Te dni kiedy Camp Nou drżał od Cant del Barça, a myśmy byli jego sercem!
no ale se przypomniałem taki jeden mecz w 2009 roku w lidze mistrzów, niedzielne popołudnie w barze u starego dziadka na kanapie, a tam leci akurat meksyk i myśmy mieli taki mały telewizorek, co to ledwo zipał — i nagle ten gol od messiego, piętka i już wiadomo że nie ma odwrotu. ale co to było za euforia, tłumaczyłem potem koledze z pracy że to nie był gol tylko cios szablą, bo on od razu wymyślił że to na pewno przypadkiem padło. no ale wtedy jeszcze byłem młodszy i myślałem że camp nou potrafi aż tak wrzeszczeć, a teraz to wiem że nie widziałem jeszcze nic — no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Kurwa ale ja też byłem tam w tym 2014, w tej stodole u szwagra w Zielonej Górze, stary telewizor co to syczał jak zepsute radio, a tu nagle wchodzimy w mecz... i BAAM! pierwszy gol odrazu u siebie, ten Messi wiadro wylatuje, a ja zapomniałem o chipsach w ręku! Aż cała chata wstała, moja stara rzuciła się na mnie że potłukę piwo, a ja krzyczałem że to nie gol tylko WOJNA!!! 🔴🔥 Wszyscy mieliśmy łzy w oczach jak słuchaliśmy Cant del Barça wiatr nam wyrywał z piersi, a tu szwagier mój, totalny balfas, gada że to przypadkiem... FORTUNA FORTUNA FORTUNA! 🤬 No ale potem już wiadomo było że to nasz dzień, a hulk przybijając do Messiego... kurde, a ja myślałem że nic mnie już nie rusza! A teraz? Teraz jak słychać Camp Nou to od razu mam ciary po plecach, bo wiem że te dni wrócą! Wrócą BOŻE DARUJ! 💪
Jeden klub, jedno życie ❤️
no właśnie, niech no sobie przypomnę... a był przecież ten 2011, kiedy nasze chłopaki pojechali do madrytu, do tego co to się nazywa stadion, gdzie zawsze tylko smutki były? no i tamten mecz w półfinale, pamiętacie? ten z tym debiutem ter-stegena w bramce, bo pletykowski się posypał przez te dwa żółte w lidze... ale co tu gadać, widziałem już setki takich sytuacji, a tam... tam ten sergio busquets wracający z kontuzji, taki spokojny, że aż podejrzany, a potem ten strzał z dystansu od xaviego, co to bolał mnie serce że akurat jemu trafił się akurat taki strzał... i już wiadomo że nie ma odwrotu, bo te piłkarze to byli tacy, co grali wiadomo jak: z klasą, z godnością, bez tych dzisiejszych bicia się o murawa i teatralnych upadków. a jak ten cant del barça rozbrzmiał w tej betonowej dziurze w madrycie... to ciarki przeszły po całym ciele, bo wiedziałeś że to nie jest mecz tylko prawdziwa walka o dumę. i jeszcze ten messi, co to strzelił te swoje dwa gole, ten drugi taki że aż powietrze zastygło... a ja stałem wtedy w szpitalu, bo moja wnuczka była na badaniach, i miałem słuchawki na uszach, i nagle ten ryk z trybun do mnie dotarł przez internetowe radio... płakałem jak dziecko, bo wiedziałem że to nie jest zwykły mecz tylko coś większego. i wiem jedno: takie dni wrócą, bo barça to nie klub tylko uczucie, które nigdy nie umiera 😄🔥
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no kurde ale pamiętacie jak w 2014 podeszliśmy pod ten 3:0 z realem jakieś takie... normalni, a potem weszło się w mecz i nagle to nie my oglądaliśmy piłkę tylko piłka nas oglądała 😂🔴 i ten messi coś tam odgryzł, potem kurczak coś tam dobił, a na końcu hulk kolegom uścisnął dłoń jakby to była ceremonia wręczania Oscarów xD a ja akurat stałem za starą ciocią Zenkiem co to chciała sprawdzić kto strzelił pierwszego gola i od razu schowała telefon bo jej się ekran powykrzywiał od trzymania go tak ciasno 🤣 no ale chyba jednak nie bez powodu ten cant del barça brzmiał tak jakby niebo miało pęknąć, bo naprawdę czuło się że gramy nie dla punktów tylko żeby cały świat wiedział że jesteśmy najlepszy ❤️🔥 i teraz jak pomyślę że to wszystko kiedyś wróci... to aż ciarki lecą, bo nie ma nic piękniejszego niż kibicować barcy! 💪🍿
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.