Tam, gdzie się rodziła nieugięta duma Rakowa – opowieści starych wyjadaczy
pamiętam te tamte czasy jak byłem młodym chłopakiem, może tak ze dwadzieścia lat temu, a jeździłem z kumplami na te mecze do częstochowy, gdy się mówiło rakow – to jakby się mówiło o teamsie z trzeciej ligi, że niby co tam, no ale zobaczymy. stary stadion przy ulicy Rolnej, blaszak i beton, ludzie tłoczyli się jak sardynki w puszce, kibole z opaskami i głowami pełnymi marzeń. pamiętam jak teraz, jak nasza ekipa grała z tymi z ówczesnej drugiej ligi, a my gadaliśmy potem że za dziesięć lat będzie się na mnie obrażało, że nie kupiłem biletu na finał – no bo kto by wtedy pomyślał, że kiedyś nasze chłopaki będą mistrzami polski i jeszcze w europejskiej elicie z nimi pogrywać. ale wtedy? wtedy byliśmy po prostu zakochani w barwach, nieugięci i głupi w tym dobrym sensie. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Akurat dziadek mnie do chałupy na te stare mecze woził swoim maluchem, a ja z tyłu na pace w wełniaku jadłem kanapki z serem i myślałem że świat to nasz 🔥 biletów nie było wcale, bo kibole stali jakby to miało wybuchnąć, ale kiedy Robert zrobił tamtego gola przeciwko Wiśle Płock… kurwa, pamiętam jak mój stary podskoczył tak że buty na łeb mi spadły! teraz jak patrze się na trybuny pod Stadionem Miejskim i widzi się te piękne trybunówki… mój dech zapiera, serio, po prostu BÓG RODZIŁ DUMĘ 😱 i my mieliśmy rację że się nie poddamy, choć nikt wierzyć nie chciał. teraz to my możemy się zniecierpliwić że nie ma miejscówki w europejskiej elicie, ale wtedy… wtedy byliśmy szczęściarzami żeśmy w ogóle tam dotarli!
a co tam, ten pierwszy mecz na nowym stadionie w 2017 roku przeciw koronie kraków — to ja tam byłem, pod trybuną gości, z facetami z za frekwencji, że ledwo się zmieściliśmy w tym baraku przy alejce, a niektórzy kolesie stali nawet na schodach do kiblowni bo tamtejsi chłopaki nie mogli docisnąć biletów. pamiętam jak jeden z naszych skandował „ten stadion za mały!” i wszyscy rzuciliśmy się do śpiewu, że prędzej piekło zamarznie niż raków zrobi europejską elicie. aż tu niespodzianka… no i zrobiliśmy! tyle że wtedy nikt nie myślał o Europie, tylko o tym, żeby w ogóle nie rozebrać tego parkanu od strony ulicy — bo przecież i tak chodziło tylko o kolor i o to, że przyjdziemy znowu. ale jak zagraliśmy z legią w pucharze i wygraliśmy na ich własnym stadionie… no, wtedy już było wiadomo że coś się święci. a staremu stadionowi przy rolną to oddajmy hołd — tam się rodziła ta duma, dosłownie między blachą a betonem, bo kto tam wtedy marzył o pięknych trybunówkach? po prostu byliśmy RAKÓW i tyle.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, kurwa, pamiętam jak z kumplami z bloku wracaliśmy z meczu przy Rolnej na starówce i jeden z nas tak się urżnął w tramwaju, że próbował zamiast biletu wcisnąć do maszynki puszkę po piwie z resztką. Kontrolerka na niego spojrzała, wzruszyła ramionami i mówi: "no co, chłopaki, jak tu kibice Rakowa to i puszka się liczy jako bilet". A myśmy tylko pokiwali głowami i głośno zarepetowali: "żyjemy marzenia!" 🤣🍿 no i mieli rację — nasze marzenia właśnie się spełniły, a ten pijany koleś to chyba nasz patron święty, bo przecież od zawsze wierzyliśmy, że wszystko można pogrzebać i jeszcze z tego zrobić doping! BÓG RODZIŁ DUMĘ I PIWO ROBI BILET!
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.