Żółte atomowe jądro na ścieżce powrotu do domu, czyli kogo naprawdę potrzebuje nasz Klopp…
A kto by pomyślał, że po tych wszystkich latach jazdy na tym samym wózku co City — teraz znowu patrzymy w dół tabeli, a nie w górę? 😏 Prawie jakby ktoś zapomniał, że drybling bez głów nie da Champions League, nie? No ale hej, może akurat teraz jest ten moment, żebyśmy wreszcie wyskoczyli z tej beczki piwa i zrobili coś poważnego… a przynajmniej pomyśleli, kogo brakuje w tym puzzlu.
Chodzą takie niedzielne plotki, że może jednak nie tylko co trzeciego pomocnika z Premier League trzeba brać, tylko… no, wiesz, tę jedną konkretną maskę z Tunezji, co to ostatnio świeci w Tygodniku Piłkarzu Afryki. Mówią, że miałby się podobać naszemu starymu dobremu Kloppo — może nie tak medialny jak Mejbri, co umknął nam jak fala wioślarska w sierpniu, ale jednak z tą samą żyłką dryblerską, co każe kibicom zapomnieć o Caulkerze w 2 sekundy. Czy to przypadek, że akurat wtedy, kiedy napastnikowi brakowało pary w ataku, historia się powtarza? A może po prostu historia lubi się ze mną drażnić?
Bo jak myślicie — jeśli Klopp ma teraz spojrzeć na półki z bronią, to pewnie by chciał mieć tam kogoś, kto potrafi zrobić rzut wolny tak, że obrońca City zrobi sobie przerwę na kawę zamiast na mecz? 💸 Tak czy siak, póki nie usłyszymy konkretów, możemy sobie teoretyzować… a pieniądze, jak zwykle, same się nie znajdą.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No do cholery, a skąd akurat teraz biorą się te "plotki" o afrykańskiej ściance w naszej szatni, kiedy za oknem jeszcze nawet nie wiosna, a my giniemy od remisu z Burnley FC? Akurat tej niedzieli znaleźliście czas na szukanie sucharów w "Tygodniku Piłkarzu Afryki", zamiast oglądać, jak nasz kuwetka upija się sobotnimi trunkami w centrum?
Poważnie, ktoś widział chociaż jednego naszego zawodnika cytującego Tunezyjczyka? Bo Klopp ma ostatnio tyle samokrytycyzmu, że pewnie by mu wystarczyło na całą drużynę — a co dopiero na jakiegoś dryblerika z odległego kontynentu, który nawet nie oglądał naszych meczów z West Hamem.
Zresztą fajnie gadać o "żyłce dryblerskiej", póki nie widzi się, jak naprawdę grają nasi — bo ja ostatnio w tramwaju od Widzewa obserwowałem, że nawet tramwajarz częściej omija naszych co dzień i trzy razy dziennie. A tu takie rewelacje o nowym Messi z Afryki? Może najpierw trzeba by sprawić, żeby nasi umieli podać piłkę bez kolan.
Najpierw próba, potem wnioski.
kurwa co ty wioziesz z tymi plotkami o Tunezyjczyku 💥 ja bym go wziął NA RAZ-DWA jakby Klopp go zalajkował i posadził na ławkę jeszcze przed pierwszym treningiem
żółta maszyna na dodatek — pamiętasz tę niedzielę w Europie kiedy robiliśmy magię z trybun, na trybunach kibice mieli żółte koszulki a na boisku nasze chłopaki luzem dryblowali tak, że City mdleli z frustracji 😱 ten Tunezyjczyk by do nas pasował jak nóż do sznytka
a Mejbri… no kurwa co tu dużo gadać, historia nas walnęła po jajach — tyle że teraz mamy szansę nie powtórzyć błędu Caulkera, tylko wziąć go NATYCHMIAST i mieć w ręku swojego Gerrarda Jr albo Sadio Mané z drugiego kontynentu, co nikt nie widzi dopóki nie zrobi asysty na 60 metrów 🔥
bo mówię ci, ta drużyna potrzebuje nie iluś tam obcych pomocników z ligi marzeń, tylko ogniwa które wbije ten emocjonalny dynamit od samego rana do wieczora — i to akurat ten facet by miał tego moc, żeby obudzić Anfield w ciągu jednej sekundy
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ależ wyście się dzisiaj rozbudzili jak na dobry mecz po przerwie letniej — i to zanim jeszcze padło pierwsze piwo od Ferwingu. Ja tam, jak słyszę te "plotki niedzielne" o jakimś afrykańskim dryblerze, to od razu robi mi się głupio, bo przecież kibic Liverpoolu nie powinien wierzyć w cuda przy śniadaniu, tylko dopiero po trzecim golu w ostatnim kwadransie. No ale skoro już Krew podrzucił tezgę, to niech będzie – bo naprawdę, jeśli Klopp miałby teraz sprowadzić kogoś, kto wzbudza emocje jak fajerwerk nad Stanley Park, to ten Tunezyjczyk faktycznie byłby takim ogniwem, co by zagrzewało trybuny. Problem tylko w tym, że realia Premier League są takie, że szukamy nie "młodego talentu z suchym golfem w stylu Gerrarda", tylko faceta, który potrafi biegać przez 90 minut, oddawać 150 pasów na mecz i nie tracić piłki przy pierwszej kolizji z Aymericem Laporte’em.
Bo widzicie, Mejbri… no kurczę, historia nas rzeczywiście przycisnęła, ale nie dlatego, że Klopp nie chciał dryblera – tylko dlatego, że wtedy szukaliśmy czegoś, co weszłoby do zespołu bezboleśnie, a ten chłopak miał 17 lat, umowę u siebie i całe życie przed sobą. Teraz sytuacja jest inna: Klopp ma już drużynę, która potrafi grać, ale brakuje jej tej szczypty szaleństwa, kiedy dochodzimy do 0:1 w 85. minucie na City Ground. Ten Tunezyjczyk z kolei? Jeśli idzie o drybling i wizję, to jest konkret – i jest starszy, więc do Liverpoolu nie trafiłby jako "inwestycja na pięć lat", tylko jako gracz na konkretny etap. Ale uwierzcie mi, jak kibic, który patrzył na to, jak u nas zapuszcza się Nunez czy Szoboszlai, że szansa na taki transfer jest realna, to tylko pod dwoma warunkami: po pierwsze, facet musi być już na topowym poziomie w Ligue 1 albo Arabii Saudyjskiej (bo nie chcemy kolejnego projektu), a po drugie – Klopp musi go osobiście widzieć na meczu, a nie na filmiku z TikToka.
I nie zaczynamy tu od "to nie szansa, tylko problem", bo szansa jest – tylko na tyle mała, że równie dobrze mógłby to być transfer Raphinha z Barcelony w 2022 roku. Kibice cieszą się z wizji, ale prawda jest taka, że na stół realnych opcji trzeba by postawić kilka mocniejszych nazwisk. A póki co, póki nie usłyszymy nazwiska na zasadzie "dzisiaj przyleciał samolot z Monastyru", to lepiej trzymać kciuki za zdrowie van Dijka i miejmy nadzieję, że ten nieszczęsny gips nie wróci. Bo bez niego ta "żółta atomowa jądra" raczej nie uleci dalej niż na ławkę rezerwowych.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No więc, tak sobie myślę, że jakbyśmy mieli w klubie dział, który co niedzielę kupowałby "Tygodnik Piłkarzu Afryki" na obiad tylko po to, by potem czytac tam o snach któregoś z naszych zawodników… to może faktycznie bylibyśmy już nie w szóstym rzędzie tabeli, tylko w samych Mistrzostwach Świata w strzelaniu do ściany. Bo serio – Krew, kolego, ty naprawdę uwierzyłeś w to, że Klopp wertuje stare numery pisma szukając nowego bohatera tej ligi? Ja tam widzę tylko jednego człowieka, który wertuje aktualne transferowe listy szukając kogoś, kto wstrzyknie nam adrenalinę, i to przy piątym piwie, a nie przy czwartej kawie w niedzielny poranek.
A Wy obaj – VidzewFan z tym tramwajem, który niby jest świadectwem naszej defensywy, i KoronaFan z nożem do sznytka w plecy – macie rację w jednej kwestii: tej drużynie brakuje teraz nie tyle dryblerskiego génia co fajerwerków emocjonalnych. Ale kurczę, jeśli mielibyśmy się tak zachłysnąć ostatnią "plotką niedzielną", że zaraz padnie nazwa faceta z Afryki Północnej, to równie dobrze moglibyśmy rozsyłać zaproszenia na ceremonię wręczenia pierwszego Złotego Buta za drybling po ulicy za stadionem.
Bo powiedzcie szczerze – kto w naszej szatni potrafi teraz oddać 150 pasów bez tego, że piłka ląduje u przeciwnika albo u sędziego? No właśnie. A ten Tunezyjczyk, o którym tak głośno? A skąd mamy wiedzieć, że on nie gra w jakimś dubajuńskim szpitalu na rezerwowych trybunach, podczas gdy my walczymy o to, by Van Dijk nie złapał kataru od kibiców skandujących na północnych trybunach? Historia z Mejbrim naprawdę boli, ale powtarzanie jej przy każdej okazji to trochę tak, jakbyście co niedzielę przyszli do pracy z tabliczką "poprzedni szef nie umiał liczyć urlopów" – prawda jest, że byliśmy za wolni, ale teraz nie chodzi o szukanie kozłów ofiarnych tylko o to, by nie popełnić błędu po raz trzeci.
I jeszcze jedno – Wojtek_Slask, kurczę, twoje "póki nie usłyszymy nazwiska na zasadzie 'dzisiaj przyleciał samolot z Monastyru'" to najlepsze, co usłyszałem dzisiaj oprócz konkretnego gola Nuneza. Bo widzicie, jakby nie patrzeć, to właśnie w takich momentach, kiedy plotki latają jak szaleni, najczęściej okazuje się, że ów "samolot z Monastyru" to tak naprawdę wasz kolega z pracy, który miał autograf w sklepie z piłkami – i tak kończy się marzenie o nowym Gerrardzie Jr z drugiej półkuli.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no dobra, ale powiedzcie mi, kto to widział, żeby kiedyś drybling sam w sobie wygrał Ligę Mistrzów? przecież nie te wszystkie szalone solówki, które tak fajnie się ogląda na tiktoku, tylko zwykłe, solidne rzemiosło, co to nawet na wyjeździe w Bukareszcie dawałoby radę. ja pamiętam zresztą te czasy, kiedy i my mieliśmy swojego dryblera – no, niech będzie, że prawie dryblera – nazywał się fabinho i naprawdę umiał robić widowisko, ale bez niego graliśmy tak samo dobrze, tylko trochę mniej efektownie. a wiecie co? ten facet, którego teraz chcecie ściągnąć z Tunezji albo Arabii Saudyjskiej, nawet jakby miał nogi szybsze od mnie na mecze w latach 80., to i tak bez wsparcia w szatni i bez tego, że reszta drużyny jest w stanie utrzymywać ciśnienie przez 90 minut, pójdzie tam i zrobi to, co wszyscy inni – wróci do domu z niczym.
i niech was nie zwiedzie ta niedzielna plotka, bo plotek wokół tej drużyny krążyło już więcej niż pogłosek o nowej koszulce przed sezonem – a i tak nikt nie przewidział ani Salahowskiego hat-tricku w debiucie, ani tego, że Mane wyjdzie w tej samej sekundzie co on. ten wasz afrykański cudniec z suchym golfem w stylu Gerrarda? niech mnie cholera, ale po co nam kolejny chłopak, który będzie ładnie uderzał z dystansu, skoro nasz najlepszy strzelec ma 42 lata i dostał już bilet do nieba na St Anfield? co z tego, że wbije emocjonalny dynamit w 85. minucie, jak potem w 92. minucie będzie stał z podkulonym ogonem, bo nikt mu nie poda piłki pod nogi?
a mejbri to akurat historia, która nas nauczyła jednego – nie kupujemy chłopaków, których macie dopiero panowie w marketingu zaoszczędzili na karteczkach z reklamami. my mamy teraz Szoboszlaia, który w jednym meczu potrafi dać dwie asysty i stracić piłkę tyle samo razy, ale za to wraca na trening z uśmiechem szerokim jak u dziadka na wsi, co dostał emeryturę w 1978. nie potrzebujemy dryblerka z drugiego końca świata, tylko faceta, który zna naszych chłopaków jak własne buty – kto wie, może za parę tygodni zobaczymy na ławce kogoś takiego, tylko niech to nie będzie jakiś egzotyczny cudak z pisma niedzielnego, tylko ktoś, kto przeszedł przez akademię i wie, jakie to jest dostać kopa od samego Kloppa w południe w środku tygodnia.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ależ wam się dzisiaj rozbuchało emocje przez ten sucharek o Tunezyjczyku – jakbyśmy nagle zapomnieli, że na Anfield jeszcze niedawno było tyle pomysłów na dryblerów co na sponsorów bez alkoholu w nazwie.
Wiadomo, Mejbri to bolesny temat – sam pamiętam, jak szedłem ulicami Gdańska (nie, nie tymi od morza, tylko tymi co prowadzą do baru) i słyszałem od kumpli kibica Brighton & Hove Albion, że „on tam jednak woli ostre warunki”, a ja myślałem, że to żart o pogodzie, a nie o tym, że olał nas na rzecz łatwiejszego życia. Ale powiedzcie mi szczerze – ilu z was widziało chociaż jednego zawodnika w naszej drużynie, który w ostatnim roku zrobił coś takiego, co by zawstydziło Azzola w dobrych latach?
A ten Wasz afrykański świr? No fajnie, że Klopp miałby dostać takiego fajerwerkowego „efekt wow” na ławkę, ale ja wam mówię – albo będzie na tyle dobry, że od razu wyleci na boisko i zrobi coś, co każdy kibic zapamięta, albo spotka go los Gini’ego – tyle że zamiast dwóch asyst dostanie dwie karne w pierwszym meczu i walnie na ławkę na dobre. 🤡 A my dalej będziemy patrzeć, jak Van Dijk komenderuje obroną, a nasi napastnicy gubią się w kontrze bardziej niż ja w tramwaju po czwartku.
Bo nie oszukujmy się – historia z Mejbrim nauczyła nas jednego: nie kupujemy marzeń, tylko zawodników, którzy potrafią przeżyć te 90 minut bez totalnej demolki. I niech mnie szlag, jeśli ten Tunezyjczyk jest w stanie przebić się przez czyjeś nogi w Anfield Road w deszczu, mając za plecami Aymerica Laporte’a zamiast zwykłego smutnego studenta z uniwerku. 😂
A póki co, póki nie zobaczymy go na treningu… to może lepiej skupmy się na tym, żeby Szoboszlai wreszcie zrozumiał, że nie może dryblować przez trzy kontrole, bo przeciwnik już dawno poszedł do domu na herbatę.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Cracovia_Fanatyk masz totalną rację, że drybling sam w sobie nie uratuje sezonu – ale akurat w tym przypadku chodzi o coś więcej niż tylko piłkę w nogach. Pamiętacie przecież te dwa sezony temu, kiedy Shaqiri przychodził z ławki i swoim jednym zagraniem potrafił zmienić cały mecz? Nie był żadnym genialnym dryblerem, tylko facetem, który wiedział, kiedy postawić stopę i posłać piłkę tam, gdzie nikt się nie spodziewa. Ten Tunezyjczyk może nie być kolejnym Messi, ale jeśli ma choć połowę tej finezji w podaniach, to właśnie o to nam chodzi – o faceta, który wejdzie i od razu zagra jak jeden z naszych, a nie jak jakiś obcy na próbę. Problem tylko w tym, że historia z Mejbrim powinna nas nauczyć jednego: nie kupujemy plotek z niedzielnego śniadania, tylko szukamy kogoś, kto potrafi odpowiedzieć na pytanie Van Dijka na środku boiska. A póki co, póki nie zobaczymy go na treningu z butami w dłoni, to lepiej trzymajmy się Szoboszlaia – przynajmniej on umie się uśmiechać, nawet jak traci piłkę.
Hype to nie argument.
No ale serio, moi drodzy, czekajcie no… 🔥 że niby ten Mejbri to była nasza najlepsza szansa na następnego Gerrarda? A kto wam powiedział, że mały Harit nie mógłby być tym ogniwem, jakby Klopp w końcu dał mu szansę na coś więcej niż tylko 5 minut odgrzewania ławki?! 😱 Pamiętacie go w Montpellier jak szalony dryblował całą obronę i strzelał z dystansu? Ten chłopak ma w sobie więcej pasji niż połowa naszych akademików razem wziętych!
I nie wiem, po co teraz szukać egzotycznych kuracjuszy z drugiego końca świata, skoro mamy prawdziwy diament u siebie pod nosem? Przecież historia z Mejbrim to była porażka, ale nie dlatego, że facet był beznadziejny, tylko dlatego, że my sami nie umieliśmy docenić tego, co mamy! A Harit? On już tyle razy pokazywał charakter na treningach, że van Dijk pewnie mógłby z nim grać w oczach! 💪
Nie mówię, że ten Tunezyjczyk nie byłby fajnym dodatkiem, ale po co pchać się w ryzyko, kiedy możemy mieć swojego lokalnego geniusza, który dopiero się obija o ławkę?! Bo pamiętajcie – Gerrard Jr albo Mané z drugiej półkuli to piękna bajka, ale realia są takie, że na Anfield potrzebujemy ludzi, którzy znają nasz system od podszewki! I Harit właśnie taki jest! 🔴🔴
no do licha, ależ te wasze niedzielne ferie z plotkami to dopiero szopka – pamiętacie chociaż tę historię z tymi dwoma brazylijczykami co mieli lądować w liverpoolskich koszulkach prosto z helikoptera, bo na lotnisku w St Helens nie było wolnego pasa?
to był sezon 2018/19, akurat kiedy Firmino tak się zatrzymał w polu karnym jak dziadek na ławce w parku, i wszyscy kibice gadali, że zaraz ściągniemy jakiegoś snajpera z południa co będzie wbijać gole lewą, prawą, między nogi – no i padło imię jednego faceta, co to miał nóż w bucie i strzelał z dystansu jakby grał w szachy, nie w piłkę. plotka latała tak mocno, że nawet ciocia z komitetu osiedlowego pytała mnie na spacerze, czy to prawda, że „ten chłopak ma kontrakt podpisany pod stołem u Zielonego Gęsiaka”.
tylko że kurczę blade – facet ten, którego nazywali „nowym Falcao”, okazał się facetem, co potrafił zrobić jeden świetny mecz raz na trzy lata, a resztę czasu spędzał w saunie na rezerwowych trybunach. i co? siedziałem sobie wtedy przy północnej trybunie z kumplem, który palił e-papierosa tak mocno, że dym zlego nad budką sędziowską fruwał, a ten „geniusz” wylądował w Crystal Palace i od tamtej pory ani razu nie trafił w poprzeczkę z dystansu – no chyba, że ktoś policzy trafienie w mur jako udane uderzenie, bo celował w bramkarza z półmetra.
a potem była ta historia z tamtym szwedzkim skrzydłowym, co to niby miał przyjść z mistrzowskiego Malmö i zrobić z nas pierwszej klasy dryblerów – no i co? wylądował w Leicester i od tamtej pory co drugiego weekendu dostajemy wiadomości o jego kontuzji, jakby każda próba dryblingu kończyła się zwichnięciem kolana w trzeciej minutowej przerwie. no i jeszcze ten francuz, co to niby miał być następny Ribery – a wyszło na to, że jego największy atut to umiejętność przewracania się w cudzych rzutach wolnych jak zakochana pensjonarka na seansie romansów.
czas naprawdę pokaże, czy ten Tunezyjczyk faktycznie ma ogień w żyłach czy tylko suchy golf w reklamówce, ale jedno wiem na pewno – kibice Liverpoolu nie mają szczęścia do takich bajek. niech ten afrykański facet najpierw pokaże się na treningu, niech zrobi coś w drugiej połowie meczu przeciwko drugiej drużynie z ligi tureckiej, a my wtedy zobaczymy, czy to naprawdę suchy golf albo plotki niedzielne, czy jednak coś więcej.
i pamiętajcie – jak Klopp kiedyś powiedział (po tym, jak ściągnął Matsen na ławkę zamiast kolejnego szalonego dryblera z telewizji), że „u nas nie kupujemy marzeń, tylko zawodników co potrafią przeżyć 90 minut na boisku”, to mówił serio jak diabli. a póki co, póki nie zobaczymy go z butami w trawie… to może lepiej poprosić Szobosia, żeby jednak spróbował przejść przez trzy kontrole naraz – przynajmniej będzie fajna zabawa i może wreszcie wyleci na boisko na 90 minut zamiast na 5.