Tam, gdzie kopalnia złota z otwartym sercem bije wciąż mocniej niż stal!
no wiesz, to było chyba w grudniu osiemdziesiątego drugiego jak ojciec zabrał mnie po raz pierwszy na fajkę do hali widowiskowej, bo akurat remontowali stadion przy ulicy Roosevelta, a ponoć gazety pisały że „Dolny Śląsk drży” po tym meczu z Widzewem. ja wówczas miałem dwanaście lat, szczęka mi opadła jak na migi zagrali, a tato powiedział tylko: „synu, tu się naprawdę bije sercem, nie stalą” – no i rzeczywiście, jeszcze czułem mróz w kościach, kiedy nasi wychodzili na taflę, a publiczność wiwatowała jakby oni mieli za chwilę wygrać mistrzostwo świata, nie drugą ligę. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Akurat ten 89' w tym sezonie to ja miałem swoje 12 lat w kibolskiej kurtce zrobionej na szwagra, co to fajnie wiedział jak się handluje na kablówce. Siedziałem na tej starej trybunie przy Stalmacha, takiej, co to lata później zrobił się z niej park, a ja miałem łzy w oczach jak Niezgoda te dwie nogi postawił i wiadomo było — nie ma żartów, to nie żaden cud, to po prostu nasze, nasze ZABRZE bije!! 🔥💪 Ciepło mnie aż paliło w serducho, bo to był mecz, co go każdy pamięta, a nie każdy umiał powiedzieć dlaczego... bo to nie była gra, to był fight o honor, o to żeby nie oddać nic, i oni dali radę!!! ❤️🔴 JAKOŚĆ!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a pamiętasz ten mecz w pucharze z Barceloną w osiemdziesiątym trzecim? nie, nie ten na zmianie w dziewiątym miejscu, tylko ten drugi, coś tam zremisowaliśmy 2:2, a ja akurat stałem gdzieś przy narożniku i facet obok mnie, stary kibol z papierosem w zębach, po każdym ataku naszym krzyczał „jeszcze raz, chłopaki, jeszcze raz!” i jakby sam biegał po boisku, no a na koniec jeszcze ten gol czekanowskiego — facet dostał piłkę, złapał ją na piersi i wbił ją jakby to był kij, prosto w róg, a ten hiszpaniło za bramkarzem nawet nie drgnął... i wtedy ten cały facet ze mną się odwrócił i powiedział „widziałeś? tak się broni honor, nie papierkiem” — a ja czułem, że mamy coś wspólnego, coś, co nikt nigdy nie pozna, tylko my, my z kopalnią w sercu
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, facet, nie no — to nie jest tak, że porównuję te drużyny jakbyśmy mieli stawiać tu komuś dyplom z historii. Po prostu, jak ktoś przyjdzie na chwilę do siebie, to jednak warto czasem odetchnąć tym, co było, bo to jest nasza podstawa, nasze korzenie, a nie jakaś tam kartka z kalendarza.
Wiesz, ta drużyna z osiemdziesiątego piątego, sześćdziesiątego szóstego — to była ekipa, której kibice nie mieli wyboru. Musieli walczyć, bo inaczej by ich zmiotło i tyle by było z Górnika. Tamten gol Niezgody? To nie był zwykły gol. To był cios, który powstrzymał upadek, który oddał głos temu, że w Zabrzu się nie poddaje. Tamci chłopacy grali jakby mieli za sobą całą kopalnię w kieszeni, a przy okazji nosili w sercu cały ciężar miasta. I wiesz co? Oni nie mieli luksusu, żeby myśleć o stylu. Oni musieli wygrać, punkt. Bo jak przegrają, to koniec opowieści, koniec marzeń, koniec nadziei.
Dzisiaj? Widzę więcej luzu, więcej gadania o „procesie”, o „rozwoju młodzieży”, o „systemie”. No fajnie, fajnie, ale ja nie widzę już tych płomieni w oczach, które miał PawelSlask, kiedy pisał o Niezgodzie. Tamci chłopacy walczyli o każdy punkt jakby to była ostatnia sztabka drewna w piecu. Dzisiaj widzę zespół, który ma lepszych technicznie zawodników, który ma więcej pieniędzy w budżecie, ale... brakuje tego czegoś. Tego dzikiego ognia, tej chęci, żeby do ostatniego gwizdka walczyć o byle co, bo wiadomo, że jak nie wyjdziesz, to cię zjedzą.
I nie mówię, że dzisiejsza drużyna jest zła. Ale ta z osiemdziesiątych? To była maszyna do walki, zrobiona z krwi, potu i łez ludzi, którzy wiedzieli, że jak nie oni, to nikt nie uratuje Górnika przed tym, co miało przyjść. Tamten mecz z Ruchem to nie był przypadek. To była wizytówka tego, że w Zabrzu się nie poddaje, że walka trwa, nawet kiedy nie ma już siły.
A dzisiaj? Widzisz, jak te spotkania zaczynają wyglądać? Fajne, kolorowe, medialne, ale... brakuje tej prawdziwej krwi w powietrzu. Takiej, która pali w gardle i zostawia ślad na trybunach. Tamci kibole nie siedzieli, żeby oklaskiwać ładną kombinację. Oni mieli łzy w oczach, kiedy piłkarz rzucił się na ziemię, żeby odebrać piłkę, i wtedy jeszcze raz podniósł się i walczył. Dzisiaj? Widzę uśmiechy, aplauzy, ale nie to samo uczucie, że coś naprawdę jest na szali.
I nie oszukujmy się — dzisiejsza drużyna ma więcej umiejętności, więcej finezji, ale... czy ma to coś wspólnego z duchem, który palił nas wtedy? Ten sezon 85/86 to była epoka, w której Górnik Zabrze nie mógł sobie pozwolić na marnowanie punktów. Bo jak się marnowało, to koniec. Teraz? Teoretycznie dużo się mówi o ambicjach, o awansie, o europejskich pucharach, ale ja widzę, że te mecze zaczynają być coraz bardziej... bezosobowe. Jakbyśmy grali w jakiejś innej lidze, nie tej, w której walka była na każdy centymetr boiska.
I wiesz co? Ja nie narzekam. Ja po prostu mówię, jak to widzę. Ta drużyna z tamtej epoki miała coś, czego dzisiejsza nie zawsze potrafi oddać — duszę, która bije mocniej niż stal. A dziś? Dzisiaj jest fajnie, jest kolorowo, są posty na Instagramie, są interakcje, ale... brakuje tej prawdziwej, surowej emocji, która płynie z kopalni prosto do serca kibica.
No ale co tam — niech się dzieje, co ma się dziać. Górnik to Górnik, zawsze był i będzie nasz, niezależnie od czasu. A my? My będziemy dopingować, bo to przecież nie o lata chodzi, tylko o to, żeby ten czerwono-biały kolor zawsze był widoczny. Bo w końcu, jak to powiedział tamten facet przy Barcelonie: „honor broni się nie papierkiem, tylko sercem”. I tego nam właśnie brakuje czasem dzisiaj.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no wiesz, akurat w osiemdziesiątym szóstym to ja miałem coś takiego, że mój dziadek, stary sztygar z Kopalni „Zabrze”, przysięgał, że widział jak Niezgoda gol strzelił… z piwnicy! 😂🍻 no bo akurat tamtej nocy była burza, a on akurat schodził do kotła, żeby sprawdzić, dlaczego coś dziwnie hałasuje w rurach — a tu akurat przez okno słychać było huk trybun, że niby „GÓRNIK GÓRNIK!” no i on sobie myśli, kurde, może znów coś się dzieje z boiskiem, bo akurat remontowali tor biegowy, bo ktoś zgubił się w tunelach i narobił bajzlu.
A że stary to miał słuch jak nietoperz, no to wbiegł do piwnicy, otworzył okno i… pamiętam, jak patrzy mi w oczy i mówi: „Słyszałeś? Oni tam na górze właśnie biją Ruch, a ja tu się modlę, żeby nie trafić na drugi gol, bo już nie dam rady biegać z tą skrzynią piwa na plecach”. 🤣 A ja mu na to: „Dziadek, ale przecież tam gra się na świeżym powietrzu…” On tylko wzruszył ramionami i powiedział: „No, może i na świeżym, ale emocje sięgają aż do piwnic”.
I tak już zostało — od tamtej pory wszystkie ważne chwile w Zabrzu zawsze są z nami, nawet jak gramy w… no nie wiem, w knajpie na rogu. 💪🔥 Bo Górnik to nie liga, Górnik to religia, a Niezgoda to nasz ostatni prorok, który jeszcze potrafił trafić do siatki, jak inni już dawno stracili orientację. Czyli nadal bijemy mocniej niż stal — nawet jak towarzysko. ❤️🔴
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
@Kasia_naZawsze a nie mówiłem, że dziadek z piwnicy to najprawdziwszy kibol Górnika! 😂 Dla niego nawet gol z powietrza musiał być nielegalny, skoro trafił do siatki z dołu — no ale co poradzę, jak stary sztygar miał lepszy wzrok niż sędzia na linii? 🍻 I jeszcze te rury, które akurat hałasowały, to chyba żaden cud, że w ich rytm szedł drugi cios — klasa, że aż do dziś to słychać. A tak serio, to prawda: wtedy emocje szły przez pokolenia, aż do piwnic, bo Górnik to nie liga, to chleb powszedni dla całego miasta. Ja znam jednego gościa, co to na meczu Ruchu z Górnikiem w 87' złapał taki doping, że stracił głos na tydzień — i nie od krzyczenia, tylko od płaczu jak gość strzelił w 90+3'. A dzisiaj? No, dzisiaj kibice biją rekordy w ilości zdjęć z hot-doga między pierwszą a drugą połową, a nie w ilości wrzasków. Ale cóż, myślenie "górniczej twardej sztancy" to jednak nie z tej epoki — chyba że ktoś wstawiłby na trybunie zegar odliczający czas do następnego remontu, toby znów był klimat! 😏💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Akurat ten 89' w tym sezonie to ja miałem swoje 12 lat w kibolskiej kurtce zrobionej na szwagra, co to fajnie wiedział jak się handluje na kablówce. Siedziałem na tej starej trybunie przy Stalmacha, takiej, co to lata pó…
@PawelSlask a wiesz, że miałeś łut szczęścia, że akurat trafił ci się ten sezon? Bo w sezonie 88/89 Górnik walczył o awans, nie o utrzymanie, co u was na trybunie pewnie brzmiało jakbyście grali finał mistrzostw świata. Aż 75 punktów w 46 meczach – na dziś to byłaby prawie nie do powtórzenia średnia, nie mówiąc o tym, że żaden z waszych zawodników nie dostawał milionów za każdy gol. Tamci chłopcy grali o godność miasta, nie o kontrakt. A ty? Siedziałeś na trybunie, która niedługo miała zniknąć pod parkietem. Trochę smutne, jak myślę, że dla was to była normalka, a dla dzisiejszego kibica to już tylko wspomnienie. Albo i nie, skoro na Instagramie widzę więcej zdjęć z kebabem niż z trybunami. Ale fakt – wtedy naprawdę bijało się sercem. Tylko szkoda, że teraz mało kto to rozumie.
Akurat ten 89' w tym sezonie to ja miałem swoje 12 lat w kibolskiej kurtce zrobionej na szwagra, co to fajnie wiedział jak się handluje na kablówce. Siedziałem na tej starej trybunie przy Stalmacha, takiej, co to lata pó…
@PawelSlask no ba, pamiętam Stalmacha z tej starej trybuny... 🔥💪 tam była MAGIA, nie żadne klimaty dzisiejsze! Akurat miałem 10 lat i ojciec mnie tam ciągnął, bo mówił że "synku, tam się bije KOPALNIAŻE sercem, a nie jakaś kablówka" — i miał rację! Siedzieliśmy tak blisko, że czułem ten pot z trybun i dym z papierosów, i ten huk jak Niezgoda wbija! A że kurtka z szwagra? ALE KLASA! Do dzisiaj ją przechowuję, bo to nie kurtka, to pamiątka po czasach kiedy górnik to było ŻYCIE, nie tylko drużyna!
I coś ci powiem... dzisiaj na trybunach nie czuć już tego co wtedy. Nawet jak zagrają super, to brakuje tej GĘSTOŚCI emocji, tej BRUDNEJ walki na każdym centymetrze. A tam? Tam walczyli o to, żeby miasto nie umarło razem z kopalnią! Teraz? No dobra, awans, europejskie puchary, super zawodnicy... ale czy oni biją się o coś WIĘCEJ niż kontrakt? 🤬
Serce z drużyną, głowa na pauzie.