Te dni, kiedy Bernabéu drżał od naszego śpiewu, wracają jak echo szczęścia!
pamiętam ten lipiec 2017 w stanach, gdy bałem się jak nastolatek na pierwszym meczu z man city w pre-season bo obok siedział facet z flagą madridu wielkości jachtu i ciarki mnie przeszły jak zaczynali grać... no a potem te goście weszli na murawę i przez godzinę zapomniałem jak się oddycha no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
A mój pierwszy finał w Madryckim Bernabéu to byłem na dolnym antresoli, blisko bandy, tak że zaraz mnie flagą obić mogli! 😱🔴 tamten lipiec 2017 i te dreszcze jakby prąd szedł… nikt nie oddychał normalnie, wszyscy wrzeszczeli na raz, a mnie włosy stały jakby ktoś z tyłu trzymał! A potem ten gol Kroosa w meczu z City… jebnął z 30 metrów i histerii tyle co nie?! każdy na trybunie jak oszalały, a ja nawet nie mogłem wydukać „kurwa” bo język mi zupełnie zdrętwiał! To była magia, chłopie, proste. Każdy wiem co czułem… czwarta część stadionu to jeden wielki orgazm z płaczem na oczach! 💪🔥
Na trybunach od dzieciaka.
no i teraz tobie powiem coś, co mnie dobija jak do dzisiaj — byłem tam w marcu 2016 na rzymskim olimpiku, ten mecz z rzymianami w półfinale ligii mistrzów, te schody po których się wlókłem z butelką wody w ręku i niosłem flagę w kieszeni bo nie mogłem nawet wyjąć, żeby nie roztrzaskać komu butelkę na głowę — a on wychodzi na boisko i słyszę jak jeden facet obok mnie szepcze „to nasze” i jakby ktoś mi wdepnął w klatkę piersiową bo nagle zapomniałem jak się nazywam, a rzymscy kibice krzyczeli coś w swoim języku ale brzmiało jak zaklęcie przeciw diabła… a myśmy śpiewali „hala madrid” i ten głos taka fala szedł po stadionie że aż strach było oddychać bo człowiek czuł jakby ziemia drżała pod nogami… i potem ten gol banego gol z tej samej strony co Kroos później, no ale tamto było coś innego — nie wiem jak to nazwać, chyba to już nigdy nie wróci bo młode pokolenie nie ma pojęcia co to znaczy czuć taki lęk i euforię naraz, ale ja tam byłem, kurwa, i czułem jak Bernabéu wraca do siebie, kawałek po kawałku… 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
@Tipster_24 kurwa, aleś ty wyluzował z tymi detalami! Ja tam byłem w marcu 2016, ale nie w Rzymie, tylko w Karpaczu na biwaku kibicowskim zrzutowanym z autobusu na granicy, bo bilety to była loteria gorsza niż zakład na remise z Remisówką. Siedzieliśmy w namiocie z flaszką wódki „za 20 zł” i gadaliśmy przez radio z kolegą w Madrycie, który krzyczał jak opętany, że modulacja głosu u Madrytu to najlepszy doping na świecie — i masz, szlag trafił, wiadomo, że oni wygrali, bo jak na takim hałasie puścić piłkę na pola karne, to nawet Froome by zdjął koszulkę i pognał za nią na rowerze!
Ale serio, co ty mówisz o tym, że Bernabéu wraca kawałek po kawałku? 😂 Jakby ktoś chciał zrobić z tej legendy cyfrowy remake w Photoshopie — bo dziś co drugi mecz w Chamartín to jakieś „inteligentne posiadanie”, a tamtej ferajnie nie trzeba było analizować, wystarczyło popatrzeć, żeby wiedzieć, że za minutę będą pod twoją bramką. Ja bym się nie oszukiwał — dzisiejszy Real to nadal zespół, który bije na zawodników wrogów, ale nie tym samym szałem. To już nie jest to szaleństwo, tylko dobrze naoliwiona maszyna. I co z tego, skoro faceta z flagą wielkości jachtu zamiast krzyczeć „hala madrid”, to teraz liczy kroki akcji na screenie z Wyscouta jakbyśmy oglądali mecz w szachy zamiast piłki.
Pytanie do ciebie: albo ja się mylę, albo dzisiejszy medialny Real to jak stary ferarri, który służył tacie do niedzielnych przejażdżek — fajny, ale nie ten sam, co ten co latał po Monzy z wyciem silnika na cały stadion? 💸🔥
no i teraz tobie powiem coś, co mnie dobija jak do dzisiaj — byłem tam w marcu 2016 na rzymskim olimpiku, ten mecz z rzymianami w półfinale ligii mistrzów, te schody po których się wlókłem z butelką wody w ręku i niosłem…
@Tipster_24 Ja cię nie obrażę, ale co to znaczy „dobija”? Żeby się tak zaciągnąć do Rzymu z flagą w kieszeni i butelką wody, to sam musiałeś tamtego wieczoru czuć coś więcej niż tylko „to nasze” — te 60 tysięcy rzymskich kibiców, którzy krzyczeli w swoim języku jakby od tego zależało, czy jutro wyjdzie słońce, a tyś stał tam z tymi dwoma rzeczami w rękach i nagle wiesz, że to nie jest mecz, to jest jakaś uroczystość, która ma trwać wiecznie.
I co ci szkodziło, że nie mogłeś wyjąć flagi? Przecież to nie była dekoracja — to był twój atrybut. Tamtej nocy nie chodziło o to, żeby coś pokazać, tylko o to, żebyś sam siebie poczuł częścią czegoś, co bije sercem dużo mocniej niż zegarek. Bo patrząc na to dzisiaj, ja wiem jedno: tamtego Rzymu nikt nigdy nie zapomni, ale dzisiejszy Madryt? On się stara, biega, liczy kroki, ale te emocje, które tamtego wieczoru wisiały w powietrzu — one miały swój oddech, swoje życie, swoją chwilę. I tej chwili nie da się powtórzyć ani w Photoshopie, ani na ekranie. To była magia, która zdarza się raz na pokolenie, i tyś tam był — a to się liczy najbardziej.
xG > emocje.
Te trzydzieści sekund w przerwie meczu na Metalist, kiedy cała trybuna histerycznie wyło „hala madrid” i dobiegł nas ten głos zza pola karnego… no niech mnie, to była piekielna fala, która uniosła nas wszystkich naraz. Tamta drużyna to był zespół, w którym każdy zawodnik miał w sobie tyle ognia, że nawet sam Bernabéu drżał pod nosem — tamten Casemiro jak byk gotowy skoczyć na każdego, Modrić kroczący jakby nieśli go niewidzialni aniołowie, a Ronaldo? Mówiłeś „do widzenia” i on ci piłkę wybijał z nóg w następnej sekundzie.
Obecna ekipa? Nie powiem, żeby nie było solidnych kawałków, bo Vinícius potrafi rozszarpać obronę w połowie boiska, Valverde i Camavinga walczą jak oszalali, a Courtois non stop chwyta wszystko co lata. Ale tamtej drużyny nie da się pomylić — to była szajka szaleńców, którzy naprawdę wierzyli, że nie przegrywają. Tamten styl? Półtorej sekundy i już byłeś pod bramką przeciwnika, a obrona dosłownie biegła w tamtym kierunku z opuszczonymi rękoma. Dzisiaj widzę, że każdy akcent jest starannie wyliczony, tak jakby menedżer liczył kroki między pressyngiem a kontrą, a wtedy? Wtedy był tylko jeden luz: grać, gnać, bić i nie myśleć. Dokładnie tyle, co potrzeba, żeby krew uderzyła do głowy i człowiek nie umiał oddychać przez następne pół godziny.
I jeszcze te chwile na trybunach — jakby cały świat się zawężał do dwóch bramkarzy, dwóch zespołów i tej jednej piłki. Dzisiaj jest fajnie, naprawdę fajnie, ale tamten czas? To był organiczny chaos, a ja nie wiem, czy to kiedykolwiek wróci. Może właśnie dlatego starzy kibice zawsze tak nostalgicznie mówią o tamtych latach — bo nie chodziło tylko o wynik, ale o to, że na boisku panował duch, który w dzisiejszym futbolu rzadko się trafia. No ale niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że dzisiejszy Real to marny zespół… bo to byłby głupi tekst. Po prostu to nie to samo. I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
haha no kurwa, niech ja sobie przypomnę, jak siedziałem na trybunie w Charkowie z facetami, którym flagi służyły za pasy od spodni, a butelki po piwie — za dzban na chrzciny 🍻⚽ dostałem od jednego taki przez łeb zapytałem „co ty kurwa robisz, człowieku, to moje!” a on mi na to „spokojnie, stary, to dla morale!” i rzuciliśmy się w ten śpiew jak w studnię bez dna… trzy bramki później facet z flagą wielkości jachtu (tego samego co u Pogon_1913, oczywiście) krzyczał „widziałeś, kurwa?!” i wylewał w siebie resztkę browara prosto z butelki wprost na następnego kibica pod nami 🤣 i ten na to tylko „oj, chłopie, weź se łyk i nie rzucaj!” a my tam wszyscy zalani w trupa, roztańczani i szczęśliwi jakby nam ktoś właśnie powiedział, że jutro nie ma pracy przez cały tydzień! i potem ten finał… kurde, kiedy ten gol padł to myślałem, że Bernabéu zwali się na nas razem z trybunami bo wszyscy staliśmy w miejscu i nie wiedzieliśmy, co się dzieje — dopiero jak padł gwóźdź i zawodnicy zaczęli biegać jak oszalali, to zorientowałem się, że jednak żyjemy! 🔥🔴 i teraz te chłopaki mówią o „wyliczonym akcencie” a ja tam byłem, kiedy na boisku był jeden luz: „dobra, maszerujemy i bijemy, reszta to gadanie” — no i widzicie? Pół wieku czekania i to się stało, a teraz jeszcze ktoś chce nam wmówić, że dzisiejszy Real to nie ten sam duch… a ja pamiętam faceta z Charkowa, który przy pierwszym golu krzyknął „to nasze!” i 40 tysięcy osób odpowiedziało mu tym samym jednym głosem — to była magia, chłopaki, nie ten szpanerski football z PowerPointem! i co, mamy się teraz kłócić, kto lepszy? nieee, my po prostu mieliśmy szczęście żyć w czasach, kiedy Bernabéu naprawdę drżał! a dzisiaj? no cóż, niech grają, gratuluję im, ale żeby było jasne — starych czasów nie da się kupić w supermarkecie za 100 euro! 💪😂
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Ej no ale ten Real to nadal taki oddział snajperów na trybunie, że jak ktoś rzuca flarę to całe Chamartín siecze się w te pióra! A pamiętacie ten mecz z Galatasaray w 2019, jakbym to w tej chwili miał w kieszeni bilet i mógłbyś w nim utopić? Facet obok mnie tak kiblował w kawiarence kibica, że musiałem mu oddać swoją paczkę marlboro, bo mu leciał dym z uszu jak z elektrowni wiatrowej!
No dobra, poważnie – dzisiaj to już nie ta ferajna co w 2016, ale niech was nie zwiedzie ta ich "inteligentna" gra. Ja postawiłem 200 zł na trzy wygrane z rzędu w fazie grupowej Ligi Mistrzów przez przypadek (tak, przez przypadek jak te 10-krotne podwyższenia kursów w weekend), bo nie wierzę w to, żeby Kolo Muani nagle dostała charyzmy świętego Franciszka po meczu z Valencią. Jak im szło? Zgadnijcie – albo wygrają 5:0, albo przegrają 0:2, a my znowu będziemy mieli okazję słuchać, jak dziennikarze gadają o "psychologii drużyny".
Ale niech ktoś mi powie, ilu z was było na trybunie południowej, kiedy Benzema strzelił tamtego gola w meczu z City w 2022? Bo ja byłem, i wtedy Bernabéu naprawdę drżał – nie od naszego śpiewu, tylko od huków, jakby ktoś uderzył w dzwon kościelny na całą dzielnicę. I co? Dzisiaj to już nie to samo, bo dzisiejszy szał to albo ekstatyczny wrzask po golu, albo cisza śmierci przez 90 minut. No ale hej, przynajmniej nie muszę się martwić, że mój portfel dojdzie do głosu przy zakupie biletu – bo kto dziś płaci normalne ceny za taki bilecik? 😏💸
Każdą statystykę da się nagiąć.