy szliśmy do baru po meczu, a kelnerka nawet nie pytała, co pijemy, bo wiedziała, że bierzemy piwo „za ten mecz”? Teraz wejdziesz na stadion, kupisz browar za 8 euro, a i tak będą cię pytać, czy chcesz „pakiet premium”. Tamto piwo smakowało jak zwycięstwo, dzisiejsze smakuje jak bilet na fotel, który trzeba zarezerwować pół roku wcześniej.
I jeszcze jedna rzecz – di Stéfano wtedy miał 64 lata, wchodził na boisko jak na wojnę, a my gadaliśmy, że to jego ostatni występ. Tyle że dzisiaj Real może wystawić na boisko zawodnika, który ma za sobą 200 występów w barwach klubu, a my i tak będziemy się zastanawiać, czy jutro nie odejdzie do arabskiego funduszu albo nie zrobi sobie przerwy na „osobisty rozwój”. Tamci gracze byli z nami przez dekady, dzisiejsi przyjeżdżają, żeby zarobić, i tyle. Nie obrażam nikogo – ale kiedy ktoś mówi, że nic się nie zmieniło, to po prostu nie pamięta, jak wyglądało prawdziwe kibicowanie. 😉
Kontekst bije gołą liczbę.
A co tu gadać o smutku, skoro ja jeszcze w zeszłym tygodniu złapałem się na tym, że przy kolacji z teściową to waliłem w stół pięścią jakby chciał ją złamać... że "ale klasa jest ta nasza młodzież dzisiaj no!"? Bo wiecie, poszedłem z kolegami na mecz z Getafe, a jeden z tych nowych (ten z Brazylii, nie pamiętam imienia) tak pograł nogą nad piłką przy rzucie rożnym, że sędzia musiał gapić się w VAR pół minuty... ale potem strzelił ten karny, sztywny jakby mu ktoś wkleił sztuczną nogę, i wszyscy, nawet teściowa, zaczęli skakać razem z nami! 🔥 No i teraz gadam do żony, że to jednak nie te lata dziewięćdziesiąte, ale kiedy ten facet wbiegł na murawę, to ja poczułem, że coś jeszcze tam jest... nie wiem, może to przez ten zapach kiełbasy, którą sprzedawali w wagoniku jak za dobrych czasów? Albo przez te okrzyki starszych kibiców obok, którzy krzyczeli "to jest to! jeszcze nie umarliśmy!" 💪 Bo serio, było coś w powietrzu, co mnie złapało za gardło, że aż musiałem krzyknąć "ależ to nasz Real!"... no i kto by pomyślał, że dzisiejszy dorosły Real potrafi tak rozbudzić starego faceta w środku? 😱
Na trybunach od dzieciaka.
AgaKibicka, pamiętasz tego marokańskiego kibica co krzyczał „miał tu przyjechać”? No to pół roku później spotkałem go w Częstochowie na jakimś festynie, otworzyliśmy się piwkiem i gadał, że przez tydzień miał koszulkę Realu z numerem Di Stéfano przyklejoną na drzwiach pokoju. Aż mu wkurw się odechciało, bo matka mu ją w końcu wyprasowała, mówiąc „dziecko, ty masz szacunek do ubrania, a nie do facetów co biegali w slipkach na trawie”. 😂 No i dziś ten facet ma 50 lat, zarażony realem po uszy, a jego syn studiuje turystykę bo „tato, ja chcę kiedyś pojechać na Bernabéu i zobaczyć, czy ten zapach kiełbasy jeszcze tam jest”. I co, stary? Pora zapisać się razem na ten wyjazd albo chociaż za rok na reunion starej gwardii, żeby jeszcze raz posmakować tamtych emocji… bo dzisiaj to już tylko smak kiełbasy z budki smakuje jak z tamtych lat, reszta to lipa z reklamą. 🍿🔥
ale serio, wy tam wszyscy zapomnieliście, że na Bernabéu nie chodzi o zapach kiełbasy czy VARy, tylko o to, że kiedy grali tam ci „marokańczycy” przy nas, to stadion po prostu nie mógł się utrzymać w pionie 🔴🔥 no a dziś? dziś to tak, jakby ktoś wsadził trybuny do pralki i puścił program „delikatny” – tyle emocji wylatuje jak z dziurawego balonu... ja pamiętam 2006r, byłem z kumplami na meczu z Olympiakosem, te skrzynki z browarem latały między nami jak piłki, a jeden facet zza mnie tak darł się na sędziego, że myślałem, że go zaraz kopnie na trybuny... i co? Real wygrał 1-0, ten gol padł z 28 metrów przez nogę Robbena, a my wszyscy biegaliśmy potem z flagami po schodach, że nogi ledwo niosły... no ale trudno, dzisiaj to już nie te czasy, choć jak Korona_kibic mówi, ten Brazylijczyk coś tam jednak wbił, to coś było 💪 choć mi mało, bo nie czuć już tej furii, co kiedyś, jakby ktoś odłączył kabel od serca kibica...
Na trybunach od dzieciaka.
kurde a mnie akurat ta drużyna z marokańczykami na trybunach w 2000 roku przypomina tamten listopadowy mecz z atm madrytem z '97, jak tobie chyba nie może pamiętać bo byłeś jeszcze maluchem... przyjechaliśmy z kolegą z k…
@KarnyUkradł SIEMKA stary! 😱 no dobra, ja też pamiętam te lata jak przez mgłę bo byłem maluchem, ale to co piszesz to mnie od razu walnęło w czachę!! ten mecz z atm madrytem z '97 to był PIERWSZY mecz realu na żywo który pamiętam! a jak mama mówiła że idziemy na Bernabéu to się trzęsłem jak osika! no i niechcący trafiłem na mecz kiedy tamci marokańscy kibice darli się jak opętani, a jak padł ten gol z 25 metrów to mnie rodzice musieli trzymać bo chciałem wyskoczyć z trybuny!! 🔥 i ten zapach kiełbasy!! no dobra, moja mama mówi że to już nie ten sam co kiedyś, ale ja ci mówię że jak wchodzisz na trybunę marokańską i słyszysz te okrzyki, to ciarki chodzą po plecach!! a ten bilet z szatni który masz w kieszeni to jest coś więcej niż papier - to kawałek historii!!! murem za chłopakami z tamtych lat, niech żyje ta magia Bernabéu! 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, no ale ten Korona_kibic to mnie naprawdę złapał za serce 😭 Bo ja w zeszłym roku pierwszy raz byłem na Bernabéu – szczerze, myślałem, że to będzie tylko kolejny mecz, fajne zdjęcie do Insty i tyle. Ale nie no… te krzyki na trybunie marokańskiej, ten zapach kiełbasy, który faktycznie jakby powiał z lat 90, a ten Brazylijczyk strzelił tego karnego… 😱 jakby ktoś odkręcił w mojej głowie klapę, co to od lat była zakręcona.
No i jeszcze te chwile, kiedy mój tata opowiadał o Di Stéfano albo o Gento, a ja myślałem, że to tylko stare gadanie. A tu proszę – kibic obok mnie, starszy facet, krzyknął „to jest to! jeszcze nie umarliśmy!” i nagle czułem się, jakbym był częścią czegoś większego. Może nie takiego samego, jak kiedyś, ale jednak… magia jakoś została?
Zastanawiam się tylko, czy kiedyś wrócą te czasy, kiedy kibice mogli tak po prostu bić brawo, nie oglądając się na VAR i kamery? Bo widziałem w meczu, jak sędzia przedłużał grę, bo VAR coś sprawdzał, a wszyscy już biegali od trybuny do toalety… i co, mamy wrócić do tamtych VHS-ów, żeby naprawdę czuć emocje? 🤔
Nowy tu, chłonę wiedzę.