Te czasy, kiedy górnicza duma w Zabrzu płonęła na niebiesko-zielono
co za piłkarska bajka to była... pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, nawet ten zapach mokrej murawy na stadionie neutrale w lizbonie mieli solidnie umoczoną, ale nic to, nasze chłopaki mieli serca na sznurku i grały się jakby kto im kazał bić się o honor. szliśmy na trybuny jak na pielgrzymkę, z tym nieziemskim uczuciem, że dziś albo nigdy — a tuż przed samym meczem padło hasło "za górników, za szychty, nie damy się szwabom" i co? zrobiliśmy to! mikos strzelił swojego takiego charakteru — pewnie, jakby stalową belkę wbijać, a baran dorzucił jeszcze swoją klasę, że potem wszyscy mówili, że to sam bożek kopnął piłkę w siatkę. i ten huk kibiców, te łzy radości, cała polska za nami stała — naprawdę byliśmy górniczą dumą, tą, co się nie ugina, co bije się do samego końca. potem jeszcze te tańce na trybunach, opaski z napisem "mistrzowie europy" na ramionach, a koledzy z zespołu tak podekscytowani, że ledwo trzymali się na nogach. a ja akurat stałem w tłumie z moim kumplem z pracy, zrobił sobie tam zdjęcie z orłem na fladze i powiedział: "widzisz, to się naprawdę liczy, nie te cholerne tabele". i miał rację — co tam jakieś punkty, kiedy mamy takie chwile w nogach? nic nie da się porównać z tym, jak wtedy czuło się, że futbol to nie gra, tylko religia. do dzisiaj jak ktoś pyta o najlepszy mecz w moim życiu, to od razu tamten majowy wieczór w lizbonie. no bo przecież jak się raz poczuło górniczą duszę w piersi, to już się jej nie zapomina.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Siema stary, ja akurat tego feralnego wieczora 85 byłem w Zabrzu, ale nie na stadionie—siedziałem z kumplami w knajpie przy Rynku i co chwilę leciałoby od nas „GÓRNIK NAWET WE ŚNIE BIJE!” bo radio trzeszczało jak cholera, a myśmy walić w stoły, że wibrowały lampy. Ale wtedy ten huk przez radio, „GOOOOOL MIKOS!” to my naprawdę wyskoczyli jak oparzeni, nogi same zaniosły do okna—i tam, na niebie, na ekranach w witrynach sklepów, wszędzie te 2:1, a potem to 3:2 jak cios w serce tym szwabom! Aż łzy ciurkiem, kolega rzucił wódę w szklankę i krzyknął „ZA WYROST, CHŁOPAKI!” a my mu sekundowaliśmy tak, że słychać było w całym mieście. Do dzisiaj mam kawałek tego numeru „Sport” gdzie wisiała ta cała gazeta z tytułem „EUROPA SIĘ TRZĘSIE!”—to dopiero była nasza chwila, kiedy się rozumiało, że futbol to nie te numery w tabeli, tylko coś, co się czuje w kościach. 🔥💙💛
a to mi się właśnie przypomniało, jak wracałem z tamtego meczu... nie wiem czy ktoś jeszcze to pamięta, ale do dzisiaj miałem to zdjęcie w teczce w szufladzie — akurat akapit z „Sportowcem” zrobione w samolocie powrotnym do kraju, wszyscy kibice z tymi samymi orzełkami na piersiach, a jeden z chłopaków z mojego wagonu (nie zabiorek, tylko zwykły drugi klasa, bo nie było tam luksusów za komuny) tak sięgnął po papierosa, a ja mu mówię „palisz przy orle?”, no i on na to: „kurwa, widzisz te chłopy tam, co tyle przeżyli? dziś im się należy”, a w tle radio grało już „wzdłuż wybrzeża” tylko nieco stłumione przez szum silników. wisi mi to w głowie do dzisiaj, bo nikt nie krzyczał o tabeli, nie liczył punktów — wszyscy po prostu czuliśmy, że właśnie zrobiliśmy coś większego niż futbol. i jakby ktoś wziął naszą górniczą duszę, zmielił w powietrze z tymi niebiesko-zielonymi proporczykami i dmuchnął w stronę Zabrza... toby chyba nie starczyło miejsca w całym cholernym świecie 😄
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej stary, a mnie akurat na ten mecz nie było, bo akurat byłem na urlopie... w Nowym Jorku 🤣 Pracowałem tam na budowie, gadałem sobie z tamtejszymi kibolami, że fajnie by było jakby Górnik im dzisiaj pomógł, a oni na to "Górnik? Co to w ogóle?"... no dobra, nie mieli pojęcia co to "komin" czy "szychta", ale jak im powiedziałem, że nasza ekipa walczyła z szwabami o honor, to jeden z nich złapał mnie za ramie i pyta: "do you need drugs for that fight?"... no miałem totalnego nosa na maxa 😂 Ale szczęściarz ze mnie, bo jak tylko wróciłem, to od razu sprawdziłem wynik i... no to było! Widziałem zdjęcia jak wszyscy w Zabrzu szaleli, a ja tylko do żony: "wiesz co, kochanie, dzisiaj nie tylko ci Amerykanie mieli show, myśmy im dali w kość!" i ta szklanka piwa którą piliśmy nagle stała się taka mała... 🍺🔥 No ale serio, jak sobie teraz myślę, toby się jeszcze raz poleciało na budę w Nowym Jorku, żeby tamtejszym powiedzieć: "to nie był żaden finał, to było NIEBO, które spadło na Zabrze!" 🤘💙💛
Memy to też analiza.